Tusk realizuje obietnice. Które podatki wzrosną?

W przeciwieństwie do różnych prorynkowych obietnic przedwyborczych, które nie są realizowane przez rząd Donalda Tuska, zapowiedzi podwyższenia podatków, o których mówił szef rządu w swoim exposé z 18 listopada 2011 roku, częściowo już zostały wprowadzone, a pozostałe są w trakcie realizacji.

Poborca podatkowy (obraz: Pieter Brueghel the Younger)
W exposé z końca 2011 roku Donald Tusk zapowiedział między innymi podwyżki różnych podatków i likwidację wielu ulg podatkowych. Wśród zmian fiskalnych premier z Platformy Obywatelskiej wymienił: podniesienie składki rentowej po stronie pracodawcy o 2 punkty procentowe; nałożenie nowego podatku od wydobywanych kopalin; opodatkowanie rolników podatkiem dochodowym; wprowadzenie składki zdrowotnej dla rolników; likwidację ulgi internetowej; likwidację stosowania 50-procentowych kosztów uzyskania przychodów dla umów autorskich w wypadku przychodów powyżej 85 tysięcy złotych rocznie; likwidację becikowego i ulgi podatkowej na dziecko dla rodzin zarabiających powyżej 85 tysięcy złotych rocznie oraz podwyższenie ulgi prorodzinnej na trzecie i kolejne dziecko.

Przekroczony poziom bólu

Zmiany podatkowe zaproponowane w exposé premiera Tuska skrytykował dr Andrzej Sadowski z Centrum Adama Smitha. – Mamy jeden prosty komunikat: wydatki rządowe zostaną utrzymane i żeby je utrzymać, wzrośnie drenaż podatkowy obywateli – powiedział dr Sadowski, twierdząc, że podwyżka opodatkowania zawsze spotyka się z reakcją negatywną i może skłaniać obywateli do zachowań uznawanych za nielegalne. – Przekroczono już poziom bólu, który akceptowali obywatele płacący i tak wysokie podatki w Polsce. To się będzie nasilało, od legalnych form płacenia podatków gdzieś indziej do form będących na granicy z prawem lub poza nim – prognozował ekonomista. Z kolei jak szacowało Tax Care, na zmianach podatkowych proponowanych w exposé, przeciętna trzyosobowa rodzina straci 1384 złotych rocznie, a jeśli rodzice wykonują ponadto atrakcyjnie opodatkowaną pracę twórczą, to ich dochód może zmaleć nawet aż o kilka tysięcy złotych rocznie. Dwie zapowiedzi podatkowe zostały już zrealizowane. Od lutego br. podniesiono z 6 do 8 proc. (czyli o ponad 33 proc.!) podstawę wymiaru składki rentowej w części opłacanej przez pracodawców. Krok ten nie tylko wstrzyma wzrost płac, ale także powiększy bezrobocie i szarą strefę. Z kolei w połowie kwietnia wszedł w życie nowy podatek od kopalin – miedzi i srebra, któremu sprzeciwili się posłowie SLD i Ruch Palikota, zaskarżając ustawę do Trybunału Konstytucyjnego.

Jednocześnie jak poinformował Herbert Wirth, prezes KGHM Polska Miedź, z tego tytułu tylko za 13 dni obowiązywania nowego podatku KGHM zapłacił w kwietniu ponad 50 milionów złotych, co oznacza, że przy obecnych cenach miedzi daje to 1,3 miliarda złotych rocznie, zabierając tym samym spółce pieniądze na inwestycje i zmniejszając jej potencjał rozwojowy. Według ekspertów Fundacji Republikańskiej, nowy podatek stanowi doskonały przykład skoku na kasę wytypowanej wcześniej przez ustawodawcę ofiary. Podatek ten wynosi 12-17 proc. przychodu. Jednak – jak pisze Paweł Gruza, szef Zespołu ds. Finansów Publicznych CAFR i członek zarządu spółki doradztwa podatkowego MMR Consulting – jeśli do tego dodamy 19-procentowy podatek od dochodów spółki i 32-procentowy udział skarbu państwa w dywidendzie, to mamy do czynienia z faktyczną nacjonalizacją finansową KGHM.

Z kolei Paweł Szałamacha, poseł PiS, powiedział, że podatek „pokazuje jak w soczewce trzy cechy rządów PO”: bardzo mocne i celne uderzenie w gospodarkę realną i przemysł, uderzenie w spółkę z wiodącym udziałem skarbu państwa i w Dolny Śląsk oraz pokazuje niewiedzę ministra finansów co do zasadniczych faktów. Nowy podatek od kopalin skrytykowało nawet Ministerstwo Skarbu Państwa, które jest właścicielem 31,8 proc. akcji KGHM.

Rząd nie oszczędza rodzin

1 stycznia 2013 roku ma wejść w życie przygotowana przez rząd ustawa, która ograniczy przyznawanie jednorazowego zasiłku na urodzone dziecko, zwanego potocznie becikowym, do rodzin, których dochody nie przekraczają w przeliczeniu na osobę kwoty 1922 zł miesięcznie. Jak napisano w uzasadnieniu do kwietniowego projektu ustawy, „oznacza to ograniczenie wydatków budżetu państwa w 2013 r. o ok. 39 mln zł”. Tymczasem opozycyjne PJN zaproponowało płacenie przez państwo każdej rodzinie dodatkowo co najmniej 400 złotych miesięcznie na każde dziecko oraz 200 złotych miesięcznie na tzw. konto edukacyjne, co miałoby spowodować zwiększenie liczby dzieci w Polsce.

Organy państwa są w trakcie przygotowywania legislacji dotyczących likwidacji ulgi internetowej oraz likwidacji stosowania 50-procentowych kosztów uzyskania przychodów dla umów autorskich. Nowe przepisy mają wejść w życie od początku 2013 roku. Jak poinformowało „Najwyższy CZAS!” Ministerstwo Finansów, 26 maja 2012 roku projekt ustawy w tej sprawie został przyjęty przez Komitet Stały Rady Ministrów i będzie przedmiotem prac Rady Ministrów na jednym z najbliższych posiedzeń. Odnośnie tej ostatniej zmiany podatkowej koszty mają zostać utrzymane, ale nie będą mogły przekroczyć połowy stawki podatkowej w pierwszym przedziale skali, czyli 42,5 tysiąca złotych rocznie. Ponadto koncepcja tej ulgi miałaby się tak zmienić, że przez okres do półtora roku twórcy kredytowaliby budżet! Według szacunków Ministerstwa Finansów, likwidacja ulgi internetowej odbierze internautom w 2014 roku około 400 milionów złotych, a zmiany dotyczące twórców ograbią ich z około 200 milionów złotych rocznie. Należy się spodziewać, że kolejnym krokiem będzie całkowita likwidacja ulgi w umowach autorskich, a wprowadzana jest stopniowo, by za bardzo nie podburzać środowiska twórców, które i tak jest z tego powodu wściekłe na rząd. Artyści, dziennikarze i środowiska akademickie protestują coraz mocniej, wskazując na fakt, iż ich dochody są nieregularne i często takie rzadkie zarobki muszą starczyć artyście na wiele lat. Podkreślają ponadto, że kryzys już i tak mocno uderzył w dochody twórców, gdyż w sytuacji spowolnienia gospodarczego w pierwszej kolejności redukuje się nakłady na kulturę.

A jak wyliczył „Dziennik Gazeta Prawna”, jeśli rząd spełni zapowiedź z exposé premiera Tuska, to podatek od dochodów niektórych twórców może wzrosnąć nawet o 1000 procent!

Podatek dla rolników

Resort finansów poinformował „Najwyższy CZAS!”, że „obecnie w Ministerstwie Finansów (we współpracy z Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi) trwają prace nad założeniami do projektu ustawy”, która miałaby opodatkować rolników podatkiem dochodowym. Wydaje się jednak mało prawdopodobnie, aby PSL zgodziło się na to, by rolnicy płacili podatek dochodowy czy wyższe składki na KRUS, gdyż straciłoby poparcie swoich wyborców na wsi.

Niestety to nie wszystkie niekorzystne zmiany podatkowe zaserwowane Polakom przez rządzącą koalicję tylko w tym roku. Dostosowując polskie prawo do radosnej legislacji unijnej, od stycznia wprowadzono akcyzę na węgiel i koks (ponad 30 złotych od tony) oraz podniesiono akcyzę na olej napędowy o około 15 groszy na litrze. Podwyższono także akcyzę na biokomponenty i na tytoń oraz zlikwidowano tzw. lokaty antybelkowe (miała być likwidacja podatku Belki, a od 31 marca br. obowiązuje jego uszczelnianie). Nie zapomniano o podatku VAT. Od stycznia z 8 do 23 proc. wzrósł ten podatek na buty i ubranka dziecięce oraz wielorazowe pieluchy. O wstrzymanie tej ostatniej podwyżki apelowało między innymi PiS i Fundacja Republikańska. Ta ostatnia alarmowała, że podwyżka podatku VAT w tym zakresie będzie skutkowała nie tylko znacznymi podwyżkami cen, ale też negatywnie wpłynie na polską demografię i gospodarkę. „Skutki dla systemu emerytalnego, obciążeń fiskalnych i konkurencyjności gospodarczej Polski mogą okazać się tragiczne” – ostrzegała organizacja, zaznaczając jednocześnie, że takie państwa, jak Wielka Brytania czy Irlandia korzystają w tym zakresie ze stawki zerowej.

Pod koniec maja Ministerstwo Finansów opublikowało projekt nowelizacji ustawy o VAT, który przewiduje kolejne podwyżki tego podatku. Do 23 proc. ma wzrosnąć stawka VAT dla wełny szarpanej oraz odpadów zwierzęcych surowych, niejadalnych – np. sierści czy szczecin, kości, skorup żółwi – oraz na wyroby sztuki ludowej. 23-procentową stawką zostaną także opodatkowane zwolnione teraz z VAT tzw. usługi pocztowe niepowszechne, świadczone przez Pocztę Polską. Ponadto z 5 do 8 procent zostanie podwyższony VAT na sprzedaż lodów oraz gotowych posiłków i dań. W sumie na powyższych zmianach w podatku VAT budżet ma zyskać 67 milionów złotych. Na etapie uzgodnień międzyresortowych jest także propozycja Ministerstwa Finansów, które chce wykreślić z ustawy o VAT zwolnienie dotyczące rozdawanych ulotek reklamowych.

Oskładkowanie

Poza tym trwają prace rządu nad oskładkowaniem urlopów wychowawczych kobiet samozatrudnionych lub niezatrudnionych na etacie, w tym żon rolników. Mówi się także coraz głośniej o podatku od transakcji finansowych. Już w lutym SLD przedstawił projekt ustawy o opodatkowaniu niektórych instytucji finansowych, który opodatkowywał je stawką 0,25 procent. Z kolei Ruch Palikota zapowiedział, że wkrótce złoży w Sejmie stosowny projekt ustawy wprowadzającej ten haracz, który przewiduje stawkę 0,05 proc. od instrumentów pochodnych i 0,1 proc. od pozostałych transakcji. Wincenty Elsner, poseł Ruchu Palikota, wyjaśniając konieczność wprowadzenia podatku od transakcji finansowych, stwierdził, że „mimo kryzysu banki mają się dobrze” i tylko w 2011 roku ich zysk netto w Polsce wyniósł prawie 16 miliardów złotych. Czyli jak w przypadku KGHM – myślenie typowo socjalistyczne: trzeba dobić kurę znoszącą złote jaja, a po nas choćby potop.

Tymczasem ostatnio na dodatek Ministerstwo Rozwoju Regionalnego w jednym ze swoich dokumentów przebąkuje o wprowadzeniu podatku katastralnego, który może okazać się katastrofą dla polskich rodzin. Żaden resort nie mówi natomiast o ulżeniu polskiemu podatnikowi, choć reformy podatkowe należałoby zacząć choćby od likwidacji podatku PIT, co proponuje Przemysław Wipler, poseł PiS, wśród jego wad podkreślając nieefektywność, skomplikowanie i niesprawiedliwość. Niestety tego byłego członka UPR nie chce słuchać ani premier Tusk, ani minister finansów Jan Vincent-Rostowski, optując za coraz głębszym drenowaniem kieszeni coraz biedniejszych polskich podatników.

Nie ma się więc co dziwić, że pod względem płacenia podatków w najnowszym raporcie Banku Światowego „Doing Business 2012” Polska znajduje się dopiero na 128. miejscu wśród 183 sklasyfikowanych krajów (w raporcie „Doing Business 2008” nasz kraj był w tej dziedzinie na miejscu 125.). Wszystko wskazuje na to, że pod rządami PO-PSL sytuacja dalej będzie się pogarszać.

Comments are closed.