Podatek katastralny. Jak działa na świecie? Czy wprowadzać w Polsce?

Z jednego z dokumentów Ministerstwa Rozwoju Regionalnego wynika, że rząd Donalda Tuska planuje wprowadzenie podatku katastralnego, który miałby zastąpić obowiązujący obecnie podatek od nieruchomości oraz podatek rolny i leśny. Dla większości właścicieli mieszkań i domów oznaczałoby to płacenie nawet 50 razy (sic!) wyższych podatków.

Podatek katastralny ma długą i niekoniecznie chlubną historię. Niektóre amerykańskie stany opodatkowały nieruchomości podatkiem katastralnym już pod koniec XVIII wieku. W XIX wieku w USA ideę podatku od wartości ziemi rozpowszechnił Henry George, który uważał, że jednocześnie będzie można wyeliminować wszystkie inne podatki. Nowoczesny system katastru w Europie to połowa XIX wieku, kiedy powstały tego typu rejestry nieruchomości we Francji (1850 rok, choć jego początki sięgają epoki napoleońskiej) czy w Austro-Węgrzech (1881 rok). W tym czasie w Niemczech w różnych landach tworzono rozmaite uregulowania prawne dotyczące podatku gruntowego, które zostały ujednolicone dopiero w 1936 roku.

Warto przedstawić obecnie obowiązujące rozwiązania dotyczące podatku katastralnego w kilku krajach, bo znacznie różnią się one od siebie.

W Niemczech podstawą opodatkowania podatku gruntowego jest wartość rynkowa nieruchomości przemnożona przez specjalne wskaźniki, które różnią się w zależności od rejonu kraju i rodzaju nieruchomości, a wynoszą od 2,6 promila do 1 procenta (ziemia rolna i zalesiona – 6 promili). Ostatecznie podatek jest przemnażany przez specjalne wskaźniki, różne w zależności od gminy, i w rezultacie efektywna wysokość stawki podatkowej waha się między 0,98 proc. a 2,84 proc., dając średnią 1,9 proc. wartości nieruchomości. Jednak występuje również szeroki katalog zwolnień podatkowych dla instytucji publicznych, społecznych czy religijnych.

Wprowadzonym w 1993 roku brytyjskim council tax, zbieranym przez władze lokalne, opodatkowana jest nieruchomość mieszkalna. Jest to podatek progresywny – w Anglii nieruchomości podzielone są na osiem grup w zależności od wartości. Im nieruchomość jest więcej warta, tym wyższy jest podatek. Przeciętna stawka dla nieruchomości znajdującej się w środkowym przedziale wartości wynosi około 1 procent. W 2011 roku średni council tax w Anglii wyniósł 1196 funtów. Występują ulgi w tym podatku dla nieruchomości, w których mieszkają osoby niepełnosprawne, studenci lub gdy mieszka jedna osoba, a ponadto wprowadzono zasiłek podatkowy, który może wynieść nawet 100 procent wartości tego podatku. Drugi podatek – non-domestic rate – to podatek od nieruchomości wykorzystywanych do prowadzenia działalności gospodarczej. W Anglii stawki tego podatku wynoszą około 48 proc., a w Walii około 44 proc. rocznej wartości czynszu za daną nieruchomość.

W Stanach Zjednoczonych podatek od wartości nieruchomości, z którego dochody czerpią władze lokalne, jest zróżnicowany i w każdym stanie jest inny. W 2009 roku wyniósł średnio 1,04 proc. wartości rynkowej nieruchomości. Najwyższy był w stanie New Jersey – 1,89 proc. i w New Hampshire – 1,86 proce., a najniższy w Luizjanie – 0,18 proc. i na Hawajach – 0,26 procent. W latach 2004-2009 średnio najniższy podatek katastralny w USA płacili mieszkańcy hrabstwa Bethel na Alasce (105 $), a najwyższy – mieszkańcy hrabstwa Hunterdon w New Jersey (8216 $). W połowie czerwca w Dakocie Północnej przeprowadzono referendum w sprawie zniesienia tego podatku, ale ponad 3/4 głosujących opowiedziało się za pozostawieniem status quo. Jednak propozycje reformy podatków katastralnych nabrały tempa również w innych stanach, jak Pensylwania czy Teksas. Co ciekawe, właściciel nieruchomości w USA może podać w wątpliwość wysokość ustalonego przez władze lokalne podatku katastralnego lub ustaloną wartość nieruchomości, skarżąc się do sądu. Zwolnieniami lub ulgami od tego podatku mogą się cieszyć weterani, instytucje religijne czy w szczególnych przypadkach podmioty prowadzące działalność gospodarczą. W stanie Pensylwania występuje także podatek od wartości ziemi.

Systemy podatków katastralnych obowiązują w krajach bałtyckich. W 1993 roku w Estonii wprowadzono podatek gruntowy, który zasila budżety lokalne. Stawki tego podatku, które ustalają władze samorządowe, wynoszą od 0,1 proc. do 2,5 proc. szacunkowej wartości gruntu rocznie. Z kolei podatek katastralny na Litwie wynosi 1,5 proc. wartości prywatnych nieruchomości gruntowych oraz od 0,3 proc. do 1 proc. od wartości nieruchomości budowlanych, co ustalają władze lokalne. W obu tych podatkach występuje szereg ulg. Dodatkowo od 1 stycznia 2012 roku wprowadzono na Litwie podatek od dużych majątków – właściciele domów o wartości powyżej 1 mln litów (ok. 1,25 mln zł) płacą 1 proc. ich wartości rocznie. Natomiast na Łotwie stawka podatku katastralnego zarówno od nieruchomości gruntowych, jak i budowlanych wynosi 1,5 proc. ich wartości, jednak od budynków przeznaczonych na cele mieszkalne podatek ten jest progresywny i stawki wynoszą: 0,2 proc. (dla mieszkań o wartości – w przeliczeniu – do 247 tys. zł), 0,4 proc. (od 247 do 463 tys. zł) lub 0,6 proc. (powyżej 463 tys. zł). Natomiast nieuprawiana ziemia rolna obciążona jest 3-procentowym podatkiem od wartości.

Całkiem inaczej wyglądają podatki katastralne we Francji i Belgii. W obu tych krajach podatek katastralny nie jest obliczany od wartości nieruchomości, lecz oblicza się go jako procent z dochodu realnego, jaki hipotetycznie może dana nieruchomość zapewnić właścicielowi w ciągu roku. W Belgii podstawa opodatkowania co roku jest indeksowana przez administrację katastralną. Podatek ten stanowi dochód władz samorządowych różnego szczebla, które co roku mogą go uchwalać w różnej wysokości. Na przykład biorąc pod uwagę Brukselę w 2012 roku, łącznie podatek wynosi 39,2375 proc. podstawy opodatkowania, z czego 1,25 proc. idzie dla regionu, 7,3625 proc. dla departamentu, a 30,625 proc. dla gminy. W rezultacie podatek katastralny w Brukseli od około 100-metrowego mieszkania wynosi około 1100 euro rocznie. We Flandrii dla regionu idzie 2,5 procent. Dla mieszkań socjalnych stawka ta jest obniżona i wynosi w Walonii i Brukseli – 0,8 proc., a we Flandrii – 1,6 procent. Obowiązują zniżki od tego podatku – m.in. dla inwalidów, niepełnosprawnych czy rodzin mających dzieci. Podobnie we Francji na początku każdego roku państwo wysyła do samorządów podstawę do naliczania podatków katastralnych, a stawki są uchwalane przez samorządy w zależności od ich potrzeb finansowych. W 2010
roku średnia stawka podatku katastralnego we Francji wyniosła 33,42 proc. podstawy opodatkowania. Najwyższe stawki podatkowe występują w Mizoën – 86,03 proc. i w Fontanès-de-Sault – 85,67 proc., a najniższe w Neuilly-sur- Seine – 9,03 proc. i w Thiverval-Grignon – 9,45 procent. Dla porównania: w centrum biznesowym Paryża stawki te wynoszą 12,88 proc., w Lyonie – 25,38 proc., a w Marsylii – 37,65 procent. We Francji dodatkowo obowiązuje progresywny podatek od dużych majątków: 0,25 proc. od majątków o wartości od 1,3 do 3 mln euro oraz 0,5 proc. od majątków wartych powyżej 3 mln euro.

W Polsce historia podatków od nieruchomości sięga czasów Kazimierza Wielkiego, kiedy wprowadzono poradlne, czyli podatek od ziemi uprawnej. Następnie w 1629 roku poradlne zastąpiono podymnym, czyli podatkiem od komina na dachu. Zdaniem Janusza Korwin-Mikkego, liniowy podatek gruntowy oraz podatek od wartości nieruchomości są – obok podatku pogłównego, podatku od kopalin i podatku na ochronę środowiska – jedynymi sprawiedliwymi podatkami. Lider Nowej Prawicy oba podatki uzasadnia tym, że za pieniądze z nich pochodzące państwo chroni nieruchomości. Wszystkie dotychczasowe podwyżki podatkowe serwowane przez koalicję PO-PSL mogą zostać całkowicie przyćmione właśnie przez popularny na Zachodzie podatek katastralny, mający zastąpić podatek od nieruchomości, rolny i leśny – których wymiar obliczany jest od powierzchni, a nie od wartości – pobierany teraz przez gminy. W listopadzie 2011 roku Donald Tusk co prawda zapewniał w Sejmie, że rząd nie planuje wprowadzenia podatku katastralnego, ale raczej nie ma co wierzyć w te słowa, bo jeszcze w 2009 roku premier obiecywał, że nie będzie podnosił żadnych podatków.

Choć również Ministerstwo Finansów poinformowało „Najwyższy CZAS!”, że „nie prowadzi żadnych prac legislacyjnych związanych z podatkiem katastralnym”, to należy się co najwyżej spodziewać, że pomysł tego kosztownego w zbieraniu podatku został przeniesiony w czasie.

Ostatnio posłowie PiS znaleźli w projekcie „Założenia Krajowej Polityki Miejskiej do roku 2020”, przygotowanym przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, zapis o „wprowadzeniu podatku od wartości nieruchomości ad valorem lub podatku zależnego pośrednio od wartości nieruchomości”. Może to być groźne dla większości rodzin w Polsce, które posiadają mieszkanie lub dom, gdyż nawet jeśli wysokość podatku wyniesie zaledwie 1 proc. wartości nieruchomości, to kwoty okażą się nie do zapłacenia. Od mieszkania wartego 500 tysięcy złotych, zamiast dotychczasowych 100 złotych podatku od nieruchomości, trzeba będzie płacić 5 tys. złotych podatku katastralnego rocznie, a od domu o wartości 2 milionów złotych – 20 tys. złotych rocznie zamiast 200-300 złotych podatku od nieruchomości.

– Wszystko wskazuje na to, że koalicja PO-PSL szykuje wielki skok na portfele ludzi, którzy mają swoje mieszkania czy domy – mówi w „Super Expressie” Jerzy Szmit, poseł z PiS. – To zrujnuje wiele rodzin – dodaje.

Podatek katastralny, o którym wspomina artykuł 162 ustawy o gospodarce nieruchomościami z 1997 roku, ma szereg wad. Przede wszystkim kosztowne jest jego wdrożenie, gdyż wiąże się z budową specjalnego systemu informacji o nieruchomościach, a tym samym z zatrudnieniem nowych urzędników, którzy będą zajmować się nowym podatkiem, czyli wykonywać nikomu niepotrzebną pracę. Jednym z ich zadań będzie przeprowadzana co jakiś czas masowa wycena nieruchomości, a także ustalanie współczynników waloryzacji podatku. Oznacza to jednocześnie, że państwo będzie dokładnie wiedziało, jaką wartość posiadają nieruchomości każdego obywatela, czyli będzie poinformowane nie tylko o tym, ile kto zarabia (za sprawą PIT), ale także jaki ma majątek.

Ponadto podatek katastralny zmusza do sprzedaży nieruchomości, szczególnie osoby o niskich dochodach, co w konsekwencji prowadzi do wywłaszczenia. Podatek ten uderzyłby w biedne rodziny, które swego czasu wykupiły zajmowane przez nie mieszkania spółdzielcze czy komunalne za niewielkie pieniądze lub wybudowały tanio dom sposobem gospodarczym. Oni wszyscy musieliby przeprowadzić się do mniejszych i gorzej położonych lokali. „Super Express” przedstawił już nawet niezbyt ciekawą wizję Polski po wprowadzeniu podatku katastralnego, który prowadzi często do wywłaszczenia: „Zamieszkiwane przez seniorów i biedotę slumsy na obrzeżach miast. Luksusowe centra metropolii tylko dla bogaczy!”. Podatek katastralny wymusza także wzrost kosztów wynajmu nieruchomości. Poza tym podatek ten zniechęca do inwestowania w rozbudowę czy remonty podnoszące wartość budynków.

Mimo tylu wad największym problemem nie jest podatek katastralny jako taki, lecz kwestia tego, że Polacy już są nadmiernie opodatkowani. Mamy sporo podatków, których stawki często przekraczają absurdalne granice. I w tym należy upatrywać niebezpieczeństwa we wprowadzeniu nowego podatku katastralnego, gdyż równoczesna likwidacja niskiego podatku od nieruchomości, rolnego i leśnego nie zrekompensuje konieczności płacenia znacznie wyższego nominalnie podatku katastralnego. Aby można było ten podatek wprowadzić, najpierw należałoby zlikwidować albo przynajmniej mocno obniżyć inne podatki, jak PIT czy VAT. Ale to oznaczałoby głęboką reformę finansów publicznych, do czego ten rząd nie jest zdolny. W związku z tym istnieje niebezpieczeństwo, że wprowadzi się nowy podatek katastralny, nie obniżając innych danin publicznych. Polaków najzwyczajniej w świecie na to nie stać. Dlatego należy głośno sprzeciwiać się jakimkolwiek propozycjom wprowadzenia tego nowego haraczu.

Tym bardziej że niedawno media mówiły o jeszcze jednym pomyśle fiskalnym Ministerstwa Finansów, które chce – jak na Łotwie – wprowadzić podatek od nieużytków rolnych w wysokości od 100 zł do 1000 zł za hektar nieuprawianej ziemi…

2 KOMENTARZE

  1. Zainteresowałem się systemem podatkowym jakiś czas temu i wpadłem na rewolucyjny pomysł. Stawka podatku nie musi być wyznaczana w X %-ach albo X promilach, tylko na podstawie potęgowania. Powiedzmy, że ta potęga wynosiłaby 0,48. Mamy mieszkanie za 100 000 zł, podatek wynosiłby w takim wypadku 251 zł, 500 000 zł – 544 zł, a za 2-milionową willę – 1058 zł. Według mnie są to sumy jak najbardziej ,,normalne” i co najważniejsze – sprawiedliwe. Współczynnik można oczywiście zawsze precyzyjnie zwiększać lub zmniejszać.

  2. Cóż za szczęście, że teraz – 11.06.2016 ekipa Tuska – z mistrzem kreatywnej księgowości Rostowskim – człowiekiem bezprawnie mianowanym ministrem (brak polskiego obywatelstwa) finansów (brak kwalifikacji – odpowiednik naszego technika – ekonomisty. Brak studiów wyższych!) i zwykła bandą zdrajców i żydowskich złodziei jest już przeszłością. Ale kataster i tak nadal wisi nad naszymi głowami…

Comments are closed.