REKLAMA

Z PAWŁEM ŚLĄSKIM, autorem książki „Hieny, Modliszki, Czarne Wdowy – czyli jak kobiety zabijają” (dostępna tutaj), rozmawia Marta Sieciechowicz. Książka jest szczerą i autentyczną opowieścią o konsekwencjach związków z pewnymi kobietami. Związków, które tylko w najlepszym wypadku mogą się zakończyć na sali sądowej, ale na ogół tak się nie kończą. Książka to męskie, ale absolutnie niemizoginiczne, spojrzenie na feminizm i jego zabawna, beletrystyczna krytyka.

MCZ!: Jak narodził się pomysł na książkę? Czy był to nagły impuls, pomysł, który pojawił się nagle, czy też raczej decyzja dojrzewała przez jakiś czas?

REKLAMA

Paweł Śląski: Decyzja dojrzewała 17 lat. Impulsem natury emocjonalnej była samobójcza śmierć mego przyjaciela, Andrzeja Roskowińskiego, który utopił się w Sekwanie (kilku innych się powiesiło) i którego jego Hiena doprowadziła przez lata zagryzania do poziomu psychicznego nędzarza. Było to gdzieś w latach 1995-1997. Potem nastąpiła eskalacja hienich zachowań w mym własnym związku z Hieną w roku 1999. Ponieważ ciągle drzemie we mnie stary inżynier i laborant, zacząłem gromadzić obserwacje innych, konsultować je i z kobietami, i mężczyznami – i nagle zrozumiałem, że nie ma mowy o przypadku, że właśnie odkryłem dowody rzeczowe na ten temat
i że są ich tysiące. Posiadałem też już wcześniej pewną podejrzliwość, wywołaną u mnie przez Pana prof. dr. Jerzego Podhalańskiego, który całe życie skrupulatnie notował przypadkowe elementy zachowań Hien i głupotę męskich naiwniaków. To on odkrył „żebraka łóżkowego”, to on namierzył aseksualizm Hieny i jej oziębłość, to on ustalił w obronie samca słynną zasadę „matrimonium non consumatum obowiązuje całe życie – a nie tylko w noc poślubną”. Miałem więc drogowskaz. Potem, ponieważ trochę piszę wiersze i maluję oraz coś tam tworzę w prasie specjalistycznej – w ramach wypoczynku – rozległy się nawoływania kolegów i koleżanek: „Paweł, ty to musisz napisać!!!”.

Czy lubi Pan kobiety? Czy książka jest antyfeministyczna?

Czy lubię? Ubóstwiam, rozpuszczam, każdą piękność chciałbym namalować; dbam, bronię jak lew i korzystam z właściwej każdemu samcowi cielesności, ile wlezie… Wyznaję hawajski typ miłości, czyli czynnej, a nie gadanie o niej. Na piedestale kobiety jednak nie stawiam, jest to niezgodne z jej instrukcją obsługi, choć na rękach ponosić potrafię. Nauczyłem się tego w 2000 roku. Dawniej stawiałem – to był błąd. Książka nie jest antyfeministyczna, bo takie pojęcie u silnego mężczyzny nie istnieje. Ja bezgranicznie lubię kobiety. Natomiast jest bezwzględna wobec tych cwanych potworów kobiecych, które mordują samca po ślubie z pełną premedytacją, ba! – mają to zaplanowane od lat.

Kim jest hiena? Czy jest wytworem polskim, czy to zjawisko ogólnoświatowe?

Zjawisko OGÓLNOŚWIATOWE, ale o największej eskalacji w środowiskach ateistycznych (nie ma zasad moralnych) i demokracjach (nie ma kary – nie ma miary). Oczywiście dotyczy to głównie człowieka rasy białej, nie zajmowałem się analizą tych zachowań wśród innych ras, kultur i ludów. Poza tym obecnie młodzi mężczyźni rasy białej niewieścieją i ma na to również wpływ ta moda na podtrzymywanie ciąży hormonami żeńskimi… i potem rodzi się taki – nijaki…

Czy sądzi Pan, że przed równouprawnieniem i narodzinami feminizmu istniały na świecie hieny?

Hieny istnieją od zarania ludzkości. Hiena kazała ściąć Jana Chrzciciela – największego z wszystkich ludzi, jacy się narodzili – bo stał jej na drodze do małżeństwa z Herodem. Hiena wysadziła w USA pociąg i zabiła 250 pasażerów, bo tam był spadkobierca, którego chciała się pozbyć (omawiany w książce „Hieni Głód”). Obecnie istnieje jednak fenomenalna eskalacja hienizmu z kilku powodów. Młody człowiek zbyt wcześnie jest poza domem – sam wśród Hien. Stracił na sile wpływ rodziny. Nie ma skutecznych narzędzi do wywierania presji na Hienę, więc jest i nietykalna, i bez jakiegokolwiek zagrożenia. Do tego media bełkoczą jak oszalałe, kłamiąc w żywe oczy i przedstawiając świat, który istnieje tylko na ekranie. Nikt nie nagrywa przecież naszego śmiechu, gdy te „bidule” feministki coś paplają czy gdy oglądamy film political correctness. Dawniej Hiena musiała się maskować, bo ją mąż wywalał z domu, a bywało, że i sięgał po środki przymusu bezpośredniego – co i tak jest mniej skuteczne od wyrzucenia na bruk…

Czy ustrój państwa może mieć wpływ na istnienie hien, czy np. w krajach islamskich także są hieny?

Świetne pytanie. Nie, tam ich jest o wiele mniej, bo mężczyzna jest na piedestale, samotna Hiena jest nikim, nie może być bezczelna nawet w sposobie wysławiania się i zwracania do męża czy ojca. Ponadto prawo zwyczajowe wspomaga mężczyznę… Ale uwaga! Nakłada też na niego trudne obowiązki! Nie zarabia, nie broni domu – jest nikim! Jeśli Hieny tam są, to się świetnie maskują. W czasach mej paryskiej młodości byłem w wielu muzułmańskich domach, naprawiając telewizory – i ani razu nie spotkałem Hieny. Nie zależało to od poziomu wykształcenia czy też zasobności portfela.

REKLAMA