Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie (PCPR), otoczone prywatnymi fundacjami i stowarzyszeniami, świetnie sobie żyje, dojąc nasze podatkowe pieniądze. Dzieci są tu tylko towarem dającym kilkadziesiąt tys. zł przychodu rocznie. Można je wymienić, jeśli są zbyt kosztowne – tak jak wymienia się nierentowną maszynę.
Równocześnie zdrowe, normalne rodziny łupi się niemiłosiernie VAT-em, PIT-em i ZUS-em, dyskryminuje w dostępie do przedszkoli i szkół. Narzuca się nauczanie niezgodne z wolą rodziców. Państwo robi wszystko, aby zdrowym rodzinom wybić z głowy posiadanie dzieci, a adopcja to droga przez mękę. Za to system premiuje rodziny rozbite, patologiczne i przestępcze. Dla nich są zasiłki, dotacje, miejsca w przedszkolach itd. Dla nich są fundusze wychowawcze. Dlatego dzieci chorych, maltretowanych, porzuconych jest coraz więcej, a państwowe domy dziecka pękają w szwach. A dzieci, które mogłyby być naszą przyszłością, nie rodzą się i jako naród wymieramy. Jak powiedział nasz jaśnie oświecony przywódca: „dla państwa najlepsza jest rodzina bezdzietna”.
Przypadek Magdziaków
Jak doi się rodziny, pokazuje następujący przypadek. Fundacja Nasz Dom Zastępczy i jej założyciel, p. Ireneusz Kopania, sprowadzili na Śląsk państwa Magdziaków. Magdziakowie mają trójkę swoich dzieci i jedno przysposobione. Otrzymali jeszcze pod opiekę czwórkę rodzeństwa z ciążowym zespołem alkoholowym FAS. Brytyjska fundacja Our New Family prowadziła zbiórkę na rzecz tej konkretnej rodziny, pokazując jej zdjęcia w angielskiej prasie. Za pieniądze od darczyńców z Wielkiej Brytanii zakupiono dom do remontu w miejscowości Sieroty pod Gliwicami, gdzie państwo Magdziakowie zamieszkali, dom wyremontowali i wyposażyli za własne pieniądze, a następnie rozpoczęli przy pomocy fundacji p.Kopani starania o przekształcenie rodziny zastępczej w rodzinny dom dziecka z siedzibą w Sierotach. Czas mijał, korespondencja krążyła i całkiem przypadkiem wyszło na jaw, że rodzinny dom dziecka w tej okolicy już jest, ale powołany dla innych prowadzących. Równocześnie okazało się, że już w styczniu PCPR złożyło w sądzie wniosek o rozwiązanie rodziny zastępczej państwa Magdziaków pod nieprawdziwymi zarzutami. Jednocześnie zaczęły krążyć dziwne plotki: a to że niby Magdziakowie wielokrotnie chcieli zrzec się opieki nad dziećmi, a to że między Piotrem a jego żoną Mał-gorzatą nastąpił rozpad pożycia małżeńskiego, a to że znaleziono w lesie jedno z dzieci. Jednak mimo przeprowadzonego śledztwa dziennikarskiego, nie znaleźliśmy nikogo, kto byłby świadkiem owych zdarzeń. Wszyscy wiedzieli to od p.Kopani. W końcu Fundacja Nasz Dom Zastępczy, będąc prawnym właścicielem nieruchomości, wypowiedziała umowę najmu, nakazując rodzinie do 30 czerwca opuścić dom w Sierotach. PCPR natomiast nakazało rodzicom w ciągu dwóch tygodni wskazać lokum o powierzchni co najmniej 240 m2, pod groźbą odebrania dzieci.
Walka z urzędasami
W takiej właśnie sytuacji wezwano państwa Magdziaków do urzędu. Dlatego wiele środowisk i ludzi dobrej woli postanowiło zorganizować pod PCPR pikietę w obronie rodziny Magdziaków i ich przysposobionych dzieci. W piątek 15 czerwca br. o godzinie 10.00 pod Starostwem Powiatowym w Gliwicach zebrali się obrońcy rodziny zastępczej Piotra i Małgorzaty Magdziaków. W tym terminie PCPR nakazało stawić się na rozmowy o dalszym losie rodziny zastępczej. Pikietę firmowała Solidarność Walcząca. Przyjechali znajomi państwa Magdziaków z Piotrkowa Trybunalskiego, gdzie Magdziakowie mieszkali przed przyjazdem na Śląsk. Przybyła także bojowo nastawiona delegacja kibiców Piasta Gliwice, dziennikarze z dwóch telewizji i z Nowego Ekranu, a także Marianki – koleżanki dzieci Magdziaków, rozdające baloniki. Stawili się pracownicy biura poselskiego pana Piotra Pyzika z PiS, a także prawnicy i ludzie pomagający dzieciom z dobrej woli. Przyjechał też właściciel portalu Nowy Ekran, p. Ryszard Opara, który zaoferował całej rodzinie posiadłość w Warszawie do czasu wyjaśnienia ich sytuacji. Jednak to, co działo się potem, przypominało sceny z filmu kryminalnego. Na wieść o planowanej pikiecie w ostatniej chwili urząd zmienił miejsce spotkania! Do nas wyszedł tylko prawnik urzędu, który przeczytał ogólnikowe oświadczenie PCPR! Niebawem dowiedzieliśmy się, że Pani Dyrektor Barbara Terlecka-Kubicius wraz z pracownicą opuściły w godzinach pracy urząd, aby spotkać się z angielskimi fundatorami w… ośrodku wczasowym nad jeziorem Dzierżno.
Rzucali losy o dzieci
Jeżeli ustawy sejmowe „dopieszcza się” na cmentarzach (jak to robił Rycho i Zbycho), to dlaczego losy tej rodziny nie mają być rozstrzygane przez urząd i podmioty prywatne w ustronnym ośrodku, gdzie gapie nie mają wstępu? Pojechaliśmy tam. Zastawiliśmy terenowym jeepem samochód pań urzędniczek i rozpoczęliśmy negocjacje, aby wejść do sali wynajętej przez prywatne osoby i zakłócić im relaks. Ochroniarz z początku nie chciał negocjować, ale po naleganiach dziennikarzy wyszedł Mark – szef angielskiej fundacji. Po długich negocjacjach wpuszczono panią Małgorzatę Magdziak z prawnikiem i tłumaczem. Została wysłuchana – jak mówi – z pobłażliwą łaskawością i ironicznymi uśmiechami. Wygląda na to, że układ między Anglikami, p. Kopanią i PCPR jest domknięty. Magdziakowie i chore dzieci zostali przez system wykorzystani, aby swymi zdjęciami i wypowiedziami w mediach trafić do serc i kieszeni darczyńców. Gdy już dom kupiono, wzięli komercyjny kredyt bankowy na kwotę 60 tys. zł i kosztem wielu wyrzeczeń, z pomocą wolontariuszy – ludzi dobrego serca – budynek wyremontowano. Teraz, kiedy ich rodzina mogłaby normalnie funkcjonować, wyrzuca się ich na bruk, a nieuczciwi ludzie chcą przejąć owoce ich pracy.
Najgorsze jest jednak to, że chore dzieci, które przez kilka lat miały rodzinę, skończą prawdopodobnie w zamkniętym zakładzie leczniczym jako tzw. zwrotki – dzieci, których nikt nie chce. „Zwrotki” to termin na stałe funkcjonujący w żargonie urzędniczym. PCPR też ich nie chce, bo leczenie kosztuje i chore dzieci nie są już tak dobrym biznesem jak zdrowe. Z tego powodu państwo Magdziakowie musieli sądownie przymusić PCPR do zezwolenia na leczenie specjalistyczne chorych dzieci. Kogo to obchodzi, że w tej chwili dzieci mają kochającą rodzinę? 3 lipca br. rozpoczął się proces sądowy decydujący o dalszych losach rodziny zastępczej. Będziemy Państwa informować o przebiegu tej bulwersującej sprawy.