Coraz więcej Polaków marzy o pracy w sektorze publicznym

Coraz więcej Polaków marzy o pracy w sektorze publicznym. Według danych GUS ok. 60 proc. wszystkich pracujących w firmach prywatnych (trochę ponad 5 mln. osób) chciałoby zostać urzędnikiem lub pracownikiem firmy z większościowym udziałem skarbu państwa. Etat w urzędzie to atrakcyjna forma kariery aż dla 25% spośród nich. Jedną szóstą pociągają służby mundurowe. Jedną dziewiątą zadowoli posada w dowolnej państwowej firmie. Skalę popytu na stołek w budżetówce uzmysławia ostatni bój o posadę sekretarki w krakowskim Urzędzie Wojewódzkim. O stanowisko walczyło prawie 500 osób. Według „Dziennika Polskiego” o jeden etat w policji zwykle ubiega się nawet 100 chętnych. Widmo recesji – Donald Tusk ma wkrótce wygłosić „expose na czas kryzysu” – z całą pewnością zwiększy zainteresowanie urzędniczą fuchą.

Posady utrzymywane przez podatników wydają się atrakcyjne bo praca jest raczej stabilna (często dożywotnia) a pensja stosunkowo wysoka i zwykle niezależna od wydajności i osiąganych wyników. Według badań firmy Sedlak & Sedlak – cytowanych przez dziennikpolski24.pl – „zarobki w sektorze publicznym zależą głównie od stażu pracy. Płaca przeciętnego pracownika administracji państwowej czy wymiaru sprawiedliwości po 10 latach wzrasta średnio o połowę, a w służbach mundurowych niemal o 100 procent”. Zdaniem ekspertów Fundacji Obywatelskiego Rozwoju Leszka Balcerowicza zarobki w sektorze publicznym są zwykle wyraźnie wyższe niż wynagrodzenie osób zatrudnionych na podobnym stanowisku w firmach prywatnych (wyjątkiem są wysoce wykwalifikowani specjaliści). Równocześnie wydajność budżetówki jest znacznie niższa. Według GUS od 3 lat dynamicznie pogłębia się różnica między przeciętnymi zarobkami w sektorze publicznym a wynagrodzeniem pracowników prywatnych przedsiębiorstw. Podczas gdy realne zarobki w znacznej części firm zmalały w ciągu ostatnich 6 miesięcy (3,8 proc., wzrost pensji zjadła 4,3-procentowa inflacja) to w budżetówce wynagrodzenie wzrosło o 7,6 proc. W czerwcu średnia płaca zatrudnionych przez państwo wyniosła 4627 zł brutto. Zatrudnieni u prywaciarzy mogli liczyć na – średnio – 3617 zł. Oczywiście średnio pies i człowiek mają po 3 nogi więc część pracowników budżetówki skwituje uśmiechem politowania powyższe cyfry (skala wzrostu wynagrodzenia jest różna w różnych częściach Polski; zależy również od branży np. na Śląsku statystykę zawyżają górnicy ze średnim wynagrodzeniem na poziomie 8020 zł brutto). Jednak rozdźwięk między zarobkami w budżetówce a wynagrodzeniem oferowanym przez prywaciarzy jest coraz bardziej wyraźny. Jak podliczył „Dziennik Polski” w jednostkach budżetowych związanych z rolnictwem, leśnictwem i rybactwem w zarabia się średnio ok. 5 tys. zł podczas gdy w firmach prywatnych działających w tym samym sektorze jest to zaledwie 3,9 tys. zł; w budownictwie – odpowiednio – 5 i 3,6 tys. zł; w transporcie 4,5 i 3,3 tys. zł itd.

Na domiar złego choć urzędników (najbardziej obciążająca budżet kategoria pracowników sektora publicznego) miało ubywać (obiecywał to sam premier Tusk) to ich liczba stale rośnie. Według dziennikpolski24.pl tylko w urzędach wojewódzkich jest ich nawet o 60 proc. więcej niż przed objęciem rządów przez PO.

(w oparciu o „Dziennik Polski”)

Comments are closed.