Wielomski: Romantyczna infekcja w obozie narodowym

Gdy redaktor Jan Engelgard wręczył mi ostatnio egzemplarz reprintu „Dziedzictwa politycznego trzech wieszczów” Stanisława Kozickiego (książka dostępna tutaj), to byłem przekonany, że dostałem do rąk prawdziwy „młot na polityczne wariactwo”. Wszak to monografia o Romantyzmie napisana przez jedno z czołowych piór i intelektów Narodowej Demokracji. A wszak endecja powstała w radykalnej opozycji do romantycznego myślenia o polityce.

Przy takim nastawieniu do lektury mogłem tylko odczuć zawód. Książka nie jest radykalną krytyką Romantyzmu. Przeciwnie, Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Zygmunt Krasiński, a nawet Andrzej Towiański opisani są z dużą dozą sympatii. Stanisław Kozicki robi co może, aby zaoszczędzić „wieszczom” krytycznych sądów, tak na polu politycznym jak i religijnym.

Każdy kto czytał „Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego” Adama Mickiewicza ma świadomość, że jest to książka na wskroś heretycka, pełna idei Felicité Lamennais’go o ewolucji dogmatów, o poddaniu prawd wiary uczuciu i osądowi większości, bluźnierczo łącząca wolę większości z wolą Boga. Romantyzm jest jedną wielką religijną herezją, zlepkiem gnozy, panteizmu, wolicjanizmu, mistycyzmu i rejudaizacji chrześcijaństwa jaką stanowi mesjanizm. „Polska Chrystusem narodów” to istota tego błędu, gdzie Zbawiciel został zastąpiony Narodem, gdzie prawdziwy Mesjasz został wygnany z Kalwarii aby w to miejsce umieścić Naród. To część oddawana jakimś „duchom narodowym” w miejsce Syna Bożego. Stanisław Kozicki omija ten temat, ucieka od niego tak, aby pokazać, że romantycy to wzorcowi katolicy i mistycy. Słowem nie wspomina, że ich idee Królestwa Bożego na ziemi – które w przyszłości zostanie wybudowane przez Polaków – to czysta millenarystyczna herezja. Słowem nie wspomina, że pod pozorem mistycyzmu romantycy dokonują radykalnej immanentyzacji wiary przekształcając ją w rodzaj narodowej doktryny, a więc w laicki pogląd na świat, gdzie Naród Polski zostaje bałwanem, któremu oddawana jest cześć w miejsce Boga. Kozicki nie pisze prawdy, ukrywa ją przed czytelnikami, gdy konkluduje, że „religijność ta (romantyczna – A.W.) wyraziła się w tradycyjnych formach ustalonych przez Kościół katolicki” (s. 262).

Jeszcze bardziej dziwi, że Stanisław Kozicki próbuje bronić romantycznej koncepcji polityki narodowej. Mówiąc wprost, romantyczni pisarze i poeci, gdy tylko brali się za politykę, zachowywali się jak pacjenci przedwcześnie wypuszczeni z domu wariatów. W swoich wierszach i pismach nawoływali do powstania za powstaniem, do tego aby nie liczyć się z realnym układem sił, aby nie zważać na międzynarodowe otoczenie sprawy polskiej. Cała ich twórczość jest wezwaniem do stadnych odruchów insurekcyjnych, do wywoływania powstania gdzie się da, jak się da, przeciwko komu się da i z siłami jakie się da.

Powstania polskie XIX wieku były katastrofą. W 1815 roku otrzymaliśmy małe terytorialnie, ale jednak własne polskie państwo z carem Aleksandrem jako prawowitym Królem Polski. Stopień niezależności tego państwa od Moskwy wydaje się zdecydowanie większy niż Księstwa Warszawskiego od Paryża. Był tu polski język, polskie prawo i polska administracja. Bodaj tylko dwóch urzędników nie było rodowitymi Polakami, lecz Rosjanami. Mieliśmy własną konstytucję i armię. Teoretycznie istniała nawet możliwość zerwania unii personalnej z Rosją, do czego przymierzał się książę Konstanty, marzący o koronie polskiej. Bunt garści infantylnych młodzieńców w listopadzie 1830 roku wszystko to zniszczył. „Niepodległościowcom” udało się sterroryzować moralnie – za pomocą patriotycznych frazesów – elity Kongresówki, które nie miały w sobie moralnej odwagi do stłumienia buntu młodzieńców. Elity stanęły na czele rebelii bez szans i zaprowadziły Królestwo Polskie do unicestwienia. W 1863 roku sytuacja powtórzyła się: zaprzepaszczono szansę na autonomię – mowa o reformach Wielopolskiego – i młodzi znów posłali nas do ataku kamikadze. Po tej klęsce polskość o mało nie została wytarta z map etnicznych Europy. A kolejne pokolenia cymbałów zachwycały się tymi klęskami wrzeszcząc „Gloria victis”!!!

Moim największym zastrzeżeniem do książki Kozickiego jest to, że nie potrafił popłynąć pod prąd tego moralnego niepodległościowego terroru i to napisać. Kozicki dobrze wie, że w 1863 roku to Aleksander Wielopolski miał rację, iż to jego polityka gry na autonomię była słuszna i jedyna realna (s. 298-302). Mimo to nie uznaje jej za realistyczną, ponieważ szła pod prąd opinii publicznej. Ta zaś, rozemocjonowana przez insurekcyjny wariacki patriotyzm żądała powstania, rebelii, buntu narodów przeciwko tyranom. Owładnięci bezmyślnym szałem ludzie chcieli koniecznie pójść z kosami na rosyjskie armaty!

Podstawowym błędem w myśleniu politycznym Stanisława Kozickiego jest endecki demokratyzm. Jego tok rozumowania jest następujący: i co z tego, że to Wielopolski miał rację, co z tego, że to pomordowani przez rebeliantów w Noc Listopadową generałowie mieli rację, skoro naród chciał powstania?! Nie ulica chciała powstania, nie grupka ekstremistów, ale ogół – Naród Polski. I choć to, czego ten Naród chciał było politycznie głupie i samobójcze, to Kozicki kłania się przed bożkiem tłumu, ponieważ nazywa go Narodem Polskim. Polityk realny winien ostatecznie zrobić to, czego chce ogół. Taką postawę Kozicki określa jako realistyczną. Dlatego realistą nie był Wielopolski, nie był Szaniawski i Rzewuski (obaj dziwnie pominięci w tej książce). Realistą był ten polityk, który szedł za nieomylnym i profetycznym głosem Narodu Polskiego. A wyrazicielami tego głosu byli tytułowi Trzej Wieszcze: Mickiewicz, Słowacki, Krasiński. Oni wyrażali ducha Narodu. Co więcej, to oni go stworzyli i nadali mu treść. Kozicki klęka i oddaje pokłony Trzem Wieszczom, choć moralnie odpowiadają za polityczną klęskę polityki narodowej, za represje popowstaniowe, za zagładę polskiej kultury i stanu posiadania na Kresach, za bezsensowną śmierć dziesiątek tysięcy naszych rodaków. Kozicki nie umie jednak wstać z kolan i powiedzieć tym obłąkańcom endeckiego NIE! Dlaczego? Dlatego, że romantycy stworzyli nowoczesne pojęcie Narodu. W imię tego nacjonalistycznego pojęcia jest zdolny wybaczyć im dosłownie wszystko: nawet to, że stworzywszy pojęcie Narodu następnie wysłali go na rzeź, na rosyjskie kartacze z kosami i widłami.
Prawdę powiedziawszy byłem wstrząśnięty tą emocjonalną i polityczną podległością, wiernopoddaństwem endeckiego myśliciela wobec romantycznego patriotycznego terroru moralnego. Gdyby jeszcze Kozicki wierzył w słuszność tamtych zachowań politycznych! Ależ nie, pisze wprost, że pod koniec XIX wieku drogą słuszną okazała się „polityka realna”, antypowstańcza, pozytywistyczna, oparta na negocjacjach i politycznym rozsądku – czyli polityka Romana Dmowskiego (s. 324-25, 344 i następne). I choć endecja powstała w opozycji do insurekcyjnego wariactwa, to Kozicki brnie w błąd twierdząc, że polityka taka była słuszna na przełomie XIX i XX wieku, ale nie w połowie XIX stulecia, bowiem wtedy opinia publiczna domagała się walki. Aż prosi się zadać pytanie: jak to możliwe, że polityka realna była słuszna w sytuacji, gdy Polacy zostali w zaborze rosyjskim pozbawieni wszelkiej autonomii, a była niesłuszna wtedy, gdy posiadali niepodległe państwo w latach 1815-30? Dlaczego była niesłuszna wtedy, gdy Wielopolski proponował swój program reform? Dlaczego polityczne młokosy z listopada 1830 i stycznia 1863 miały rację, gdy – kontynuujące ich program i idee – podobne młokosy z rewolucji 1905 roku już racji nie miały?

Odpowiedź jest prosta. Stanisław Kozicki był demokratą i nie umiał iść pod prąd większości, w której widział ponadludzką wielkość: Naród. Przed bożkiem Narodu kłaniał się i nie umiał mu się sprzeciwić. Nawet wtedy gdy ten bożek prowadził na rzeź tysiące rzeczywistych Polaków. Oto romantyczny ideał polskości wygrał z realnymi Polakami.

W „Niedokończonym poemacie” Krasińskiego, zawarty jest opis autobiograficznej sceny poety, który przez całe życie prześladowany był przez pewną scenę ze swojego życia. Na rozkaz swojego ojca nie przyłączył się do strajku uniwersyteckiego, który wybuchł z okazji pogrzeby wojewody Piotra Bielińskiego – tego, który głosował przeciwko wyrokowi skazującemu Waleriana Łukasińskiego (i jego bandę rewolucyjnych masonów) za działalność buntowniczą. Gdy następnego dnia Krasiński przyszedł na zajęcia, to spotkał się z atakiem fizycznym ze strony „patriotów”. Krasiński tak opisuje tę scenę:

„Boże! W piersiach dziecinnych pierwszy raz wtedy piekło się urodziło Poręczy żelaznych się uchwyciłem Oni ciągną mnie na dół za ręce, za nogi, za płaszcza kraje. Byłbym może pod ich stopy runął, ale tyś się ukazał” (s. 208-09).

Scenę tę Kozicki opisuje jako największą życiową tragedię Krasińskiego. Nie umie napisać, że to ojciec poety miał rację, bowiem Łukasiński był zwykłym pospolitym przestępcą i rewolucjonistą, a działalność takich jak on spowodowała Powstanie Listopadowe i klęskę polskości, upadek własnego państwa! Obciążony psychicznie przez romantyczną tradycję, przywalony siłą demokratycznego zabobonu „większości” i nacjonalistycznego fetyszu „narodu”, Kozicki nie umie napisać: miałeś rację nie biorąc udziału w strajku, bowiem racja stanu i interes narodowy wymagały posłuchu dla prawowitego Króla Polski i Cesarza Rosji: Aleksandra.

Książka „Dziedzictwo polityczne trzech wieszczów” Stanisława Kozickiego wywołała na mnie mocne wrażenie. Pozwoliła mi zrozumieć jak silna była intelektualna i psychiczna podległość endeków wobec Romantyzmu i tradycji insurekcyjnej, która mnie – konserwatyście – jest całkowicie obca. Tym bardziej widzę teraz wielkość Romana Dmowskiego, który umiał podjąć twardą decyzję polityczną: odrzucamy polityczny Romantyzm. Polska dziękuję Panu Romanowi za tę decyzję. To dzięki niej powstrzymano piłsudczykowskie szaleństwo w 1905 i 1914 roku. Uratowano morze polskiej krwi.

(książka dostępna jest w naszej księgarni tutaj)

1 KOMENTARZ

  1. ”W „Niedokończonym poemacie” Krasińskiego, zawarty jest opis autobiograficznej sceny poety, który przez całe życie prześladowany był przez pewną scenę ze swojego życia.”
    Tak się martwi wróg słowami Krasińskiego
    ”Lechii dotąd nie zdołałem dobić ,wszystkich próbowałem środków żaden mnie dostatecznie do celu dowiódł.Moc jakaś magnetyczna z obalonychjej piersi płynąca ,cicha ,niewidzialna wszystkie moje rozbija oręże i narzędzia tortur kruszy w moim ręku.Zdaje mi się ,że gdybym mógł doprowadzić do oderwania od wiecznego jej środka duchowego dopełnił bym jej zguby nieodzownej”
    Tym ośrodkiem duchowym z czego doskonale sobie zdaje sprawę jeden z najinteligentniejszych ludzi wówczas w Europie-jest Rzym.Nie żaden tam urojony w obłąkańczym natchnieniu pana W-naród polski.A RZYM.PAPIESTWO I NAUKA CHRYSTUSOWA
    ”Rozpacz przemieniona w bunt ostatnie ich siły zeżre i odda mi ich dusze obezwładnione”
    Odczytuje myśli nieprzyjaciela Z Krasiński pisząc te słowa.A pan W niech sobie też odczyta albo niech dalej brnie w kłamstwo i herezję .tertium non datur
    Myśl filozoficzna Krasińskiego jest tak głęboka ,że wymaga odpowiedniego warsztatu badawczego ,np zdanie
    ”Naród jest kreacją Boską, myślą Boską. Nie może byćpodporządkowany państwu ani zredukowany do „umowy społecznej”Pan W ustala ,ze wieszcz wyniósł naród do rangi Boga.Jest to oczywisty fałsz jak i cała ta paplanina zamieszczona w tekście
    ” dla prawowitego Króla Polski i Cesarza Rosji: Aleksandra. ”
    I tu dochodzimy do sedna.Apoteoza i deifikacja władzy bijąca z pana Wielomskiego na wylot właściwa jest cywilizacji turańskiej.Nigdy łacińskiej.A więc jest to czysta konserwacja turańszczyzny.Mongoł Niebieski?

Comments are closed.