Pietrzak: Jak Rosja znalazła się na kolanach

Na początku lipca 1941 roku Józef Stalin wysłał emisariuszy do Adolfa Hitlera. Ofertę pokoju za wszelką cenę przedstawił Hitlerowi bułgarski ambasador Iwan Stamenow, zwerbowany przez Sowietów w 1934 roku w Rzymie. Jego misja zakończyła się porażką. Hitler był zbyt bliski zwycięstwa i interesowała go tylko bezwarunkowa kapitulacja. Rosyjskie propozycje pokojowe to – obok przygotowań do ataku na Hitlera w połowie lipca 1941 roku – skrzętnie przemilczany temat.

Wariant Lenina

Proponując pokój, Stalin chciał – po pierwsze – „uratować” przed niemiecką okupacją jak największą cześć terytorium Związku Sowieckiego. Po drugie – chciał rządzić nadal tą „uratowaną” częścią jako dyktator. Stalin dysponował doświadczeniami Lenina, które teraz po tragicznych 10 dniach wojny były na wagę złota. W analogicznej sytuacji, w jakiej się znajdował teraz Stalin, znalazł się wiosną 1918 roku Lenin. To właśnie wtedy, gdy niemieckie jednostki frontowe były prawie 10 kilometrów od Piotrogrodu, Lenin zdecydował się podpisać 3 marca 1918 roku traktat pokojowy w Brześciu z państwami centralnymi i ich sojusznikami. Traktat ten był faktyczną kapitulacją Rosji przed Niemcami, ale jedynie taktyczną. Rosja zobowiązała się wycofać z wojny i zerwać sojusz z Ententą. Godziła się również na okupację przez armię niemiecką terenów na wschód od ustalonej traktatem linii granicznej. Oznaczało to utratę przez Rosję terenów Królestwa Kongresowego, oraz obszarów Litwy, Łotwy, Estonii, Białorusi, Finlandii i Wysp Alandzkich, a na Zakaukaziu — Karsu, Ardahanu i Batumi. Rosja zobowiązana się wówczas także do zdemobilizowania całej swojej armii. Jednak Lenin wiedział dobrze, że dzięki temu traktatowi będzie miał szanse na uratowanie władzy na pozostałym terytorium Rosji.

Na początku lipca 1941 roku doświadczenia Lenina były dla Stalina cenne. Po szoku pierwszych 10 dni zaczynał myśleć według schematu Lenina. To wtedy na jego osobistą prośbę puszczono Berlinowi pierwszy sygnał o sowieckiej propozycji kapitulacji ubranej w formy traktatu. Po krótkich rozmowach negocjacje zostały przerwane.

Sukces Blitzkriegu

Niemcy mieli podstawy, aby tak postąpić. Od początku wojny, czyli od 22 czerwca 1941 roku, gdy niemieckie armie na linii od Bałtyku po Karpaty rozpoczęły operację o kryptonimie „Barbarossa”, wszystko szło lepiej niż w planach. Po 10 dniach wojny byt sowieckiego państwa wydawał się przesądzony. Niemiecki atak na Związek Sowiecki w ciągu pierwszych 10 dni był nie do zatrzymania. Już pierwszego dnia Niemcy posunęli się naprzód o około 60 kilometrów. Niemieckie lotnictwo panowało niepodzielnie w powietrzu. W znacznej mierze ułatwili to sami Sowieci, przystępując w lecie 1941 roku do generalnego planu zmiany dyslokacji swoich lotnisk.

Zakładał on, że wzdłuż sowiecko-niemieckiej granicy powstanie 190 nowych lotnisk, lecz plan ten z powodu braku środków nie mógł zostać do końca zrealizowany. Rozpoczęty demontaż urządzeń na starych lotniskach spowodował, że większość sowieckich samolotów musiała stacjonować na bezbronnych lotniskach cywilnych. Podobna sytuacja miała miejsce w wypadku sowieckich umocnień obronnych – stare rozbierano, aby budować nowe w miejscach bardziej wysuniętych na zachód. W sowieckich planach chodziło o zasadnicze przesunięcie linii obronnych o strefę ziem zajętych przez Związek Sowiecki w wyniku paktu Ribbentrop-Mołotow. Taka sytuacja niewątpliwie ułatwiała niemiecki atak. W ten sposób niemieckie kliny pancerne mogły skutecznie przedzierać się na tyły Armii Czerwonej. Już pierwszy dzień wojny pokazał kompletne nieprzygotowanie Sowietów do obrony. Szybko zauważył to szef niemieckiego Sztabu Generalnego wojsk lądowych gen. Franz Halder, który postanowił kontynuować niemiecki Blitzkrieg, zwiększając w kolejnych dniach jeszcze bardziej natężenie niemieckiego ataku. Kolejne dwa dni wojny okazały się jeszcze większym sukcesem Niemców.

25 czerwca 1941 roku sowieckie dywizje cofały się już niemal na całej linii frontu. Rankiem 26 czerwca siły niemieckiej Armii „Północ” osiągnęły rzekę Dźwinę w rejonie Dyneburga, by po kilku dniach przełamać sowiecką obronę i posunąć się o dalsze kilkadziesiąt kilometrów w głąb sowieckiego państwa. 28 czerwca Grupa Armii „Środek”, nacierająca na Moskwę, zdobyła Mińsk. Jednocześnie na jej tyłach pozostały wielkie zgrupowania Armii Czerwonej, należące do sowieckiego Frontu Zachodniego, które niebawem zostały zamknięte w dwóch „kotłach” – pod Białymstokiem i Mińskiem. Los okrążonych sowieckich sił, które liczyły ponad 325 tys. żołnierzy, wydawał się przesądzony.

Niemieckie jednostki z 2. Grupy Pancernej gen. Heinza Guderiana, będące szpicą ataku Grupy Armii „Środek”, coraz bardziej zbliżały się do linii Dniepru. Niemiecki Blitzkrieg skutecznie realizowała również Grupa Armii „Południe”. Jej głównym zadaniem było zniszczenie sowieckich wojsk na zachodniej Ukrainie. Siły sowieckie były tu znacznie mocniejsze niż na północy. Dowódca 16. Dywizji Pancernej, gen. Hans Hube, po pierwszych dniach walk scharakteryzował postępy niemieckiego ataku na południu słowami: „Idzie do przodu, powoli, ale pewnie”. W ciągu pierwszych 10 dni Niemcy zdołali doprowadzić do przerwania południowego odcinka Linii Stalina, którą stanowił system umocnień zbudowany w latach trzydziestych. Powstała w ten sposób w rejonie Równego-Żytomierza luka w sowieckiej linii obrony stwarzała zagrożenie dla znajdujących się w tym rejonie sowieckich armii.

30 czerwca także i na południowym odcinku frontu zaczął się totalny odwrót Armii Czerwonej. Po dziesięciu dniach Niemcy zdołali opanować całe terytorium Litwy, Łotwy, wschodniej Polski, jak też większość terenów sowieckiej Białorusi i znaczną część sowieckiej Ukrainy. Ale przy tym Niemcy osiągnęli pozycje umożliwiające im przeprowadzenie decydujących uderzeń na strategiczne cele zaplanowanej kampanii, czyli Leningrad na północy, Moskwę w centrum i Kaukaz na południu. Nie bez powodu gen. Halder pod datą 3 lipca 1941 roku odnotował w swoim wojennym dzienniku znamienne słowa: „wojna została już wygrana”.

Do dziś atak Hitlera na sowiecką Rosję jest największą operacją militarną w historii świata. Wzięło w nim udział 181 dywizji i 18 brygad, liczących łącznie ponad 4,7 mln żołnierzy. Siły te dysponowały prawie 4 tysiącami czołgów i prawie 5 tysiącami samolotów. Głównym założeniem niemieckiego ataku, zgodnie z teorią niemieckiej wojny błyskawicznej (Blitzkriegu), było doprowadzenie do jak najszybszego zniszczenia sił Armii Czerwonej i w konsekwencji do upadku sowieckiego państwa. W tym celu całość atakujących sił Hitlera została podzielona na trzy grupy armii, które niezależnie od siebie miały równocześnie zajmować wyznaczone obszary Związku Sowieckiego. I tak Grupę Armii „Północ” przydzielono do podboju terenów nadbałtyckich z Leningradem w roli głównej, Grupę Armii „Środek” wyznaczono do podboju rejonu Mińska i Smoleńska, a następnie wykonania ataku na stolicę Związku Sowieckiego, zaś Grupa Armii „Południe” miała opanować tereny Ukrainy, osiągając linię Wołgi.

Naprzeciw sił Hitlera znajdowało się ponad 5,3 mln żołnierzy Armii Czerwonej, dysponującej prawie 16 tysiącami czołgów i 11 tysiącami samolotów. Problemem dowództwa Armii Czerwonej było jednak to, że w zachodniej części Związku Sowieckiego, która miała przyjąć niemiecki atak, znajdowało się jedynie 2,9 mln żołnierzy zgrupowanych w 171 dywizji.

Chytry Gruzin

Tuż po ataku Stalin nadal myślał o wojnie zaczepnej. 22 czerwca przed południem zażądał, by „miażdżącym uderzeniem rozgromić nieprzyjaciela”. Jednak jego rozkaz był po prostu niewykonalny. Nie można już było zatrzymać rozpędzonej, potężnej niemieckiej machiny wojennej. Od 23 czerwca z dnia na dzień „złudzenia Stalina zaczęły się rozwiewać”. 26 czerwca Stalin już rozumiał, że jego armia cofa się na całej linii frontu i że ten odwrót zmienia się coraz bardziej w paniczną ucieczkę. Kolejne raporty z frontu jeszcze bardziej to potwierdzały. Szczególnie przygnębiającą lekturą był raport operacyjny szefa oddziału operacyjnego Białoruskiego Specjalnego Okręgu Wojskowego, płk. Sandałowa, który 24 czerwca 1941 roku meldował, że „piechota jest zdemoralizowana, nie przejawia uporu w obronie”. Stalin robił się coraz bardziej ponury i przygnębiony informacjami, jakie płynęły do niego z frontu. 29 czerwca 1941 roku, ósmego dnia wojny, gdy został poinformowany o upadku Mińska, wychodząc z gmachu Ludowego Komisariatu Obrony, z właściwą sobie precyzją podsumował sytuację: „Lenin stworzył nasze państwo, a my wszyscy je przesr*****y!”. Słowa te słyszeli: Wiaczesław Mołotow, Kliment Woroszyłow, Andriej Żdanow i Ławrientij Beria.

W przemówieniu z 3 lipca Stalin z trwogą przyznał, że Niemcy zajęli już Litwę, Łotwę, Estonię oraz znaczną cześć Białorusi i Ukrainy. Mówił to, nadal nie rozumiejąc, jak mogło to się stać. On, który jeszcze 10 dni temu miał najsilniejsza armię na świecie, dysponował tysiącami czołgów i samolotów i szykował się do podboju Europy, był prawie pokonany. On, który zamierzał w połowie lipca ruszyć z ofensywą swojej armii na podbój Europy, został zaskoczony przez Hitlera i ponosił teraz klęskę za klęską. Bolało go to, że niemal bez jednego wystrzału poddawały się całe miasta – Kiszyniów, Wilno, Ryga, Mińsk i wiele innych. Bolało go również to, że jego żołnierze nie chcą walczyć i tysiącami poddają się do niewoli. Że jego armia topnieje z dnia na dzień. Ale jeszcze bardziej paraliżowała go świadomość własnych błędów. Nie chciał przyznać się do tego, że wbrew podawanym mu wcześniej informacjom sowieckiego wywiadu, do końca błędnie wierzył, że Hitler nie będzie chciał walczyć na dwa fronty. Ból, wściekłość i smutek siedziały w głębi Stalina. Potem dołączył do nich jeszcze strach, że to on może teraz stać się ofiarą swojego zbrodniczego systemu – zostać aresztowany, oskarżony o zdradę, skazany i podzielić los tysięcy swoich ofiar. A zrobią to ci, których sam stworzył. Krótko mówiąc: że nadejdzie sytuacja, w której „dzieci zjedzą własnego ojca”.

Stalin rozpaczliwie szukał wytłumaczenia klęski w wojnie, która jeszcze się nie skończyła. Nie chciał być tym, na którego spadnie odpowiedzialność za przegraną. W tym krytycznym momencie, w jakim znalazł się ZSRS, dała o sobie znać kaukaska przebiegłość Stalina. Dzięki niej znalazł polityczne alibi dla siebie. Winnymi klęski okazali się żołnierze jego armii, którzy dostali się do niewoli. I nieważne, czy dostali się do niej po walce, czy bez niej. Stalin ogłosił ich zdrajcami sowieckiego państwa. Ale to nie mogło wytłumaczyć całej katastrofy. Potrzebna była polityczna interpretacja wojny – i to natychmiast. Stalin stworzył więc „teorię zaskoczenia” na potrzeby swojej wojennej propagandy. Mówiła ona, że „nas cichutkich i pokojowo nastawionych zaatakowano nocą”.

Po 10 dniach wojny Hitler mógł czuć się zwycięzcą. Później popełnił ogromną liczbę błędów – zarówno politycznych, jak i militarnych. Okrucieństwo wobec podbitej ludności i utrzymanie kolektywizacji sprawiło, że niemiecka armia przestała być witana jako wyzwoliciel, a stała się najokrutniejszym w historii okupantem. Ale to już zupełnie inna historia…