Decyzje Tuska zwiększą ilość zatrudnionych na umowy „śmieciowe”. PIS licytuje się z PO na socjal!

Ku zaskoczeniu mediów, które od kilku dni karmiły się doniesieniami o zwiększaniu opodatkowania umów cywilno-prawnych, Donald Tusk postanowił przez jakiś czas nie ruszać tzw. umów „śmieciowych”. Jednak dosyć jasno określił swój stosunek do nich.

Premier puścił oko do „ludzi pracy”, którzy zrzeszeni w związku zawodowym „Solidarność” od wielu lat zwracają uwagę na brak socjalnych zabezpieczeń osób niezatrudnionych na umowę o pracę. Choć szef rządu zapewnił, że w „czasie walki z kryzysem nie należy podrażać kosztów pracy w żadnym wymiarze” (dzięki ci kryzysie!) to musi nadejść moment, w którym „elementarna sprawiedliwość zostanie odbudowana”. Nie może być bowiem tak, że wielu bogaczy korzysta z zatrudnienia na umowy o dzieło i umowy zlecenia po to, aby płacić składki niższe niż „salowa w szpitalu”. Według szacunków lidera PO „5 mln Polaków płaci inne składki, niż wynika to z ich dochodów”. To „najmniej zarabiający biorą na siebie ciężar utrzymania systemu emerytalnego, a nieliczna, ale wpływowa grupa ludzi zamożnych” korzysta z luk „dlatego, że znalazły się sposoby na unikanie oskładkowania”.

Tusk zamiast gruntownej reformy niewydolnego systemu emerytalnego, którego „oskładkowanie” kilku milionów obywateli przecież nie uratuje, zapowiedział eliminowanie „przez służby państwowe zjawiska nadużywania przez najzamożniejszych naszego SKOMPLIKOWANEGO, NIEDOSKONAŁEGO prawa”. Biorąc pod uwagę wkład PO w legislacyjną biegunkę można założyć, że uproszczenia prawa się nie doczekamy. Za to, aż do czasu ostatecznego rozwiązania kwestii umów „śmieciowych”, pracujący na umowach cywilnoprawnych mogą się spodziewać większej liczby kontroli ze strony wspomnianych przez pana premiera służb.

Trudno nie zauważyć pewnej sprzeczności w kwestii oceny przez Tuska tego, komu skutecznie udaje się płacić niższe składki niż – zgodnie z „naszym skomplikowanym prawem” – powinien. Z jednej strony premier określa takie osoby jako bogate i wpływowe. Z drugiej twierdzi, że „składki, niższe niż wynika to z ich dochodów” płaci aż 5 mln obywateli. Czy ta wpływowa, bogata grupa stanowi więc prawie 1/8 całej ludności i 1/3 wszystkich pracujących? Skoro tak, to znaczy, że nad Wisłą nie jest wcale tak źle jak jest…

Co ważne sfera werbalnych deklaracji premiera w sprawie „śmieciówek” rozmyła się z praktycznymi konsekwencjami jego decyzji. Decyzja o przedłużeniu od przyszłego roku okresu urlopu macierzyńskiego do jednego roku (z planowanych obecnie sześciu miesięcy) walnie przyczyni się do zmniejszenia ilości młodych kobiet pracujących na umowie o pracę. Skoro bowiem roczny urlop macierzyński (w połączeniu z prawie roczną potencjalną niezdatnością do pracy w ciąży) przysługuje jedynie osobom zatrudnionym na umowę o pracę, to należy założyć, że firmy będą preferować kobiety gotowe do podjęcia zatrudnienia w ramach umowy cywilnoprawnej (oczywiście prawo zabrania zastępowania umów o pracę umowami cywilnoprawnymi jeśli praca jest wykonywana w określonym miejscu, czasie i pod nadzorem; jednak jak przypomniał Tusk „nasze skomplikowane prawo” bywa tak skomplikowane, że zwłaszcza w przypadku osób o niskich kwalifikacjach często udaje się ten wymóg obejść)

Premier zapowiedział utrzymanie 100% wynagrodzenia dla matek / ojców, którzy zdecydują się ma półroczny urlop macierzyński (jak dotychczas) oraz 80% uposażenie jeśli rodzic (tak pewnie zrobi większość) zostanie na urlopie przez 12 miesięcy. Tusk z dumą oznajmił, że „to najwyższy pułap, jaki znamy w Europie”.

Na taką hojność od razu postanowił odpowiedzieć PIS. Adam Hofman – rzecznik PIS – w swoim pierwszym komentarzu telewizyjnym (TVN24) po expose, skrytykował Tuska za… brak deklaracji zachowania 100% pensji dla rodziców decydujących się na roczny urlop macierzyński!

Kto następny? Kto da więcej!?

Comments are closed.