Sommer z USA: Jak zatrzymać „nowy wspaniały świat”?

Jestem właśnie w Waszyngtonie, gdzie pod czujnym okiem prof. Marka Chodakiewicza poznaję tajniki „nowego wspaniałego świata”. Zaprawdę, by w nim się odnaleźć trzeba po stalinowsku „wzmóc czujność”. – Patrz jaki grzeczny pederasta był w tym sklepie – mówi Marek. – A skąd wiesz, że pederasta? – pytam naiwnie. – Nauczysz się – poucza mnie mój przewodnik. – To kwestia tego jak się do nas odezwał i jak nas zmierzył wzrokiem od góry do dołu. Mężczyźni patrzą sobie w oczy – wyjaśnia.

Dziwię się, że w Waszyngtonie bardzo dużo jest supermarketów z gotowymi, podgrzanymi daniami, które kupuje się w papierowych pudełkach. – Tutaj już prawie nie ma rodzin, więc się nie gotuje. Ludzie przyjeżdżają, pakują sobie żarcie w papier i wiozą do domu – słyszę wyjaśnienie.

– O, a to na pewno transwestyta – pokazuje mi kelnera/kelnerkę w barze sushi, do którego była zresztą taka kolejka, że w końcu rybę z ryżem na zimno sobie odpuściliśmy. – Łatwo poznać po tym, że ma jabłko Adama, a w dodatku męskie kolana. Z tymi sprawami sobie jeszcze nie radzą, chociaż już próbują – jestem wtajemniczany już bez pytania.

Rozpad moralny, to jednak tylko jedna strona „nowego wspaniałego świata”. Druga strona to rozpad ekonomiczny. Marek mieszka pod Waszyngtonem. Gdy przyjechałem do niego już 24 godziny nie było prądu. A naprawa w sumie drobnej awarii potrwała jeszcze jedną dobę. Takie rzeczy się nigdy wcześniej nie zdarzały. Z kolei w rejonie Nowego Jorku w niektórych miejscach prądu nie było przez 5 dni. Zabrakło paliwa, a w efekcie wszystkich innych produktów.

– Przyzwyczajamy się powoli – tłumaczy mój przewodnik. – Władze Waszyngtonu są najbardziej postępowe na świecie, ale nie potrafią na przykład wywieźć śmieci jak spadnie śnieg. Ludzie uciekają z miasta. Problem polega jednak na tym, że zaraza się rozszerza i nie za bardzo jest dokąd uciekać – dodaje.

W dodatku wciąż rosną podatki. Nic więc dziwnego, że dużą popularnością cieszą się republikańskie ulotki, które przyznają, że Barack Obama przyniósł Ameryce „Change”. Tyle, że nie chodzi tym razem o „zmianę” tylko o „drobne”.

Ale niektórzy potrafią się odnaleźć w tym rozgardiaszu. Nowo powołany ambasador Polski w Waszyngtonie Ryszard Schnepf swą misję rozpoczął od tego, że poszedł do teatru na sponsorowane przez Żydów przedstawienie o Jedwabnem, będące idiotyczną agitką przedstawiającą Polaków jako najgorsze świnie i stanowczo potępił swych krajan – bo przecież niekoniecznie rodaków – za Jedwabne przed i po przedstawieniu. Schnepf gardzi Polakami pogardą chyba genetyczną, więc rżnie z nich kasę i na ich upokarzaniu buduje swoją karierę. Rżnięcie kasy z frajerów i nurzanie ich w błocie, także moralnym – ot taka jest zasadnicza filozofia „nowego wspaniałego świata”.

PS. Sąd zarejestrował Fundację Najwyższy CZAS!. Oznacza to, że jeszcze przed świętami ostro ruszymy z projektem internetowym. Zapraszam więc wszystkich, którzy chcieliby zaistnieć na naszym portalu do zgłaszania się na adres [email protected]. Poszukuję zarówno autorów tekstów jak i osób, które by je poprawiały i wrzucały na stronę. Wszystkim zainteresowanym prześlę opis warunków współpracy. Jeszcze raz zapraszam!