Gałązka: Ofiary wojny o pieniądz

„W Waszyngtonie nie sposób dojrzeć prawdziwych władców – oni rządzą spoza kurtyny” (Feliks Frankfurter, sędzia Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych)

Wśród przedstawicieli myśli konserwatywno-liberalnej panuje pogląd, że ład finansowy panujący na świecie szkodzi przede wszystkim zwykłym ludziom, pożerając ich zarobki przez inflację, czyniąc ich niewolnikami „lichwiarskiej międzynarodówki”. Warto jednak przypomnieć, że ofiarami walki o pieniądz, ustanowienie nowego ładu monetarnego byli także ludzie z pierwszych stron gazet, członkowie elit politycznych. Ci bywali często przedmiotem zemsty wielkich bankierów. Przypadki zamachów na polityków bardzo sugestywnie przedstawił Song Hong Bing w książce „Wojna o pieniądz” (druga część książki dostępna tutaj – dop. red.) łącząc je z walką elit o ład finansowy w XIX i XX wieku.

Pierwszym z prezydentów USA, który tak śmiało wystąpił przeciwko władzy bankierów był Andrew Jackson. Zwykł on porównywać amerykańską finansjerę do gromady jadowitych węży. Swoje ambitne plany ograniczenia wpływów finansjery realizował krok po kroku, aż 8 stycznia 1835 r. spłacił ostatni rządowy dług pozbawiając tym samym bankierów ogromnych dochodów z tytułu odsetek. Był to jedyny przypadek w historii Stanów Zjednoczonych, kiedy rząd federalny nie był zadłużony, a co więcej dysponował znaczną nadwyżką. Prezydent Jackson słusznie jednak spodziewał się kontrataku ze strony grupy, której nadepnął na odcisk. 30 stycznia 1835 r. podczas ceremonii pogrzebowej jednego z kongresmanów, bezrobotny malarz Richard Lawrence wymierzył rewolwer w Prezydenta. Tylko dzięki nadzwyczajnemu zbiegowi okoliczności Jackson uszedł z życiem (broń Lawrence’a nie wypaliła dwa razy pod rząd!). Dowodu bezpośredniego udziału w spisku elit bankierskich oczywiście nie ma, jednak kierując się rzymską zasadą is fecit cui prodest podejrzewa się, że to oni zlecili Lawrence’owi zamach. Za tą hipotezą przemawia koincydencja czasowa wspomnianej spłaty całego zadłużenia i zamachu (oba zdarzenia dzieliło dwa tygodnie). Lawrcence przechwalał się, że ma w Europie wysoko postawionych przyjaciół, którzy wyciągną go z kłopotów w razie schwytania. Prezydent Jackson zmarł 10 lat po nieudanym zamachu. Na jego nagrobku wyryto napis „zabiłem banki”.

Losy kolejnego bohatera amerykańskiej wojny o pieniądz potoczyły się zgoła odmiennie. Abraham Lincoln, zwycięzca wojny secesyjnej również wystąpił z projektem uwolnienia rządu spod kłopotliwej kurateli bankierskich rodów. W czasie wojny rząd Północy cierpiał na brak twardej waluty. Chcąc uniezależnić się od konieczności zaciągania wysoko oprocentowanych pożyczek Lincoln postanowił, że to sam rząd federalny będzie emitował walutę. Nowe banknoty z powodu zielnego koloru zwane „greenback” walnie przyczyniły się do zwycięstwa wojsk Unii. Emisja „zielonych” nie spowodowała także wybuchu inflacji. Po wygranej wojnie wszystkie długi Południa zostały zlikwidowane. Przedsięwzięcia te biły w potęgę bankierów powodując koszmarne straty. Elity finansowe przerażała także możliwość zaadaptowania amerykańskich rozwiązań przez rządy innych państw. Wszystkie powyższe okoliczności wskazują kto był mówiąc językiem prawniczym sprawcą kierowniczym zamachu na Lincolna dokonanego 14 kwietnia 1865 roku.

Ostatnim z prezydentów, którzy odważyli się pójść na wojnę z bankami był Ronald Reagan. Według niego, aby uratować amerykańską gospodarkę przed recesją należy przywrócić standard złota. Niedługo po wprowadzeniu się do Białego Domu Reagan zażądał od Kongresu powołania komisji, która miałaby opracować stosowne regulacje prawne dotyczące tej kwestii. Tym ruchem Prezydent zagroził czułemu punktowi międzynarodowej finansjery. Nic tak nie zatamowałoby chciwości bankierów jak właśnie powrót do standardu złota. Już rok później jednak Reagan uległ „namowom” analityków odradzających to posunięcie. Przyczyną nagłej zmiany stanowiska Prezydenta był zamach z którego ledwo uszedł on z życiem (kula minęła serce o centymetr). Ciekawostką jest fakt, że niedoszły zabójca John W. Hinckley został uznany za niepoczytalnego co było regułą w przypadkach zamachów na amerykańskich prezydentów.

Przytoczone historie ludzi, którzy stanęli w obronie interesu ekonomicznego obywateli przed chciwością wielkich banków świadczą o tym, że sędzia Frankfurter miał rację sytuując prawdziwych władców USA „poza kurtyną”. Teza niniejszego artykułu może zostać uznana przez wielu za przykład chorego, spiskowego myślenia. Teorie spiskowe jednak dobrze tłumaczą zdarzenia pełne „przypadków” wymykających się racjonalnemu osądowi. Znacznie lepiej niż urzędowo zatwierdzona historia, którą już Napoleon nazwał „uzgodnionym zestawem kłamstw”.

(tekst nadesłany przez Czytelnika w ramach projektu anonsowanego tutaj)