Jeszcze w połowie XIX wieku niewiasty z Wielkopolski uważane były za niezbyt dobre gospodynie – swarliwe, bałaganiarskie i rozrzutne. Za wzór stawiano oszczędne, czyste, dobrze zorganizowane Niemki. Minęło pół wieku i sytuacja zmieniła się diametralnie. Działania podejmowane w ramach pracy organicznej przez najbardziej światłych obywateli stworzyły podwaliny pod powstanie różnorodnych form organizacji społeczeństwa. Brutalna i bezpardonowa walka władz pruskich z polską własnością, językiem narodowym i religią katolicką umacniała postawy patriotyczne wśród kobiet, co znalazło chociażby wyraz w przyjętej na wiecu 10 maja 1908 roku w Poznaniu rezolucji:
„W obliczu Boga, Stwórcy wszystkich narodów i wobec wszystkich sprawiedliwych ludów świata, my, zgromadzone tutaj niewiasty polskie wszystkich dzielnic i stanów, na tym walnym wiecu protestujemy uroczyście przeciwko wywłaszczaniu nas z dziedzictwa ojców oraz przeciwko nowemu krępowaniu mowy ojczystej – z głębi skrzywdzonego serca ślubujemy święcie, ze wszystkich sił dołożymy, byśmy lepiej niż dotychczas pełniły obowiązki względem Ojczyzny i Jej Przyszłości. Postanawiamy niezłomnie:
1/ że, mimo groźby wywłaszczenia – naszej ziemi w obce ręce z własnej woli nigdy nie oddamy –
2/ że, chociażby wywłaszczone z dziedzictwa ziemi, kobiety samodzielnie nie opuścimy stron ojczystych, a ojców, mężów i braci utrwalać będziemy w tem samem postanowieniu –
3/ że mienia naszego w gotowiźnie nie wycofamy ani za granicę, ani za kordony, lecz kapitały nasze w społecznej, własnej zostawimy gospodarce –
4/ że mimo zniesienia swobody słowa ojczystego w życiu publicznym, bez wahania nadal będziemy pracowały w naszych instytucjach narodowych i społecznych –
5/ że dzieci nasze i młodzież w ogóle wychowywać będziemy w duchu szczerze narodowym –
6/ że rozumiejąc doniosłe znaczenie oszczędności narodowej, wystrzegać się będziemy zbytku i życia nad stan, a krzewiąc poczucie ofiarności, zaoszczędzonym groszem zasilać będziemy potrzeby narodowe i pomnażać dorobek społeczny popieraniem własnego kupiectwa i własnego przemysłu.” (Głos Wielkopolanek, Nr 7/1908, s.2)
Najwyższą cnotą stała się oszczędność. W kuchniach wisiały makatki z sentencją „pamiętaj, rozchodzie, żyć z przychodem w zgodzie”. Prawdopodobnie gospodynie nie orientowały się, że autorem tego powiedzenia był Katon (ten od Kartaginy), ale zgodnie z duchem czasu nie tylko liczyły każdy grosz, ale starały się być domowymi ministrami finansów, układającymi budżet na wzór budżetu państwowego.
„Gospodyni domu, przez której ręce wszystkie prawie przechodzą pieniądze, umie najlepiej zastosować rozchody do dochodów, usunąć niepotrzebne wydatki i pomagać oszczędnością mężowi w pracy o byt. Z oszczędnością idzie ręka w rękę gospodarność, to jest umiejętność dokładnego obliczania wydatków, i wytworzenia jasnego poglądu na to, na jakie potrzeby można wydać takie lub owe sumy. To jest właśnie układanie budżetu.
Są gospodynie, które wydają otrzymane pieniądze bez zapisywania ich, bez kontroli, i które dziwią się niezmiernie, gdy portmonetka pod koniec miesiąca zupełnie już próżna. I żalą się, że zbytków nie robią, że są oszczędne, i że pomimo to wystarczyć nie mogą. Tak, jak minister finansów z góry przeznacza sumy na rozmaite wydatki państwowe, na koleje, szkoły, poczty i t. p. i sumy tej o grosz przekroczyć nie pozwala, tak dobra gospodyni powinna również na różne wydatki przeznaczyć pewną sumę pieniędzy, i nie przekroczyć jej nigdy. Mówimy tu naturalnie tylko o wydatkach, które łatwo obliczyć można.
Dobra gospodyni, układająca starannie budżet domowy, wie zawsze, kiedy suma, przeznaczona na wydatki domowe, zostanie wyczerpaną, i żaden wydatek przypuszczalny nie zaskoczy jej nieprzygotowanej na niego. Na wszystko powinny być pieniądze w kasie – na wszystko i zawsze.(…) Jeżeli gospodyni otrzymuje miesięcznie 208 marek na utrzymanie całego domu, to niechaj podzieli sumę tę w następujący sposób:
Mieszkanie: 35 mk
Podatki: 4 mk
Opał: 7 mk
Oświetlenie: 5 mk
Pranie: 5 mk
Jedzenie: 110 mk
Niespodziewane wydatki: 6 mk
Ubranie: 20 mk
Rozrywki: 5 mk
Imieniny, święta: 3 mk
Kościół, biedni, cele narodowe: 2 mk
RAZEM: 208 mk
Dodać jeszcze należy, że trzeba mieć koniecznie „kasę”: to jest: pudełko płaskie, podzielone deseczkami na 12 przegródek. Natychmiast po otrzymaniu pieniędzy powinna je gospodyni rozliczyć i porozkładać w przegródki – na bocznych zaś deseczkach u góry napisać ołówkiem, na co są pieniądze w odnośnej przegródce przeznaczone. W końcu miesiąca powinna być kasa w zupełnym porządku – niektóre przegródki będą pewnie świeciły pustkami, ale tern większej radości dozna gospodyni na widok przegródki jeszcze jako tako napełnionej, albo co więcej, nieruszonej. Co z jednego miesiąca zostanie, niech leży spokojnie do drugiego i tak dalej, raz są pojedyncze wydatki większe, raz mniejsze, lecz pieniądze zawsze na wszystko być powinny. (…)
Oprócz tego powinna każda gospodyni zapisywać codziennie wydatki i z końcem miesiąca porównać je z tem , co w kasie było i co jeszcze jest. Wszystko musi się zgadzać na fenyg, inaczej o porządku mowy być nie może, a gdy rachunki zgadzają się, i gdy w przegródkach zostaje trochę zaoszczędzonych pieniędzy, wtedy może sobie gospodyni powiedzieć, że ułożyła dobrze budżet domowy i może być z siebie zadowoloną” (Nieskomplikowany budżet domowy. Dobra Gospodyni, Nr 6/1911, s.42)
Nie dziwota, że dzieci wychowywane w takich warunkach też starały się oszczędzać swoje grosiki, bo „ziarnko do ziarnka, a będzie miarka mawiali nasi ojcowie – i dobrze mówili – a my nie mówimy, ale czynimy tak samo.” (Głos Wielkopolanek, Nr 2/1908, s. 6)
W miastach z inicjatywy społeczników powstawały „groszowe skarbony”. W Gnieźnie instytucja taka powstała w 1906 roku, gromadząc w pierwszym roku działalności dwa i pół tysiąca marek. Wpajano dzieciom przekonanie, że „jak już potem sami na siebie zarabiać będziecie, to i więcej odłożycie do kasy już innej, większej; taka kasa większa Wam też potem pomoże, kiedy będziecie sobie chcieli założyć własne przedsiębiorstwo, czy szwalnię, czy skład, czy kram, czy warsztat własny.” (Głos Wielkopolanek, Nr 2/1908, s. 6)
Jakie były tego efekty takiej postawy?
W Gnieźnie w roku 1903 na 608 kamienic 136 należało do właścicieli, którzy wybudowali je z oszczędności odkładanych z ich głównego źródła utrzymania. Poza kupcami i handlarzami, sędziami, fabrykantami, znajdziemy 3 robotników, balwierza, hycla, woźnego sądowego, kontrolera pocztowego i cały przekrój mistrzów rzemieślniczych: bednarzy, blacharzy, cieśli, kamieniarzy, krawców, malarzy, masarzy, murarzy, piekarzy, rusznikarzy, stolarzy, szewców, szlifierzy, tokarzy, zdunów. Ludzie budowali mniejsze, większe domy, by zabezpieczyć się na starość oraz by ich dzieci miały szansę wystartować w dorosłe życie z innego, wyższego pułapu.
Czyż nie warto byłoby i dzisiaj powrócić do zasad, którymi kierowały się skrzętne wielkopolskie gospodynie?
(tekst nadesłany przez Czytelnika w ramach projektu Fundacji Najwyższego Czasu anonsowanego tutaj)