Sommer: Bronię Brauna. Oskarżam Adamskiego

REKLAMA

Po oskarżeniu Grzegorza Brauna przez dziennikarza TVN Pawła Płuskę o podżeganie do zabójstw na szeroko pojętej prawicy zapanowało kłopotliwe milczenie. Niektórzy politycy zaczęli się od niego odcinać, a na portalu wpolityce.pl Łukasz Adamski stwierdził nawet, że „głupie wystąpienie Brauna należy z całą siłą potępić”. Czyli prowokacja TVN niestety odniosła skutek.

Tymczasem sprawa ma dwie warstwy i z uwagi na jej szczególną jaskrawość warto o nich napisać. Warstwa pierwsza to warstwa taktyczna. Lewica zawsze idzie w zaparte i nigdy do niczego się nie przyznaje. Co więcej, w odpowiedzi na jakiekolwiek zarzuty, zawsze tylko eskaluje ich przyczynę. Jednocześnie osoby, którym „wrogowie” cokolwiek zarzucają są w lewackich mediach fetowane i nagradzane szczególnym szacunkiem. Sztandarowy przykład z ostatnich dni to medialna obróbka casusu Macieja Stuhra. Aktor, który zagrał w wyjątkowo antypolskim paszkwilu i jeszcze w dodatku wykazał się zwykłym nieuctwem oczywiście poszedł w zaparte. Mimo oczywistej głupoty i paszkwilanctwa swej roli trafił jako bohater pozytywny na okładki głównych gazet, gdzie z jego udziału w chamskim filmie zrobiono arcycnotę. Oczywiście zaraz zaliczył tournée po głównych prorządowych mediach, gdzie wszyscy urzędowi dziennikarze traktowali go z nabożnym szacunkiem. A zarzuty o paszkwilanctwo odparto w sposób jasny i prosty: to nie paszkwilanctwo tylko katharsis i i takich katharsis potrzebujemy więcej, więc powinniśmy za to obecne dziękować Maciejowi Stuhrowi na kolanach. Nie znalazł się ani jeden Adamski, który by w działaniu Stuhra i Pasikowskiego dostrzegł cokolwiek złego.

REKLAMA

Oczywiście my jesteśmy moralnie lepsi, więc nigdy nie idziemy w zaparte i zawsze przyznajemy się do błędu. No chyba, że mamy rację – przejdźmy więc do warstwy drugiej – merytorycznej. Grzegorzowi Braunowi chodziło oczywiście nie o nawoływanie do przemocy wobec przypadkowych dziennikarzy tylko o karanie zdrajców, którzy znaleźli się w redakcjach „Gazety Wyborczej” oraz TVN. Zdaniem Brauna należy ich rozstrzeliwać. Czy ferowanie takiej opinii jest jakimś przestępstwem? Oczywiście nie. Każdy ma prawo do do swojego zdania na temat kar nakładanych przez kodeks karny. Robienie w tej sytuacji z Brauna podżegacza do zabójstw oznaczałoby uznanie za takich podżegaczy większości ludzi wchodzących w skład polskiego społeczeństwa, bo wszak aż tylu mamy w kraju zwolenników kary śmierci za morderstwa z winy umyślnej!

Innymi słowy Braun ma w pełni prawo do stwierdzenia, że „zdrajcom należy się rozstrzelanie”. Co więcej, zgodnie z konstytucją ma prawo dążyć środkami demokratycznymi do takiej zmiany przepisów, by jego zdanie stało się prawem właśnie. Inna sprawa, że prawo nie powinno działać wstecz i nawet jeśli Braun doprowadzi do zmiany przepisów to realni czy domniemani zdrajcy z „Gazety Wyborczej” czy TVN mogą spać spokojnie. Chociaż nie do końca. Zwróćmy bowiem uwagę na następujący zapis kodeksu karnego:

Art. 127. § 1. Kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części obszaru lub zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 10, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.

Niewątpliwie zarówno niektóre osoby z „Gazety Wyborczej” jak i z TVN-u prowadziły działalność publicystyczną zmierzającą do urzeczywistnienia pozbawienia Rzeczpospolitej Polskiej niepodległości poprzez jej rozpuszczenie w Unii Europejskiej. Ja, jako liberał uznaje taką za działalność za pozostającą w zgodzie z wolnością słowa, jednak ostatnio u nas z nią jest coraz gorzej. Więc, jeśliby się trafił jakiś ostry sędzia, to przynajmniej w myśl obecnie obowiązujących przepisów dożywocie im ciągle grozi!

A na koniec parę słów na temat samej zdrady. Otóż o ile mi wiadomo, od czasu upadku komuny nikt w Polsce z cytowanego wyżej artykułu kk nie tylko nie był skazany, ale nawet sądzony. I teraz możliwości są dwie: jedna taka, że zdrajców nie ma, a druga taka, że się ich nie łapie i nie sądzi. Jeśli prawdziwa jest ta pierwsza możliwość, to po co jeszcze istnieje ten zapis w kodeksie karnym?

Tak więc panie Adamski i cała prawico: nie bójcie się opinii Brauna. Odcinanie się od nich to wyraz czystej głupoty. Raz, że reżyser miał prawo do sformułowania swojej opinii, dwa, że inaczej sami kiedyś padniecie ofiarą znanej w świecie komunistycznym taktyki salami.

REKLAMA