Rembikowska: W szarej strefie? Z konieczności!

REKLAMA

Mamy w Polsce koło 2 milionów zarejestrowanych bezrobotnych, ilu niezarejestrowanych tego nikt nie wie. Liczba osób bez pracy na etacie wciąż rośnie, zwłaszcza w dwóch grupach wiekowych: absolwentów szkół oraz tych, którzy zbliżają się niebezpiecznie do wieku emerytalnego.

Czy to oznacza, że nie ma dla nich żadnego zajęcia. Oczywiście, że zajęcie jest.

REKLAMA

Wystarczy wejść na jakikolwiek portal z ogłoszeniami, by skonstatować, że zapracowani ludzi potrzebują kogoś, kto posprząta im mieszkanie, przypilnuje dzieci, przepyta z lekcji, wyprowadzi psa, ugotuje obiad, zrobi zakupy, uprasuje ubranie, uszyje zasłony a może przerobi sukienkę, naprawi komputer, przekopie ogródek. Chętni do tych zadań też się znajdują i wszyscy są zadowoleni. Usługodawca, bo ma porządek w domu. Usługobiorca, bo za wykonaną pracę dostał wypłatę, która pozwoli mu przeżyć kolejnych kilka, czy kilkanaście dni. W świetle prawa jednakże, ci ludzie, którzy chcą zarobić nieco grosza są przestępcami. Pracują w szarej strefie a ta jest zwalczana i piętnowana. Jednocześnie każda próba legalizacji wiąże się z koniecznością oddania państwu nie tylko lwiej części małego dochodu, ale i niewspółmierną do efektów mitręgą biurokratyczną, zagrożoną na dodatek sankcjami karno-skarbowymi.

Weźmy pierwszy przykład z brzegu. Bezrobotny niezarejestrowany wyprowadza psa za co dostaje miesięcznie 300 zł, bo na taką kwotę pozwala budżet właściciela zwierzaka. Obie strony układ ten uważają za korzystny. Właściciel, bo pies nie siedzi 10 godzin sam w domu, nie frustruje siebie i sąsiadów szczekaniem, nie niszczy rzeczy, nie wygryza sobie sierści. Jest wesoły i pogodny, zaś petsitter ma może niewielkie, ale uczciwie zarobione pieniądze.

Praworządny opiekun psa chcąc być w zgodzie z obowiązującym prawem, może zaproponować spisanie umowy-zlecenia. Wówczas okaże się, że zleceniodawcę obciąży obowiązek zgłoszenia zleceniobiorcy do zus. Zgłoszenia dokonuje się w terminie 7 dni od daty powstania obowiązku ubezpieczenia. Po wygaśnięciu tytułu do ubezpieczeń osoba podlega wyrejestrowaniu z tych ubezpieczeń. Zgłoszenie wyrejestrowania płatnik składek jest zobowiązany złożyć w terminie 7 dni od daty zaistnienia tego faktu. Płatnik składek – zleceniodawca jest obowiązany według zasad wynikających z przepisów ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych obliczać, potrącać z dochodu ubezpieczonego, rozliczać oraz opłacać należne składki za każdy miesiąc kalendarzowy.

W przypadku budżetu wynoszącego 300 zł miesięcznie, po dokonaniu całego szeregu wielce skomplikowanych obliczeń wyjdzie, że właściciel psa co miesiąc będzie musiał odprowadzać składki na ubezpieczenie społeczne oraz zdrowotne petsittera w wysokości około 97 zł. Poza zapłatą składek zleceniodawca będzie zmuszony pod groźbą kary administracyjnej do comiesięcznego sporządzania i wysyłania stosownych deklaracji oraz w razie pomyłki dokonywania korekt. Zleceniobiorca otrzyma na rękę kwotę 203 zł, co w przypadku braku innych źródeł dochodu jest uszczerbkiem znaczącym.

Nieco inaczej wygląda sprawa podatku dochodowego od osób fizycznych.

Tu na zleceniodawcy nie ciąży obowiązek płatnika, w rozumieniu przepisów ustawy. Obowiązek wpłacenia zaliczek na podatek w trakcie roku podatkowego nie obciąża także zleceniobiorcy. Dopiero w zeznaniu podatkowym zleceniobiorca musi wykazać dochód z tego tytułu wraz z innymi dochodami i od łącznej sumy obliczyć należny podatek dochodowy za dany rok.

Można powiedzieć, że wejście urzędnika pomiędzy dwie osoby fizyczne, w celu kontroli łączących je więzi ekonomicznych sprawia, że przedsięwzięcie staje się nieopłacalne.

A jak jest z działalnością gospodarczą?

Jeszcze gorzej. W obecnym stanie prawnym nie starczy petsitterowi na obowiązkową składkę ZUS. Nawet licząc 450 z tytułu ulgi dla „młodych” przedsiębiorców i tak by musiał dopłacić 150 zł, by nie stać się dłużnikiem zakładu ubezpieczeń społecznych. W obu wypadkach zostanie przestępcą skarbowym. W pierwszym, bo nie zgłosił działalności, a w drugim bo nie zapłacił zobowiązania podatkowego.

Obowiązujący system prawny równą miarą traktujący wszystkich prowadzących działalność niezależnie od skali obrotu i zakresu działania powoduje – przy jednoczesnym braku pracy w charakterze najemnym-, że coraz większy odsetek osób w wieku produkcyjnym jest wyrzucanych na margines społeczny a to w końcu może przerodzić w bunt i zamieszki.

Aby tak się nie stało, to generalnym postulatem powinno być odejście od obowiązkowego ubezpieczenia społecznego osób prowadzących działalność gospodarczą. Jednak zanim Pan Sowa wygra z systemem a konieczność ta przebije się dostatecznym stopniu do świadomości społecznej, należy postulować jako receptę na pogłębiający się kryzys wprowadzenie tej zasady wobec osób fizycznych świadczących usługi bytowe dla innych osób fizycznych. Działalność taka do określonej wysokości przychodu, np. 24 tys. złotych rocznie powinna być wolna również od konieczności rejestracji. Chodzi o to, by w każdej chwili można podjąć pracę i w każdej chwili zakończyć . Raz piec bułeczki, innym razem popilnować dziecko bez konieczności dokonywania zmian w ewidencji działalności gospodarczej, bez jej zawieszania i odwieszania. Co do podatku dochodowego, to być może powinien on przybrać postać jakiegoś ryczałtu od przychodu w granicach kilku procent i stać się jednym z podatków lokalnych.

(tekst nadesłany przez Czytelnika w ramach projektu Fundacji Najwyższego Czasu anonsowanego tutaj)

REKLAMA