REKLAMA

Mamy 450 tysięcy urzędników, więc nic dziwnego, że w takiej masie ludzi znajdzie się pewna ilość takich, którzy wpadają na coraz dziwniejsze pomysły prowadzące do masowej inwigilacji obywateli. Najpierw wprowadzono parkometry w które trzeba wpisywać numer rejestracyjny pojazdu (więcej na ten temat tutaj: Parkomaty w Warszawie czyli państwo traktuje obywatela jak przestępcę!). Potem wprowadzono tajne mandatowozy, które jeżdżą po mieście i wlepiają mandaty, bez zatrzymywania kierowców (więcej na ten temat tutaj: Drogi coraz bardziej totalitarne. Chcą nas złupić na miliardy). Taki mandatowóz może jechać za danym samochodem przez pół godziny i nie ma takiej możliwości, żeby kierowca w tym czasie nie popełnił jakiego wykroczenia. Jak się uwezmą, to każdemu wlepią mandat. Mogą w ciągu roku zebrać 700 milionów złotych mandatów i pozbawić prawa jazdy 350 tysięcy kierowców. Ale to mało…

„Rzeczpospolita” donosi, że pojawił się rządowy projekt ustawy, który zobowiązuje każdego właściciela samochodu do prowadzenia zeszytu i wpisywania kto kiedy prowadził samochód. Po co? Po to, że jeżeli mandatowóz zrobi fotkę i wlepi mandajniaka (mandat tajniaka), to urzędnik chce wiedzieć kto prowadził samochód, żeby precyzyjnie dopisać tej osobie punkty karne i ewentualnie pozbawić prawa jazdy.

REKLAMA

Oczywiście do kontroli zeszytów trzeba będzie zatrudnić nowych urzędników. Powinni mieć pałki i paralizatory i prawo rewizji mieszkania. To będą tzw. zeszytowe brygady szakala, które będą wpadały do domów i sprawdzały czy jest zeszyt, a jak nie będzie to spałują lokatora.

Film dokumentalny o dramatycznych wydarzeniach w Jedwabnem
Prenumerata NCZ! z książką GRATIS!

Myślę, że to nie koniec działalności “przyjaznego państwa”. Ponieważ ministrowi Sami Wiecie Któremu znikają podatki VAT, więc za jakiś czas pojawi się pomysł, żeby obywatel prowadził zeszyt, w którym będzie wklejał wszystkie rachunki za kupione towary. Zeszytowa brygada szakala wpadnie, i jeżeli nie będzie rachunku za chleb wklejonego do zeszytu, to porazi prądem i spałuje. Ale to też może nie być koniec. Przecież obywatel, który się niezdrowo odżywia lub prowadzi niezdrowy tryb życia (np. za mało śpi) niepotrzebnie zwiększa koszty funkcjonowania służby zdrowia w państwie polskim, bo częściej choruje od tego, który odżywia się i prowadzi zdrowo. Więc urzędnik opracuje dla każdego obywatela zdrowy tryb życia i prześle ten tryb pocztą, w specjalnym zeszycie. Zeszytowe brygady szakala będą wyrywkowo sprawdzać obywateli na mieście, jeżeli w danym momencie robi coś innego niż było przewidziane w zeszycie, obywatel zostanie zabrany na dołek, porażony prądem i spałowany.

Mam kilka fakultetów, byłem w ponad 50 krajach świata, władam kilkoma językami, pracowałem w kilku zawodach na wysokich stanowiskach. Ale pomimo tego olbrzymiego doświadczenia, nie rozumiem co się dzieje. Dlaczego mój rodzinny kraj zamienia się w opresyjne, nieprzyjazne draństwo. Rozumiałem, gdy robili nam to okupanci, Niemcy, a potem Sowieci ale teraz robią to polscy urzędnicy. Dlaczego?

Zanim państwo dopadnie setki tysięcy obywateli i wlepi im skutecznie i brutalnie warte kilka miliardów złotych mandajniaki, proponuję chwilę refleksji. Jeżeli kierowcy w Polsce przestraszą się represji i zaczną jeździć zgodnie z przepisami, przestrzegając absurdalnych ograniczeń prędkości, to będą takie korki, że PKB Polski spadnie i efekt netto dla budżetu będzie negatywny.

W oczach urzędnika obywatel to przestępca którego jeszcze nie złapano. To dawca podatków, opłat i kar, z których urzędnik pobiera pensję. Do tej optyki dostosowywane są przepisy. Pytanie kiedy skończy się ludzka cierpliwość i do czego to doprowadzi.

(źródło za zgodą: rybinski.eu)

REKLAMA