Płużański: Towarzysz generał ze skazami. Jaki jest Jaruzelski?

O Wojciechu Jaruzelskim mówi się najczęściej w kontekście „zasług”, czyli uratowania Polski (PRL) przed Sowietami, oraz koncesjonowanej umowy komuny z częścią opozycji, czyli „okrągłego stołu”. Rzadziej kojarzony jest z masakrą robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku, inwazją na Czechosłowację, antysemickimi czystkami w wojsku, zwalczaniem polskiego podziemia niepodległościowego zaraz po wojnie i pracą agenturalną jako TW „Wolski” dla zbrodniczej Informacji Wojskowej.

Od początku swojego dorosłego żywota wyróżniał się zaangażowaniem politycznym, czyli służalczością wobec komunistów, co pozwoliło mu piąć się po szczeblach kariery wojskowo-partyjnej. Takiego niewybielonego Jaruzelskiego oglądamy w filmie „Towarzysz generał” Grzegorza Brauna i Roberta Kaczmarka. Widzimy też tego, który umożliwił zakotwiczenie się komunistycznego establishmentu w nowym demokratycznym systemie, czego skutki odczuwamy do dziś.

Zdrajca, sprzedawczyk i kłamca

Władimir Bukowski (rosyjski pisarz i dysydent) mówi w filmie: – Jaruzelski był sowieckim lokajem. Do tego wypowiadają się tam negatywnie o generale Gontarczyk i Cenckiewicz, a przecież gdy widzi ich postępowiec, od razu przełącza telewizor na inny kanał. Po emisji filmu rozpętała się histeria. Że dokument pokazuje Jaruzelskiego w zbyt negatywnym świetle. Że dobrano niewłaściwych historyków, że niektórzy byli wcześniej w PZPR (zmarły niedawno prof. Wieczorkiewicz i płk. dr Lech Kowalski; w ustach postępowca taki zarzut brzmi co najmniej komicznie), a ci centrowi – uznawani przez lewicę – jak Andrzej Paczkowski, też wypowiadają się jakoś dziwnie, nie po linii. Prof. Paczkowski nie ma bowiem wątpliwości: – Jaruzelski należał do grona ludzi decydujących o antysemickich czystkach w wojsku czy hańbiącej inwazji na Czechosłowację. Czyli film jest jednostronny. A czemu? Bo prawicowy, bo emitowany w pisowskiej telewizji („argument” postępowego Wojciecha Mazowieckiego). W dzisiejszej Polsce tylko to, co lewicowe jest obiektywne, np. gdy Jeruzelski przedstawia swoją zakłamaną wersję wydarzeń. A w filmie towarzysz towarzysz generał się nie wypowiada. Brak też jego popleczników. Gdzie zatem druga strona? Przecież można było zaprosić obrońców organów Informacji Wojskowej, donosicielstwa, apologetów stłumienia „praskiej wiosny”, strzelania do robotników, antysemityzmu. Postępowiec powinien przerazić się tym ostatnim, ale w przypadku generała Jaruzelskiego – lepiej uciec od tematu.

Mówi Grzegorz Braun: – Przez 20 lat w mediach dominował głos generała Jaruzelskiego i usłużnych klakierów – często będących jego nominatami. Cieszę się, że dzięki inicjatywie i determinacji kolegi Roberta Kaczmarka choć raz mogli zabrać głos ludzie, dla których Jaruzelski nie jest „człowiekiem honoru”. To, że Wojciech Jaruzelski – zdrajca, sprzedawczyk i notoryczny kłamca – publicznie przejawia niezadowolenie z naszej pracy, jest dla mnie najwyższym honorem. Dla mnie jest nie tylko sowieckim patriotą i sowieckim generałem w PRL, ale też człowiekiem, którego zdrada, zaprzaństwo i oportunizm posunięty do zbrodni zaważyły na życiu moim i milionów Polaków.

Postęp i ciemnogród

Najzabawniejsze jest to, że w filmie nie ma żadnych nowych informacji na temat Jaruzelskiego. Znane fakty zostały tylko zebrane i pokazane szerszej publiczności. Podstawą jest wydana kilka lat temu książka wspomnianego dr Lecha Kowalskiego „Generał ze skazą”. Zresztą „Towarzysz generał” był pokazywany już w grudniu 2009 roku. Wtedy histerii nie było, bo emitowała go niszowa TVP Historia (na zamówienie tego kanału film powstał). Film został przemilczany, podobnie zresztą jak wcześniejsza książka Kowalskiego. Ale w 2010 dokument pokazano w programie pierwszym telewizji publicznej – trzy miliony widzów. O, to już trzeba uważać! A jeszcze po „Wiadomościach” – w najlepszym czasie antenowym. Obrońcy generała w prasie mogli liczyć oczywiście na wsparcie „Gazety Wyborczej”, z niezastąpionym Pawłem Wrońskim, który napisał: „Generał odmówił udziału w dyskusji po filmie. Uznał, że film jest nierzetelny.” Czas więc na fakty…

Walka z „bandami”

Zacznijmy od 1943 roku, kiedy Jaruzelski – wychowany w patriotycznej, inteligenckiej rodzinie polskich zesłańców – trafił do utworzonej przez komunistyczny Związek Patriotów Polskich pod egidą Sowietów szkoły oficerskiej w Riazaniu, gdzie był przeciętnym uczniem. Prymusem został kolega Jaruzelskiego, Florian Siwicki, późniejszy szef MON w PRL. Obu absolwentów Riazania połączyło potem wprowadzanie stanu wojennego. Już po skierowaniu na front Jaruzelski, jako dowódca plutonu zwiadu 5. pułku piechoty braki sukcesów na polu walki zaczął nadrabiać zaangażowaniem politycznym, szybko i łatwo dostosowując się do nowych (komunistycznych) realiów.

Wojna z faszyzmem się kończy, ale Jaruzelski nadal walczy – jego szlak bojowy znaczą walki z bandami UPA, ale też i z innymi „bandami” – dużo groźniejszymi – tymi spod znaku NSZ i WiN. Przełożonym meldował o tych ostatnich:

„Zadaniem bojówek terrorystycznych miała być bezkompromisowa walka z obecnym ustrojem demokratycznym oraz terroryzowanie i zabójstwa działaczy partii demokratycznych oraz UB i MO, rabowanie pieniędzy w instytucjach państwowych i spółdzielczych, rabowanie broni oraz prowadzenie wszelkimi możliwymi środkami walki i propagandy przeciw demokratycznej państwowości polskiej z jej przedstawicielami”.

Jaruzelski walczy skutecznie. Nagrodą jest „zabezpieczanie” kampanii wyborczej do Sejmu w 1947 r. w garnizonie w Piotrkowie Trybunalskim. Znowu sukces. Komuniści wybory sfałszowali i Jaruzelski mógł informować centralę:

„Same wybory przeszły zupełnie spokojnie, nie będąc zakłóconymi przez napady i ekscesy bandyckie (…). Wszystkich schwytanych bandytów i zwolenników reakcyjnego podziemia, przekazano wraz z zdobytą bronią do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa (…). Organizacjom i bandytom została odebrana ostatnia możliwość wywołania poważniejszego chaosu i zamieszania w kraju”.

Znów nie chodziło o bandy ukraińskich nacjonalistów…

Wzorem Dzierżyńskiego

W marcu 1947 roku Jaruzelskiego, znów za „zasługi”, skierowano do Centrum Wyszkolenia Piechoty (CWPiech) w Rembertowie, gdzie wyróżniał się przede wszystkim „pracą społeczną”. Cztery miesiące później wstąpił do Polskiej Partii Robotniczej, gdyż – jak później tłumaczył – był „wstrząśnięty niesprawiedliwością społeczną Polski okresu
przedwrześniowego”.

W 1948 roku Jaruzelski został (też za „zasługi”) wykładowcą Wyższej Szkoły Piechoty, a rok później, jako szef wydziału w oddziale Szkół i Kursów Sztabu Wojsk Lądowych, szkolił oficerów rezerwy. Swojemu przełożonemu, gen. Popławskiemu, meldował:

„Mimo czujności, jaką wykazała komisja kwalifikacyjna przy naborze kandydatów do szkoły, kilku uczniów wykazuje wrogi stosunek do obecnej rzeczywistości w Polsce i do Związku Radzieckiego. Zanotowano wrogie wypowiedzi ze strony niektórych uczniów pochodzących przeważnie ze środowiska inteligenckiego i drobnomieszczańskiego”.

Warto wspomnieć, że z takiego środowiska sam pochodził.

W 1950 roku znowu awansował – w Głównym Zarządzie Wyszkolenia Bojowego został szefem wydziału Szkół i Kursów Oficerów Zawodowych. Zadawał wówczas podchorążym takie oto pytania:

1. Dlaczego wychowując nowe kadry, winniśmy wzorować się na doświadczeniach WKP(b) (Wszechzwiązkowa Partia Komunistyczna (bolszewików) – dop. red.)
2. Dlaczego żołnierze odrodzonego Wojska Polskiego winni naśladować w służbie i życiu cywilnym takich bohaterów, jak: gen. Świerczewski, Buczek, Marchlewski, Dzierżyński, J. Dąbrowski?
3. Co wiecie o powstaniu Gwardii Ludowej?
4. Jak należy pracować na odcinku wysuwania i wychowywania kadr, jak nas uczy Generalissimus Stalin?
5. Omów rolę Generalissimusa Stalina w organizowaniu zwycięstw Armii Czerwonej w czasie II wojny światowej.
6. Opisz wrogą działalność Caritas na tle wykrycia nadużyć we Wrocławiu,
7. Co wiesz o odchyleniach prawicowych Gomułki, Kliszki i Spychalskiego ujawnionych na III Plenum KC PZPR.

Miłość do Stalina

Po inspekcji w Oficerskiej Szkole Łączności Przewodowej w Sieradzu w marcu 1953 roku Jaruzelski był dumny z wyników swojej pracy:

„Kadra oddana jest sprawie budownictwa socjalizmu i przyjaźni dla potężnej twierdzy pokoju ZSRR. W szkole w widoczny sposób wśród całego stanu osobowego wzrosło przywiązanie i zrozumienie roli PZPR oraz umocnienie miłości do WKP(b) i wodza postępowej ludzkości Generalissimusa Stalina”.

A oto uwagi krytyczne, mające świadczyć o braku czujności ideologicznej wśród miejscowych towarzyszy, a z drugiej strony o czujności przyszłego prezydenta Polski. Spostrzeżenie pierwsze:

„Lista członków partii przepisana przez maszynistkę komendanta poligonu leżała porzucona na oknie. Ppor. Oświęcimski wychodząc, pozostawił otwarte drzwi do swego pokoju, pozostawiając tym samym całą ewidencję partyjną
niezabezpieczoną. Jeden z oficerów znalazł na ulicy miasta plan szkolenia partyjnego”.

Spostrzeżenie drugie:

„Drobnomieszczańskie klerykalne otoczenie Sieradza wywiera nacisk na oficerów i podchorążych szkoły. Wyrazem tego nacisku jest wzięcie ślubu w kościele przez członka partii ppor. Utechta, o czym przez dłuższy czas nikt w szkole nie wiedział. Praca w klubie w rzeczywistości nie istnieje. Urządza się w nim zabawy, sprzedaje się wódkę w dużych ilościach, alkohol sprzedaje się na co dzień, a często zdarza się, że oficerowie i to na poważnych stanowiskach grają w bilard o wódkę. Jak oświadczyła bufetowa, bywają tygodnie, podczas których sprzedaje się w bufecie kasyna ponad 40 litrów wódki”.

Spostrzeżenie trzecie, najcelniejsze, ciekawe również ze względu na rodzinną przeszłość Jaruzelskiego:

„Do egzekutywy POP kursu doskonalenia podoficerów zawodowych wybrano na zastępcę sekretarza kułaka Kozaka Franciszka. Okłamał partię, referując swój życiorys, zamiast podanych 14 ha ma 16.80 ha i 15 świń. Został usunięty z szeregów partyjnych”.

Te spostrzeżenia Jaruzelski przekazywał nie tylko przełożonym, ale także Informacji Wojskowej.

Ceniony w Moskwie

Po październiku 1956 roku, gdy inni popadali w niełaskę, Jaruzelski piął się po szczeblach kariery. Najpierw został dowódcą 12. Dywizji Piechoty, co – w porównaniu z wcześniejszą funkcją wojskową dowódcy plutonu zwiadu – było nie lada awansem. Lech Kowalski pisze: „Niszcząc innych i umiejętnie zawiązując koalicje, Jaruzelski szybko i stosunkowo sprawnie budował własny kadrowy układ”. Najważniejsze było to, że Jaruzelski był coraz bardziej ceniony w Moskwie. Poparcie Kremla uczyniło zeń wkrótce pierwszą osobą na szczytach komunistycznej władzy.

W 1960 roku Jaruzelski został szefem głównego zarządu politycznego WP. Miał 37 lat i stopień generała dywizji. Funkcję tę pełnił do 1965 roku, będąc jednocześnie posłem PRL do Sejmu. W wytycznych dla podwładnych pisał:

„Udział i rezultaty pracy oficerów nad kształtowaniem materialistycznego światopoglądu wśród podwładnych, a także
wśród najbliższej rodziny (żona, dzieci) winny być uwzględniane również w opiniach służbowych. Wyjaśnić oficerom
bezpartyjnym, że aktywne, uporczywe uprawianie praktyk religijnych [druga, po wódce, obsesja Jaruzelskiego – red.] jest sprzeczne z wymaganiami, jakie stawiamy oficerom Ludowego Wojska…”.

W styczniu 1965 roku został szefem Sztabu Generalnego WP. Kowalski pisze, że był to precedens, gdyż Jaruzelski przeskoczył kilka szczebli w pionie operacyjnym wojska, a ponadto w Głównym Zarządzie Politycznym Wojska Polskiego (GZP WP) zajmował się zupełnie czymś innym, dlatego „należy domniemywać, iż była to typowo polityczna decyzja, która musiała wcześniej zostać zaaprobowana przez Moskwę”.

Jaruzelski w marcu

Jaruzelski brał udział w przygotowaniach do marca 1968 roku i inwazji na Czechosłowację. Występował otwarcie przeciwko syjonistom jako rzekomym sprawcom wydarzeń marcowych. O pałowaniu studentów mówił: „Nasza kadra występowała z pałkami jako aktyw partyjny – dobrze, że nie z bronią, czego wróg bardzo pragnął”. Szef ochrony Jaruzelskiego, płk Artur Gotówko, w rozmowie z Henrykiem Piecuchem w książce „Byłem gorylem Jaruzelskiego”:

„Jaruzelski miał niepodważalne zasługi w odżydzaniu armii”. Czystek dokonywał wspólnie z głównym ich organizatorem, gen. Mieczysławem Moczarem, który razem z gen. Grzegorzem Korczyńskim wprowadzał go na partyjno-rządowe „salony” PRL, a których potem odsunął, podobnie jak innych, zagrażających mu dygnitarzy. Dotknęło to również pierwszego sekretarzy kom-partii – Jaruzelski nie mając żadnych skrupułów, walnie przyczynił się potem do odsunięcia – po kolei – Gomułki, Gierka i Kani. Gdy był już silny, najbardziej obawiał się ludzi, którzy mieli większe od niego poparcie w Moskwie. Otaczał się sługusami, ignorował niewiele znaczących.

Inwazję na Czechosłowację uważał za wojskowy i polityczny sukces: „Doświadczenie wykazało, że pomoc ta była konieczna i przyszła w porę”. Dziwnym trafem tych wszystkich faktów nie dostrzega od dawna Adam Michnik.

Za marcowe „zasługi” dla komunistycznej władzy (nie pierwsze w jego życiorysie) już w kwietniu 1968 roku został ministrem obrony narodowej. Kowalski: „Już jako pierwszy sekretarz KC PZPR spowodował usunięcie z wojska (…) 1400 oficerów LWP pochodzenia żydowskiego. Proces ten trwał aż do początków lat osiemdziesiątych”.

Autor „Generała ze skazą” pisze dalej, że „postawienie na Jaruzelskiego było strzałem w przysłowiową dziesiątkę – wybór ten zadowalał Moskwę, pozyskiwał Gomułce czołowych antysemitów w obozie władzy, gwarantował dobre przyjęcie kandydata w środowisku wojska”.

Dwa grudnie

Dysponujący przeszło czterystu tysięczną armią szef MON, szczególnie przy oparciu systemu na resortach siłowych, miał ogromną władzę. W grudniu 1970 roku to właśnie Jaruzelski i szef MSW, gen. Kiszczak – oczywiście działając zgodnie z wytycznymi kierownictwa partyjno-rządowego – ustalali warunki użycia broni. Bez ich wiedzy i zgody nic w tej kwestii nie mogło się stać. Po masakrze Jaruzelski wydał rozkaz zabraniający dalszego używania broni palnej. Kowalski: „jak chciał, to potrafił i mógł przerwać rzeź – i nie byłyby mu do tego potrzebne polecenia Gomułki ani Cyrankiewicza”.

Stan wojenny to na ogół znane fakty. Lech Kowalski – cytując dokumenty – potwierdza, że Jaruzelski zabiegał o pomoc ZSRR, ale mimo próśb wsparcia nie otrzymał. Gdy już własnymi rękami spacyfikował Solidarność, towarzysze radzieccy byli zachwyceni, a ich opinię generał cenił najbardziej. Przedstawiciele KGB, nie wspominając o BP KPZR i samym Breżniewie, ocenili, że „wprowadzenie stanu wojennego w Polsce 13 grudnia 1981 roku zostało znakomicie zaplanowane i przeprowadzone. W centrali (KGB) zapanowała powszechna ulga i nie szczędzono pochwał dla umiejętności Jaruzelskiego, dowództwa polskiej armii i SB”. Czy można mieć jeszcze wątpliwości, w czyim interesie generał wypowiedział wojnę narodowi?

„Mąż stanu” w sądzie

Jeszcze kilkanaście dni przed czerwcowymi wyborami na forum KOK Jaruzelski zachęcał do walki z opozycją: „Ukazywać społeczeństwu powiązania opozycji z Zachodem w takim kontekście, by jasno z tego wynikało, że godzą w polską rację stanu”.

Teraz znów znane fakty – dzięki kontraktowi z lewicową częścią opozycji towarzysze z PZPR dostali się do parlamentu, a Jaruzelski został prezydentem. Władzy miał cały czas najwięcej – był pierwszym sekretarzem KC PZPR, przewodniczącym Rady Państwa, Komitetu Obrony Kraju i naczelnym wodzem na czas wojny. Jednym z pomysłów Jaruzelskiego było utworzenie koalicji rządowej z własnych szeregów (PZPR, ZSL, SD). Opozycja miała być dekoracją.

To się jednak nie udało, choć dzięki szefom MSW (Kiszczak) i MON (Siwicki) w rządzie Mazowieckiego (tym razem nie Wojciecha, ale Tadeusza) generał nadal trzymał najważniejsze sznurki w państwie.

Dziś Wojciech Jaruzelski nadal jest „mężem stanu”. Jako stary, schorowany człowiek z trudem przychodzi do sądu, oskarżony o sprawstwo kierownicze masakry grudnia 1970 roku na Wybrzeżu. Nie przeszkadza mu to jednak żyć w chwale zbawcy narodu, pobierać wysoką emeryturę i mieszać z błotem każdego, kto ośmieli się powiedzieć o nim prawdę…

(źródło: NCZ! lipiec 2010; publikujemy w ramach cyklu tekstów archiwalnych, które nie poddały się upływowi czasu i prezentują “ostre”, często kontrowersyjne poglądy naszych Autorów)

Prenumerata NCZ! z prezentem

Comments are closed.