Wozinski: Myśli nowoczesnego libertarianina

Libertarianin, tak jak nowoczesny endek, brzydzi się oportunizmem mafii i nie ma najmniejszej ochoty przyłączać się do sekty. Ale jednocześnie nie jest na tyle naiwny, aby wierzyć, że jakiekolwiek państwo może w ogóle działać. Przede wszystkim nowoczesny libertarianin nie jest w stanie zrozumieć, jak można w dzisiejszej Polsce w ogóle mówić o słabym państwie. Polskie państwo ma się świetnie – zatrudnia ok. 3,5 miliona osób, które zarabiają średnio o 30% więcej niż ich odpowiednicy w sektorze prywatnym. Do państwa należy wszechwładny ZUS oraz tysiące innych molochów, takich jak choćby PKP, PLL LOT, Poczta Polska, NBP, PGNiG oraz niezliczone inne podmioty. Państwo posiada wszystkie drogi, ulice, rzeki, jeziora, porty, sądy, uniwersytety, stadiony itd. itp. Nie ma w całym kraju ani jednego podmiotu prywatnego, który mógłby w jakikolwiek sposób równać się do Lewiatana. Najzamożniejsi przedsiębiorcy w rodzaju Jana Kulczyka czy Zygmunta Solorza-Żaka dysponują sumami, które są niczym w porównaniu do tych, którymi zarządza skarb państwa, a w istocie ciężko ich w ogóle nazywać przedsiębiorcami, gdyż swoje fortuny zawdzięczają ścisłej współpracy z Lewiatanem. Polskie państwo to gigant, wokół którego jak mrówki tłoczą się osoby prywatne, licząc na to, że załapią się na okruchy ze stołu pana domu.

Rządząca od 2007 roku Platforma Obywatelska państwa nie osłabia, lecz bardzo je wzmacnia. Przedstawiciele pisowskiej sekty starają się za wszelką cenę pokazać, że platformerska mafia je niszczy, lecz dzieje się coś dokładnie innego. Za rządów Tuska przybyło kilkaset tysięcy bezużytecznych biurw, wzrosły obroty budżetu (wydatki coraz bardziej przewyższają przychody), a państwo zachowało swój stan posiadania w prawie wszystkich branżach (szumnie zapowiadana deregulacja okazała się jedynie hasłem propagandowym). Sekcie oraz nowoczesnemu endekowi to jednak za mało i chcą dalej wzmacniać rzekomo słabe dziś państwo. W jaki sposób? Nacjonalizując jakieś branże? Przywracając Centralny Urząd Planowania? A może dokonując fuzji Orlenu z PKP Cargo, PGNiG oraz LOT-em w celu utworzenia największej państwowej firmy w Europie? Polskiej! Ale by była potęga…

Nowoczesny libertarianin obserwuje uważnie otaczającą go rzeczywistość i wcale nie widzi zawłaszczenia państwa wyłącznie przez ludzi dawnego systemu. Z państwowej kasy utrzymują się zarówno lewicowcy chwalący mafię, jak i prawicowe pisma wysławiające pod niebiosa mafię. Z podatków fundowane są partie zarówno pobożnych, jak i bezbożnych socjalistów. Jak Polska długa i szeroka, dziesiątki tysięcy urzędów, szkół, bibliotek, prokuratur, hal sportowych oraz uczelni jest okupowanych nie tylko przez ludzi dawnego systemu, ale i przez węszących wszędzie ingerencję Salonu ludzi związanych z prawicą. Postkomuniści wcale nie zabronili dostępu do tych kilku milionów posad na dworze Lewiatana – pobożni socjaliści sami się garną pod jego skrzydła. Te 3,5 miliona osób, które pracują obecnie dla państwa, to nie tylko głosujący na PO, PSL, SLD czy Palikota, ale także (kto wie, czy nie w większości) ludzie o prawicowych poglądach, którzy zamiast wziąć się do roboty w sektorze prywatnym, wolą pić kawę w budżetówce.

To prawda, że peerelowscy aparatczycy zagarnęli dla siebie sporą część posad, na których siedzą do dziś, ale ich potęga jest możliwa tylko dlatego, że tzw. polactwo żyje ideałami silnego państwa. Gdy pojawiają się inicjatywy takie jak Ruch Autonomii Śląska, które dają nadzieję na osłabienie państwa i przeniesienie politycznego środka ciężkości na poziom lokalny, najbardziej zwalcza je właśnie prawica, która marzy o silnym, scentralizowanym państwie, które o wszystkim decyduje z Warszawy. Najzamożniejsze państwa Europy, do których porównuje ciągle Polskę nowoczesny endek, stały się zamożne nie dzięki swojemu państwu, ale właśnie dzięki rozdrobnieniu politycznemu, które w Polsce zostało zlikwidowane tuż po rozbiciu dzielnicowym, a później przekreślone przez potężne państwo szlachty.

Nowoczesny libertarianin wcale nie ma się za idiotę, gdy twierdzi, że państwo wcale nie musi budować dróg, kontrolować sądów ani pobierać podatków na wojsko. Historia pokazała i wciąż pokazuje, że usługi te są świadczone znacznie lepiej przez sektor prywatny. Państwo polskie ani jakiekolwiek inne nie jest tu do niczego potrzebne. To, czego naprawdę potrzeba, to masowego odejścia od państwa. Zbiorowego porzucenia państwowych etatów i zgłoszenia popytu na wolny rynek.

Większość ludzi na prawicy jest przekonanych, że wpierw trzeba odsunąć Salon od władzy, a dopiero potem będzie można ewentualnie pomyśleć o realizacji „marzycielskich” wolnorynkowych idei. Ale walka z Salonem bez walki z państwem to walka z wiatrakami, gdyż Salon całą swoją siłę czerpie właśnie z państwa. Gdyby nie było Lewiatana, wszystkie osobniki pokroju Kwaśniewskiego, Środy czy też Komorowskiego byłyby bezsilne i musiałyby pracować ciężko na życie na podrzędnych stanowiskach. Dopóki jednak nowoczesny endek chce silnego państwa, będzie wiecznie zmagał się z wciąż kolejnymi zastępami Palikotów i Niesiołów, których państwo, jako instytucja do głębi zła, premiuje.

Akceptując w punkcie wyjścia dominację tej instytucji, uczciwi ludzie zawsze będą na przegranej pozycji. Proponując wskrzeszenie przedwojennej idei narodowej, nowoczesny endek nawet nie ma świadomości, że aspiruje do czegoś, co zamożne kraje zachodu zaczynają coraz wyraźnie odrzucać. Wysiłki na rzecz przekształcenia Unii Europejskiej w wielkie superpaństwo sprawiają, że państwa narodowe chwieją się w posadach jak jeszcze nigdy od momentu ich powstania. Gdyby więc kiedyś nowoczesnemu endekowi udało się nawet jakimś cudem zmienić „polactwo” w Polaków i przekształcić Polskę z kraju kolonialnego w kraj ambitnego narodu, na zachodzie nie będzie już żadnych Włochów, Niemców, Hiszpanów ani Brytyjczyków. Ich miejsce zajmą Tyrolczycy, Bawarczycy, Szkoci, Katalończycy, Walijczycy, Baskowie oraz Wenecjanie. Bankructwo współczesnych państw, które zrzeszają odmienne kulturowo grupy etniczne oraz narody, sprawia, że nie chcą one dłużej żyć ze sobą pod jednym dachem. Tymczasem nowoczesny endek aż sapie ze złości, gdy ktoś próbuje powiedzieć, że jest Kaszubą, Ślązakiem albo Łemkiem. Polskie ma państwo ma być wszak z definicji silne, jednolite i niepodzielne.

Nowoczesny libertarianin nie zamierza trwać przy wczorajszych ideach narodowych, lecz nie dlatego, że są wczorajsze, ani dlatego, że są narodowe. Libertarianin wierzy w istnienie wiecznego, niezmiennego kodeksu moralnego, który nie jest „polski”, „niemiecki” ani „francuski”, lecz obowiązuje wszystkich ludzi – bez względu na miejsce i czas. Prawo własności obowiązuje bez względu na to, co stało się dotychczas, oraz bez względu na to, co stanie się później. Taka perspektywa nie przekreśla oczywiście myślenia w kategoriach narodu lub grupy etnicznej, z którymi czujemy więź – naród to przecież także język i kultura, których nie trzeba mieszać do instytucji zajmującej się zbieraniem podatków.

Nowoczesny libertarianin nie darzy też żadnym wielkim sentymentem II RP, w której cała rzeczywistość gospodarcza została podporządkowana państwu. W dwudziestoleciu międzywojennym panował półkomunizm przejawiający się odgórnym sterowaniem obiegiem pieniężnym, większość przedsiębiorstw należała do Lewiatana, a Polacy dwukrotnie doświadczyli hiperinflacji, która zniszczyła ich oszczędności. Zaś wychwalane przez nowoczesnego endeka „inwestycje” w rodzaju Gdyni czy Centralnego Okręgu Przemysłowego były okupione zubożeniem społeczeństwa oraz rozmnożeniem państwowych etatów. Gdyby więc zestawić dwie przedwojenne dekady z III RP, okazuje się, że współczesne państwo posiada wiele pozytywnych cech, które są dziś powszechnie niedoceniane.

Polska zrodzona w Magdalence pozwala na względnie rynkową wycenę swojej waluty, o czym przed wojną w większości można było tylko pomarzyć. Zniesiono także pobór do wojska, a państwo zaprzestało realizowania wielkich projektów, takich jak budowanie od podstaw miast czy też hut. Nie znaczy to oczywiście, że nowoczesny libertarianin pragnie tworzyć apologię obecnego państwa, lecz nie sposób odmówić mu pewnych swobód, których wcześniej zwyczajnie nie było.

Nowoczesny libertarianin ma świadomość, że nie ma nic do stracenia, gdyż odebrano mu w zasadzie wszystko. Decyduje o swojej własności w bardzo skromnym zakresie i naprawdę nie ma większego znaczenia to, czy administrator Lewiatana będzie miał na imię X, czy Y, ani też czy będzie mówił to, czy tamto – niewola jest niewolą. Jedyną szansą na wydostanie się z niej jest sprawienie, aby system tworzący niewolę uległ rozkładowi. Jedyna sensowna strategia na dzisiejsze czasy polega więc w istocie na tworzeniu podziałów wśród niewolących. Na zastępowaniu monolitu pluralizmem na każdym poziomie. Na potęgowaniu rozłamów, wzmacnianiu sporów, a może wówczas nasi oprawcy zagapią się na chwilę i wreszcie uda się wyjść na wolność.

19 KOMENTARZE

  1. Nie ma takiego czegoś jak nowoczesna monarchia !
    Jest po prostu monarchia, tu i teraz (niezmienna) !
    A dopiero w monarchii możemy mówić, o libertarianinie !!!

  2. „Przede wszystkim nowoczesny libertarianin nie jest w stanie zrozumieć,
    jak można w dzisiejszej Polsce w ogóle mówić o słabym państwie. Polskie państwo ma się świetnie – zatrudnia ok. 3,5 miliona osób, które
    zarabiają średnio o 30% więcej niż ich odpowiednicy w sektorze
    prywatnym. Do państwa należy wszechwładny ZUS oraz tysiące innych
    molochów, takich jak choćby PKP, PLL LOT, Poczta Polska, NBP, PGNiG oraz
    niezliczone inne podmioty.”

    W dzisiejszej Polsce można i trzeba mówić o słabym państwie. O sile państwa nie świadczy stan posiadania, lecz proste i skuteczne prawo, sprawna policja i silna armia. Państwo polskie jest, jak słusznie zauważył p.Woziński, właścicielem olbrzymiego majątku, a także
    organizatorem i uczestnikiem życia gospodarczego, a mimo to jest
    państwem słabym, bo prawo jest skomplikowane i nieprzestrzegane, policja nie funkcjonuje prawidłowo, a armia w zasadzie nie istnieje.

  3. No i prosze, wystarczy napisać jak wKonopielce-słonko świeci, wiatr wieje a stodoła jeszcze stoi.
    A już ciebie zaczną drukować! Truizm na truizmie.

    • Niestety artykuł do bani. Pomylone z poplątanym. Liberalizm to fałszywa ideologia. Precz z nią.

  4. Skupmy się na Monarchii absolutnej, bo ona jest gwarancją zjednoczenia Polski !

    • Ostatnią monarchię absolutną powołał w Polsce Generał
      Jaruzelski podczas stanu wojennego.

      Systemowo oczywiście. Do klasycznej monarchii musiałby jeszcze ogłosić,
      że „BÓG GO NAMAŚCIŁ”!

  5. Niestety (albo stety) żyjemy w świecie materialnym opartym (póki co) o państwa, gdzie siła działa na siłę, gdzie nie ma miejsca na próżnię w postaci „likwidacji państwa” jako ośrodka skupiającego niczym wiązka witek pojedyncze witki – po to żeby silniejsi (których na około nie brakuje!) nie mogli nas połamac i spalic we własnym ognisku. Właśnie żyjemy w czasach rozkładu jedności i podziałów wewnętrznych, gdzie trwonione są tylko siły na przepychanki jaką śmiercią umrzec (od dżumy czy od cholery) a wolności jak nie było tak nie ma. Dlaczego? Ponieważ w wolne miejsca po przepychankach wchodzą „obce myśli” wcale nie lepsze od „rodzimych” bo wychowane na tym samym – niewolnictwie socjalnym, które nie istnieje tylko w wymiarze państwowej biurokracji, ale istnieje przede wszystkim w głowie pojedynczego człowieka, którego to człowieka statystycznie jest więcej. Nie tędy droga! Moim zdaniem nowoczesny endek to dobra droga, problem w tym, żeby przekonac ludzi że nowoczesny endek nie bierze swej siły z niewoli socjalnej ale z jej zwalczania zawsze i wszędzie jak raka. Praca u podstaw nad pojedynczą witką doprowadzi do silnego państwa – silnego swoim obywatelem, który wie z czego jego siła pochodzi i wie, że jest ona pożyteczna bo stanowi nieodłączny element siły państwa w którym żyje (wiązki)… Odys.

  6. Ogólnie nawet spoko, ale nie zgadzam się co do opinii o Autonomii śląska. Wystarczy się wgłębić w tę sprawę i każdy trzeźwo myślący zauważy ze RAŚ-owi chodzi o jakiś legendarny „naród” Śląski a nie o decentralizację całej polski. W sejmiku śląskim RAŚ współrządzi z PO, i wogóle ich gospodarka nie obchodzi, tylko walka o kulturę. Także takie działania nie udażają defacto w Lewiatana tylko w naród polski.

    • Garść uwag:
      1. Dlaczego legendarny? O narodzie śląskim pisał w swoich kronikach już kanonik Długosz, i to bynajmniej nie jako o legendzie. Po I wojnie światowej setki tysięcy ludzi na Śląsku deklarowało właśnie taką narodowość a nie polską czy niemiecką. W ostatnim spisie „powszechnym” – załóżmy, że jego wyniki są pełne i wiarygodne – taką narodowość zadeklarowało kilkaset tysięcy obywateli RP, dość żywa legenda, nieprawdaż?
      2. RAŚ – w odróżnieniu od chociażby ZLNŚ – nie dość, że autonomię ma w nazwie to ją propaguje, postuluje, urządza marsze, przygotował nawet projekt stosownej ustawy – chyba jednak mu o autonomię chodzi, nieprawdaż?
      3. W istocie, we władzach województwa dr Gorzelik (historyk sztuki jeśli dobrze pamiętam) zajmuje się kulturą. Jeśli musi walczyć o kulturę – to chyba dobrze, źle by się działo by jacyś niekulturalni troglodyci mieli tryumfować, nieprawdaż? :o) Skoro powierzono mu kwestie kultury, to chyba dobrze się się właśnie kulturą zajmuje? Tym bardziej, że nadaje się do tego zarówno z racji wykształcenia jak i zainteresowań.
      4. Czy mówienie całej prawdy o całej historii Śląska godzi w naród polski? Hmmm… bardzo przykro mi to pisać, ale nie najlepiej świadczy to o narodzie polskim, skoro prawda – cała prawda – historyczna tak w niego uderza.
      Zarzucicie Państwo przekłamywanie historii w drugą stronę? Dowody poproszę, dowody.

      • Garść Odpowiedzi :)
        1. Bo to jest taki sam „naród” jak „naród” wielkopolski; krakowski czy góralski. Ja nikomu nie odmawiam regionalizmu, ale to nie oznacza ze przestaje się być polakiem. Inność ślązka polega na tym że byli bardzo zniemczeni poprzez osadnictwo niemieckie, ale żeby z tego tworzyć naród?
        2.Jeśli ma to być autonomia większa niż reszty regionów, to jest to sabotaż. Jeśli ślązkość przedkłada się nad polskość to żałować takich ludzi.
        3. Bismarck też walczył o kulturę, nie każda walka jest dobra. Źle że się on zajmuje kulturą bo tworzy mit o Ślązku zapominając o Polsce dzięki której ten regionalizm przetrwał. To że jest dr. i ma zainteresowania to nic nie znaczy, ważne co robi i jak robi. Jak miało powstać na nowo muzeum historii ślązka (zburzone przez niemców w 1939) to gorzelik ze wszystkich projektów starał się usuwać wzmianki o polskości tej ziemi i o powstańcach śląskich.
        4. Zdecydowanie nie. Mówienie całej prawdy o histori ślązka godzi raczej w naród ślązki bo ukazuje jego absurd. Prawda historyczna uderza w naród ślązki. Dowody są takie że gdyby nie działalność korfantego ślązk pozostał by niemiecki i żadni ślązacy by nie przetrwali. Skoro ślązacy to taki „Żywy” naród, to czemu nie walczyli o niepodległość tylko o przynależność do państwa polskiego?

        • Polemiki ciąg dalszy :o)

          1. Czy kanonik Długosz też pisał o narodach wielkopolskim, góralskim etc.? Ile setek tysięcy ludzi np. po pierwszej wojnie światowej deklarowało narodowość dajmy na to mazowiecką, sieradzką, małopolską? Czemu – o ile mi wiadomo – nie deklaruje takich narodowości w chwili obecnej? Najprostsza odpowiedź – bo takie narodowości nie istnieją, prawda? A contrario – skoro tylu pełnoletnich i zdrowych na umyśle ludzi deklaruje pewną narodowość, to … może ona istnieje?

          Co do osadnictwa niemieckiego – było ono bardzo powszechne, nie tylko na Śląsku. Weźmy np. pochodzenie nazwy Łańcut (od Landshut), spory procent mieszczaństwa (nawet w Krakowie – stolicy Polski), itd itp. W przypadku Polski osadnicy rozpływali się prędzej czy później w żywiole polskim. W przypadku Śląska działo się inaczej – poprzez odseparowanie od… ograniczenia władzy Władysława II, protoplasty książąt śląskich tylko do Śląska? klęski Henryka Pobożnego pod Legnicą? pokoju namysłowskiego? Śląsk stał się odseparowanym tyglem, na który – do pierwotnie osiadłej ludności słowiańskiej – napływali (chronologicznie:) osadnicy z Moraw, Czech, Austrii, Niemiec i oczywiście Polski, nie licząc mniejszych grup imigrantów (Flamandowie, Francuzi, jeden z moich sąsiadów ma korzenie włoskie, last but not least – Żydzi).

          Bez wdawania się dywagacje na temat narodu – faktem jest, że spora część mieszkańców Górnego Śląska (tych, którzy pozostali mimo koszmarów II wojny światowej z wszystkimi jej zbrodniami, czystkami etnicznymi, migracjami) czuje się na tyle odrębna zarówno od Polaków jak i Niemców, że uważa się osobną narodowość – z tym chyba Pan nie polemizuje? Może po prostu ma miejsce fenomen masowej choroby psychicznej a może ci ludzie powoli odnajdują swoją tożsamość po dziesiątkach lat wciskania w czarno-biały schemat Polak vs. Niemiec?

          Ale zostawmy kwestie narodowościowe, czas przejść do konkretów, czyli samorządności i ew. autonomii…

          2. Zapewne nie nauczono Pana w szkołach (swoją drogą – ciekawe, czemu się o tym nie naucza, prawda?), że województwo Śląskie miało w II RP szeroką autonomię (http://pl.wikipedia.org/wiki/Statut_Organiczny_Wojew%C3%B3dztwa_%C5%9Al%C4%85skiego). Tylko województwo Śląskie miało wówczas autonomię – czy politycy II RP z panami Dmowskim, Piłsudskim et consortens sabotowali własną ojczyznę, uchwalając Status Organiczny?

          Owszem, też uważam, że to byłoby trochę nie fair, gdyby tylko jeden region uzyskał większą samorządność. Z drugiej strony – inne regiony autonomii nie miały (więc nie można postulować jej przywrócenia) i chyba jej nie chcą, skoro – o ile mi wiadomo – nie działają Ruchy Autonomii Świętokrzyskiego, Wielkopolski, Małopolski etc.? Cóż stoi na przeszkodzie obywatelom tych ziem się stowarzyszyć i wysunąć postulaty analogiczne do wysuwanych przez RAŚ? Proszę mi wierzyć, ja nie mam nic przeciwko temu, by każdy region miał jak największą samorządność, wprost przeciwnie A więc – do dzieła, bracia Polacy!

          Co do żałowania – ja jestem wolnościowcem i nie mam nic przeciwko temu, by każdy określał się jak chce. Jeśli Pan uważa to za właściwe, może mnie Pan żałować ile łaskawie zechce.

          3. Dlaczego uważa Pan, że regionalizm Śląska przetrwał dzięki Polsce? Owszem, autonomię woj. Śląskiego w II RP entuzjastycznie zaliczam Polsce i Polakom na bardzo duży PLUS (pomijam skrajne wyczyny wojewody Kurzydły vel. Grażyńskiego), nie można jednak zapomnieć o katastrofie PRLu – koszmarowi „wyzwolenia”, obozach, czystkach etnicznych, masowych deportacjach na wschód, administracyjnej polonizacji – zmianie nazwisk pod przymusem, zakaz nauczania j. niemieckiego… Jeśli tak mają wyglądać polskie działania chroniące odrębność regionalną, to… witki opadają.

          Tak, Bismarck miał Kulturkampf, jednak polska propaganda z czasów PRLu też nie była kryształowo czysta i uczciwa, prawda? Proszę dopuścić taką możliwość, że komuna zakłamywała nie tylko kwestie kresów wschodnich II RP, ale zachodnich też.

          „gorzelik ze wszystkich projektów starał się usuwać wzmianki o polskości tej ziemi i o powstańcach śląskich” – poproszę dowody, wystarczą mi linki do kolejnych wersji programu muzeum – porównam, wyciągnę wnioski.

          Z tego co czytałem program wystawy jest autorstwa dyr. Jedlińskiego, pochodzącego z Małopolski – może właśnie jego spojrzenie z boku jest obiektywne i dlatego drażni ludzi przywykłych do ustalonego obrazu z ostatnich dziesiątków lat?

          4. Dlaczego uważa Pan, że żaden Ślązak po I wojnie światowej nie uważał, że 3-cia droga – szeroka autonomia czy wręcz państwo śląskie – jest właściwą drogą dla Śląska? Nie czytał/słyszał Pan o działalności np. Carla Ulitzki czy Józefa Kożdonia? Tak, tak, dla propagandy PRLu to zdrajcy (pewnie w myśl zasady: kto nie jest z nami, jest przeciwko nam). Jednak działali i mieli całkiem znaczące poparcie.

          Co ciekawe – to właśnie w ramach II RP Śląsk a właściwie część Górnego Śląska – dostała szeroką autonomię. O taki Śląsk – część II RP – walczyli się powstańcy śląscy, prawda? Nawet jeśli nie wiedzieli o tym – po zakończeniu walk nie zwalczali ani nie sprzeciwiali się autonomii swojego województwa, nieprawdaż? Również demokratycznie wybierany Sejm Śląski – który miał taką władzę – nie ustąpił władzy centralnej ze swoich prerogatyw ani przysłowiowego guzika.

          Smutną (przynajmniej dla mnie) puentą jest to, że wskutek wydarzeń ostatnich dziesiątek lat łatwiej teraz spotkać Ślązaka w Niemczech niż w Polsce…

          • Odpowiedzi cd.

            1.Nie pisał. Natomiast naród w rozumieniu
            średniowiecznym oznaczał bardziej lud. W innym fragmencie kroniki pisał
            np tak „Teraz szczęśliwym mienię siebie i swoich współczesnych, że oczy
            nasze
            oglądają połączenie się krajów ojczystych w jedną całość; a
            szczęśliwszym byłbym jeszcze, gdybym doczekał odzyskania z łaską Bożą i
            zjednoczenia z Polską – Śląska, Ziemi Lubuskiej i Słupskiej… Z
            radością
            wstępowałbym do grobu i słodszy miałbym w nim odpoczynek.” Tak ślązk
            był odseparowanym tyglem ale kogo to wina? Pierwotnie był polski więc
            państwo polskie ma prawo do zwierzchnośći nad nim. Odrębność ślązka
            powstała właśnie przez ten tygiel i do tego nic nie mam ale nich z tego
            powodu nie odłączają się, bo ten naród powstał później niż te ziemie do
            Polski należały.

            2. Nauczyli i dobrze wiem o tej autonomii. Wtedy
            były inne uwarunkowanie społeczno ekonomiczne. Polsce po tylu latach
            zaborów ciężko się było odbudować a ślązk był jeszcze dłużej poza polską
            więc trzeba było jakoś to posklejać. Wiadomo że nie od razu, więc
            powstała taka autonomia, ale teraz jest już ona nie potrzebna.

            3.
            Skoro PRL robił czystki to pretensje trzeba chyba do moskwy kierować a
            nie do warszawy. Gdyby muzeum przed wojną miało taką tematykę jak teraz
            to niemcy nie zniszczyli. Przed wojną w tym muzeum było mnóstwo o
            polskości ślązka i o powstaniu a teraz nic, dla mnie to wystarczające.
            Co ciekawe tamto muzeum też było wybudowane przez autonomistów ślązkich.
            Widać więc jak się różnili od dzisiejszego RAŚ.

            4.Byli tacy, ale
            w porównaniu do reszty to był margines, gdyby było inaczej to by sobie
            to wywalczyli. Powstańcy przede wszystkim chcieli Polski, a to że mieli
            autonomie to spoko, ja bym też przeciwko temu się nie burzył, ale wtedy
            była inna sytuacja.

            P.S. Wg mnie to takie podziały które
            proponuje RAŚ tylko by spowodowały kolejne rozbicie dzielnicowe,
            wystarczy se poczytać i zobaczyć co się z Polską stało w średniowieczy
            przez takie praktyki.Obecnie cokolwiek by nie mówić to niemcom
            najbardziej by zależało na takiej autonomii (i tak dla wiadomości to nie jestem zwolennikiem Kaczyńskiego :) ). Pozdrawiam

          • Polemiki ciąg dalszy :o)

            1. Cóż, szkoda, że potomkowie (oczywiście nie w linii prostej :o) kanonika Długosza nie wpadli na pomysł powierzenia tronu Polski ponownie dynastii Piastów, której ostatni przedstawiciel zmarł w 1675 roku, to by oznaczało przyłączenie przynajmniej części Śląska do Polski…

            „Pierwotnie był polski więc państwo polskie ma prawo do zwierzchności nad nim.”

            Zależy od którego momentu liczymy pierwotność – od Celtów, Lugiów, Markomanów, Wandalów (Silingów, od których wielu historyków niemieckich wywodzi nazwę Śląska), plemion słowiańskich, państwa wielkomorawskiego, czeskiego, państwa Piastów… ;o)

            „Tak ślązk był odseparowanym tyglem ale kogo to wina?”

            Tych, którzy wygnali na dziedziczny Śląsk Władysława II, pierworodnego syna Bolesława Krzywoustego? Może Tatarów, którzy zniweczyli dzieło Henryka Brodatego i Pobożnego (wnuka i prawnuka Władysława II), zmierzające do zjednoczenia Polski? Tych, którzy zlekceważyli prawa dynastii Piastów do tronu polskiego, wybierając Andegawenów, Giedyminowiczów (bo z takiej dynastii pochodził Władysław Jagiełło, nieprawdaż?) a potem już przedstawicieli dowolnych obcych dynastii?

            ” i do tego nic nie mam ale nich z tego powodu nie odłączają się” – a czy naprawdę chcą się odłączyć? Np. taki RAŚ postuluje przywrócenie autonomii i to – jak słyszałem – w o wiele węższym zakresie niż przewidywał Statut Organiczny w II RP. Skoro wszyscy polscy politycy świętują kolejne rocznice PRZYŁĄCZENIA (części) Górnego Śląska (który miał bardzo szeroką autonomię w II RP) to jak można twierdzić, że przywrócenie woj. Śląskiemu autonomii w węższym niż w II RP zakresie oznacza ODŁĄCZENIE?

            Albo autonomia to nie to samo co odłączenie – wówczas wszystkie jeremiady patriotów o gorących nie tylko sercach ale i umysłach są bezpodstawne, albo w II RP autonomiczne woj. Śląskie nie stanowiło części składowej II RP i wszyscy polscy politycy świętujący przyłączenie Śląska do Polski – od lewej do prawej – to skończone matoły. Proszę wybrać wariant, który Pana zdaniem jest prawdziwy.

            2. To fundamentalna kwestia podejścia do ustroju wewnętrznego państwa. Dla miłośników centralizacji jedynie słusznym ustrojem jest ten, w którym creme de la creme narodu (Lepper, Beger, Sawicka etc.) decydują o wszystkim. Ćwiczyłem to za PRLu, żywię szczerą abominację do czegoś takiego. Jestem zdecydowanym zwolennikiem wolności, co moim zdaniem w ustroju wewnętrznym państwa przekłada się na max. samorządność. Śmiem twierdzić, że to właśnie podejście bardziej odpowiada historii i kulturze cywilizacji łacińskiej – vide USA (tworzone przez emigrantów z Anglii, Zjednoczone Królestwo, Hiszpania, Szwajcaria, Niemcy, Austria, Włochy, ostatnio nawet wschodnie barbarie jak Rosja czy ChRL przynajmniej z nazwy implantują takie rozwiązania (pozwolę sobie klasyfikować państwo chociaż z nazwy komunistyczne jako barbarię). Cywilizacji łacińskiej, której Śląsk jest cześcią… od IX wieku?

            3. Więc III RP (czy może już IV?) nie jest w żadnej mierze spadkobierczynią i kontynuatorką PRL? Jeśli tak, to III RP powinna uznać za niebyłą ustawę KRNu (skądinąd bezprawną) z 6.05.1945 o zniesieniu autonomii woj. Śląskiego i – po ukonstytuowaniu – natychmiast automatycznie przywrócić woj. Śląskiemu autonomię, nieprawdaż? Czemu tego nie zrobiła? Takich czemu można by długo wyliczać, ale to temat na inny artykuł…

            Czy uznanie III RP za byt nie mający żadnego powiązania z PRL oznacza też brak honorowania przez III RP umów międzypaństwowych zawartych w PRL, w tym np. umowy z RFN o uznaniu przez RFN ostatecznego, nieodwracalnego charakteru ustalonej w umowie poczdamskiej polskiej granicy zachodniej na Odrze i Nysie Łużyckiej? Nie jestem jurystą, ale w tej materii sugerowałbym jak najdalej posuniętą ostrożność…

            „Gdyby muzeum przed wojną miało taką tematykę jak teraz to niemcy nie zniszczyli.” – to czysta spekulacja niemożliwa do weryfikacji. Pozwolę sobie nie polemizować.

            „Przed wojną w tym muzeum było mnóstwo o polskości ślązka i o powstaniu a teraz nic”

            Ciekawe, pisze Pan o muzeum i wystawie w czasie teraźniejszym. Jak rozumiem, dyskutujemy o planowanej wystawie w nowo budowanym Muzeum Śląskim, która to rozpala takie emocje wśród „patriotów”. Właśnie co przeczytałem, że budowa Muzeum Śląskiego trwa, jej zakończenie jest planowane na maj 2013 roku, a otwarcie wystawy stałej na grudzień przyszłego roku. Na jakiej podstawie twierdzi Pan i to tak kategorycznie, że teraz nie ma nic o powstaniach? Dlatego, że tej wystawy jeszcze nie ma? :o) No fakt, teraz nie ma. Nie ma też nic o czymkolwiek innym. :o) Proponuję poczekać z ocenami na otwarcie tej wystawy. Chciałbym tutaj tylko zwrócić Pana uwagę, że pierwszy rzut na diagram stanowiący część wymogów w konkursie na tą wystawę w Muzeum Śląskim (http://www.muzeumslaskie.pl/img/o_muzeum/noweMS/diagrampojeciowy.pdf) wskazuje, że powstania śląskie będą ujęte w tej wystawie.

            4. Ten margines uzyskiwał w demokratycznych wyborach w sumie po kilkaset tysięcy głosów… Czy to mały margines, czy duży, pozostawiam ocenie czytających.

            Co do wywalczenia – jak Pan to sobie wyobraża, że ksiądz Ulitzka wzywa parafian do osadzenia kos na sztorc i walki bratobójczej? Słowo daję, byłoby to niezwykle osobliwe pojęcie miłości bliźniego! Walka zbrojna oznaczałaby konflikt ze wszystkimi państwami aspirującymi do władania Śląskiem krajów – co trzeba by mieć w głowie, by wzywać kilkusettysięczną rzeszę zwolenników do jednoczesnej walki z II Rzeszą, II RP i Czechosłowacją? Z tego mogłaby wyjść rzeź porównywalna z Powstaniem Warszawskim – naprawdę dziwi Pana, że Ci przywódcy wybrali metody pokojowe? Inna sprawa, że zawiodły wobec faktów dokonanych, stanowionych przemocą…

            Co do konkluzji Pana wypowiedzi – prosze spojrzeć jak szeroką autonomią cieszą poszczególne stany/kraje/kantony w krajach Europy Zachodniej. Poza jedną Katalonią i może Szkocją nikomu nie przychodzi do głowy odłączanie się (co – mimo róznych zapowiedzi lokalnych polityków – nie miało dotąd miejsca i prawdopodobnie nie będzie miało). Proszę spojrzeć na wyniki spisu – jak niewielu obywateli RP deklaruje się jako Ślązacy (czymże jest 400 czy 800 tysięcy w blisko 40 milionowym kraju?). Proszę wziąć pod uwagę, jak nieliczna jest mniejszośc niemiecka (60 tysięcy?). Prosze wziąć pod uwagę, że postulowana przez RAŚ autonomia jest węższa od tej z czasów II RP. Prosze wziąć pod uwagę, że w chwili obecnej na Śląsku zostali Ci Ślązacy, którzy – mimo niekiedy bardzo negatywnych doświadczeń z początkami polskich rządów, dysproporcji w poziomie życia w PRL/RP a RFN itd itp nie wyemigrowali – tak są przywiązni do swojej małej ojczyzny. Czy naprawdę 40 milionów potomków szwoleżerów spod Samosierry obawia się kilkuset tysięcy Ślązaków – wszak braci?

            „to niemcom najbardziej by zależało na takiej autonomii” – proszę zwrócić uwagę, że ten straszny RFN jest krajem federalnym, w którym landy mają bardzo duże uprawnienia (za Wikipedią: Władze krajów posiadają szerokie uprawnienia wewnętrzne z zakresu prawa i ordynacji podatkowej, wyłączność w zakresie polityki edukacyjnej a także spraw wewnętrznych (policja, gospodarka przestrzenna, obywatelstwo). Ich ustrój jest regulowany poprzez osobne konstytucje krajów związkowych, a prawodawstwo poszczególnych krajów różni się niekiedy znacznie od siebie.). Jeśli autonomia to coś takiego niebiezpiecznego, to Niemcy muszą być bardzo słabym, biednym, rozczłonkowanym państwem w stanie ciągłego rozbicia dzielnicowego, z którym nikt się nie liczy na arenie międzynarodowej… Jest inaczej? Więc może jest na odwrót – szeroka autonomia warunkuje konkurencję między landami, która zmusza politykow lokalnych do podejmowania przemyślanych decyzji, przekładających się na wzrost zamożności i potencjału ekonomicznego krajów, co – poprzez podatki – przekłada się na potęgę kraju? A Szwajcaria? A USA? Więc może scentralizowany ustrój wewnętrzny nie jest warunkiem koniecznym do osiągnięcia zamożności i siły przez państwo?

Comments are closed.