Jednym z czołowych haseł wolnościowych jest całkowita likwidacja państwowego rabunku pod pretekstem biedy, choroby czy starości co określa się w socnowomowie eufemizmem „opieka społeczna”. Jest to postulat, który wielu szokuje i często trudno znaleźć dobry i szybki argument, który wskazuje na jego całkowitą słuszność. Niestety nie każdy czytał „Bez korzeni” Charlesa Murraya, gdzie „opieka społeczna” poddana jest dobijającej, ale dość skomplikowanej wiwisekcji.
Tymczasem przez zupełny przypadek taki argument udało mi się znaleźć na „taniej książce”, którą przeglądam regularnie pod kątem wynajdywania rozmaitych ezoteryków, które inaczej nigdy nie wpadłyby mi w ręce. Tym razem wypatrzyłem książkę Urszuli Lehr „U schyłku życia. Starość mieszkańców Beskidu Śląskiego i Podhala”. Przejrzałem ją pierwszego dnia Świąt i przyznam, że niektóre informacje powaliły mnie z nóg.
Książka opowiada o starości w dwóch miejscowościach – ewangelickiej w większości Istebnej (ok. 5 tys. mieszkańców) oraz czysto katolickim Małym Cichym (ok. 1 tys. mieszkańców wraz z przysiółkami). Autorka stosując pseudonaukową nowomowę rysuje bardzo pozytywny obraz patriarchalnego życia rodzinnego w tych wioskach, nie zawierający w zasadzie zbyt wielu nowych wiadomości. Na koniec swych badań, jak rozumiem by ukłonić się ideologii, postanowiła sprawdzić jak działa w tym rejonie „opieka społeczna”. I oto co wyszło (s. 273):
„Dom Pomocy Społecznej dla powiatu tatrzańskiego znajdujący się w Zakopanem nie posiada wśród swoich pensjonariuszy ani jednego mieszkańca pochodzącego z Małego Cichego. (…) W okresie ostatniego ćwierćwiecza XX w., zdarzył się tylko jeden przypadek, który w zasadzie nie dotyczył seniora, ale umieszczenia dwóch córek i matki w zakładzie opiekuńczo-leczniczym w Zaskalu. Obie mające po 30 lat dziewczyny były upośledzone (niedorozwinięte). Starzejąca się matka nie mogła poradzić sobie z opieką nad nimi, nie miała krewnych, którzy by ją wspomagali. (…).
A wcześniej (s. 268):
„Na terenie Małego Cichego, jak wynika z relacji mieszkańców a także wypowiedzi pracowników socjalnych gminy Poronin, w ostatnich dwudziestu latach nie było żadnych zgłoszeń interwencyjnych dotyczących np. prośby o pomoc w opiece nad człowiekiem starym lub o zasiłek.”
W ewangelickiej Istebnej było nieco gorzej – w ciągu 30 lat do domu pomocy trafiło… kilka osób, w tym jedna przebywa tam obecnie (dane za 2007 r.). Być może wynika to z praw statystyki – Istebna jest pięciokrotnie bardziej ludna.
Oczywiście autorka książki przekonuje, że niekorzystanie z „opieki społecznej” wynika także z „nieświadomości”.
Obraz jest jednak jasny. Tam gdzie społeczność jest w miarę moralnie zwarta, „opieka społeczna” jest zwyczajnie nieużyteczna. Ponieważ finansowana jest w oparciu o pieniądze także mieszkańców Małego Cichego jest dodatkowo szkodliwa, gdyż prowadzi do ich zubaża.
A jaka jest konkluzja?
Otóż taka, że z danych empirycznych wynika, iż we względnie moralnym polskim środowisku pomocy potrzebuje jedna osoba na 5 tys. Oznacza to, że, gdyby w Polsce wszyscy zachowywali się tak jak mieszkańcy Istebnej czy Małego Cichego pomocy by potrzebowało… 8 tys. osób. Chyba nie muszę przekonywać, że w tej sytuacji instalowanie „pomocy społecznej” byłoby absurdem?
…Oczywiście tylko z puntu widzenia jej postulowanych celów. Bo prawdziwym celem „pomocy społecznej” jest grabież pieniędzy oraz kontrola nad społeczeństwem. I tu wracamy do Charlesa Murraya, który zacytował swojego wydawcę pisząc, iż „pomoc społeczna” to tyle co „gwałt w pozycji na misjonarza”.