Domino: Kościół nie nawraca Żydów. Żydzi nawracają katolików

Chociaż ich szeregi wciąż pozostają nikłe, stale wzrasta liczba katolickich Polaków, którzy porzucają wiarę swych ojców i wybierają religię niemal doszczętnie wytrzebioną w ich ojczyźnie podczas II wojny światowej.

„Kobiety czekające na pierwszym piętrze Centrum Żydowskiego w Krakowie nie potrafią ukryć swego podniecenia. Jest ich osiem. Dla większości z nich to najważniejszy moment w ich życiu. Moment, na który długo przygotowywały się, uczyły i dla którego tu przyjechały. Właśnie pierwszą z nich poproszono, by udała się do pokoju na trzecie piętro. Tam czeka na nią trzech rabinów. Parę minut później dziewczyna schodzi rozpromieniona. Już ze schodów woła z uśmiechem: „Jestem Żydówką!”. W poczekalni zakotłowało się. Pozostałe kobiety spieszą się, by jej pogratulować, uściskać. Leją się łzy szczęścia, narasta podniecenie i radość.” Tak entuzjastycznie moment konwersji polskich katoliczek na judaizm zrelacjonowała niedawno izraelska gazeta „The Times of Israel”.

Judaizm jest w ofensywie, a tymczasem Kościół milczy

Kościół katolicki prowadzi akcje misyjne na całym świecie. Działa w Andach i na Syberii, w Afryce, w Oceanii. Nawraca pogan, buddystów, muzułmanów. Tylko akcję w stosunku do jednej grupy wyznaniowej pozostawił niejako w próżni. Chodzi o judaizm. Kiedyś Kościół modlił się za lud żydowski i pragnął, aby Żydzi, porzuciwszy błędy talmudyzmu, przyjęli wiarę Chrystusową. Ostatnio jednak wszystko się zmieniło i żydzi w zasadzie nie są nawracani. Już od deklaracji „Nostra aetate” z 1965 roku Kościół stara się ułożyć relacje z judaizmem. I to bardzo spolegliwie. Tekst deklaracji, umiarkowany w kontekście dzisiejszych oświadczeń prezentowanych przez Watykan lub Kościoły lokalne, zawierał jednak sformułowania, które przekreśliły dotychczasowe nauczanie Kościoła. Trzy główne elementy będące nowością w nauczaniu Kościoła zawarte tej soborowej deklaracji to: – związki teologiczno-historyczne pomiędzy Kościołem a judaizmem, – zdjęcie z żydów winy za śmierć Jezusa Chrystusa, – ciągłość wybraństwa żydowskiego. Oczywiście na takie sformułowania kolosalny wpływ miała zagłada Żydów podczas II wojny światowej i poczucie wielu hierarchów kościelnych, że nie uczyniono dostatecznie wiele, by nie dopuścić do tej masakry.

W dialogu z Żydami górę wzięły aspekty polityczne, a nie teologiczne. Drogę tę kontynuują np. dwa dokumenty opublikowane w 2000 i 2001 roku: żydowsko-chrześcijańska deklaracja „Dabru emet” oraz będący odpowiedzią na tę deklarację dokument Papieskiej Komisji Biblijnej pt. „Naród żydowski i jego obecność w chrześcijańskiej Biblii”. Oba dokumenty jednoznacznie stwierdzają, opierając się na słowach i duchu deklaracji „Nostra aetate”, że judaizm jest teologicznie samowystarczalny, a nawracanie żydów – postulowane przez wieki przez Kościół – należy do złej, antysemickiej, nieaktualnej przeszłości. W tym duchu idą też interpretacje aktualnych dokumentów watykańskich, np. deklaracji „Dominus Iesus”.

Nawracanie… nie do zaakceptowania

Jedną z najgłośniejszych debat wokół nawracania Żydów wywołał parę lat temu dokument „Refleksje o Przymierzu i misji” Komitetu do Spraw Ekumenicznych i Międzyreligijnych Episkopatu USA oraz Narodowej Rady Synagog w tym kraju. Rozważania strony katolickiej nie pozostawiały złudzeń: „Pogłębiające się katolickie rozumienie wiecznego Przymierza między Bogiem a ludem żydowskim, razem z uznaniem prawdy o udzielonej przez Boga żydom misji dawania świadectwa o wiernej miłości Bożej, prowadzi do wniosku, że działalność na rzecz nawracania żydów na chrześcijaństwo jest dłużej nie do zaakceptowania w Kościele katolickim” – napisano w tym dokumencie.

To wywołało burzę, która jednak stopniowo przycichła. A dialog z żydami staje się coraz bardziej jednostronny. Nawet papież Benedykt XVI w 2007 roku po przywróceniu do łask liturgii trydenckiej zmienił treść jej wielkopiątkowej modlitwy za żydów. W nowej wersji nie ma już słowa o ich „nawróceniu”. Kościół ma się więc oficjalnie tym nie zajmować. No dobrze, ale przecież gdyby brać na serio owo zalecenie, to… chrześcijaństwo w ogóle by nie powstało, gdyż przecież pierwsi chrześcijanie byli nawróconymi żydami.

Z katolicyzmu do judaizmu

Wróćmy jednak do korespondencji Nissana Tzura z Krakowa zamieszczonej w piśmie „The Times of Israel”. A podaje on, że jeszcze tego samego dnia, 11 października br., wszystkie te konwertytki zostały oficjalnie uznane za Żydówki przez rabinacki sąd. Panie przybrały nowe imiona i spotkawszy się w lokalnej mykwie, kieliszkami koszernego izraelskiego wina wzniosły toast „Lechaim”. „Dla całej tej ósemki uroczystości z 11 października oznaczały koniec długiego procesu. Dla maleńkiej społeczności polskich żydów ta ceremonia oznaczała coś więcej. Była kolejną konwersją grupy polskich katoliczek przeprowadzoną dzięki kursom zorganizowanym przez Beit Warszawa, sztandarową społeczność polskich Żydów postępowych. Rabin Gil Nativ wyraził pełne zadowolenie z poziomu, jaki prezentowali podczas egzaminu wszyscy kandydaci. Dodał też, że w tym roku około 15 osób spełniło wymagania merytoryczne i partycypacyjne programów prowadzonych przez Beit Warszawa i Beit Polska” – opisuje Tzur.

Założone w 1999 roku przez urodzonego w polsce żydowskiego biznesmena z Ameryki, Seweryna Ashkenazego, stowarzyszenie kultury żydowskiej Beit Warszawa dąży do odbudowy życia żydowskiego w Polsce. Prowadzi nabożeństwa szabatowe, święta żydowskie zgodnie z zasadami judaizmu postępowego, naukę języka hebrajskiego oraz weekendową szkółkę dla dzieci. Działalność wzbogacają liczne wykłady, pogadanki, wystawy i koncerty. Ale oprócz słuchania muzyki czy rozmowy po hebrajsku Beit Warszawa oferuje także możliwość duchowej przemiany. W 2005 roku zorganizowało prawdopodobnie pierwszą w historii powojennej Polski reformowaną bar micwę. Do uroczystości Ludmiłę Krzewską przygotowywał Nathan Alfred. Zaś 7 stycznia 2006 roku odbyła się prawdopodobnie równie pionierska łączona bar i bat micwa rodzeństwa Racheli i Davida Goodmanów. Od 2003 roku Beit Warszawa daje także możliwość konwersji religijnej. I przez te 10 lat pod jego nadzorem z katolicyzmu na judaizm przeszło ponad 100 mężczyzn i kobiet z całego kraju.

Kurs wprowadzający podstawy judaizmu trwa rok i jest już dostępny w Warszawie, Łodzi, Lublinie, Białymstoku, a wkrótce także w innych miastach Polski. Taki kurs jest pierwszym krokiem przystąpienia do wspólnoty żydowskiej. Wszyscy ci apostaci musieli udać się pod Wawel – Kraków jest bowiem jedynym polskim miastem, którego rytualna łaźnia może być używana podczas konwersji religijnych prowadzonych przez „żydów postępowych” (mykwa w Warszawie – jedyna poza Krakowem łaźnia żydowska w Polsce – jest używana przez żydów ortodoksyjnych). Dlatego każdy odszczepieniec, absolwent kursu konwersji prowadzonego przez Beit Warszawa, musi odbyć swą finałową podróż do grodu Kraka.

Zachwycone polskie władze

Sam Seweryn Ashkenazy, biznesmen, hotelarz i marszand sztuki, jest 77-letnim polskim Żydem. Ocalał z Holokaustu, ukrywając się w okolicach Tarnopola. Po wojnie uciekł do Francji, a następnie do Ameryki, gdzie dzięki smykałce do interesów udało mu się zbić całkiem niezłą fortunę. Do Polski powrócił w połowie lat 90. ubiegłego wieku i nie ukrywał, że głównym celem było odzyskanie nieruchomości posiadanych przez jego rodzinę.

Nie trzeba dodawać, że Ashkenazemu, przy życzliwej spolegliwości władz polskich, wszystko wyśmienicie się udało. On sam nie skrywa dumy ze swego wkładu w odrodzenie społeczności żydowskiej nad Wisłą. Chwali się, że Beit Warszawa stało się prawdziwą przystanią i domem dla żydów i konwertytów. Oprócz nich w uroczystościach i religijnych obrzędach żydowskich w Warszawie stale uczestniczy od 80 do 100 osób, którzy nie są lub jeszcze nie czują się żydami, ale przychodzą do siedziby Beit Warszawa – głównie dlatego, że odkryli właśnie swe żydowskie korzenie, mają żydowskiego partnera lub łączą ich biznesowe, kulturalne bądź emocjonalne więzi z Izraelem.

Dla Ashkenazego najnowsza grupa nawróconych stanowi znakomity powód do świętowania. Jest także wspaniałą okazją do zarysowania dalszych planów stojących przed założoną przez niego organizacją i do pozyskiwania funduszy. – Wszystkie te działania wymagają dużych pieniędzy. A nie mamy wystarczającego wsparcia ze strony oficjalnych organizacji. Ale mam nadzieję, że jakaś organizacja lub grupa hojnych donatorów pomoże nam kontynuować odrodzenie życia żydowskiego w Polsce – tłumaczy dziennikarzowi „The Times of Israel”.

Jeszcze nieliczne, acz dość regularne konwersje na judaizm prowadzone przez Beit Warszawa wzbudziły zrozumiałe zainteresowanie izraelskich mediów, które czym prędzej wzięły na spytki najnowsze apostatki. Wypytywały je o dotychczasowe doświadczenia, powód podjęcia decyzji o zmianie wiary, usiłowały wydusić z nich potwierdzenie lęków przed polskim antysemityzmem. Anna Polat swą decyzje o porzuceniu katolicyzmu podjęła z powodu chłopaka. Zakochała się w Talu Mizrahim – Żydzie z Izraela. Oboje pracowali w tureckich liniach lotniczych. Wkrótce biorą ślub. To właśnie dla niego i dla przyszłych dzieci pani Anna postanowiła zmienić wyznanie. – Kurs trwał rok. Na początku myślałam, że to bardzo długi czas, ale dziś rozumiem, że to, czego nauczyłam się, to tylko niezbędne minimum. Musisz przeżyć cały rok, wszystkie święta, aby coś więcej pojąć o judaizmie. Poznać żydowskie obyczaje, tradycję – wyjaśnia.

Tropią antysemityzm nawet u apostatów

Dociekliwi żydowscy dziennikarze nie mogli oczywiście przepuścić okazji, by wypytać „nawróconych” o słynny polski antysemityzm. Nieoczekiwanie jednak napotkali stanowczy odpór. – Wiem, że Polska jest stereotypowo postrzegana jako kraj antysemicki. Ale nigdy nie doświadczyłam czegoś takiego na własnej skórze. Jest nawet lepiej, niż się spodziewaliśmy. Żyjemy w kompleksie domków, a wszyscy nasi sąsiedzi wiedzą, że Tal jest Żydem i że ja mam zamiar stać się Żydówką. Nikt nigdy nie powiedział nic negatywnego na ten temat, nie zrobił jakiejkolwiek obraźliwej, złośliwej czy głupiej uwagi. Wręcz przeciwnie – mamy dowody sympatii. Dowiedziałam się także, że jeden z naszych sąsiadów ma żydowskie korzenie, a córka innej sąsiadki uczęszcza do żydowskiej szkoły. Wita nas „Szabat szalom” w każdy piątek – mówi pani Anna.

Łodzianka Karolina Chojnacka podczas konwersji przybrała hebrajskie imię Kalanit. Jest zawodową tancerką i także na judaizm przeszła z powodu szczęśliwej miłości. W przeciwieństwie jednak do Anny Polat, nie zakochała się w Izraelczyku, ale w… Izraelu. Na scenach i parkietach w Tel Awiwie i Jerozolimie spędzała bowiem większość swego zawodowego życia. – Kiedy powracałam do Polski, trudno było mi się przyzwyczaić do tutejszych realiów. – Szukałam byle okazji, aby odświeżyć więzi z Izraelem i judaizmem. Głównym motorem mojej decyzji o konwersji był rok spędzony w Izraelu, po tym jak zostałam przyjęta do jerozolimskiej Akademii Muzyki i Tańca. Po powrocie czegoś mi brakowało. Zaczęłam szukać sposobu, jak kontynuować więź z Izraelem, i tak trafiłam do Beit Warszawa. Zmiana religii to nie była decyzja podjęta w ciągu jednego dnia. Był to długi proces, w którym szukałam mojej tożsamości – wyjaśnia 23-letnia tancerka.

Korczak zamiast Jezusa

Powody religijnej konwersji Izabeli Foremniak były inne niż jej koleżanek. W jej przypadku mamy raczej do czynienia z rozczarowaniem Kościołem. Dla pobożnej, żarliwej katoliczki odstępstwo od wiary ojców było skrajnym posunięciem. – Od zawsze byłam bardzo zaangażowana w Kościele katolickim. Jakieś 12 lat temu zaczęłam czytać Biblię, Stary i Nowy Testament. I stałam się bardzo rozczarowana i zła. Czułam, że Kościół katolicki okłamał nas. Chciałam wiedzieć, dlaczego Jezus był tak ważny – dlaczego on jest ważniejszy od Janusza Korczaka. Zapytałam o to w kościele, ale nigdy nie dano mi dobrej odpowiedzi. Zaczęłam szukać odpowiedzi na własną rękę, niemal po omacku. Rozmawiałam z muzułmanami, protestantami, żydami. Do Beit Warszawa poszłam dwa lata temu, a kilka miesięcy później postanowiłam wziąć udział w pierwszych obrzędach religijnych. Po krótkim czasie zaprosili mnie do konwersji. Na początku nie czułam się gotowa na całkowite zerwanie z przeszłością, ale to zmieniło się kilka miesięcy temu, a ja wiedziałam, że zrobiłam dobrze – tłumaczy Foremniak.

Jednak wzdycha, gdy wysłannicy „The Times of Israel” pytają ją o reakcję rodziców i bliskich: – Moja mama jest bardzo pobożną katoliczką. Więc mój ojciec poprosił mnie, aby nie mówić jej o moim nawróceniu, ponieważ obawiają się o jej zdrowie i jak ona zareaguje. Myślę, że będzie to zbyt stresujące dla niej i że nie będzie w stanie tego zaakceptować.