Działalność socjalistów często prowadzi do paradoksów. Przykładowo: w ulepszaniu i reformowaniu komunikacji publicznej miasto stołeczne Warszawa zaszło tak daleko, że już niedługo ludzie z powodu ceny biletów zaczną się przesiadać do… taksówek. No, może trochę przesadzam. Na razie pojedynczy bilet na komunikację publiczną jest tańszy od przejazdu taksówką. Ale jeśli już policzyć przejazd dla czteroosobowej rodziny na nieco większą odległość, połączony np. z wjazdem do drugiej strefy – to okaże się, że przejazd taksówką, zwłaszcza używającą nazwy „przewóz osób”, już teraz jest tańszy!
W dodatku w taksówce nie mamy do czynienia z przewozem coraz liczniejszych na „zielonej wyspie” bezdomnych, co zwłaszcza zimą jest obecnie w warszawskiej komunikacji prawdziwą plagą. I zapewnia szereg tak intensywnych doznań, że chce się z nawiedzonego w ten sposób autobusu czy tramwaju jak najszybciej uciec. A obecność bezdomnych w środkach komunikacji miejskiej zimą wynika z dwóch głównych powodów: po pierwsze – jest w nich ciepło, po drugie – bezdomni korzystają z nieformalnego zwolnienia z opłaty, bo kontrolerzy nawet do nich nie podchodzą. W efekcie propaganda stołecznych socjalistów, która zachęca warszawiaków do korzystania z komunikacji publicznej, przełożona na praktyczne działania spowoduje, że będą oni korzystali z komunikacji prywatnej, czyli taksówkowej.
Jeśli bliżej się temu przyjrzeć, to łatwo można zrozumieć, że jednak z paradoksem wcale nie mamy do czynienia. Po prostu taksówki działają na względnie wolnym rynku, a autobusy, tramwaje i metro – w komunie. W normalnych miastach stosunek ceny biletu autobusowego do przejazdu taksówkowego wynosi od 1:10 do 1:15. Jednak państwowa własność podnosi cenę biletu wielokrotnie. Dlatego właśnie ceny autobusów i taksówek w stolicy tak bardzo się zbliżyły. Natomiast autobusy prywatne w rejonie Warszawy są na kilku znanych mi trasach prawie trzykrotnie tańsze od państwowych! W odpowiedzi władze stolicy… starają się ich nie wpuszczać do miasta!
O tym, co należy zrobić, by komunikacja była sprawniejsza i zdecydowanie tańsza, pisaliśmy wielokrotnie. Przypomnijmy jednak najważniejsze tezy: trzeba rozbudować metro, zlikwidować tramwaje, sprywatyzować wszystkie stołeczne linie, wreszcie umożliwić funkcjonowanie czegoś, co za wschodnią granicą funkcjonuje pod nazwą marszrutki – są to supertanie lokalne minibusy, których liczbę łatwo dostosować do popytu na przewóz. I nagle okazałoby się, że można znacznie szybciej i taniej. Chociaż z drugiej strony w sumie przyjemnie jeździ się taksówkami, nawet jeśli z uwagi na socjalistyczny reżim używają jakichś tajemniczych pseudonimów, jak np. warszawscy „night drivers”.