Górników prawie nie ma. Opiekujący się nimi urząd ma się świetnie!

Francuski miesięcznik „Capital” w pierwszym numerze z 2013 roku wymienia 200 różnych przyczyn, które blokują rozwój gospodarczy nad Sekwaną i jakiekolwiek reformy. Dla przykładu skupimy się na jednym takim przypadku, który potwierdza dotyczące biurokracji prawo Parkinsona. Brzmi ono: „praca rozszerza się tak, aby wypełnić czas dostępny na jej ukończenie” (oryg. ang. work expands as to fill the time available for its completion) Cyril Northcote Parkinson zakpił w ten sposób z biurokracji na łamach prestiżowego „Economist” w 1955 r.

W 1946 roku założono we Francji CANSSM, co da się przetłumaczyć jako Specjalny Status Ubezpieczeń Górniczych. W tym czasie, dzięki związkom zawodowym, górnicy mieli się dobrze i stanowili pokaźną siłę społeczną. Minęły jednak dziesięciolecia i obecnie już żadnego górnika we Francji nie uświadczysz. Ostatni przedstawiciele tego ginącego gatunku dożywają swych dni na emeryturach. Nie ma już górniczych składek, związanych z tym zawodem chorób etc. Tymczasem powołana do obsługi górników administracja ma się ŚWIETNIE i nijak się nie kurczy, choć obsługiwać już praktycznie nie ma kogo…

Górnicza Kasa Chorych ma nadal swoją reprezentacyjną siedzibę w Paryżu, oddziały w sześciu (!) regionach i 250 centrów medycznych. Zatrudnia w administracji… 6 tysięcy osób.

Nic dziwnego, że deficyt CANSSM wyniósł w 2011 roku 61 milionów euro (według wstępnych szacunków – w 2012 niewiele mniej!). Trzeba oddać sprawiedliwość, że poprzedni rząd Franciszka Fillona przygotował projekt włączenia tego organizmu do systemu ogólnych ubezpieczeń społecznych, co miało przynieść spore oszczędności. Fillon nie zdążył, a na razie sprawa przycichła.

Niegdyś rządy obawiały się zadzierania z górnikami, teraz znacznie groźniejsi wydają się… biurokraci!