Nowa „prawicowa” telewizja ma ruszyć 10 kwietnia 2013 r., czyli w trzecią rocznicę katastrofy smoleńskiej. Przyznam, że ta informacja troszkę mnie zaszokowała – bo otwarcie wskazuje na to, że ten nowy kanał, wg planów jego organizatorów i właścicieli ma pójść śladem „Gazety Polskiej”, która na zgliszczach prezydenckiego TU-154 wskoczyła z kilkunastu na prawie 70 tys. sprzedaży. Wynikało by z niej, że „prawicowość” kanału ma polegać na dalszym eksploatowaniu Smoleńska.
W sumie jednak nie należy się temu specjalnie dziwić, bo przecież cały czas w Polsce działa „przedsiębiorstwo holokaust”, którego założenie datuje się na wczesne lata 60. – minęło ponad 50 lat a biznes się kręci. Choć przybiera coraz bardziej kuriozalne formy – wczoraj wyczytałem na stronie gazeta.pl – o tłumaczeniu na polski książek dla dzieci o obozie w Oświęcimiu – i pomyśleć, że to w tym samym piśmie, które wielokrotnie piórem rozmaitych mędrków chciało uchronić dzieci przed lekcjami religii, które są niekiedy „zbyt drastyczne”. Ciekawe zresztą czy „prawica” też zacznie w końcu wydawać książki dla dzieci o Smoleńsku (komiks już powstał).
I w ferworze tej propagandowej walki gdzieś ucieka jedno podstawowe pytanie, które już wiele razy zadawałem, ale na które nikt mi nie chce odpowiedzieć. Skoro Smoleńsk to był zamach – do czego trzeba przekonywać, bo na tym polega „prawicowość”, to czy to znaczy, że po ewentualnym dojściu do władzy przez „prawicę” trzeba będzie postawić przed sądem Władimira Putina (za zamach), Donalda Tuska (za mataczenie), a jeśli się przed sądem ich postawić nie uda, to kiedy mamy zamiar w ramach reperkusji zaatakować Moskwę. A może wyślemy na wschód jakichś asasynów ze stajni agenta Tomka. Bo chyba nie chcemy tej „zbrodni” puścić płazem?