Wozinski: Pierwszy polski libertarianin?

Jan Ludwik Wolzogen (1599-1661) już za swego życia został oddelegowany na margines społecznej świadomości. Ten najprawdopodobniej pierwszy na polskich ziemiach libertarianin miał podwójnego pecha: po pierwsze – był arianinem; po drugie – był z urodzenia Austriakiem. Takie kwalifi kacje na trwałe przekreśliły jego szanse na przedarcie się ze swoją pionierską teorią do szerszego grona odbiorców.

Wolzogen jest postacią nietypową, gdyż stanowi rzadki w historii Polski przykład człowieka, który w poszukiwaniu wolności uprawiania filozofii oraz swobód religijnych przybył do Polski, zamiast z niej uciekać. Po wybuchu reformacji Polska stała się jedną z niewielu oaz, w których władza pozwalała na względną swobodę w wyborze wyznania. Podczas gdy w innych krajach trwały krwawe prześladowania i wojny religijne, nad Wisłą można było znaleźć wytchnienie od gorącej atmosfery stosów, które płonęły chociażby w Szwajcarii. Nic więc dziwnego, że do Polski przybywali masowo Niemcy, Holendrzy, Włosi, Szkoci, Anglicy, Szwajcarzy czy tak jak Jan Ludwik Wolzogen – Austriacy.

Wywodzący się z arystokratycznego rodu baron von Tarenfeldt zjawił się w Polsce w wieku 26 lat, gdzie stał się jednym z najbardziej wpływowych intelektualistów ruchu, który jeszcze za jego życia został skazany na banicję. Pierwszy rzut reformacji w Polsce przyniósł sporą popularność przede wszystkim kalwinizmowi, który szczególną sympatię zyskał wśród szlachty. Kalwiński postulat podporządkowania duchowieństwa państwu bardzo spodobał się sarmatom, dla których stan duchowny stanowił największą przeszkodę na drodze do uzyskania pełnej kontroli nad państwem. Po uczynieniu z króla marionetki oraz ubezwłasnowolnieniu miast szlachta uzyskała dzięki kalwinizmowi do końca XVI wieku całkowitą kontrolę nad państwem.

Podział w łonie reformacji

O tym, że kalwinizm został przez szlachtę potraktowany całkowicie instrumentalnie, świadczy najlepiej fakt, iż w Polsce odrzucono zupełnie kluczową dla kalwinizmu naukę o predestynacji oraz kult pracy i oszczędności. Kalwinizm spełnił swoją rolę, a gdy się ona skończyła, wówczas całkowicie zanikł. Początkowo jednak ruch kalwiński obejmował w Polsce wiele różnych grup, które wspólnie walczyły o przestrzeń wolności dla swych praktyk.

Rozłam nastąpił dopiero w 1562 roku, kiedy mainstreamowy kalwinizm szlachecki dla mas oddzielił się od ruchu zdecydowanie intelektualnego, którego członków zaczęto wkrótce nazywać braćmi polskimi.

Bracia polscy do dziś budzą ogromne kontrowersje. Z jednej strony lewicowe kręgi przedstawiają ich jako bohaterów, którzy zostali stłumieni przez ciemny polski katolicyzm; z drugiej strony prawicowi historycy zwracają uwagę na ich zachowanie w czasie potopu szwedzkiego, kiedy to opowiedzieli się po stronie Szwedów oraz Jana Zapolyi, a także na jawnie heretyckie tezy, stojące w sprzeczności z tradycyjną nauką katolicką.

Jak to zwykle bywa w tego typu sporach, prawda jest nieco bardziej złożona, niż chce ją widzieć każda ze stron. Wielką zasługą braci polskich (zwanych też unitarianami lub socynianami) jest to, iż założyli własne miasto Raków, którym do 1638 roku działała słynna Akademia Rakowska oraz drukarnia wydająca dzieła czytane w całej Europie.

Małe miasteczko na Kielecczyźnie, które dziś jest zapadłą wsią, było przez pewien czas jednym z kilku najbardziej znanych miejscowości polskich na całym świecie. Niezależność oraz swoboda wymiany myśli przyciągała światowej sławy postaci i był to wyróżnik braci polskich, którzy bardziej niż grupę religijną stanowili ruch intelektualny, który znalazł dla siebie oazę w pogrążonej w wojnach Europie. Z kolei uważana za oczywistość kolaboracja z okupantem w czasie potopu została ostatnio wyraźnie zakwestionowana.

W rzeczywistości bowiem Karola Gustawa z otwartymi ramionami witała cała Polska poza Janem Kazimierzem, który na dodatek kilka lat wcześniej, w 1648 roku, nakazał wyrzucić arian z Polski. Skazani na banicję oraz utratę majątków arianie zwyczajnie szukali poprawy losu u innego przedstawiciela rodu Wazów, który jednak potraktował ich bardzo instrumentalnie.

Na dodatek bracia polscy także walczyli później przeciwko Szwedom, pomimo wszystkich krzywd, których doznali od współrodaków od początku XVII wieku. Przedstawianie ich jako zdrajców, którzy z otwartymi rękoma witali najeźdźców, mija się z prawdą, gdyż przez pierwsze miesiące szwedzkiej inwazji sojusznikami Karola Gustawa była prawie cała klasa rządząca. Bracia polscy nie stanowili monolitu i dziś nawet ciężko znaleźć jakiś punkt wspólny dla wszystkich idei religijnych, filozoficznych i społecznych, które postulowali w czasie swojej obecności w Polsce. Początkowo ich idee były pod silnym wpływem braci czeskich, czyli plebejskich uciekinierów z Tyrolu, którzy założyli w Sławkowie na Morawach pacyfistyczną komunę. Radykalizm braci czeskich (anabaptystów) nie przyjął się jednak w Polsce. Co prawda początkowo wśród braci polskich przyjęła się idea nieużywania broni oraz zrównania wszystkich stanów, ale z upływem lat coraz bardziej wypierał ją konformizm bardziej wpływowych członków, którzy zajmowali wysokie stanowiska w polskiej armii oraz aparacie państwa.

Nie dla Państwa

Z radykalizmu braci czeskich oraz pochodnego od nich stanowiska braci polskich Jan Ludwik Wolzogen zaczerpnął własną wizję relacji człowieka do państwa. Uważał, że piastowanie państwowych urzędów jest błędem, a swoją opinię podpierał tym, iż żaden człowiek nie został stworzony do władania nad innymi. Zamiast władzy państwa postulował podporządkowanie się autorytetowi wynikającemu z obecności we wspólnocie religijnej. Według Wolzogena, istnienie państwa jest błędem człowieka i powinno zostać odrzucone przez każdego chrześcijanina. Argumentacja austriackiego barona opierała się na przekonaniu, że państwo było dozwolone w czasach starotestamentowych, kiedy to Bóg obiecał Izraelitom Ziemię Obiecaną i prowadził ich tak długo, aż zostało ono ustanowione.

Od czasu jednak gdy Chrystus wypełnił Stare Przymierze i zastąpił je Nowym, państwo należy odrzucić jako niespójne z miłością bliźniego. W opinii Jana Ludwika Wolzogena, uczestnictwo w państwie świadczy o przywiązaniu do życia doczesnego, do grzechu.

Pierwszy polski libertarianin doskonale zdawał sobie sprawę z konsekwencji, jakie wywołają jego słowa – i dlatego uzupełniał swoją antypaństwową naukę nieco ponurym i fatalistycznym proroctwem. Ponieważ świat doczesny znalazł się pod kontrolą państwa („nie mamy tutaj trwałego państwa, ale przyszłego czekamy”), odrzucających państwo w imię miłości bliźniego czekają prześladowania. Pisząc to, wcale nie był prorokiem, gdyż braci polskich spotkał cały szereg nieszczęść – jak choćby spalenie Rakowa przez lisowczyków w 1623 roku czy też wyrzucenie arian z Poznania i Lublina. Według Wolzogena, taki los był jednak nie do uniknięcia i świadczyły o tym pełne prześladowań pierwsze wieki chrześcijaństwa, nim stało się ono oficjalną religią państwową.

Co ciekawe, badacze ruchu braci polskich oraz historycy opisujący epokę reformacji w Polsce zdecydowanie marginalizują Wolzogena kosztem innych arian, takich jak Szymon Budny, Samuel Przypkowski czy Jan Crell. Jednakże ich teoria nigdy nie przybrała tak zdecydowanie libertariańskich kształtów jak w przypadku austriackiego barona. Najlepszym przykładem jest tu Crell, którego „Traktat o tolerancji” czytano w całej Europie i który posłużył najprawdopodobniej jako wzór Johnowi Locke’owi przy tworzeniu jego własnego „Listu o tolerancji”.

Osiadły w Polsce Frankończyk postulował wprawdzie wolność wyznania i wzajemną tolerancję, lecz niezgodę na państwo jak najbardziej krytykował. Z kolei wspomniany powyżej Szymon Budny, który sławę zdobył szczególnie w Anglii, był nawet wielbicielem państwa i zaciekle zwalczał wszelki „radykalizm” społeczny w obrębie polskiego arianizmu. Według Budnego, bunt przeciw państwu był niechrześcijański, a wobec państwa zalecał nawet bezgraniczne posłuszeństwo. Podobnie myśleli także inni znaczący bracia polscy, którzy – jak choćby marszałek Sejmu Mikołaj Sienicki – sprawowali kluczowe urzędy w państwie.

Generalnie rzecz biorąc, bracia polscy o szlacheckim pochodzeniu stopniowo wygłuszali „kontrowersyjne” społecznie tezy, przez co ruch ariański w Polsce stawał się z roku na rok coraz bardziej propozycją dla ekscentrycznych i zamożnych heretyków. Wolzogen cały czas obracał się w towarzystwie innych braci polskich, ale w późniejszym kresie był jedną z nielicznych osób kontynuujących nauki pioniera ruchu – Piotra z Goniądza (1530-1573), który „zaszczepił” idee ariańskie jeszcze w XVI wieku, po pobycie w Padwie.

Poglądy społeczne Piotra z Goniądza nawiązywały w pewnej mierze do idei braci czeskich i przewidywały m.in. rezygnację z funkcji państwowych, odmowę służby wojskowej oraz zwolnienie chłopów z pańszczyzny. Bezkompromisowy libertarianizm Wolzogena skłonił go nawet do głoszenia idei porzucenia tytułu szlacheckiego w przypadku, gdyby był on przeszkodą w służeniu Ewangelii.

Zapomniany

Rzecz jasna, nie wszystkie poglądy Wolzogena były spójne ze współczesną doktryną libertariańską, którą w pełni rozwinął Murray Rothbard. Otóż pierwszy polski libertarianin był zdecydowanym pacyfistą i wrogiem jakiejkolwiek przemocy, nawet stosowanej w samoobronie. Ponadto akceptował fakt istnienia państwa i nie wierzył w możliwość jego obalenia. I wreszcie jego libertarianizm nie był oparty na teorii prawa własności lub też teorii ekonomicznej (tak jak to ma na ogół miejsce współcześnie), lecz przede wszystkim na rozważaniach natury religijnej. Tak uzasadniony libertarianizm był jak najbardziej godny pochwały i pionierski, lecz nie był oparty na trwałych fundamentach filozoficznych, tylko religijnych.

W czasach gorących dysput religijnych taka postawa miała rację bytu, lecz na w pełni uzasadniony teoretycznie libertarianizm trzeba było czekać co najmniej do XIX wieku. Na pewno jednak wpływ idei Wolzogena oraz innych braci polskich był wówczas ogromny. Można nawet powiedzieć, że książkami drukowanymi w Rakowie żyła bardziej zagranica niż Polska.

Wspomniany wpływ, jaki Crell wywarł na angielskie kręgi protestanckie, pozwala nam przypuszczać, że Wolzogen mógł także oddziaływać na pierwszy (zdaniem Rothbarda) libertariański ruch w historii – lewelerów.

Gdy po 1660 roku bracia polscy znaleźli się na emigracji (zwanej polską „pierwszą wielką emigracją”), w Amsterdamie wydano czytaną później na całym kontynencie zbiorczą pracę „Bibliotheca Fratrum Polonorum” („Biblioteka braci polskich”). Gdyby udało się potwierdzić tę tezę, Polska (wspólnie z Austrią) mogłaby się poszczycić pierwszym w historii libertarianinem, którego idee promieniowały na cały świat.

Do zapomnienia idei Jana Ludwika Wolzogena przyczynił się także fakt, że jego pisma powstawały po łacinie, przez co nie były łatwo dostępne dla posługujących się wyłącznie polszczyzną, a wypędzenie braci polskich oznaczało także głęboką cenzurę ich idei. Do dziś Wolzogen to nazwisko o wiele bardziej rozpoznawane za granicą niż w Polsce, która skazała go na niepamięć. Dla lewicy jego idee były nie po drodze, gdyż odrzucał państwo i głosił radykalne wyrzeczenia w imię wiary. Z kolei prawica przypięła mu łatkę zdrajcy i heretyka, który na dodatek głosił idee skrajnie różne od bliskiego konserwatystom umiłowania państwa. Dlatego też gdyby nie napisane niegdyś przez Wolzogena „Uwagi do medytacji metafizycznych René Descartes’a”, praktycznie nikt by o nim nie wspominał.

Czas jednak, aby Polacy odkryli wreszcie zapomnianą perłę w postaci Jana Ludwika Wolzogena, którego dzieła do dziś pozostały w większości nieprzetłumaczone. Miejmy także nadzieję, że Wolzogen okaże się wierzchołkiem góry lodowej w postaci większej liczby podobnych mu banitów, których celowo zbyto milczeniem, a których libertariańskie tezy mogłyby stać się kamieniem węgielnym licznego i aktywnego intelektualnie ruchu libertariańskiego w Polsce. Jest na im się wzorować!