Negro czyli od „czarnego” do „czarnucha”. „Murzynek Bambo” na indeksie!

Po raz pierwszy od 112 lat z amerykańskich ankiet spisu powszechnego zniknie angielskie słowo „negro” – Murzyn. Niepoprawne określenie zostanie usunięte z dokumentów biura spisu powszechnego już w przyszłym roku, kiedy do 3,5 mln amerykańskich domów rozesłana zostanie ankieta American Community Survey. Jej celem będzie przygotowanie gruntu pod generalny spis powszechny oraz zebranie przekrojowych danych o mieszkańcach USA.

Od „czarnego” do „czarnucha”

Określenie negro pojawiło się w amerykańskich ankietach spisu powszechnego dopiero w 1900 roku. Wcale nie miało ono wówczas wydźwięku negatywnego. Było raczej dziwacznym neologizmem z czasów nasilonej aktywności abolicjonistów, którzy postanowili wyeliminować z języka angielskiego źle kojarzone określenie nigger. Wbrew modnym dzisiaj tłumaczeniom wielu książek, artykułów i filmów, słowo nigger nie miało do końca XIX wieku podtekstu wulgarnego. Było ono określeniem definiującym osoby pochodzenia subsaharyjskiego. Swój pejoratywny wydźwięk nabrało dopiero na początku XX wieku, kiedy pierwsi poprawni politycznie puryści językowi zaczęli tworzyć indeksy słów zakazanych.

Polscy tłumacze, szczególnie w okresie PRL-u, ze zdumiewającym uporem przekładali pojawiające się w XIX-wiecznej literaturze anglosaskiej słowo nigger jako „czarnuch”. Pasowało to do systemowego ogólnego trendu oczerniania wizerunku Ameryki jako rasistowskiego państwa „wyzysku społecznego”. Tymczasem w XIX-wiecznej angielszczyźnie słowo nigger nie było tak powszechne, jak mogłoby się wydawać.

W 1619 roku John Rolfe, mąż słynnej Pocahontas (Rebeki Rolfe) – córki najwyższego wodza wszystkich sprzymierzonych z kolonistami plemion Wirginii – nazywał w swoich zapiskach czarnoskórych niewolników słowem negars. Wywodziło się ono od hiszpańskiego i portugalskiego przymiotnika negro (czarny) i francuskiego nègre. Ale swoją wymowę wzięło od łacińskiego przymiotnika niger – czarny – i było wymawiane tak jak w języku łacińskim – z twardym „g”, a nie tak jak dzisiaj wymawia się po angielsku nazwę afrykańskiej rzeki Niger – jako „Najdżer”. W koloniach amerykańskich język angielski ewoluował wraz z napływem imigrantów z różnych części Europy, tworząc podstawę późniejszego dialektu amerykańsko-angielskiego i zmieniając oryginalny łaciński rzeczownik niger w amerykański nigger, neger, neggar czy nigr.

Nie wszyscy czarnoskórzy mieszkańcy amerykańskich kolonii byli niewolnikami lub ich potomkami. Na długo przed podpisaniem Deklaracji Niepodległości do Nowego Świata przybywali czarnoskórzy poddani korony angielskiej, holenderskiej czy francuskiej, którzy mieli talent do handlu lub rzemiosła. Tworzyli oni wzorowane na wytwornych salonach europejskich eleganckie kręgi towarzyskie. Do dzisiaj można zwiedzać położony na Dolnym Manhattanie cmentarz o holenderskiej nazwie Begraafplaats van de Neger – Cmentarz Murzyński. Określenie to w języku holenderskim nigdy nie nosiło w sobie podtekstu negatywnego czy krytycznego. Określało tylko to, czego nie dałoby się ukryć – kolor skóry.

Ulubiony rzeczownik pisarzy

Światowa „kariera” ujednoliconego anglosaskiego określenia nigger w odniesieniu do Murzynów, ale bez pogardliwego podtekstu, nastąpiła dopiero po wojnie secesyjnej. Przyczyniły się do tego książki trzech wielkich pisarzy tworzących w języku angielskim: Polaka – Józefa Conrada (Józefa Teodora Konrada Korzeniowskiego), Anglika – Karola Dickensa i Amerykanina – Marka Twaina. Przed nimi słowo nigger było stosunkowo rzadko spotykane w literaturze. O wiele częściej mówiono o osobach czarnoskórych jako: nugerach, negerach czy zwyczajnie „czarnych”. Tego ostatniego określenia używał trzeci prezydent Stanów Zjednoczonych Thomas Jefferson w swojej książce „Uwagi o stanie Wirginia” (1785 r.).

Pierwszy raz swoją „międzynarodową” karierę rzeczownik nigger zaczyna wraz z pierwszym wydaniem książki Harriet Elisabeth Stowe pt. „Chata wuja Toma”. Ta sentymentalna powieść o szlachetnych niewolnikach żyjących na amerykańskim Południu staje się niemal ewangelią ruchu abolicjonistycznego. Blisko 13 lat przed ogłoszeniem ustawy abolicyjnej powieść rozchodzi się w 300 tysiącach egzemplarzy i zostaje przetłumaczona na 25 języków. W żadnym tłumaczeniu z tamtej epoki nie pojawia się słowo „czarnuch”. Nigger dla XIX-wiecznych tłumaczy oznacza „czarny”. Krytycy słusznie zarzucali uzdolnionej literacko nauczycielce z Cincinnati jedną wielką konfabulację i nieznajomość warunków społecznych panujących na Południu. Ale ckliwa powieść już na zawsze narzuciła wzorzec ukazywania amerykańskiego Południa jako krainy czarno-białej. Jednym z elementów fałszujących rzeczywistość był język Południowców i przewijające się w nim straszne słowo nigger.

Rasistowskie i skrajnie pogardliwe znaczenie tego wyrazu jest jednak dziełem Marka Twaina. Także inni wielcy amerykańscy i angielscy pisarze będą używać tego słowa, nieświadomie wpisując się na czarną listę literatury zakazanej. Nieważne bowiem, z jakich przyczyn historycznych, obyczajowych czy socjologicznych niektóre książki Lee Harpera, Iana Fleminga, Henry’ego Millera, Jacka Londona, Erskina Caldwella, Williama Burroughsa, Keya Gibbonsa i wielu innych wielkich anglojęzycznych literatów zawierają zakazane słowo na „n”. Ważne, że to słowo tam się pojawia, a to czyni tę literaturę zbiorem ksiąg zakazanych.

„Murzynek Bambo” na indeksie

Komunistyczna propaganda lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku, ukazując stosunki społeczne w USA, stosowała prostacki sofizmat „A w Ameryce biją Murzynów!”. Twórcy tego sloganu, który służył za odpowiedź na każdą krytykę systemu sowieckiego ze strony Zachodu, zostaliby dzisiaj uznani przez tychże Murzynów za zwyczajnych rasistów używających słowa o podtekście pogardliwym. Prawidłowo bowiem komuszy sofizmat powinien brzmieć „A u was w Ameryce biją Afroamerykanów!”. Brzmi to jednak skrajnie głupio. Poza tym tak bardzo modne w polskich kręgach postępowych słowo „Afroamerykanin” też ma podtekst rasistowski. Kiedy bowiem mówimy o Jimmym Carterze, Franku Sinatrze czy Ronaldzie Reaganie, nazywamy ich zwyczajnie Amerykanami. Nie zastanawiamy się, że przodek Jimmy’ego Cartera przybył do Ameryki już w 1635 roku, a jego następca w Białym Domu był „zaledwie” potomkiem XIX-wiecznych irlandzkich imigrantów z hrabstwa Tipperary. W drugim i następnych pokoleniach tego typu różnice pochodzeniowe zanikają. Jednak w stosunku do żyjących od 200 lat rodzin murzyńskich nadal stosuje się określenie wskazujące na bycie w pierwszym rzędzie Afrykaninem, mimo że mieszkają one w USA od wielu pokoleń! Czy to nie jest określenie złośliwe?

Poza tym czy ludzie o białej karnacji skóry i wyglądzie europejskim lub semickim, jak mieszkańcy Afryki Północnej czy biali obywatele krajów afrykańskich, po przyjechaniu do USA też mogliby się nazywać Afroamerykanami? W takim razie wszyscy Żydzi mieszkający w Polsce powinni być Azjatopolakami!

Forpocztę politycznie poprawnych idiotów stanowią w Polsce naprawiacze języka. Słowa: „pedał”, „Murzyn”, „lesbijka” czy „Cygan” to czubek góry lodowej listy słów na indeksie. Trend ten charakteryzuje całą Europę! Niecały miesiąc temu w amsterdamskim magistracie zakazano używania słów „allochton” i „autochton” do różnicowania ludności rdzennie holenderskiej od imigrantów. W Polsce też mamy problem ze słowem „Murzyn”, mimo że słowo to nigdy nie miało wydźwięku negatywnego. W każdym razie trudno o to oskarżyć autora wierszyka „Murzynek Bambo” – wielkiego polsko-żydowskiego poetę Juliana Tuwima, piewcę „wiekopomnych dzieł” Stalina i komunizmu. Nieważne jest bowiem, że słowo „Murzyn” pochodzi od pięknego staropolskiego określenia „Maur” czy „Murza”, odnoszącego się w dawnej polszczyźnie do wszystkich mieszkańców Afryki i Bliskiego Wschodu. Ważne, jak to słowo rozumieją tzw. postępowcy.

Nasz krewny Tutanchamon

Pracownicy United States Census Bureau, wchodzącego w skład Departamentu Handlu, mają więc poważny dylemat. Jak zastąpić słowo negro – kulturowego następcę słowa nigger – w rubrykach ankiet spisu powszechnego tak, aby nikogo nie obrazić. Jak wspomniałem określenie African-American nie wskazuje na przynależność rasową, lecz kulturową. Wielu czarnoskórych Amerykanów uważa je za obraźliwe. Przecież Amerykanin lub imigrant pochodzenia tunezyjskiego, egipskiego, libijskiego lub biały potomek Afrykanerów z Południowej Afryki ma prawo uważać siebie za „Afroamerykanina” tak samo jak Pierwsza Dama USA. W takim wypadku spis nie ma najmniejszego sensu. Fałszuje rzeczywisty skład etniczny i rasowy społeczeństwa amerykańskiego. Nie jestem też przekonany, czy zastosowanie przymiotników „czarny” i „biały” znajduje jakiekolwiek logiczne uzasadnienie. No bo jak określić Amerykanina pochodzącego z indyjskiej prowincji Kerala, który ma skórę zdecydowanie ciemniejszą od córek Baracka Obamy?

A czy stosowane w języku angielskim określenie ludzi rasy białej jako caucasian race („rasa kaukaska”) jest prawidłowym określeniem ludności europejskiej? Nie do końca! Obejmuje ono bowiem populacje zamieszkujące obszar od wschodniego Rogu Afrykańskiego, poprzez całą Afrykę Północną, Bliski Wschód i Europę, aż po Islandię. Zdumiewające jest, że idea rasy kaukaskiej, oparta na klasyfikacji Johanna Friedricha Blumenbacha (1752-1840), niemieckiego fizjologa i antropologa, twórcy słynnej rozprawy „O naturalnych różnicach w charakterystyce ludzi”, która ma już prawie 200 lat jest niezwykle trafna. Najnowsze odkrycia antropologiczne, genetyczne i archeologiczne wskazują, że między białymi mieszkańcami Europya starożytnymi Egipcjanami nie ma żadnych różnic rasowych czy genetycznych. Obala to tak modną jeszcze kilka lat temu w środowisku rasistów murzyńskich koncepcję, że starożytny Egipt został zbudowany przez negroidalną cywilizację przybyłą z Afryki Środkowej.

Genetycy z centrum badań genealogicznych iGENEA w Zurychu dowiedli, że połowa Europejczyków ma serię genów położonych w specyficznym miejscu na chromosomie identyczną z synem wielkiego faraona Echnatona – Tutanchamonem z XVIII dynastii władców Egiptu. Ta haplogrupa oznaczona jest jako R1b1a2 i występuje powszechnie na naszym kontynencie. Dotyczy to także znacznej części współczesnych mieszkańców Egiptu. Wspólny przodek nas i faraonów z XVIII dynastii urodził się na Kaukazie około 9,5 tysiąca lat temu. Stąd też rejon tych gór jest naszą kolebką w takim samym stopniu jak niektórych ludów Afryki Północnej, Etiopii, Bliskiego Wschodu i obszarów od Indii aż po Kalifornię. W ten oto sposób klasyfikacja ludzi na „czarnych” lub „białych” jest całkowicie iluzoryczna i niejasna. Podobnie jak określenia „rasa kaukaska” i „Afroamerykanie”. Jakie bowiem wnioski ankieterzy mogą wyciągnąć z takiego spisu? Całkowicie błędne. Wystarczy, że pochodzenie kaukaskie poda każdy imigrant z obszarów od Bangladeszu po Maroko. W ten sposób może się okazać, że w ciągu zaledwie kilkunastu lat gwałtownie wzrosła populacja ludzi białych wyznających islam, buddyzm czy hinduizm. Z kolei Murzyni mający kompleks koloru skóry Michaela Jacksona nie będą zbyt chętni do określania siebie jako osoby „czarne”.

Spis ludności przestaje być wiarygodnym instrumentem statystycznym, skoro zawiera same fałszywe wskazówki do odpowiedzi. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem pozostawałoby zostawienie w ankiecie klarownej nazwy negro. O tym jednak nikt nie chce słyszeć.

Pozostaje jeszcze jedna alternatywa. To zastosowanie klasyfikacji antropogenetycznej. W tym wypadku najbardziej przydatne mogą się okazać wyniki Projektu Genograficznego realizowanego przez Towarzystwo National Geographic i Zespół Centrum Obliczeniowo-Badawczego IBM przy dotacji The Waitt Family Foundation. Być może wskażą one wkrótce dość precyzyjne różnice genetyczne dzielące rasy ludzkie ze względu na ich migracje historyczne po naszej planecie…

8 KOMENTARZE

  1. Kilka uwag.

    1. Jeżeli chodzi o badania naukowe, to biolodzy nie posługują się pojęciem rasy, ponieważ rada rozróżniana jest na podstawie fenotypu (tego co widać), a biolodzy klasyfikują na podstawie genotypu (a to nie zawsze widać). W zoologii teoretycznie najniższą klasą jest podgatunek (czyli Homo sapiens neanderthalensis vs Homo sapiens sapiens, choć niektórzy mówią, że różnice były na tyle duże, że możemy mówić o gatunkach), ale czasami nieformalnie wyróżnia się formy, przy czym z punktu widzenia taksonomii to jest zbyteczne i mało interesujące.
    2. Więc jeżeli chcemy w podziale biali/czarni/żółci/etc odwoływać się do podziałów naukowych to musielibyśmy się odwoływać do formy. Ale formy ludzi to brzmi trochę dziwnie. Nie wiem czy są jakieś prawdziwe porządne badania, nie uprzedzone w żadną ze stron nad taksonomią człowieka. Nie wiem nawet czy to jest możliwe.
    3. Co do Egiptu – trudno stwierdzić jakim kolorem skóry charakteryzowali się poszczególni władcy Egiptu, ale co przykuwa moją uwagę to to, że na części rzeźb i portretów władcy przedstawiani są z bardzo wydatnymi ustami i szerokimi nosami. Ale to o niczym nie świadczy,

    • Odpowiedź na twoje uwagi:.

      1. Podział na rasy według fenotypu człowieka obowiązują w antropologii od ponad stu lat. Mamy podział ras według kryterium Georgesa Cuviera – rasę żółtą, biała i czarną oraz ich krzyóżwki : metysów, kreoli, mulatów czy zambo.

      W zoologii też jest pojęcie rasy , jako poziom niższy niż gatunek (podgatunek) – grupa zwierząt w obrębie jednego gatunku, o wspólnych cechach istotnych dla odróżnienia jej od innych zwierząt tego gatunku. Polityczna poprawność woli nazwę ,,podgatunek”. Ja jednak wolę być rasy białej niż podgatunku kaukaskiego.

      2. W jaki sposób określisz pochodzenie antropologiczne Pasztunów od Tadżyków w Afganistanie? Możesz sobie szukać różnic genetycznych jak jesteś genetykiem i kiedy rozumiesz bardzo złożone różnice chemiczne na poziomie genów i protein. Jak jednak normalnemu człowiekowi wytłumaczysz, że Pasztuni to typ rasy białej z regionu Morza Śródziemnego (pewnie potomkowie Macedończyków Aleksandra Wielkiego) a Tadżycy to lud mongoidalny (pochodzący od wojsk Czyngis-chana)?

      3. Co do Egiptu to nie widzę już żadnego błędu. W artykule jest mowa o Tutanchamonie z XVIII dynastii. Jego mumia ze względu na dobre zachowanie została poddana badaniom genetycznym i jest rasy białej. Jeżeli masz wątpliwości jak Egipcjanie przedtawiali Murzynów to obejrzyj sobie ten rysunek – http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Seti1a.jpg – widać na nim wyraźne różnice rasowe pomiędzy mieszkańcami Egiptu i sposób przedstawiania rasy negroidalnej (zupełnie inni od większości Egipcjan).

      • 1. Nie pisałem o antropologii tylko o biologii, W taksonomii nie stosuje się pojęcia rasy, ponieważ taksonomia zajmuje się klasyfikacją różnic genetycznych a nie fenotypowych. A co do podgatunku – to nie jest poprawnie polityczne słowo na rasę, tylko coś zupełnie innego, bo wszyscy dziś żyjący ludzi na ziemi są tego samego podgatunku.
        2. Chodziło mi o to, że jeżeli chcemy się w takich podziałach odwoływać do nauki (przyjmijmy teraz tę najbardziej wąską definicję nauki czyli mniej więcej to wszystko co dziś nazywamy „naukami przyrodniczymi”) to musimy używać naukowych podziałów i używać tej nomenklatury. Problem jest taki, że dzisiaj nie klasyfikuje się w zoologii niczego poniżej podgatunku (a wedle definicji podgatunku wszyscy żyjący dziś ludzie są tego samego podgatunku). Niższe klasyfikacje od podgatunku są spotykane w botanice (gatunek > podgatunek > odmiana > pododmiana > forma > podforma), ale nikt tego jeszcze sensowny sposób nie przełożył na zoologię czy chociażby klasyfikację człowieka.
        3. Co do Egipcjan piłem do zdania „Obala to tak modną jeszcze kilka lat temu w środowisku rasistów murzyńskich koncepcję, że starożytny Egipt został zbudowany przez negroidalną cywilizację przybyłą z Afryki Środkowej” po prostu ja bym nie wykluczał czy spośród wszystkich faraonów i nie trafiło się kilku których określony by mianem rasy czarnej albo mulatami. W końcu XXV dynastia pochodziła z Nubii, Poza tym ciężko naprawdę stwierdzić jak wyglądali przedstawiciele pierwszych dynastii. Najprawdopodobniej pierwszy faraon Zjednoczonego Egiptu pochodził z Górnego Egiptu czyli tego bliżej terytorium „Czarnej Afryki”.
        4. Zapomniałem napisać w poprzednim komentarzu. Nie jestem fanem Michaela Jacksona i w sumie mało o nim wiem, ale z tego co ja się orientuję, chorował on na bielactwo nabyte (łac. vitiligo), które z czasem coraz bardziej postępowało. Początkowo zamalowywano wszystkie białe plamy na jego ciele makijażem, ale gdy już był bardziej biały niż czarny to wybielił te pozostałości czarnego koloru skóry i stąd w oczach wielu nastąpiła taka metamorfoza. (Aczkolwiek operacje plastyczne to już inna bajka, ten człowiek na pewno miał jakieś problemy z samoakceptacją).
        5. Żeby nie było – w żaden sposób nie stosuję się do poprawności politycznej i staram się nazywać rzeczy po imieniu. I śmieszy mnie na cała szopka poprawności politycznej.

        • No tak, ale artykuł jest właśnie o antropologii i róznicach rasowych między ludźmi, a nie o nomenklaturze stosowanej w zoologii, która jest nauką o zwierzętach.

          Kynologia czy hippologia nadal stosują termin rasy.
          A co do tego ostatniego zdania o starożytnym Egipcie to nie ma w nim żadnego błędu.

          W 1930 roku w Detroit Wallace Muhammad założył ruch o nazwie Naród Islamu. W ramach supremacji rasy czarnej jego członkowie głosili błądny pogląd, że Egipcjanie byli Afrykańczykami subsaharyjskimi rasy negroidalnej. Uważają oni do dzisiaj, że ich potomkami są np. Masajowie. W latach 80-tych doszli też do wniosku, że biblijni Izraelici od czasów Józefa aż po Dawida byli czarni a ich jedynymi prawdziwymi potomkami są czarni falasze etiopscy.

          Jednak właśnie sztuka egispka wyraźnie pokazuje, że ludzie żyjacy we wszystkich okresach starożytnego Egiptu byli ludźmi rasy białej (typem kaukaskim).

          Naród Islamu stosował to samo rasistowskie podejście do historii co biali odkrywcy starożytnego Wielkiego Zimbabwe, którzy byli przekonani, że czarni nie byli w stanie zbudować miast na taką skalę.

          • 1. Z biologicznego punktu widzenia człowiek jest zwierzęciem. I klasyfikacja odmian, form, ras ludzkich czy jakkolwiek to zostanie nazwane to działka taksonomii i zoologii.
            2. Słowo rasa to naleciałość historyczna. Jak wcześniej pisałem, nikt poważny nie zajmuje się klasyfikacją organizmów na podstawie cech fenotypowych. Tym się zajmują konkursy dla hodowców zwierząt konkretnego gatunku.
            3. Byłbym osobiście bardzo zainteresowany jakimiś poważnymi badaniami nt. klasyfikacji człowieka. Ale wydaje mi się to absolutnie niemożliwe. Zaś występowanie poszczególnych genów daje nam informacje o wędrówkach ludów, ale nie daje możliwości klasyfikować genetycznie ludzi. Obawiam się, że poszczególne różnice są zbyt małe, by móc stworzyć jakiś jasny (nie fenotypowy) podział. Owszem możemy mówić o podziałach kulturowych, językowych, historycznych i to jest bardzo istotne i ważne, ale wplatanie w to wszystko podziałów genetycznych mam wrażenie, że ma służyć wykazaniu, że „człowiek czarny to inny człowiek niż człowiek biały i inny niż człowiek żółty, szkoda tylko, że mogą się między sobą mieszać”.
            3. Co do Egiptu. Echnaton to XVIII dynastia, a link do obrazka który dałeś pochodzi z okresu XIX dynastii. Nadal niewiele to mówi o latach 3500 – 1350 p.n.e., a to dość długi i znaczący okres dla Egiptu. Mówienie, że nie było czarnych faraonów, a nawet czarnych dynastii jest trochę na wyrost. Ale dowiedzenie z całą pewnością też jest nadzwyczajnie trudne. Pisząc „Jednak właśnie sztuka egispka wyraźnie pokazuje, że ludzie żyjacy we wszystkich okresach starożytnego Egiptu byli ludźmi rasy białej (typem kaukaskim).” trochę naginasz, bo musiałbyś podobne malowidła znaleźć dla każdej dynastii.
            4. Oczywiście hasła Wallace Muhammada to przegięcie. Ja nie chcę tutaj wyjść na jakiegoś negrofila. Po prostu w „kwestii rasowej” staram się podchodzić do sprawy bardzo naukowo bez z góry zakładania jakiś tez.

          • Nie znam sie, ale czy naprawde uwazasz, ze miedzy ludzmi czarnymi, zoltymi i bialymi nie ma zadnych roznic?

          • Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie – tylko orientuję się w temacie, Problem jest taki, że my widzimy większe różnice niż one są w rzeczywistości, Nie oszukujmy się, to naturalne, że pierwsze sądy robimy na podstawie wyglądu drugiego człowieka i jeżeli w Polsce znajduje się ktoś z Kenii to to naprawdę widać. I osoby mieszkające w pewnych społecznościach po iluś tam pokoleniach zaczną przejawiać pewne elementy podobieństwa charakterystyczne dla tej specjalności. W ten sposób kształtuje się w naszych głowach stereotypowy wygląd Niemca, Francuza, Hiszpana, Włocha etc. Więc jeżeli weźmiemy genom Polaka i genom osoby z plemienia Kikuju (jak już wziąłem na przykład Kenię) to będzie ileś tam cech wyróżniających, ale jak masz trochę szczęście to możesz trafić kogoś genetycznie Ci bliższego w Kenii niż jakiś Twój wujek. Jeżeli chodzi o klasyfikację człowieka to jest cholernie trudne, bo różnice są niewielkie i zmieniają się bardzo płynnie. Ja nie twierdzę, że to niemożliwe. Ja twierdzę, że tego jeszcze nikt sensownie nie zrobił.

            Aczkolwiek różnice kulturowe, lingwistyczne, mentalne i historyczne są zdecydowanie większe. I przynależność kulturowa jest dużo mocniejszym wyróżnikiem. Ale o ile nie tworzą się getta (a one zawsze się tworzą, jeżeli państwo chce zbyt bardzo pomagać) to różnice te zacierają się w trzecim pokoleniu (no góra czwartym jeżeli). Przy czym jeżeli pochodzenia przodków aż tak bardzo nie widać, jest to o tyle łatwiejsze, że wygląd nie powoduje nieufności, niechęci, ostracyzmu ze strony innych.

            I żeby nie było. Nie jestem zwolennikiem tej paranoi co się wykształciła we Francji. Ale jeżeli zlikwidować by cały socjal i wykazywać się surowością wobec przestępstw to byłbym skłonny otworzyć granice dla wszystkich, bo osoby, które by tu przyjeżdżały robiłyby po to, żeby pracować i się kształcić, a nie pasożytować na systemie, czyli wnosiły by coś od siebie dla społeczeństwa.

Comments are closed.