Gwiazdowski: Cypriada. Czyli co kto z góry wiedział o Cyprze

Podobno „fala oburzenia w polskich mediach, a zwłaszcza w internecie” na Unię Europejska wynika „z niezrozumienia tego, co się stało lub stanie na Cyprze”.

www.wyborcza.biz/biznes/1,100897,13593343,Kto_ukradl_cypryjskie_pieniadze_.html

Ja z tego co się dzieje w sektorze bankowym rzeczywiście nie wiele rozumiem – podobnie jak sami bankierzy, ale liczyć trochę umiem, zwłaszcza przy pomocy kalkulatora.

To prawda, że „państwo może na papierze gwarantować, co mu się żywnie podoba – na przykład pełne zatrudnienie, dobrobyt i wysokie emerytury”, i „pełną wypłacalność wkładów bankowych”. I to prawda, że „z góry było wiadomo, że z tych gwarancji rządy nie mogą się wywiązać, bo wkłady (bankowe) wielokrotnie przekraczają budżety państw, a w niektórych przypadkach – jak na Cyprze, w Irlandii czy Islandii – wielokrotnie przekraczają PKB”, więc gwarancje te „są gwarancjami pana Zagłoby, który królowi szwedzkiemu oferował Niderlandy”.

Witek Gadomski, który jest autorem tych trafnych skąd inąd określeń, dziwi się jednak, że „do grona oburzonych na złodziejskie rządy europejskie dołączają osoby biegłe w ekonomi i finansach”. Jak już wyznałem, do grona osób zaliczanych do biegłych w finansach bankowych się nie pcham więc dlatego do banków, nie tylko cypryjskich, mam takie samo zaufanie jak do rządów, dzięki którym te banki mogą robić to co robią.
„Zawierając umowę z bankiem, ryzykujemy” – to prawda. „Warto, byśmy o tym wszyscy pamiętali, zwłaszcza wówczas, gdy bank oferuje nadzwyczaj wysokie oprocentowanie” – to też prawda. Bo „nie ma czegoś takiego jak umowa (…) bez ryzyka”. Od 2008 roku Europejski Bank Centralny obniżył stopy procentowe z 4% do 0,75%, a niemieckie banki obniżyły oprocentowanie lokat z 4% do 1,5%. Tymczasem średnie oprocentowanie lokat sięga w cypryjskich bankach 4,45%. Jest więc wyższe niż w 2008 roku, gdy wynosiło 4,25%.

Depozytariusze powinni uważać.

Witek pisze jednak, że „cypryjskie banki, które znalazły się w obliczu bankructwa, mogły: a) zbankrutować, b) poprosić o pomoc. Zdecydowały się na to drugie rozwiązanie.”

Churchill pisał, że Chamberlain miał w Monachium do wyboru wojnę albo hańbę. Wybrał hańbę, a i tak będzie miał wojnę. Cypryjskie banki wybrały „pomoc”, a i tak będą miały bankructwo. Bo z takiej „pomocy” nie mogą korzystać w nieskończoność, a „jednorazowa” z pewnością im nie wystarczy. Podobno „Aktywa” banków cypryjskich wynoszą ponad 125 mld euro i siedmiokrotnie przewyższają cypryjskie PKB (18 mld euro)! Ale jakie, na litość Boga, są to aktywa?! W 2007 roku ich wartość wynosiła niespełna 80 mld euro. I rozmnożyły się cudowanie w kryzysie! Jakby to były „aktywa” nie byłoby problemu. Problem jest, bo te „aktywa” to głównie wierzytelności. Owszem, jak mam wierzytelność u sąsiada, który ma ładny dom to mam aktywo. Tak długo, jak wartość wszystkich innych długów zaciągniętych przez sąsiada nie przewyższa wartości jego domu. Ale jak pożyczam sąsiadowi „na gębę” to mam problem. Banki cypryjskie „popłynęły” między innymi na długach greckich. Więc dziś te 6 mld euro, które miały być zagrabione także cypryjskim ciułaczom, wystarczą im „na waciki”.

Nie można wiecznie leczyć objawów choroby, która dręczy światową gospodarkę, a która jest chorobą systemu finansowego, a nie całej gospodarki.

Pan Redaktor Konrad Piasecki, „twittnął”, że „kiedyś bez wielkich wahań przelewano za własne kraje krew. Dziś boli utrata 5% oszczędności”. Porównanie nie trafne, bo czy ktoś przelewał swoją własną krew za darmo, za banki? A właśnie na ich ratowanie te 5% (a dokładnie od 6,5 do 9,9) miało być przeznaczone.

Jeśli cypryjskie banki „nie dostaną pomocy zagranicznej, zbankrutują i wówczas depozytariusze stracą nie 7-10 proc., ale znacznie więcej” – pisze Witek, jak analitycy z Goldmana, czy z JPM. Z tego samego powodu wcześniej trzeba było ratować banki greckie. A niedługo trzeba będzie ratować hiszpańskie i włoskie. A zaraz potem francuskie. Dla tych samych powodów ratowano banki amerykańskie. Co się stało z pieniędzmi przeznaczonymi na ten ratunek? Powędrowały na giełdy, indeksy których (jak na Wall Street) biją właśnie historyczne rekordy, dzięki czemu banki odnotowują zyski, a bankierzy otrzymują premie.

Jaki zatem kryzys?

Podobno „instytucje unijne i MFW nie grabią Cypru, ale obiecują mu pieniądze”. Dokładniej to zachęcają Cypr do sięgnięcia po pieniądze z lokat. Jakie koszty poniosą cypryjskie banki – ich zarządy i akcjonariusze? Oddadzą 9,9% pobranych wcześniej wynagrodzeń i dywidend? No chyba, że trzymają je w cypryjskich bankach!

„Ci, którzy uważają, że depozytariusze cypryjskich banków zostali potraktowani niesprawiedliwie, powinni się zastanowić, czy sprawiedliwe byłoby, gdyby ratowano ich z kieszeni fińskiego drwala czy słowackiego rolnika” – wzywa dramatycznie Witek. Oczywiście, że byłoby to niesprawiedliwe. Ale przecież, jak sam pisze, „rynek często nie jest sprawiedliwy – z jednostkowego punktu widzenia. Jeśli go kochamy, to nie za sprawiedliwość, ale za efektywność”. No właśnie. Ale żeby mógł on działać, to musi móc działać. Jak wyłączymy prawo do upadłości, rynek działać przestaje.

I zastanówmy się dlaczego „fiński drwal” czy „słowacki rolnik” mają ponosić koszty ratowania cypryjskich banków? Bo fiński drwal, płaci za pracę słowackiego rolnika, dzięki któremu ma co jeść po robocie tą samą walutą. Może tu jest problem? Bo przecież my w Polsce mamy oprocentowanie depozytów bardziej zbliżone do tych na Cyprze, niż do tych w Niemczech. Ale mamy też inne stopy procentowe, bo nie ustala nam ich Europejski Bank Centralny.

Grabiąc cypryjskim ciułaczom 6 mld euro na ratowanie cypryjskich banków, które musiały ratować wcześniej Grecję nie rozwiążemy żadnego problemu, a tylko je pogłębimy.

Zgoda: grabież mienia podatników, przy pomocy podatku inflacyjnego, wcale nie jest lepsza od grabieży wkładów oszczędnościowych. A nawet gorsza – bo inflację łatwo się wywołuje, a trudno zwalcza. Ale kto mówi, że nie ma alternatywy???

Niektórym kłopoty śródziemnomorskiej wyspy przypominają problemy Islandii.

www.forsal.pl/artykuly/691036,cypr_aktywa_cypryjskich_bankow_sa_warte_7_razy_tyle_co_cala_gospodarka_wyspy.html

Naprawdę?

Islandzkie banki też oferowały depozyty o bardzo atrakcyjnym oprocentowaniu. Jak się okazało się, że nie mają z czego wypłacić odsetek, rząd podjął próbę przerzucenia kosztów na podatników. Próba się nie powiodła, odbyły się przedterminowe wybory, po których nowy parlament przyjął ustawę gwarantującą zobowiązania banków jedynie wobec islandzkich obywateli. Pod koniec 2010 roku udało się Islandczykom powstrzymać zarówno wzrost bezrobocia, jak i spadek PKB. Tania korona spowodowała, że islandzkie towary stały się bardziej konkurencyjne, zaś kraj – uchodzący wcześniej za bardzo drogi – stał się atrakcyjniejszy dla turystów. Bezrobocie spadło już poniżej 5%, tempo wzrostu PKB wynosi prawie 3%, a deficyt budżetowy nie przekracza 2,5%.

www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=1142

Można? Można! Tylko nie można być niewolnikiem schematycznego myślenia. Jak pisał Stanisław Jerzy Lec „tylko z jednego układu nie wyrwiemy się nigdy. To jest układ słoneczny”. Bój nie toczy się więc o głupie 10% na cypryjskich depozytach. Tylko o sposób myślenia o gospodarce i naszej przyszłości. Reakcja w polskim Internecie na sytuację na Cyprze jest też w pewnym stopniu reakcją na zainspirowaną przez Pana Premiera Donalda Tuska nową falę dyskusji o szybkim wprowadzaniu Polski do strefy euro. Bo jak widać bycie w niej Cyprowi bardziej szkodzi niż pomaga.

Tekst pochodzi ze strony: www.gwiadowski.pl

Comments are closed.