Orkowski: Czym Żelazna Dama zasłużyła sobie na uznanie?

„Zarówno w oczach członków Partii Konserwatywnej, jak i swych krytyków Małgorzata Thatcher osiągnęła w drugiej połowie lat 80. pozycję, jakiej nie dorównywał żaden brytyjski premier po II wojnie światowej. Nawet Harold Macmillan u szczytu powodzenia, gdy w wyborach powszechnych 1959 r. poprowadził konserwatystów do trzeciego z rzędu rekordowego zwycięstwa. Jej popularność – jeśli odliczyć aplauz towarzyszący Churchillowi jako przywódcy ogólnopartyjnej koalicji podczas II wojny światowej – dawała się przyrównać do popularności Baldwina w jego najlepszym okresie – w połowie lat 30., zanim przyćmiły go oskarżenia o politykę ustępstw wobec Hitlera. Od kadencji Lloyd George’a w czasie i tuż po I wojnie światowej nie było premiera, którego gwiazda wzniosłaby się tak wysoko przez tak długi czas. I żaden premier, po rządzącym w latach 1812-1827 lordzie Liverpool, nie sprawował swej funkcji tak długo, w sposób nieprzerwany. Upoważnia to do stwierdzenia, że Małgorzata Thatcher jest najwybitniejszym premierem brytyjskim lat pokoju w naszym stuleciu”. Tymi słowy rozpoczyna Kenneth Harris biografię wybitnej pani premier Wielkiej Brytanii. I właściwie na tym można byłoby skończyć artykuł Jej poświęcony. Bo czyż można oddać hołd w słowach piękniejszych?

Warto jednak, korzystając z okazji, napisać, czym Małgorzata Thatcher zasłużyła sobie na takie uznanie; dlaczego uważa się ją za jedną z najwybitniejszych postaci politycznych naszych czasów?

Pozwólcie zatem Państwo, że wszystkie Jej zasługi sprowadzę do wspólnego mianownika. Jest nim zaś niestrudzona walka z… państwem opiekuńczym. Paradoks? Skądże – uproszczenie, ale jak najbardziej prawdziwe. Jakkolwiek by patrzeć, wszelkie działania pani premier dążyły do ograniczania wydatków budżetowych, co przecież jest likwidacją opieki państwowej nad obywatelami. W ciągu jedenastu z górą lat pełnienia funkcji premiera potrafiła dokonać rzeczy, których nie dokonałby pewnie nikt inny. Swą konsekwencją, ale przede wszystkim efektami swoich posunięć potrafiła zjednać sobie większość poddanych Jej Królewskiej Mości do tego stopnia, że wygrywała wybory trzykrotnie z rzędu.

Do największych Jej osiągnięć zaliczyć należy: zahamowanie wpływów związków zawodowych na politykę, trzykrotny wzrost rentowności produkcji przemysłowej, 50-procentowy wzrost wydajności pracy, dziesięciokrotny spadek liczby strajków, ograniczenie bezrobocia o prawie połowę.

Dzięki prywatyzacji majątku narodowego, w tym przemysłu stalowego, naftowego, usług pocztowo-telekomunikacyjnych i innych oraz dzięki zduszeniu inflacji z 20 do 4% udało się doprowadzić kraj do poziomu nienotowanego w dziejach rozkwitu gospodarczego. Liczba właścicieli akcji potroiła się, a liczba posiadaczy własnych domów zwiększyła się o 3 miliony. To tylko niektóre osiągnięcia gospodarcze.

Do tego należałoby dorzucić efekty polityczne, jak zwycięska wojna z Argentyną o Falklandy, udział w wojnie w Zatoce Perskiej z Irakiem, konsekwentne forsowanie interesów brytyjskich na forum Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej i inne. Pani Thatcher cieszyła się wielkim poważaniem nie tylko we własnym społeczeństwie. Ronald Reagan – najwybitniejszy prezydent USA – darzył Ją swoją sympatią i często zasięgał Jej opinii w różnych sprawach.

Jak to często jednak w demokracji bywa, lud w końcu zapragnął zmiany. Sondaże zaczęły wykazywać spadek popularności Małgorzaty Thatcher po tym, jak wprowadziła Ona podatek pogłówny. Nawet wewnątrz własnej partii zdania na ten temat były podzielone. Część Jej stronników wycofała poparcie, wobec czego pani premier, dla dobra partii rezygnuje z przywództwa, co w Wielkiej Brytanii automatycznie powoduje utratę premierostwa.

„Żaden z dotychczasowych premierów nie oddał urzędu z taką odwagą i godnością i w atmosferze takiego uznania” – kończy swoją książkę Kenneth Harris. Dzięki temu śmiałemu posunięciu Partii Konserwatywnej udało się wygrać wybory po raz czwarty. Tym razem na jej czele stał jednak protegowany Lady Małgorzaty – Jan Major.

Na koniec pozwólcie Państwo na osobistą dygresję. Otóż popularność i oryginalność reform pani premier zyskała tak wielkie uznanie, że od Jej nazwiska ukuto termin – „thatcheryzm”. Ponadto był taki okres, kiedy każda kobieta, która obejmowała wysokie stanowisko w jakimś kraju, pragnęła, by nazywano ją „Iron Lady” – tak jak cały świat mówił o pani Thatcher. Nawet Hanna Suchocka, której rachityczne „reformy” są mizerną atrapą zmian okresu thatcheryzmu w Zjednoczonym Królestwie, nazwana została przez przychylnych jej dziennikarzy „polską Małgorzatą Thatcher”. Prawda jednak jest taka, że żadna propaganda nie jest w stanie zniwelować różnicy w efektach gospodarczych, osiągniętych przez poszczególne państwa w porównaniu do Wielkiej Brytanii. Żadne obietnice przedwyborcze (mieszkania Kwaśniewskiego, 100 milionów Wałęsy) nie są nic warte, bo za słowami albo nie idą czyny, albo są to działania wywołujące wręcz przeciwne skutki. Prawdziwa mądrość nigdy jednak nie była prorokiem w swoim (naszym) kraju, dlatego reform w stylu thatcheryzmu nieprędko doczekamy.

(źródło: NCZ! – publikujemy w ramach cyklu wartościowych, ponadczasowych tekstów archiwalnych)

Comments are closed.