Korwin-Mikke: Czy w Polsce panuje bieda?

REKLAMA

Polskie gazety nieustannie troszczą się o biednych, głodnych i słabych. Jest to dokładnie ta sama potrzeba, dla zaspokojenia której telewizje nadają horrory. Ludzie uwielbiają się bać i troszczyć o bliźnich – z czego, poza pismakami, znakomicie żyją nasi żebracy i dodatkowo żebracy z kilku innych krajów Europy, a nawet Azji. A tu oglądanie horroru przerywa ludziom WCzc. Stefan Niesiołowski (PO, Łódź) tłumaczący, że nie jest tak źle, bo on po wojnie to zrywał szczaw na nasypach kolejowych – i jakoś żył.

P. Poseł zapomniał przy tym o lebiodzie – ale faktem jest, że zupa szczawiowa nie jest zła, więc z kolei oburzenie niektórych ludzi jest przesadne. Na przykład czytam: „Panie pośle Niesiołowski, nasze dzieci są mądrzejsze niż był Pan. Wiadomo, że szczawiu nie je się z nasypów kolejowych, bo mają dużo ołowiu. Pan o tym nie pamiętał i dlatego Pański mózg się w pełni nie wykształcił, a może jeszcze jadł Pan grzyby zbierane przy drogach i chyba to jest przyczyną Pańskiego zamroczenia”. Dlaczego na nasypach kolejowych miałby być ołów, to nie wiem; wiem natomiast, że p.Włodzimierz Cimoszewicz za powiedzenie powodzianom elementarnej prawdy („trzeba było się ubezpieczyć”) został przez SLD wykopany na margines. U nas by go pochwalono – ale, jak widać, SLD lepiej zna się na przetrwaniu w warunkach d***kracji.

REKLAMA

Ktoś inny znów traktuje słowa posła PO jako próbę ataku na PRL: „Nie pozwólcie wyprać sobie mózgów niesiołowską propagandą. Ja w latach 50-tych chodziłem do szkoły średniej w mieście powiatowym (Kępno) i nie było wśród nas ani jednego kolegi, który byłby głodny, a czasem też się wygłupiałem słowami »daj gryza«. A w dodatku pod szkołą był bar mleczny, w którym można było za grosze wypić mleko, zjeść bułkę z serem albo zupę czy naleśniki. Teraz dlatego się kłamie, że myśmy wówczas byli głodni, żeby powstrzymać gniew na to, co jest teraz. HAŃBA!”. Tymczasem p.Niesiołowskiemu chodziło tylko o to, że zaraz po wojnie była bieda – bo rzeczywiście była.

Co za ludzie!

Pamiętam, że już parę lat temu gazety podniosły larum z powodu dzieci w Bieszczadach, mdlejących na lekcjach z głodu z powodu braku drugiego śniadania. Natychmiast na pomoc ruszyły ekipy dziennikarzy uzbrojonych w bułeczki, zafundowane przez dobre dusze zwane z grecka filantropami – nie, po grecku lepiej nie… – mówmy: sponsorzy. Niestety, nie dało im się odnaleźć ani jednego takiego dziecka. Co, rzecz jasna, nie przeszkadza socjalistom od czasu do czasu wspomnieć, że parę lat temu były w Bieszczadach głodujące dzieci.

Powiedzmy jasno: głodu w Polsce nie ma – i basta! Fundacja „Maciuś”, bredząca o 800 tys. głodujących dzieci, to po prostu kupa wydrwigroszy. Co jest zresztą normalne: ilu widzimy na ulicach beznogich żebraków, którzy po pracy całkiem żwawo biegają na obu kończynach. Oczywiście podczas żebrania zachowują się dokładnie jak Fundacja „Maciuś”. Gdyby w Polsce był głód, telewizja (u nas biedacy mają telewizory), gazety dla ubogich (zwłaszcza rozdawane bezpłatnie!!), a także okolice śmietników byłyby zalane ogłoszeniami treści: „Nasze bułki zawierają aż 1500 kalorii”, „Nasz chleb zawiera o połowę więcej kalorii od chleba konkurenta!”, „50 gramów i aż 200 kalorii!” – i tak dalej.

W rzeczywistości nie spotkałem ani jednego takiego ogłoszenia. Natomiast sporo jest ogłoszeń typu: „…i tylko 2 kalorie”, „Dzięki naszym produktom schudniesz”, „Dżem niskokaloryczny” itd. (Tak nawiasem: jest ponoć kapitalizm – czyli ustrój, w którym każdy powinien otrzymać to, co lubi. Ja lubię dżemy wysokokaloryczne – i jestem przekonany, że nie jestem jedyny. I nigdzie – powtarzam: NIGDZIE nie znalazłem słoika z nalepką „Dżem wysokokaloryczny!”)
Jest to dowód, że albo producenci bułek, chleba itd. pogłupieli, nie chcąc zdobyć poważnego sektora rynku, jakim są przymierające głodem rzesze – albo ludzie głodni stanowią tak znikomy ułamek populacji, że nie są warci zainteresowania. Niech żyją ze śmietników!

Przypominam tu, że w Związku Sowieckim nikt nie żył ze śmietników – z tego prostego powodu, że nic mającego odrobinę wartości nie było tam na śmietnik wyrzucane, co chwalebnie świadczy o jakości ustroju tak wspaniale zachęcającego do oszczędzania. Natomiast w nowym Jorku za posadę śmieciarza trzeba zapłacić 40 tys. $ mafii (akurat w tym przypadku żydowskiej), która opanowała śmieciarstwo.

Śmietniki mamy w Polsce nieźle zapatrzone. Dysponując rikszą motorowerową, bejcą, wiertarką, śrubkami, młotkiem, śrubokrętem i ewentualnie lakierem, podejmuję się w ciągu dwóch dni zupełnie przyzwoicie umeblować trzypokojowe mieszkanie tym, co leży obok warszawskich śmietników…

Ustrój mamy okropny: tłamszący ludzkie wysiłki, niweczący nadzieje na wzrost gospodarczy, skorumpowany itp., itd. – ale proszę mi nie wmawiać, że za PRL-u było lepiej! Te 70 czy 80% gospodarki działającej na czarno i szaro zaspokaja pięć razy tyle naszych potrzeb, co cała gospodarka PRL.

REKLAMA