Mazur: Turecki cud gospodarczy. Czyli można bez Unii

Najbardziej wymownym dowodem na to, że przynależność do Unii Europejskiej i korzystanie z łaskawych unijnych dotacji nie jest warunkiem ekonomicznego rozwoju w naszej części świata, jest Turcja, nazywana europejskim państwem granicznym (97 proc. jej terytorium znajduje się w geograficznie definiowanej Azji). Pomimo że kraj ten od 2005 roku prowadzi intensywne rokowania w sprawie akcesji do Unii Europejskiej, zapoczątkowane jeszcze pod koniec lat osiemdziesiątych, to swoimi gospodarczymi sukcesami dowodzi, że jedynie poleganie na sobie i poszanowanie podstawowych praw ekonomicznych jest prawdziwym i trwałym źródłem rozwoju. Na tle stagnacyjnych gospodarek europejskich Turcja jawi się jako prawdziwy ekonomiczny tygrys, tym bardziej że zarówno pod względem powierzchni, jak i liczby ludności jest to kraj dość duży.

Jest to również bardzo intrygujący przypadek polityczny. Tylko w okresie powojennym w Turcji doszło do czterech puczów wojskowych a w ciągu minionych 90 lat istnienia Republiki Tureckiej zdążono zdelegalizować 80 partii politycznych. Obecnie rządząca w Turcji już trzy kadencje Partia Sprawiedliwości i Rozwoju – z której wywodzi się zarówno premier, jak i prezydent kraju – jest następczynią rozwiązanej wcześniej Partii Cnoty, która zastąpiła z kolei zdelegalizowaną w 1997 roku Partię Dobrobytu. Partia Dobrobytu, zarejestrowana w 1992 roku, była także spadkobierczynią dwóch innych stronnictw politycznych działających w latach osiemdziesiątych, ale już sama nazwa, jaką nadano temu ugrupowaniu, świadczyła o gospodarczych priorytetach polityków dochodzących w Turcji do władzy w połowie lat dziewięćdziesiątych ub. wieku. Do końca lat siedemdziesiątych polityka ekonomiczna władz tureckich skoncentrowana była na celnej, antyimportowej ochronie krajowego przemysłu i dopiero ostatnie ćwierćwiecze skutkowało stopniową liberalizacją ekonomiczną połączoną z oszczędną polityką budżetową, co daje obecnie Turcji tak znakomite wskaźniki gospodarcze.

Turecki wielki skok

Wzrost tureckiego PKB w 2010 roku wyniósł 8,9 proc., przewyższając nawet tempo chińskie; również wzrost w 2011 roku przekroczył zakładane tempo i wyniósł blisko 8,5 procent. Polski rząd na stronach Kancelarii Prezesa Rady Ministrów chwali się, że nasz skumulowany wzrost za ostatnie pięć lat wyniósł 18 proc., tymczasem tylko z przytoczonych wyżej danych widać, że taki sam przyrost PKB Turcy osiągnęli w kresie 2010-2011, czyli w dwa lata. Wprawdzie szacunkowe dane za 2012 rok są mniej optymistyczne (wzrost ok. 3,2 proc.), ale nie hamują one tureckich ambitnych planów infrastrukturalnych na najbliższy okres. Stopa bezrobocia oscylująca w latach poprzednich wokół kilkunastu procent, sukcesywnie spada (wyjąwszy kryzysowe lata 2008-2009), by z 11 proc. bezrobocia notowanego w 2010 roku spaść poniżej 9 proc. pod koniec roku 2011. Także pod koniec 2011 roku budżet państwa zanotował nadwyżkę – zjawisko dawno zapomniane w finansach krajów UE, w tym niestety także w Polsce – a relacja długu publicznego w stosunku do PKB również oscyluje na bezpiecznym, niespełna 40-procentowym poziomie. Jest to tym bardziej istotne, że jeszcze w 2006 roku relacja ta wynosiła ponad 46 proc., a w latach dziewięćdziesiątych zadłużenie to wynosiło ponad 70 proc. PKB. Czyli jednak można, i to szybko, obniżać zadłużenie, a jednocześnie zwiększać tempo wzrostu gospodarczego. Zwracam na to uwagę, gdyż niedawno przeżywałem swoiste déjà vu, słuchając zaproszonego do telewizyjnego studia posła Leszka Millera, wykładającego jak to konieczne byłoby poluzowanie polityki fiskalnej nawet kosztem inflacji, nawet kosztem deficytu, by podkręcić koniunkturę, bo wtedy wiadomo: wyższe zatrudnienie, wyższe wpływy itp. Czyli te same bajki co zawsze i nawet w tych samych szatach. Tureckie rezerwy złota wynoszą ok. 320 ton (wzrost o 337 proc. w ciągu 10 lat) i są np. trzy razy większe od podobnych rezerw naszego kraju. Blisko dwie trzecie gospodarki tureckiej jest oparte na usługach, przy czym z oczywistych względów najszybciej rozwijającą się gałęzią usług jest w ostatnich dwóch dekadach turystyka. W minionym roku Turcję odwiedziło w celach stricte turystycznych ponad 30 mln osób (wydatki tych turystów oszacowano w 2012 r. na ponad 6 mld dolarów) i m.in. także na ich potrzeby podejmowane są kolejne projekty infrastrukturalne, w tym transportowe. Turkom nie przeszkadza brak unijnych dotacji na inwestycje drogowe w budowaniu nowych dróg szybkiego ruchu i autostrad. Jakimś cudem okazuje się, że można budować drogi i bez pośrednictwa brukselskiej administracji. Sieć autostradowa w Turcji (nie licząc innych dróg szybkiego ruchu) liczy już ponad 2 tys. km (w Polsce niespełna 1400), a w ciągu następnych 10 lat ma przybyć kolejne prawie 3 tys. kilometrów.

Gospodarka kinetyczna

Turcja, jak zaznaczono, nie jest członkiem UE i beneficjantem środków unijnych, a mimo to ciągle rozbudowywana jest nie tylko sieć dróg, ale także trasy szybkiej kolei. Co ciekawe, w sytuacji gdy europejski przemysł motoryzacyjny przeżywa załamanie, a w Polsce branża ta likwiduje tysiące miejsc pracy, lokomotywą tureckiego eksportu jest właśnie ta gałąź przemysłu, a największe obroty przyniósł tureckim firmom motoryzacyjnym właśnie eksport samochodów. Szybko rozwija się także transport lotniczy – lotnisko w Stambule (w 2012 r. obsłużyło prawie 41 mln pasażerów) jest najszybciej rozwijającym się portem lotniczym w Europie, a Turkish Airlines są jednym z najbardziej ekspansywnych przewoźników w branży. Firma ta była wymieniana niedawno jako potencjalny nabywca PLL LOT. Ponadto w Turcji funkcjonuje jeszcze kilkanaście mniejszych linii lotniczych. Co ważne, Turcy nie tyle chcą kupować europejskie firmy dla ich wartości samej w sobie, ale dla faktu posiadania firmy działającej na rynku unijnym. Jest to ta sama motywacja, która do inwestowania w istniejące zakłady, a nie budowania firmy od podstaw (co byłoby nieraz łatwiejsze), skłania np. Chińczyków. Obok planowanej prywatyzacji sektora energetycznego Turcy przygotowują się także do budowy elektrowni atomowej. To właśnie głównie szybki rozwój ekonomiczny, dynamiczny wzrost obrotów z zagranicą i podwojenie od 2002 roku dochodu narodowego na mieszkańca pozwoliło rządzącej partii wygrywać kolejno trzy wybory z rzędu. Biorąc pod uwagę te wskaźniki, OECD umieściła Turcję w swoich prognozach w pierwszej dziesiątce najbardziej rozwiniętych gospodarczo państw świata. Obecnie kraj ten jest już w pierwszej dziesiątce producentów stali (konkretnie na ósmym miejscu), zajmując zarazem pierwsze miejsce pod względem dynamiki tej produkcji.

Demografia, głupcze!

Podwojenie dochodu na mieszkańca wiązało się z jeszcze szybszym wzrostem całkowitego dochodu narodowego, gdyż Turcja jest również jednym z krajów o najwyższym przyroście ludności. Mało kto zdaje sobie sprawę, że jeszcze w 1960 roku Polska liczyła ciut więcej obywateli (blisko 30 mln) niż ówczesna Republika Turecka, przeżywająca wtedy swój pierwszy powojenny przewrót polityczny. Ale już 15 lat później Polaków było o 35 mln, podczas gdy liczba Turków wzrosła do 40 milionów. Obecnie jest nas, jak wiadomo, niewiele ponad 38 mln, a uwzględniwszy migracje zagraniczne, mieszkańców Polski nawet ubywa, podczas gdy kraj nad Bosforem liczy już blisko 75 mln ludności. Nota bene podobnie wygląda zestawienie naszej demografii z demografią np. Meksyku, tyle że Meksyk wydaje się ciągle krajem na antypodach, podczas gdy z Turkami mieliśmy w historii zatargi graniczne. Wynika z tego, że w ciągu minionego półwiecza liczba tureckich obywateli wzrosła ponad 2,5-krotnie i jest już prawie równa liczbie mieszkańców najludniejszego kraju europejskiego, czyli Niemiec (nota bene Turcy stanowią najliczniejsza grupę narodową mieszkającą w Niemczech). Rodzi to zresztą kolejne kontrowersje i niepewności związane z ewentualną akcesją Turcji do UE, gdyż w krótkim czasie mógłby to być najludniejszy kraj w Unii. Dodatkowym problemem jest fakt, że Turcja jest praktycznie w 100 proc. krajem islamskim.

Poza Unią jest też rolnictwo

Ważne miejsce w tureckiej ekonomii zajmuje również rolnictwo, co jest sprawą istotną w sytuacji tak dużego tempa przyrostu demograficznego i faktu, że ciągle spora część tej ludności żyje na wsi. Tak samo jak w przypadku inwestycji infrastrukturalnych, rolnictwo tureckie nie korzysta z tzw. programów i środków unijnych, a jednak kraj ten jest jednym z kilku na świecie całkowicie samowystarczalnych żywnościowo. Stało się tak, mimo że jeszcze na początku lat siedemdziesiątych stan tureckiego rolnictwa oceniano jako krytyczny. Nie oznacza to, że obecnie rolnictwo tureckie nie korzysta z pomocy rządu – oznacza jedynie, że te programy i dopłaty, które np. w Polsce odbywają się za pośrednictwem agend unijnych, Turcy realizują poprzez własny budżet. Tureckie rolnictwo zatrudnia blisko jedną trzecią całkowitej siły roboczej i obala przekonanie, że we współczesnym rolnictwie rację bytu mają jedynie gospodarstwa wielkopowierzchniowe. W Turcji jedynie 6 proc. z ponad 5 milionów gospodarstw rolniczych ma powierzchnię większą niż 20 hektarów. Mimo to Turcja jest jednym z największych producentów nie tylko roślin charakterystycznych dla cieplejszego klimatu – jak winogrona, oliwki, herbata czy bawełna – ale także takich jak buraki cukrowe, pszenica, tytoń, pomidory, jabłka czy cebula. Rozwija się także produkcja mleka i mięsa – zarówno wołowego, jak i drobiowego. Turcja zaczyna coraz mocniej konkurować w eksporcie produktów rolniczych z krajami UE, wypierając razem z Chińczykami firmy europejskie z ich dotychczasowych największych rynków zbytu, np. z Rosji (dla przykładu: w ostatnim okresie Turcja wyeksportowała do Rosji trzy razy więcej pomidorów niż cała UE). Rząd turecki poprzez politykę celną powoduje także mniejszy import wołowiny, preferując zamiast tego import bydła, próbując w ten sposób aktywizować własny przemysł okołorolniczy.

Mimo że dotychczasowa polityka ekonomiczna tego kraju nie jest jednorodna i ustabilizowana (dotyczy to np. polityki podatkowej – zmiany stawek podatku dochodowego, wysokie podatki na paliwa), a w wielu sprawach ciąży także nadal rządowy protekcjonizm i państwowa własność, dotychczasowe efekty tureckiej strategii są na pewno nie do przecenienia. Turecki przykład uświadamia, jak dynamicznie zmienia się gospodarcza mapa współczesnego świata, czego zdają się jakby nie dostrzegać krajowi decydenci, powtarzający do znudzenia wyuczone unijne mantry.

26 KOMENTARZE

  1. Zawsze powtarzałem, że likwidacja barier celnych w efekcie naszego wejścia do UE nie tyle co pozbawiła nas potężnego zastrzyku pieniędzy z ceł i podatków importowych ile Polska będąc nieprzygotowana strukturalnie na otwartą konkurencję z przemysłem i rolnictwem zachodnim, została skazana na porażkę i powolne straty na wewnętrznym rynku produkcji i pracy… W efekcie Polska stała się rynkiem zbytu dla relatywnie tańszych towarów z zagranicy a ludzie którzy mieli nasz kapitalizm budowac zmuszeni byli zamnknąc swój interes i teraz w większości pracują na zachodzie pomnażając ichni kapitał. Kolejnym aktem który pogrążył naszą konkurencyjnośc były ustępstwa wobec Paktu z Nicei (Pamiętacie słynne „Nicea albo smierc!” http://www.pospoliteruszenie.org/Nicea%20.htm) czego konsekwencją było późniejsze „wydymanie” nas m.in. na tzw. „dopłatach” do produkcji rolnej, które miały wyrównac nasze szanse wobec zachodnich gospodarek… W efekcie tych dwóch wydarzeń staliśmy się tanią siłą roboczą która jest za droga dla Polski ale za to bardzo tania dla krajów zachodnich (podczas kiedy np. holenderscy niewykwalifikowani pracownicy pracują za 15 EUR na godzinę – nie wspominając o ichnich „fachowcach” – to, polski niewykwalifikowany pracownik pracuje za 8-9 EUR z dwa razy większą wydajnością)… Należy podnieśc radykalnie konkurencyjnośc naszych firm przez drastyczną obniżkę obciążeń podatkowych i w ten sposób pozwolic na rozwój POLSKIEGO biznesu. Należy wykorzystac kryzys jaki trawi Europę do odbudowania konkurencyjności polskiej gospodarki. Ponieważ kiedy ona się dźwignie a ludziom byt się polepszy wrócą wtedy do Polski nasi „zarobieni” na zachodzie rodacy, co da dodatkowego kopa gospodarce a Polska podniesie się gospodarczo sama i za kilkanaście lat będzie nas 50 mln… Innej drogi nie ma, ponieważ w obecnym systemie jesteśmy niewolnikami innych gospodarek które nas drenują z najzdolniejszych pracowników nie wspominając o haraczu jaki płacimy bubkom z Brukseli, którzy za nasze pieniądze „każą” nam budowac stadiony, baseny i aquaparki dwa razy drożej i do tego w połowie na kredyt – uważam że robią to celowo, żeby nas maksymalnie zadłużyc i całkowicie zniszczyc nasza konkurencyjnośc.

    • „ile Polska będąc nieprzygotowana strukturalnie na otwartą konkurencję z przemysłem i rolnictwem zachodnim, została skazana na porażkę ”
      .
      Wartość eksportu i importu produkcji rolnej w mld dolarów bieżących:
      .
      …………eksport…..import
      1970……0,44………0,59
      1978……1,08………2,29
      1989……1,55………1,61
      1995……2,37………3,16
      2000……2,39………3,05
      2005……8,53………6,48
      2010….16,36…….13,06

      • Pomijając już takie oczywiste współczynniki jak wzrost cen i kursu dolara, to należy zdawac sobie sprawę z tego, że wiele gospodarstw niekonkurencyjnych (bo małych) padło albo zostało wykupionych przez ZAGRANICZNY kapitał który zainwestował w Polsce. Należałoby zatem przejrzec strukturę właścicielską gospodarstw odpowiedzialnych za eksport i ile z tego kapitału pozostało w Polsce. Nie pisałem bowiem o samych proporcjach wymiany towarowej z zagranicą ale przede wszystkim interesowała mnie produkcja stricte w polskich rękach… No jeszcze jedna sprawa… Jak się przedstawia konsumpcja polskich produktów przez polskich konsumentów – czy więcej spożywamy produktów polskiej produkcji czy zagranicznej

        • „W efekcie tych dwóch wydarzeń staliśmy się tanią siłą roboczą”
          .
          Polacy „nie stali się” tanią siłą roboczą tylko byli nią w stosunku do zachodu od dobrych 80 lat. Były czasy gdy te różnice, mimo że duże jeszcze rosły, ale od około 20 lat się zmniejszają.
          .
          Płaca minimalna brutto w Polsce jako % płacy mini. w Holandii, Wlk Brytanii i Hiszpanii:
          …………HOL….WB…..HISZP
          2000…..15……..18………32
          2005…..16……..18………35
          2013…..26……..30………50
          .
          Oczywiście płaca minimalna to ustawowy bzdet, ale nie inaczej jest w Holandii czy Hiszpanii.
          .
          „Jak się przedstawia konsumpcja polskich produktów przez polskich konsumentów”
          .
          Wg ONZ w 2010 wartość produkcji rolnej w Polsce wyniosła 22 mld dolarów, a eksport 16 mld, więc w przypadku produkcji rolnej jak pan widzi „konsumpcja polskich produktów przez Polaków” ma się nie najlepiej, bo większość została wysprzedana za granicę.

          • „Oczywiście płaca minimalna to ustawowy bzdet, ale nie inaczej jest w Holandii czy Hiszpanii”

            Ośmielę się nie zgodzic, ponieważ mam za sobą to miłe doświadczenie i nigdy w Holandii nie wypłacono mi mniej niż ustawowo przewidziana stawka (tam tego naprawdę pilnują!)… W Polsce jest to oczywisty mit (oczywiście za wyjatkiem strefy budżetowej). Same proporcje jakie Pan podał jak najbardziej się zgadzają. W Holandii płacą dosłownie 4 x więcej za „byle robotę”…. Oczywiście co do siły roboczej to proces jaki Pan opisał tak właśnie przebiega… Wyraziłem się niezbyt precyzyjnie, ale główną myślą przewodnią było to, że po otwarciu granic nic już Polaków w Polsce nie trzyma ponieważ jest ona niekonkurencyjna (a przynajmniej sporo mniej konkurencyjna) w kwestii jaką opisałem… Po otwarciu granic nasz przemysł po prostu z roku na rok znikał z rynku i wiem co mówię bo pracowałem w branż y usługowej zajmującej się obrotem towarowym z zagranicą. Nie byliśmy gotowi na konkurencję, dodatkowo stracilismy dobrze płatną role pośrednika między zachodem a Rosją.

          • „Ośmielę się nie zgodzic, ponieważ mam za sobą to miłe doświadczenie i nigdy w Holandii nie wypłacono mi mniej niż ustawowo przewidziana stawka (tam tego naprawdę pilnują!)”
            .
            Nazwałem płacę minimalną ustawowym bzdetem, bo jej wysokość jest uznaniowa. W jednym kraju może wynosić 20% PKB per capita (np. Rosja), w innym 45% PKBpc (np. Polska). Jednak do porównania Polski z zachodem zdecydowałem się użyć płacy minimalnej, bo z doświadczenia wiem, że na miernik PKB per capita czy średnią krajową ludzie reagują dość histerycznie.
            .
            „W Holandii płacą dosłownie 4 x więcej za ‚byle robotę’….”
            .
            Teraz 4 razy, w 1995 – 7,5-8 razy. Jeśli w jakimś kraju zarabia się 7,5-8 razy mniej od Holendrów, a 18 lat później 4 razy mniej ja to nazywam postępem.
            .
            ” po otwarciu granic nic już Polaków w Polsce nie trzyma”
            .
            Jakby nie trzymało to w 2008 i 2009 nie budowaliby rekordowej liczby mieszkań w historii III Rzepy tylko inwestowali w coś bardziej mobilnego np. w przyczepy.

          • Co do płacy minimalnej to ja pisalem o tym zjawisku w innym sensie, ale w pełni się zgadzam z Pana mysla przewodnią – to jest bzdura…Co do tego „wzrostu płac” u nas to ja tu nie widzę postepu. Po pierwsze pamiętam jak 15 lat temu można było życ za 2000zł. Opłaciłem studia, stancję, stołowałem się „na mieście” i jeszcze odkładałem! A dziś? Z tego też względu liczy się siła nabywcza pieniądza w kraju w jakim się żyje. Porównywanie się z jakimkolwiek krajem w taki sposób jak Pan to zrobił to czysta demagogia, bo Polakom WCALE nie żyje się lepiej. Polska złotówka to niestety nie złoto!, Po drugie znowu w grę wchodzi inflacja…. Teraz budowlanka. 2008 i 2009 to był szczyt koniunktury budowlanej i ostanie lata szybkiego rozwoju Polski, który szczególnie „przyspieszył” za sprawą sztucznego pompowania PKB „środkami unijnymi” i związanych z nimi kredytem, który wisi teraz nad Polską niczym miecz Damoklesa. Kiedy pękła bańka spekulacyjna na budowlance na całym swiecie to i u nas rzeczywistośc budowlana zaczęła się urealniac. To już trwa 4 rok. – równia pochyła w dół a dołka dalej nie widac.Sporo mieszkań stoi pustych pomimo spadku ich ceny a deweloperzy bankrutują. Nie wspomnę o „złych kredytach” jaki budowlany boom zaaplikował systemowi bankowemu i potencjalnym właścicielom z których spora liczba traci te wymarzone domki na kredyt z powodu beznadziejnej sytuacji na rynku pracy i w związku ze wzrostem kosztów kredytu na okolicznośc umocnienia się CHF (głównej waluty kredytowej)… Rekordy rekordami ale ten bilans ma dwie kolumny proszę Pana…

          • „pamiętam jak 15 lat temu można było życ za 2000zł”

            W 1998 r. kwota 2000 zł przewyższała 2-krotnie ówczesną średnią krajową netto. Przypuszczam, że obecnie za 2-krotność średniej krajowej netto czyli około 5000 zł też dałoby się przeżyć.

            Dochody wg GUS w 1998:
            średnia krajowa brutto – 1239 zł brutto
            średnia emerytura i renta – 732 zł brutto
            płaca minimalna – 500 zł brutto

            „Porównywanie się z jakimkolwiek krajem w taki sposób jak Pan to zrobił to czysta demagogia”

            Porównałem wartości nominalne, bo dane z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej wyraźnie spłaszczają różnice między dochodami w Polsce i na zachodzie co wielu internautów bardzo złości. Ale naprawiam błąd. Płaca minimalna brutto w Polsce jako % płacy mini. w Holandii, Wlk Brytanii i Hiszpanii wg parytetu siły nabywczej:

            …………HOL….WB…..HISZP
            2000…..26……..37………50
            2005…..29……..32………53
            2012…..45……..53………79

            „Po drugie znowu w grę wchodzi inflacja….”

            W latach 2000-2013 płaca mini. wzrosła o 129% z 700 zł do 1600 zł, uwzgledniając inflację o około 50%.

            „właścicielom z których spora liczba traci te wymarzone domki na kredyt z powodu beznadziejnej sytuacji na rynku pracy”

            Jeżeli zatrudnienie 15,6 mln osób jest sytuacją beznadziejną na rynku pracy, to co można by powiedzieć o sytuacji gdyby liczba zatrudnionych była o 2 mln niższa niż obecnie jak np. w 2003?

          • Doskonałe przypuszczenie z tymi 5000 :) (może kiedyś będzie to cos więcej jak przypuszczenie) pomijając fakt czym jest średnia w wypadku coraz większej polaryzacji dochodów ;) . I znowu posługuje się Pan terminami takimi jak „płaca minimalna” czy „średnia” które statystycznie ładnie wyglądają, ale nie wiele mają wspólnego z rzeczywistością „pozabudżetową”, podobnie jak w przypadku PKB ;)

            „W rzeczywistości Polacy to naród biedny, gdzie bardzo duży odsetek stanowią osoby nisko wynagradzane, których miesięczne wynagrodzenie nie przekracza 2/3 średniej krajowej. Oznacza to, że 3 miliony 900 tysięcy osób pracujących w Polsce to biedni pracujący, którzy otrzymują miesięcznie mniej niż 2,3 tys. złotych brutto czyli 1,7 tys. złotych netto.” (Fakt.pl)…

            „Po pierwsze GUS zbiera te dane z podmiotów zatrudniających powyżej 9 osób. Zatem nie uwzględnia się danych z najmniejszych firm – w lutym w przedsiębiorstwach zatrudniających 10 osób i więcej pracowało 5,497 tys. osób. Biorąc pod uwagę, że na koniec 2011 roku pracujących ogółem w Polsce było 14,2 mln osób, to możemy szacować, że dane na temat przeciętnego wynagrodzenia zbierane są od ok. 40 proc. pracujących”… „Po czwarte przeciętne miesięczne wynagrodzenie liczone jest jako średnia ze wszystkich badanych wynagrodzeń. Oznacza to, że osoby o wysokich wynagrodzeniach mają większy wpływ na kształtowanie się tego wskaźnika niż osoby o niskich dochodach. Bardziej miarodajnym wskaźnikiem pod względem rzeczywistego wzrostu płac jest mediana, czyli wartość środkowa. Mediana wynagrodzeń to wartość, która pokazuje poziom wynagrodzenia, który jest wyższy lub równy wynagrodzeniom połowy badanych osób, a także jest niższy lub równy zarobkom drugiej połowy badanych osób.(Forbes)…. W demagogii o sile nabywczej pieniądza nie chodziło mi o to, że uzył Pan takiej czy innej wartości, ale że w ogóle porównuje Pan Polskę z kimkolwiek. Realia polskie: „Okazało się, że w 2012 r. Polak mógł kupić o 22 kg mięsa wołowego z kością mniej niż w 2009 r. (odpowiednio 146 i 168 kg). Za średnią pensję można było kupić także schab wieprzowy z kością – ale 20 kilogramów mniej niż wcześniej (219 zamiast 239 kg). Podobnie rzez wygląda z jajkami i mlekiem (2-2,5 proc. tłuszczu). W ciągu czterech lat siła nabywcza Polaków zmniejszyła się o 1518 jajek (stać nas na 6214 zamiast 7732 jajek) lub o 63 litry mleka (1567 zamiast 1630 litrów)” (Dziennik Gazeta Prawna)… Płacę minimalną można podnieśc ustawowo i do 5000 – czy to jest argument za tym, że Polakom się REALNIE poprawi? ;)… Co do bezrobocia pełna zgoda że było gorzej (i znowu – STATYSTYCZNIE), ale z perspektywy tych 10 lat i masy wpompowanych do gospodarki „unijnych pieniędzy” mamy jakby nie patrzec katastrofalną sytuację, uwzględniając takie fakty jak ilośc niezarejestrowanych bezrobotnych i emigrację zarobkową, które poprawiają statystykę, a podobno będzie „jeszcze lepiej” bo http://odyssynlaertesa.wordpress.com/2013/04/10/dziennik-gazeta-prawna-rzad-zrobi-cuda-z-bezrobociem-stooq/

          • ” ‚pomijając fakt czym jest średnia w wypadku coraz większej polaryzacji dochodów ;) ”

            W kapitalizmie nierówności takie jak w Polsce nie tylko nie są niczym szczególnym, ale wręcz porządanym jako czynnik motywujący do podwyższania kwalifikacji i cięższej pracy. Jak mawia Janusz Korwin Mikke: Energia tkwi w wodospadzie, a nie w stawie. Mimo że nie są niczym szczególnym, to wg Eurostatu od 2005 r. podział dochodów w Polsce ulega wyrównaniu, a nie „coraz większej polaryzacji”. Współczynnik Giniego dla Polski, Czech i Wlk Brytanii wg Eurostatu:

            ………..POL….CZE…..WB
            2000…30,0…..25,0…..32,0
            2005…35,6…..26,0…..34,6
            2007…32,2…..25,3…..32,6
            2011…31,1…..25,2…..33,0

            „znowu posługuje się Pan terminami takimi jak ‚płaca minimalna’ czy ‚średnia’ które statystycznie ładnie wyglądają, ale nie wiele mają wspólnego z rzeczywistością”

            Porównując średnie płace w krajach UE, trudno się zgodzić, że „mają niewiele wspólnego z rzeczywistością”. Wręcz przeciwnie. Relacje między średnimi krajowymi w różnych krajach bardzo dobrze pokazują jakich zarobków mógłbym się spodziewać w danym kraju na tym samym stanowisku co w Polsce. Analizując same tylko średnie nie liczyłbym w Bułgarii na wyższe dochody niż w Polsce na tym samym stanowisku, w Polsce na wyższe niż w Czechach, a we Włoszech na wyższe niż w Niemczech.

            Średnia płaca brutto w dolarach :

            Bułgaria…………..540
            Polska……………1060
            Polska w 2000….590 (dolarów z 2013 r.)
            Czechy………….1220
            Włochy………….3440
            Niemcy………….4740

            „Oznacza to, że 3 miliony 900 tysięcy osób pracujących w Polsce to biedni pracujący, którzy otrzymują miesięcznie mniej niż 2,3 tys. złotych brutto czyli 1,7 tys. złotych netto”

            1700 zł to całkiem wysoki pułap z historycznego punktu widzenia. W roku 1995 średnia krajowa wyniosła 702,62 zł brutto i podobnie jak dziś w 1995 rzesza zatrudnionych nie osiągała tej średniej. Na podstawie GUS-owskich danych o inflacji z lat 1996-2012 łatwo policzyć, że w 2013 r. kwota 702,62 zł z 1995 miałaby wartość około 1800 zł brutto czyli mniej więcej 1300 zł netto. Skoro w 1995 większość zatrudnionych nie osiągała nawet 1300 zł netto, a obecnie większość osiąga co najmniej 1700 zł netto, to można to uznać za spory postęp.
            Gdyby ktoś nie miał zupełnie zaufania co do zmiany wartości złotówki w czasie i uznał, że GUS potężnie manipuluje przy inflacji, to zwracam uwagę, że porównując płace w dolarach stałych czy euro stałych różnice w poziomie dochodów miedzy latami 90. i obecnie są znacznie większe. Średnia płaca brutto w 1995 wyniosła 290 ówczesnych dolarów, które obecnie miałaby wartość około 440 dolarów. A zatem podczas gdy w 1995 r. 440 dolarów brutto było w Polsce bardzo dobrym zarobkiem nieosiągalnym dla większości, to obecnie taka stawka jest zakazana przez tzw. prawo jako rzekomo zbyt niska.

            „dane na temat przeciętnego wynagrodzenia zbierane są od ok. 40 proc. pracujących”

            GUS obliczając średnią w latach 90. stosował zapewne podobną metodologię jak obecnie więc nie ma większego znaczenia, że teraz uwzglednia tylko 40% pracujących skoro w latach 90. robił to samo.

            „Okazało się, że w 2012 r. Polak mógł kupić o 22 kg mięsa wołowego z kością mniej niż w 2009 r. (odpowiednio 146 i 168 kg).”

            Porównanie siły nabywczej średniej emerytury i renty brutto (na podstawie Roczników Stat.):

            439,00..+196%..1298,00..+33%..1726,00…średnia emeryt. i renta
            ..10,57..+118%…..23,06…+36%……31,25…wołowina z udźca
            ….9,24…..+55%….14,28……+7%…..15,34…wieprz. z kością
            ….5,45……+6%…….5,79….+23%…….7,12…kurczak 1 kg
            ..14,32….+41%…..20,15….+14%…..22,95…szynka gotowana
            ..14,16…..+79%….25,31….+13%…..28,56…kiełbasa „Myśliwska”
            ….8,25…..+51%….12,47….+22%…..15,16…kiełbasa „Toruńska””

            Wołowina jest jedynym z w/w gatunków mięs, na które minimalnie spadła siła nabywcza średniej emerytury i renty w latach 2007-2011. Jednak z punktu widzenia lat 1995-2011 także w przypadku wołowiny widać znaczny wzrost siły nabywczej. Największy wzrost siły nabywczej w latach 1995-2011 dotyczy kurczaków. W 1995 za średnią emeryturę i rentę można było kupić 81 kg, w 2011 – 242 kg.

          • Zacznę od tego, że nie jestem zwolennikiem „sprawiedliwego podziału dóbr” i jestem jak najbardziej za „rzeką” Problem w tym że u nas nie ma rzeki, albo może inaczej – rzeka jest ale z ograniczonym dostępem. W Polsce nie ma kapitalizmu (stricte z definicji) jest jego namiastka i wynaturzenie w postaci korporacjonizmu z ogromnym udziałem kapitału zagranicznego, który „dusi” (to znaczy nie da się z nim konkurowac) drobnych i średnich przedsiębiorców, ponieważ ma tę przewagę że bez przeszkód podatkowych (z którymi zmagają się „misie” – małe i średnie przedsiębiorstwa) drenuje polskiego podatnika po czym ucieka z zyskiem za granicę. Wystarczy spojrzec na strukturę właścicielską banków – jako głównych podmiotów odpowiedzialnych za przepływ pieniądza i dyskontów handlowych – jako podmiotów odpowiedzialnych za sporą częśc handlu detalicznego. I nie winię za tę sytuację owego kapitału, bo gdyby nie on to Polaków na wiele podstawowych produktów nie byłoby stac, Chodzi o to że polscy przedsiębiorcy są w porównaniu do tych podmiotów zagranicznych traktowani po macoszemu przez aparat państwa. Jestem jak najbardziej za wodospadem, ale nie takim w którym baza biednych się nie zmienia (albo zmienia się w nieznacznym stopniu – nieadekwatnie do wzrostu cen)…przez co baza bogatych ma coraz większy wpływ na „średnią”. Znowu się powtórzę średnie mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. I juz pisałem dlaczego… Wiem co pokazuje współczynnik Giniego, ale czy byłby Pan tak uprzejmy wytłumaczyc co owa „cyfra” oznacza (co oznacza współczynik 0,32) i jak ją „odłożyc” w rzeczywistości? Poza tym (znowu się powtórzę) nie ma sensu porównywanie tego współczynnika dla Polski z innymi krajami bo (znowu) „baza bazie nie równa” i to co u innych uchodzi za „dół” u nas może uchodzic za górę (nie chodzi o same dysproporcje – może nie dośc precyzyjnie postawiłem problem)… Znowu powtórzę się przykładem z rynku holenderskiego. 250 EUR tygodniowo na czysto (czyli miesięcznie 1000 EUR) w Holandii to tzw tygodniówka minimalna (odnośnie wieku pow 30 lat), ale za to minimum mogłem opłacic pokój (który nie kosztował „tanio” jak u nas 500-600 zł miesięcznie ale niemal 2 razy tyle) jadłem to na co miałem ochotę (chociaż jedzenie tam paskudne) co weekend extra EURo na jakieś odreagowanie też szło co zamykało się miesięcznie kwotą 200 EUR (w wyskokach bo nie szalalem zbytnio) ale reszta na konto! W Polsce taki myk nie do pomyślenia porównując obie klasy robotnicze a to przecież w Holandii doły społeczne! Mam na myśli robotnika niewykwalifikowanego do tego imigranta zatrudnionego przez pośrednika pracy. Rodowici Holendrzy albo pracownicy zatrudnieni bez pośrednika mogli liczyc na co najmniej 2 razy tyle! Za te „doły” każdy w Polsce dałby się pokroic i miałby we du… nie tyle minimum, ale nawet polską klasę średnią. Więc ta statystyka którą się Pan posługuje niczego nie udawadnia poza „średnią” z koszyka jak trzeba to jajek a jak trzeba to gruszek… To samo dotyczy się średniej renty i jej siły nabywczej wobec średnich cen żywności…
            Oczywiście ja nie neguję tego co Pan napisał bo to z pewnością prawda (pomijam fakt ostatniej pomyłki GUS o której pisał Puls Biznesu), ale trzeba wiedziec że statystyka to prawda obiektywna tylko w stosunku do samej siebie… Mam jednakże prośbę, (bo chętnie bym poczytał to co Pan tu zamieszcza i parę jeszcze innych danych) o link do zetawień jakie Pan wkleja. Interesuje mnie zwłaszcza „wskaźnik ubóstwa”, który na WIKI skończył się na roku 2007 w podobnym rocznym zestawieniu jak to jest na wiki opublikowane i tzw. PNB również w zestawieniu rocznym – o ile to nie problem…Pozdrawiam

  2. „Polski rząd (…) chwali się, że nasz skumulowany wzrost za ostatnie pięć lat wyniósł 18 proc., tymczasem tylko z przytoczonych wyżej danych widać, że taki sam przyrost PKB Turcy osiągnęli w okresie 2010-2011”

    A jednak łącznie w okresie 5-lat (2008-2012) Turcja miała słabszy wzrost niż Polska.

    Wzrost PKB w latach 2008-2012:
    Polska +18%
    Turcja +17%

    Wzrost PKB per capita w latach 2008-2012:
    Polska +16
    Turcja +9

    http://www.imf.org/external/pubs/ft/weo/2013/01/weodata/weorept.aspx?sy=2007&ey=2018&ssm=1&ssd=1&sort=country&ds=.&br=1&c=964%2C186&s=NGDP_R%2CNGDP_RPCH%2CNGDPRPC&grp=0&a=&pr.x=95&pr.y=13

    • Te PKB to też taki sobie „wskaźnik”, który mozna pompowac „na kredyt”… Liczy się zamoznośc społeczeństwa, siła nabywcza pieniądza, wzrost cen, konsumpcja, zarobki… Reszta to pic na wodę

      • Panie raf, gratuluję panu wspaniałego pokazu – jak za pomocą merytorycznych danych można zniszczyć populistyczny bełkot. Pański interlokutor nie powie „przepraszam, faktycznie pisałem kompletne głupoty”, ale pan wie, że to właśnie pokazuje bezskutecznie usiłując doczepić się do kolejnego drobiazgu.
        Brawo.

  3. Oczywiście, że bez dotacji unijnych można, nietrudno wykazać, że są one czynnikiem hamującym, zwłaszcza w kraju zdemoralizowanym rządami PZPR. Niemniej jednak autor prześliznął się nad faktem, że Turcja ma dostęp do rynku unijnego dzięki podpisaniu układu stowarzyszeniowego jeszcze w latach osiemdziesiątych, podczas gdy Polska zrobiła to dopiero w 1991 i wcale tego nie wykorzystała. Co prawda, Turcja jest do Europy ciągnięta na siłę, ale wcale im na tym nie zależy; wykorzystując po prostu dostęp do rynku. Żeby jednak móc sobie na to pozwolić, bo dostęp to broń obosieczna. Turcja rozwija swoją gospodarkę, podczas gdy my tego nie robimy. Dodatkowym elementem sprzyjającym rozwojowi jest przynależność do NATO od 1952r, która tez jest przez nich wykorzystywana do rozwoju gospodarczego, podczas gdy my wszelkie związki z UE wykorzystujemy tylko do podlizywania się. Natomiast wszelkie pomysły, aby zamknąć granice i zarabiać na cłach i podatkach importowych są chore i niebezpieczne. Żeby tak zarabiać, to trzeba mieć gospodarkę USA albo Japonii. A mówiąc nawiasem, Turcja dostarcza do nas towary bez cła, my nie dostarczamy do Turcji nic, bo nic nie mamy.

    • Otoż to… A wiele z towarów ktore importujemy moglibyśmy produkowac u siebie, co juz jest totalną paranoją ale pokazuje skalę obciążeń jakie wiszą u szyi polskich producentów

      • Racja, ale „nasi” politycy ida na smyczy trzymanej przez „wielkich” tego swiata i w nosie maja interes Polaków. Wola wspoldzialac z wielkim biznesem, dla ktorego oblaskawienie Chin, czy innego niepoczytalnego kraju, jest bardzo wazne ze wzgledu na biznes i zyski dla firm finansowych.

        Dlatego nie uwazam, zeby Izrael zaatakowal Iran, bo wprawdzie jakies zyski by byly, ale straty, NIEOBLICZALNE i w dlugim czasie, bylyby zbyt duze, zeby zaryzykowac.

        Pogrozki politykow izraelskich sa tylko dla zrobienie wrazenia na Żydach zamknietych w Izraelu.
        Dlatego, wedlug mnie, w najblizszej przyszlosci, nie ma szans na „wolny rynek” i dobrobyt w Polsce. Pomyslnosc maja miec Chinczycy, zeby im do lbow nie wpadlo rozpoczecie jakiejs wojny.

  4. Eksport produkcji rolnej Turcji (75 mln mieszkańców !) i Polski (w mld dolarów):
    .
    …………TUR……POL
    1989…..2,85…..1,55
    1995…..4,30…..2,37
    2000…..3,62…..2,39
    2005…..7,71…..8,53
    2010…11,80…16,36

  5. Etam cud. Ilu Turków wrocilo z Niemiec do Turcji? Ilu Kurdów wrocilo do Turcji?
    Taki sam cud jak w IIIRP z Tuskiem i reszta lewackiego badziewia na czele.
    Pewnie, w porownaniu do IIIRP, to Turcja prezy sie jak tygrys, ale to latwe dla kazdego nie skutego kajanami UE.
    Poza tym, przypuszczam, ze USA i NATO laduja tam mnostwo kasy, zeby trzymac miejscowych muzulmanow krotko za twarz. Za blisko Iranu.
    Prawie to samo co z Chinami, ale to „prawie” stanowi ogromna roznice.

  6. http://giznet.pl/sterowce-pozbawia-pracy-ciezarowki-przeprawiajace-sie-do-kanady-po-sniegu-i-lodzie/

    Kiedy czytałem o tych tureckich autostradach i planach Turków na przyszłość w ich rozbudowie, od razu wiedziałem, że ten artykuł kładący główny nacisk na gospodarkę, pozbawiony dłużyzn, stanowiący doskonałą płaszczyznę do rozwijania poszczególnych wątków, to jest doskonały pretekst do wklejenia odsyłacza o – STEROWCACH!

    Tytuł z odsyłacza koresponduje z przekleństwem, jakim jest w Polsce od niepamiętnych czasów „nierozwiązywalny” problem jakości dróg i w ogóle z wieloma sprawami zwiazanymi z nimi. Sterowce mogą być „NIEZALEŻNE I SAMORZĄDNE” w wykonywaniu roli transportowej kilkudziesięciotonowych nawet ładunków, z punktu A do B – bez łaski. Można przy ich pomocy rozładowywać statki, które nie mogą wpłynąć do portu w Szczecinie – z „przyczyn obiektywnych”, która tu występuje pod postacią rurociągu przyjaźni niemiecko – rosyjskiej. Sterowce rozwiozą po Polsce towar bezpośrednio z otwartego morza.
    I co najważniejsze! Martwić się o ludzi, którzy potrafią je skonstruować i wyprodukować nie musimy! Raczej o inne postacie TRUDNOŚCI OBIEKTYWNYCH, pojawiające się przy takich okazjach szybciej od światła…!

    ..

Comments are closed.