Domino: Jak Żydzi planowali odtworzyć Ziemię Obiecaną w Australii

W latach 30. ubiegłego wieku europejscy Żydzi zaczęli coraz liczniej uciekać z coraz bardziej niebezpiecznej Europy. Kwestia ich przesiedlenia stawała się coraz bardziej paląca. I wtedy Żydzi wzięli pod lupę zapomniany skrawek bardzo odległego kraju, który miał się dla prześladowanych stać nową Ziemią Obiecaną. Alternatywą dla Państwa Izrael nigdy nie stał się jednak Żydowski Obwód Autonomiczny w ZSRS. Do syberyjskiego Birobidżanu nad granicę mandżurską nie chciał przenosić się żaden Żyd przy zdrowych zmysłach. Trafiano tam chyba wyłącznie za karę. Ale to, co się nie powiodło w Związku Sowieckim, mogło zostać zrealizowane w Związku Australijskim.

Izaak Nachman Steinberg był łotewskim Żydem. Urodził się w 1888 roku w Dyneburgu w rodzinie straganiarzy. Ci pobożni Żydzi zrobili jednak poważny błąd i posłali syna na studia prawnicze do Rosji. Od tego momentu Izaak był już zarówno dla nich, jak i dla Jahwe stracony. Przystał do Partii Socjalistów Rewolucjonistów (popularni eserowcy) i całkowicie oddał się knuciu, jak tu obalić cara i przekształcić Matuszkę Rossiję w demokratyczną republikę. Kiedy Ochrana zaczęła Steinbergowi deptać po piętach, czmychnął do Niemiec, gdzie ukończył swoje prawnicze studia, ale rewolucyjne szaleństwo nie wywietrzało mu z głowy. Do Rosji wrócił jeszcze przed I wojną światową i rozpoczął karierę prawniczą. W swym zawodzie nic większego nie osiągnął, ale za to w polityce zaszedł bardzo wysoko.

Stara Rosja padła w wyniku rewolucji październikowej. Przewrót bolszewicki został przeprowadzony z poparciem lewicowych eserowców i weszli oni do rządu Lenina. W jedynych wolnych wyborach do rozpędzonej później przez bolszewików Konstytuanty w listopadzie eserowcy uzyskali około 17,1 mln głosów (41 proc.), podczas gdy partia bolszewików – tylko 9,8 mln.

Steinberg był bliskim współpracownikiem Lenina. W pierwszym rewolucyjnym rządzie bolszewickim, miedzy grudniem 1917 a marcem 1918 roku, choć nadal był eserowcem, sprawował urząd Ludowego Komisarza Sprawiedliwości. I nie był wcale mniej gorliwym wdrażaczem rewolucyjnego terroru niż jego sławny pryncypał. Był wręcz sfrustrowany, że rozprawa z burżujami idzie za wolno. Zaproponował więc Leninowi, by nazwę jego biura zastąpiono nazwą „Komisariat Eksterminacji Społecznej”. Herszt bolszewików był jednak dość szczwaną i wyrachowaną sztuką. Przyznał, że sowiecka sprawiedliwość rzeczywiście do tego będzie się sprowadzać, ale nie może tego tak otwarcie głosić światu. Śmiertelnie poróżnił ich dopiero pokój brzeski. Steinberg był zdecydowanym przeciwnikiem dogadywania się z Niemcami za taką cenę i oskarżał wierchuszkę bolszewików o zdradę. Nic więc dziwnego, że nie mogli oni tolerować takiego krytyka. Siepacze z CzeKa (Ogólnorosyjskiej Nadzwyczajnej Komisji do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem) zaczęli wyłapywać i aresztować przywódców eserowców, których po pokazowych procesach na ogół skazywano na śmierć. Ale gdy tylko Steinberg wyczuł, że bezpieka zaczyna bliżej się nim interesować, postanowił nie czekać na najgorsze i w 1923 roku znów zwiał do Niemiec.

Eks-komisarz woli Australię

Tu doczekał rządów Hitlera. Instynkt samozachowawczy nie zawiódł go i tym razem. Wraz z żoną i trójką dzieci prędko znalazł się w Londynie. Tu był współzałożycielem Freeland League for Jewish Territorial Colonisation. Zajmowała się ona wyszukiwaniem gdzieś na świecie słabo zaludnionych obszarów w celu ewentualnego osiedlenia się tam żydowskich uchodźców z terenów i państw opanowanych przez hitlerowców. W przeciwieństwie bowiem do syjonistów „terytorialiści” zdawali sobie sprawę, że nie poradzą sobie z wysiedleniem bądź przepędzeniem olbrzymiej rzeszy Arabów zamieszkujących Palestynę i przewidywali, że akcja osiedleńcza wywoła długotrwałe konflikty w tym rejonie. Dlatego poszukiwali alternatywnej lokalizacji dla nowej Ziemi Obiecanej. Chcieli, mimo dążenia do zachowania całkowitej odrębności kulturowej czy społecznej, pokojowej i przyjaznej koegzystencji z dotychczasowymi mieszkańcami terenów upatrzonych do żydowskiej kolonizacji. Ich wzrok padał m.in. na Surinam (wówczas jeszcze Gujanę Holenderską), Gujanę Brytyjską, Nową Kaledonię, Nowe Hebrydy i Australię.

Eks-komisarz ludowy, a obecnie propagator żydowskiego kolonializmu szczególnie zapalił się do pomysłu osiedlania swych współbraci na Antypodach. Przekonał Ligę by wybrała region Kimberley w Australii Zachodniej. Na terytorium trzykrotnie przewyższającym powierzchnię Teksasu żyło zaledwie 10 tys. ludzi. Tu Steinberg zamierzał wykupić 7 milionów akrów ziemi (28 tys. km²) jako punkt docelowy wyjazdu 75 tys. uchodźców żydowskich z Europy. Jego hasła kolonizacji nie spotkały się ze zbytnim oporem władz Australii, bo od lat zachęcały one potencjalnych osadników do osiedlania się w tym słabo zaludnionym rejonie. Ostatecznie nawet i Żyd może być dobrym farmerem.

23 maja 1939 roku Steinberg wylądował w Perth i rozpoczął kampanię pod hasłem „Plan Kimberley”. Ale nim on sam zjawił się w tym upatrzonym miejscu, byli tam już inni Żydzi, którzy uważnie przestudiowali topografię i klimat panujący w rejonie Kimberley, po czym autorytatywnie orzekli, że to idealne miejsce dla osiedlenia się miliona Żydów.

Dzisiaj kampania na rzecz utworzenia żydowskiego terytorium w Australii wydaje się całkowicie zapomnianym epizodem historii. Ale w latach 30. i 40. ubiegłego wieku była szeroko i głośno poruszana zarówno w australijskich gazetach, jak i w centralach tamtejszych związków zawodowych czy też w izbach parlamentów stanowych i parlamentu federalnego w Canberze. Ogólnie można powiedzieć, że we wczesnych latach 40. australijscy Ozzies nie mieli nic przeciwko perspektywie zamieszkiwania wspólnie z pejsatymi sąsiadami. Zapalili się nawet do tego pomysłu i nie oponowali, by oddać Żydom spory szmat swojej ziemi. Cóż, najwyraźniej wyobrażali sobie żydowskie państwo w Australii coś jakby na obraz i podobieństwo mormońskiego „państwa” Utah.

Błyskotliwy gaduła

Steinberg miał z sobą „listy polecające” od laburzystowskich członków brytyjskiego parlamentu – Ernesta Bevina i Clementa Atlee. Został wiec przychylnie przyjęty przez związkowców w Perth i całej Australii. Na dodatek był błyskotliwym gadułą o darze przekonywania słuchaczy. Agitował i odnosił spore sukcesy. Jego wizję entuzjastycznie poparły australijskie związki zawodowe oraz wysokiej rangi działacze tamtejszej Partii Pracy. Steinberg niestrudzenie lobbował wśród związkowców, wśród innych działaczy społecznych, nawet po kościołach. Kusił wizją osiedlenia się pracowitych Żydów tuż pod Wyndham – najstarszą mieściną w regionie, wciśniętą między Australię Zachodnią i Terytorium Północne. Związkowa gazeta „Australian Worker” w redakcyjnych komentarzach zachwalała

„Projekt Kimberley” jako „wielkoduszny i wspaniały wkład klasy robotniczej w rozwiązanie przerażającego problemu uchodźców prześladowanych przez nazistów w Europie”. A inna związkowa gazeta, „Westralian Worker”, dostrzegała w nim człowieka o mocnych robotniczych przekonaniach. „Obecność dr. Steinberga w Australii przybliża nam obecne cierpienia i prześladowania Żydów w krajach totalitarnych. Na jego misję nie można pozostać obojętnym” – pisano.

Lewicowi związkowcy, można by rzec, byli wręcz zakochani w Izaaku Steinbergu, mającym tak rewolucyjną przeszłość. Działacze laburzystowscy na wyścigi atakowali antysemityzm jako narzędzie walki klas i wzywali rząd federalny, aby zgodził się na przyjęcie większej liczby uchodźców z Europy.

Tereny przeznaczone pod żydowskie osadnictwo z emfazą określano jako „raj dla ofiar faszystowskiego okrucieństwa”. O swoim niezmiennym poparciu zapewniał szef federalnej opozycji, lider laburzystów John Curtin. Nie mógł jednak Steinberg wiecznie tkwić na Antypodach i w czerwcu 1943 roku odleciał do Kanady, gdzie zdążyła się już przenieść z Anglii jego rodzina. A bez głównego orędownika cała akcja kolonizacji żydowskiej powoli zaczęła brać w łeb.

Przeciw masowej żydowskiej imigracji wypisywano stronice w „The Canberra Times”, w „The Age” czy też w „Sydney Morning Herald”. Odwracali się także stopniowo od Steinberga wcześniejsi entuzjaści jego planów. Również w kręgach rządowych „przypomniano” sobie, że kompromitacją jest współpraca z kimś, kto jako minister sprawiedliwości rządu Lenina „ma więcej krwi na rękach niż jakikolwiek inny człowiek naszych czasów”.

15 lipca 1944 roku Steinberg otrzymał list od premiera Australii Johna Curtina, że jego rząd z pewnością nie „będzie odchodził od długotrwałej polityki sprzyjającej osiedlaniu się obcych w Australii”, ale nie może „przedstawić jakiś specjalnych propozycji dla grup osiedleńczych jakiegoś wyjątkowego typu, np. wyselekcjonowanej przez Ligę”. Wizja powstania Ziemi Obiecanej z kangurami upadła. To niepowodzenie nie zraziło jednak Steinberga, który uważnie zaczął szukać na mapie innego miejsca dla żydowskiej kolonizacji.

Jego wybór padł na Surinam i w 1946 roku rozpoczął negocjacje z tamtejszym lokalnym rządem oraz z Holandią, sprawującą swą kolonialną władzę nad tym skrawkiem Ameryki Południowej. Żydowska Liga Kolonialna łakomie spoglądała na dystrykt Saramacca, gdzie początkowo miano wyekspediować 30 tys. europejskich Żydów ocalałych z Holokaustu. Jednak w sierpniu 1948 roku parlament Surinamu zawiesił dyskusję do czasu „całkowitego wykrystalizowania się sytuacji międzynarodowej”. Niewątpliwie miało to związek z powstaniem Państwa Izrael. Po co było tworzyć alternatywne, drugie państwo żydowskie? W Surinamie odetchnięto i nigdy nie wrócono do rozmów ze Steinbergiem i jego Ligą. Podobnie jak i w Australii, gdzie na początku lat 50. Steinberg spróbował jeszcze raz. Kusił premiera Roberta Gordona Menziesa. Ten jednak bez ogródek stwierdził, że nie ma co „odgrzewać stare kotlety”, zwłaszcza że idea żydowskiej masowej kolonizacji jest całkowicie sprzeczna z jego polityką asymilacji, zmierzającą do osiągnięcia ideału „jednolitej australijskiej rodziny narodów, pozbawionej wszelkich obcych społeczności”.

Sam Izaak Steinberg zmarł w Nowym Jorku w 1957 roku. Czy jego wizja powstania żydowskiego terytorium w Australii miała szansę realizacji? Zapewne nie, bo Antypody jakże dalekie są od Ziemi Obiecanej. Jeszcze w 1828 roku zrachowano tam zaledwie 100 synów Izraela. W połowie XIX wieku było ich prawie tysiąc. W latach gorączki złota do Australii zjechało 5486 Żydów. W 1933 roku różne żydowskie społeczności skupiały 23 tys. ludzi. Do czasów II wojny światowej ściągnęło tu jeszcze jakieś 8 tys. Żydów, a potem dołączyło 27 tys. ocalałych z Holokaustu. I nie osiedlali się oni wcale w rejonie Kimberley czy też na Tasmanii, gdzie również łudzono utworzeniem autonomicznego terytorium żydowskiego, tylko w eleganckim przedmieściu Carlton w Melbourne czy równie ekskluzywnych suburbiach King Cross, Bondi czy St. Ives pod Sydney. Ostatnie lata to napływ żydowskich emigrantów z Republiki Południowej Afryki, byłego Związku Sowieckiego, a nawet z Izraela.

W sumie społeczność żydowska na antypodach liczy wszystkiego 88.834 osoby (wg spisu z 2006 roku).

(źródło: tygodnik NCZ 2010; publikujemy w ramach cyklu tekstów archiwalnych, które nie poddały się upływowi czasu)