Nieroda: Jak dyskutować z Ruchem Narodowym?

REKLAMA

Od Redakcji: Przedstawiamy kolejny głos w naszej redakcyjnej dyskusji o relacjach konserwatywnych-liberałów z powstającym Ruchem Narodowym. Zapraszamy do przesyłania kolejnych opinii.

Jak dyskutować z Ruchem Narodowym? (Łukasz Nieroda)

REKLAMA

Powstający właśnie Ruch Narodowy, którego działalność wywołała sporo kontrowersji również po prawej stronie sceny politycznej, jest w pewnym sensie ruchem mocno eklektycznym w wymiarze gospodarczym, co widać między innymi w jego deklaracji ideowej – dokumencie na tyle ogólnym i mało konkretnym, że niemal każdy mógłby znaleźć w nim coś dla siebie. Nie jest to dziwne z uwagi na fakt, że RN tworzą razem ludzie tak różni, jak znany ze swoich antyliberalnych i antyrynkowych wypowiedzi Robert Winnicki z jednej strony, i Marian Kowalski – niegdysiejszy kandydat nr 1 z list UPR do PE – z drugiej.

Nic dziwnego, że w takiej sytuacji szybko doszło do starć ideowych na szeroko pojętej prawicy. Robert Winnicki (w tekście „Wokół deklaracji ideowej RN”) zarzuca liberałom, i nie tylko liberałom zresztą, ale choćby zwolennikom wolnej przedsiębiorczości „bo liberalizm jest fałszem u samego fundamentu, więc dzielenie go na społeczny, obyczajowy i gospodarczy czy jakikolwiek inny mija się z celem” hołdowanie „patologii mentalnej, politycznej i kulturowej”. Na łamach “Najwyższego CZASu!” Damian Kubiak z kolei zarzuca narodowcom kolektywizm, socjalizm, a nawet marksizm (“NCzas!”, nr z 27 kwietnia – 4 maja 2013, “Ruch Narodowy w oparach kolektywizmu”, ss. 22-24). Wydaje się być oczywiste, że różnice stricte ideowe są na tyle poważne, że takie dysputy w żadnym wypadku nie prowadzą do przekonania swoich politycznych oponentów do własnego światopoglądu, ale raczej do konsolidacji własnego środowiska i dalszej polaryzacji.

Winnicki wydaje się uważać, że z liberałami nie ma sensu dyskutować, ponieważ „liberalizm jest negatywny i destruktywny, bo w centrum swojej refleksji stawia wolność jednostki przeciwstawioną życiu wspólnotowemu. Co jest absurdem i aberracją, bo człowiek, jako istota społeczna, buduje swoją egzystencję i osiąga szczęście poprzez harmonijne współżycie z innymi właśnie we wspólnotach, w których przyszło mu żyć”. Jest to dość niefortunny argument przeciwko liberalizmowi, ponieważ liberał nie przeczy temu, że człowiek spełnia się właśnie w społeczeństwie, tak samo jak nie przeczy temu, że człowiek jest istotą społeczną. Nie istnieje sprzeczność pomiędzy jednoczesnym akcentowaniem indywidualizmu i współpracy społecznej. Wręcz przeciwnie. Jak pisał w „Ludzkim Działaniu” jeden z najwybitniejszych myślicieli klasycznego liberalizmu, Ludwig von Mises, liberalizm dąży do zbudowania takiego systemu politycznego, który zapewniałby sprawną współpracę społeczną i stopniowe zacieśnianie więzi społecznych.

Do dzieł Misesa narodowcy powinni sięgnąć też z powodu innego niż zaznajomienie się, czym właściwie ten znienawidzony liberalizm jest. Mianowicie, wkład Austriaka w dysputę pomiędzy zwolennikami wolnej przedsiębiorczości i interwencjonizmu lub socjalizmu polega m.in. na konsekwentnym rozdzieleniu ideologii od ekonomii i ciągłym podkreślaniu faktu, że ekonomia jest pozbawiona ocen wartościujących. Jeśli toczył dysputę na gruncie teorii ekonomii, to na potrzeby dyskusji „wyzbywał” się osobistych, liberalnych przekonań, tym samym zajmując stanowisko bardziej przychylne swym adwersarzom, bo ideowo neutralne. Innymi słowy, w swojej argumentacji nie sięgał po ideologiczny oręż, nie krytykował interwencjonizmu czy socjalizmu za to, że przeczą liberalnym pryncypiom, ograniczając wolność działających na rynku podmiotów. Zamiast tego dowodził, że działania, które zwolennik interwencjonizmu zamierza podjąć, nie przyniosą rezultatu, który sam zwolennik ingerencji uznał za korzystny. Co ciekawe, z Misesem zgadzał się polski ekonomista związany z Endecją, Adam Heydel: „każde posunięcie „pod włos” naturalnego rozkładu pracy i kapitału, jest nietylko przesunięciem z jednej kieszeni do drugiej, ale zarazem stratą. Reakcja pogarsza jeszcze układ uznany za niekorzystny” (fragment artykułu „Ludwik Mises o liberalizmie”).

Wróćmy jednak do samego społeczeństwa. Społeczeństwo jest dla jednostki konieczne. Dzięki korzyściom płynącym z podziału pracy człowiek zyskuje znacznie więcej działając w ramach społeczności niż samemu. Jest to niezaprzeczalne i dzieje się tak z trzech powodów. Pierwszym z nich jest „wrodzona nierówność ludzi pod względem ich zdolności do wykonywania różnych rodzajów pracy, drugim nierównomierny rozkład możliwości produkcji na Ziemi dany przez naturę”, i w końcu trzeci: konieczność zorganizowania takich przedsięwzięć, które dla pojedycznych ludzi byłyby albo niewykonalne, albo nie rekompensowałyby poniesionych kosztów. Społeczny podział pracy powoduje, że praca człowieka jest znacznie bardziej wydajna niż gdyby to on sam musiał wszystko dla siebie produkować. Gdyby było odwrotnie, współpraca byłaby niemożliwa. W walce o przetrwanie człowiek musiałby unikać współpracy z innymi.

Tutaj jednak pojawia się problem. Kwestią sporną pomiędzy liberałami a narodowcami jest m.in. to, jak powinna wyglądać gospodarcza organizacja społeczeństwa. Możemy wyróżnić trzy typy takiej organizacji: kapitalizm, socjalizm i interwencjonizm. Można oczywiście mówić również o rzekomych alternatywach w postaci korporacjonizmu czy syndykalizmu, ale wnioski dotyczące analizy ekonomicznej trzech powyższych typów da się odnieść również do tych dwóch modeli. Jak zdecydować pomiędzy nimi? Na gruncie idei liberał i narodowiec zapewne nie dojdą do porozumienia. Wyznają inne wartości, a więc różne systemy będą dla nich lepsze. Można jednak podejść do problemu neutralnie, dokonując analizy ekonomicznej. Czy socjalizm przyniesie masom dobrobyt, tak jak obiecują socjaliści? Nie. Brak tytułów własności uniemożliwia wymianę, bez wymiany nie ma cen, bez cen nie ma kalkulacji, bez kalkulacji nie da się ekonomizować dóbr. Mówiąc prostym językiem: nie istnieje możliwość porównania czy środki produkcji zaangażowane w pewne przedsięwzięcie nie zostałyby wykorzystane lepiej w innym przedsięwzięciu, co prowadzi do marnotrastwa. Co z interwencjonizmem? „Środki interwencjonistyczne prowadzą do stanu, który, z punktu widzenia tych, którzy interwencjonizm rekomendują, jest mniej pożądany od tego, który usiłowano zmienić.” Chyba że zwolennik interwencjonizmu dąży do „bezrobocia, monopoli, załamań gospodarczych i nędzy” (oba cytaty zostały zaczerpnięte z eseju Misesa pt. „Interwencjonizm”). Pozostaje kapitalizm, jedyna droga do dobrobytu mas opartego na solidnych fundamentach. Zapewne dla wielu jest to wniosek ciężki do zaakceptowania, ponieważ brak wiedzy dotyczączącej skutków polityki interwencjonistycznej doprowadził do tego, że powszechnie obwinia się kapitalizm za rezultaty tej właśnie polityki.

Warto również zdać sobie sprawę, że środki interwencjonistyczne, jakie propaguje znakomita większość nacjonalistów – takie jak choćby aktywna polityka celna czy „suwerenna” polityka monetarna – są z definicji antyspołeczne, ponieważ uderzają w międzynarodowy podział pracy. Zapewne wielu narodowców przychyla się ku takim rozwiązaniom w dobrej wierze: na przykład w obawie przed zalaniem polskiego rynku produktami z zagranicy i zduszeniem polskiej produkcji w sytuacji braku ceł ochronnych, co musiałoby poskutkować nędzą. Złośliwy polemista mógłby tutaj powiedzieć, że nadając dobrobytowi Polaków wartość priorytetową kosztem współpracy społecznej, narodowcy ulegają materializmowi, o który tak często przecież oskarżają liberałów. Na szczęście złośliwość nie jest konieczna, ponieważ powyższe obawy są nieuzasadnione. Wystarczy wspomnieć, że skoro podział pracy jest dla nas korzystny w skali rodziny, gminy czy narodu, to dokładnie tak samo jest dla nas korzystny w skali globalnej. Jak to się dzieję? Tłumaczy to teoria kosztów komparatywnych Davida Ricardo.

W tekście starałem się pokazać, że różnice w wyznawanych ideach pomiędzy konserwatywnymi liberałami i narodowcami są na tyle duże, że wzajemne oskarżenia o socjalizm i „patologiczny” liberalizm nie prowadzą do niczego. Nie trudno jest jednak zauważyć, że obie strony obiecują swoim zwolennikom dobrobyt. Można więc uczciwym intelektualnie narodowcom udowodnić, że środki, które chcą wykorzystać do osiągnięcia celów, które przed sobą stawiają, są skazane na porażkę. Ponadto liberałowie nie uważają człowieka za indywiduum, które funkcjonuje w oderwaniu od bezwartościowej społeczności. Jest odwrotnie. Ponieważ konserwatywny liberał zdaje sobie sprawę z tego, jak ważna jest współpraca społeczna, opowiada się za wolnym rynkiem, który najlepiej tę współpracę koordynuje.

(Łukasz Nieroda)

REKLAMA