REKLAMA

NCZAS: Jak zza oceanu wygląda sytuacja Polski. Postępuje demontaż – jak to Pan kiedyś ujął w jednym z tekstów?

CHODAKIEWICZ: Demontaż tradycjonalistycznej Polski trwa stale, dlatego że elity chcą doszlusować do paradygmatu stworzonego przez kontrkulturową rewolucję, która toczy się od dawna, a w naszych czasach od lat sześćdziesiątych. Obowiązuje hasło, że trzeba usunąć to, co uznaje się za wsteczne. Tak na przykład jak było uznawane za wsteczne przez środowisko postępowe to, co głosiło się w czasach konfederacji barskiej, czyli wolność, wiara, rodzina, patriotyzm, własność prywatna itd. Ten bój toczy się od bardzo dawna i polega na tym, że jest grupa ludzi, którzy uważają, że są namaszczeni. Myślą, że mają klucz do rozwoju dziejów, a bydło powinno za nimi iść. Okazuje się także, że państwo jest doskonałym narzędziem, żeby przymusić bydło do marszu.

REKLAMA

Kiedyś napisał Pan, że Polacy muszą przestać być postpeerelowcami. Dziś dorastają nowe pokolenia. Można na nich budować coś pozytywnego?

Zawsze jest nadzieja. Jeśli młodzi złapią bakcyla tradycji i zaczną rozumieć, o co chodzi, jest pewna szansa. Nawet jeśli duch czasów jest temu przeciwny, to trzeba się mu przeciwstawić. On jest bowiem w jakiś sposób generowany. Koniunktura antypolska jest napędzana. Nie jest tak, że jesteśmy bezbronni. Możemy marzyć o wolności, nie zawsze nam się spełnia ten sen. Mnie jednak uczono, że trzeba próbować tysiąc razy, zanim cokolwiek wyjdzie. Na postsowieckich terenach, tak doświadczonych i przeoranych, trudno się spodziewać czegoś innego niż odruchy sprzeciwu. Mamy marsze niepodległości, pamięta się o tradycji, ale to przypomina procesje religijne. Jak to przełożyć na coś praktycznego? Jak wyczuć możliwości? Rozwiązaniem nie jest odgrzewanie ONR czy Falangi. To tak samo jakbyśmy chcieli zrobić konfederację barską. Musi pojawić się coś nowego…

REKLAMA