Strategia odwołania HGW: Jak najpóźniej złożyć jak najwięcej podpisów!

Prenumerata NCZ! z prezentem

Z MACIEJEM BIAŁECKIM, organizatorem referendum w Warszawie, przedstawicielem Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej, rozmawia Rafał Pazio.

NCZAS: Partie wykorzystują pieniądze z dotacji, aby drukować materiały i sugerować, że to na przykład PiS jest gospodarzem akcji referendalnej. Jak Pan to ocenia? Ma to znaczenie?

BIAŁECKI: Problemu z zebraniem podpisów nie mamy. Jesteśmy na półmetku, a mamy już zebrane więcej, niż potrzeba. Jeśli się nie wydarzy jakieś nieszczęście, np. ukradzenie sejfu z podpisami, nie będzie problemu. Podpisy złożymy za około 30 dni. Później komisarz wyborczy ma 30 dni na ogłoszenie terminu referendum. Referendum ma podobną procedurę, jak wybory. Jest kampania referendalna, jest termin powołania komisji wyborczych, są ściśle określone zakazy i nakazy. Kampania referendalna zacznie się pod koniec wakacji i będzie trwała do dnia referendum we wrześniu lub październiku. Zależy nam na tym, żeby kampania nie została przytłoczona przez partie polityczne. Jeżeli miałoby się okazać, że ton tej kampanii nadaje Prawo i Sprawiedliwość, to Platforma mogłaby straszyć mieszkańców Warszawy PiS-em, a lewica wcale się w to nie zaangażuje. Identycznie byłoby, gdyby dominował Ruch Palikota. Na szczęście to poparcie dużych partii parlamentarnych się równoważy, a mam nadzieję, że mieszkańcy Warszawy zauważą, iż jest jeszcze kilkadziesiąt innych zaangażowanych organizacji. To wielkie pospolite ruszenie wszystkich partii, które nie czerpią korzyści z ratusza. A czerpią stamtąd korzyści, jak wiadomo, trzy partie: PO, PSL i SLD. Pozostałe partie i środowiska niepartyjne dążą do tego, żeby zmienić władzę w ratuszu.

Im później złożycie podpisy, tym lepiej dla referendum.

Nie chcemy, żeby kampania referendalna czy dzień referendum wypadły w wakacje. Planujemy zbierać do około 20 lipca. Komisarz ma do 30 dni na wyznaczenie wyborów, ale dostanie ogromną liczbę kart z podpisami, więc zajmie mu ta weryfikacja dużo czasu.

Dziś politycy PO mówią na przykład, że podczas referendum nie będzie frekwencji.

Nie obawiam się o frekwencję. Zbierałem podpisy przy stoliku i takiego entuzjazmu ludzi dawno nie widziałem. Samochody się zatrzymywały, aby ktoś wysiadł i podpisał. Od 1990 roku, od akcji „Jaruzelski musi odejść”, takiego entuzjazmu nie obserwowałem. Nieładnie zaczyna się zachowywać Platforma Obywatelska. Liderzy tej partii mówią, żeby nie iść na referendum. Boją się osądu obywateli i obawiają się, że to referendum przegrają. Próbują doprowadzić do zbyt niskiej frekwencji. To mało eleganckie i sprzeczne z ideami obywatelskimi. Najbardziej zadziwiające jest to, że w wyniku referendum zostanie ustanowiony komisarz z Platformy Obywatelskiej, więc nie wiem, czego oni się boją.