Korwin-Mikke: Kiszczak, Jaruzelski i inni

Pan gen. Czesław Kiszczak w ogóle nie jest politykiem. To wykonawca, egzekutor – a nie ustawodawca. Nie można go więc oceniać pod kątem politycznym – tylko pod technicznym: czy dobrze wykonał to, co miał wykonać. Otóż był to człowiek p.gen. Wojciecha Jaruzelskiego (niektórzy twierdzą nawet, że był kiedyś oficerem prowadzącym p. Generała – gdy ten ostatni pracował dla Informacji Wojskowej!) – i miał za zadanie uporządkować sprawy w SB, co uczynił.

Następnie miał dokonać kolejnej zmiany reżymu – jak kiedyś z Bieruta na Gomułkę, z Gomułki na Gierka, z Gierka na Rakowskiego – ale takiej, by ludzie uwierzyli, że coś się naprawdę zmieniło.

I tego, jak widać, dokonał. Większość Polaków do dziś wierzy, że w 1989 roku dokonała się zasadnicza zmiana ustroju, że L*d odniósł tryumf i dyktatura PZPR została obalona. Nie mają zielonego pojęcia, że praktycznie wszyscy uczestnicy „Okragłego Stołu”, a przynajmniej rozmów w Magdalence – to po prostu agenci SB lub WSI.

P. gen. Kiszczaka należy podziwiać. Z tego, co wiem, jeszcze na kilka dni przed rozmowami Polska miała pójść drogą chińską: zachować zamordyzm – zlikwidować po cichu socjalizm. Tak jak radzili: śp. Mirosław Dzielski (polecał nazwę: „socjalizm indywidualistyczny”…) śp. Stefan Kisielewski („Wziąć za pysk – i wprowadzić liberalizm!”), Stanisław Michalkiewicz (z pewnymi zastrzeżeniami…) czy niżej podpisany.

Gdy jednak Lewica europejska obiecała Polsce duże pieniądze, p. gen. Kiszczak dokooptował do rozmów grupę Geremek-Kuroń-Michnik-Modzelewski i bez mrugnięcia okiem kazał wprowadzać w Polsce socjald***krację. Jak tu nie podziwiać tak zdolnego zimnego drania! (Tak nawiasem: do dziś nie mam pojęcia, czy o tej zmianie p.gen. Kiszczak w ogóle raczył poinformować p.gen. Jaruzelskiego – i w ogóle czy było to w porozumieniu ze śp. Mieczysławem F. Rakowskim, czy tylko na linii: „Wielki Wschód” – polskie specsłużby.)

Gdyby nie ta zmiana, to ja bym go nazywał – no, może nie „człowiekiem honoru”, tylko „wybitnym człowiekiem” lub podobnie – a banda Michnika siedziałaby w domach, po więzieniach lub na emigracji. Gdyby zaś lewacy zechcieli okupować np. rondo Romana Dmowskiego (dla nie znających Warszawy: centrum komunikacyjne przy pl. Defilad), to by ruszyły czołgi i rozjechały to plugastwo. Bo place i ulice są od tego, by służyły ludziom – i nikomu nie wolno ich samowolnie blokować.

Mam nadzieję, że p. Kiszczak byłby zdolny wydać taki rozkaz – a w wojsku byli żołnierze gotowi go wykonać! Mówię o p. generale Czesławie Kiszczaku. Co do p. gen. Jaruzelskiego, to pewien jestem, że byłby do tego niezdolny.

Rok 1970 był dla niego wstrząsem. Gdy robiłem z nim wywiad, twierdził (i jestem przekonany, że absolutnie szczerze!), iż w 1982 roku nie mógł postąpić jak śp. gen. August Pinochet – „bo byłby opór i tysiące trupów na ulicach”. Potwierdza to dziś jego córka, mówiąc o pierwszych dniach stanu wojennego: „Nie było go w domu, po trzech dniach zadzwonił. Początkowo nie poznałam jego głosu, bo miał tak zmieniony, wtedy też usłyszałam słowa: »Córeczko, stała się tragedia, zginęli ludzie«. W tym momencie zrozumiałam, że stało się coś strasznego (…)”.

Jest to dla mnie całkowicie niezrozumiała postawa. Ja, gdybym w takiej sytuacji wprowadzał stan wojenny, to z góry zakładałbym, że może zginąć kilka tysięcy ludzi – i gdyby okazało się, że zginęło tylko kilku, to bym podskakiwał z radości, a nie martwił się! (Oczywiście podskakiwałbym tylko w duszy: p. Generał słusznie postąpił, zarządzając żałobę i zakazując partyjniakom i wojskowym urządzania zabaw sylwestrowych; nota bene zwykli obywatele mogli się bawić – i się bawili – na dzień św. Sylwestra zniesiono godzinę policyjną!).

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego Polacy mogą ginąć przy wprowadzaniu w Afganistanie durnej d***kracji – a nie mogą przy wprowadzaniu w Polsce ustroju Wolności?

P. Generał w 1982 roku to nie był żaden polityk, żaden wojskowy – tylko ciapowaty wrażliwiec, który pragnął tylko, by panował spokój i porządek, by nie weszli Sowieci, by „Solidarność” nie wszczęła wojny domowej… To wyznawca wiary w Święty Spokój – a Stanisław Michalkiewicz ma absolutną rację, twierdząc, że Święty Spokój nie figuruje na liście Świętych Pańskich…

I to mu się udało.

Tyle że nie można zrobić omletu, nie rozbijając jajek. Polska straciła sześć lat, podczas których można już było dogonić i przegonić Hiszpanię i zbliżyć się do Niemiec…

P. prof. Norman Davies ma rację, nazywając wprowadzenie stanu wojennego w 1981 roku „najdoskonalszym zamachem wojskowym w historii nowożytnej Europy”. Cóż jednak z tego, że narzędzie było znakomite, skoro przy jego pomocy nie zdziałano niczego?

Oskarżanie p.gen. Kiszczaka o spowodowanie ofiar w ludziach to jakiś absurd. Wczoraj słuchałem, jak p.Adam Słomka domaga się skazania go za to, że jego szyfrogram upoważnił wojsko do strzelania do ludzi. Ale przecież właśnie parę dni temu parlament uchwalił prawo upoważniające wojsko do dokładnie tego samego! Czy głosujący za tą ustawą zdają sobie sprawę, że jeśli dojdzie do zamieszek i wojsko użyje broni – to jeśli p. gen. Kiszczak zostałby skazany, głosujący za tą ustawą byliby ścigani dokładnie tak samo??!? To jest absurd: policja i wojsko po to mają broń, by jej używać.

Przypomnijmy, że przy (moim zdaniem, całkowicie zbędnej!) pacyfikacji kopalni „Wujek” „rannych zostało 41 milicjantów i żołnierzy, w tym 11 ciężko”. Pamiętajmy, że (nadal cytuję Wikipedię) „W nocy z wtorku na środę grupa około stu osób przygotowywała różnego rodzaju uzbrojenie” – i gdyby nie użyto broni, to rozwścieczona brać górnicza przypuszczalnie by tych 41 ludzi zatłukła na śmierć. Z L**em nie ma żartów. I bardzo dobrze zresztą – ktoś w końcu powinien w Polsce mieć jaja, skoro nie mają ich elity.

I jeden drobiazg: p. Słomka przedstawia śmierć swojej matki jako sprawę polityczną. W rzeczywistości wpadła ona pod samochód – a ponieważ kierowcą był człowiek bezpieki, zapewne rzeczywiście nagięto prawo na jego korzyść. Jednak nie ma to nic wspólnego z polityką!

Comments are closed.