26 lipca 2035 roku w Ośrodku Lotów Kosmicznych im. Wincentego Witosa trwa odliczanie do startu rakiety Kościuszko V. Na trybunach wokół rampy startowej postawionej na terenie wsi Model w gminie Pacyna (to tam urodził się pionier polskiej astronautyki – Waldemar Pawlak) zgromadziło się ponad milion osób. Za pośrednictwem internetu nadwiślański „przylądek Canaveral” obserwuje ponad miliard ludzi. Po 12 minutach od startu rakieta wraz z przymocowanym do niej statkiem „Piast” wchodzi na orbitę okołoziemską. Dwie i pół godziny później statek napędzany polskim biopaliwem z rzepaku przyspiesza do 39 tys. km/h i ucieka z objęć ziemskiej grawitacji w stronę Księżyca. Trzy dni później dwóch astronautów w zielonych skafandrach wbija polską i unijną (a może już tylko unijną?) flagę w księżycowy regolit (silnie rozdrobniony pył).
Brzmi mało wiarygodnie? Jeśli tak, to musicie państwo wykazać się większą dozą wiary albo przynajmniej poczuciem humoru. Oto bowiem Krzysztof Kosiński, rzecznik prasowy PSL, zapowiedział na konferencji w Sejmie stworzenie czegoś „w stylu polskiego NASA”. Uśmiechniętym dziennikarzom przyznał, że jest to „projekt niezwykle ambitny”. Rewelacje młodego działacza Ludowców potwierdził doświadczony poseł partii – Jan Bury. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” przyznał, że „PSL pracuje nad ustawą, która powoła (…) Polską Agencję Kosmonautyki i Aeronautyki”. – Polska dużo traci i będzie prawdopodobnie tracić jeszcze więcej, jeśli nie będzie miała koordynatora przestrzeni kosmicznej – podkreślił. Co ciekawe, wizja podboju kosmosu przypadła do gustu Ryszardowi Czarneckiemu. Europoseł PiS w rozmowie z Superstacją stwierdził, że to „dobry pomysł”, którego „nie należy [z góry] odrzucać”. Warto dodać, że weteran Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego oraz Samoobrony RP jest prywatnie mężem Emilii, córki Mirosława Hermaszewskiego.
Młodszym Czytelnikom przypominamy, że to pierwszy i jak dotąd jedyny polski kosmonauta. Wyniesiony na orbitę okołoziemską przez radziecki „Sojuz 30” spędził w kosmosie osiem dni.
Entuzjazm p. Czarneckiego można więc uznać za usprawiedliwiony. Jego partyjny kolega, Marcin Mastelarek, również zainteresował się planami PSL. Zapowiedział, że zagłosuje za powołaniem nowego urzędu, jeśli Polska Agencja Kosmonautyki i Aeronautyki opracuje specjalną kapsułę dla ministra Rostowskiego i wyśle go w kosmos.
Tymczasem plany ludowców nie przypadły do gustu posłom PO. – W warunkach, w których raczej patrzymy ku ziemi i (…) oglądamy każdą złotówkę, jeśli chodzi o wydatki” to „oczywiście lepiej trzymać się ziemi” – uciął Andrzej Halicki. Ten były już rzecznik prasowy klubu parlamentarnego partii Tuska zapomniał najwyraźniej, że premier w 2011 roku obiecywał „pokonać barierę innowacyjności” poprzez m.in. budowanie astrobaz! Te przyszkolne obserwatoria astronomiczne miały razem z mini-Kopernikami („laboratoria” popularno-naukowe o szerszej specjalizacji niż tylko astronomia) opleść siecią cały kraj. To dzięki „naukowym orlikom” młodzi ludzie mieli „wybierać kierunki kształcące specjalistów brakujących w Polsce”. – To nie takie drogie rzeczy, bo astrobaza to niecałe 300 tys. zł i jeszcze wchodzą w to środki europejskie – stwierdził premier podczas otwarcia pierwszego miniobserwatorium astronomicznego w podtoruńskim Gniewkowie (czerwiec 2011 r.).
Ludowcy powinni dokładnie przestudiować casus astrobaz, zanim zabiorą się za budowę polskiego kosmodromu. Okazało się, że koalicyjny rząd nie jest wstanie podołać nawet prostemu zadaniu sprawnego zbudowania i wyposażenia budynków o średnicy 10 i wysokości 8 metrów! Równo rok po otwarciu pierwszej astrobazy „Gazeta Wyborcza” (celowo wybieramy medium raczej przychylne partii Tuska!) krytycznie oceniła postępy w „pokonywaniu bariery innowacyjności”. W czerwcu 2012 roku dziennikarze ze smutkiem stwierdzili, że w pionierskim województwie kujawsko-pomorskim działa zaledwie 8 z 14 zaplanowanych astrobaz. W „NCz!” informowaliśmy wtedy, że „obiekty mniejsze niż większość szkolnych sal gimnastycznych ciągle wymagają poprawek”. – Nie chciałbym za bardzo wywlekać tematu, ale były pewne drobne… no, nawet może nie drobne problemy techniczne, które trzeba było usunąć. Dwa razy usuwano np. zacieki na ścianach. Dostaliśmy przecież drogi sprzęt, nie można było ryzykować, że zostanie zalany. Schody na prośbę starosty od razu mieliśmy lepiej zrobione niż w innych budynkach, ale i tak próbowano to trochę polepszyć, choć nie do końca się udało – ostrożnie wyliczał na łamach „Wyborczej” dyrektor I LO w Żninie Andrzej Kurek. – Nie mogliśmy jeszcze otworzyć astrobazy, bo na razie poprawialiśmy usterki – stwierdzono w Zespole Szkół w Unisławiu. O konieczności poprawiana projektu informował także włodarz pierwszej astrobazy – Adam Roszak (burmistrz Gniewkowa).
Teoretycznie pomysł PSL powinien przypaść do gustu partii Tuska. W końcu Platformie wielokrotnie zarzucano skoncentrowanie na „ciepłej wodzie w kranie” i ogólny brak dalekosiężnej wizji. Co więcej, już Mirosław Hermaszewski zauważył, że „z orbity Ziemia jest piękna, błękitna, widać wszystko w cudownych kolorach”, czyli trochę jak przez różowe okulary… Skoro z dryfującej na orbicie stacji kosmicznej „Salut 6” nasza ojczyzna pod sowiecką okupacją wydawała się „mała, ale jednocześnie piękna”, to może z perspektywy kosmosu udałoby się nękanym kryzysem Polakom dostrzec nad Wisłą mityczną zieloną wyspę?
Na koniec warto postawić pytanie: dlaczego PSL chce podbijać kosmos, powołując kolejny urząd? Zdaniem Artura Dębskiego (Ruch Palikota), Ludowcy twardo stąpają po ziemi. Po prostu chłopakom z PSL „pokończyły się spółki skarbu państwa”…