REKLAMA

Trzy lata temu mistrzostwa świata w piłce nożnej po raz pierwszy w historii tych rozgrywek były organizowane na kontynencie afrykańskim, a konkretnie w Republice Południowej Afryki, które to państwo wygrało w tej kwestii rywalizację z państwem leżącym na przeciwległym krańcu kontynentu, tj. z Marokiem.

Zrozumienie wysiłku organizacyjnego potrzebnego do przeprowadzenia takiej imprezy jest w Polsce większe po doświadczeniach z przygotowaniami i organizacją Euro 2012, a przecież trzeba pamiętać, że rozgrywki Euro są imprezą znacznie skromniejszą niż piłkarski Mundial, ponadto Polska była jedynie współorganizatorem – wraz z Ukrainą – ubiegłorocznej imprezy, podczas gdy RPA była wyłącznym gospodarzem rozgrywek w 2010 roku. Powierzenie krajowi organizacji takich spektakularnych wydarzeń jest w związku z tym konsekwencją uznania dla jego potencjału organizacyjnego, opierającego się przecież na istniejącej bazie ekonomicznej, w tym szczególnie bazie infrastrukturalnej. A RPA jest krajem o ponad 30 proc. większym terytorium niż powierzchnia Polski i Ukrainy razem wziętych; kraj ten zamieszkuje ponad 50 mln obywateli, z czego 80 proc. to ludność czarna lub tzw. kolorowi.

REKLAMA

Mocarstwowość po afrykanersku

Film dokumentalny o dramatycznych wydarzeniach w Jedwabnem

Historia powstania i rozwoju „białego mocarstwa na Czarnym Lądzie” jest ogólnie znana. Państwo to, stosujące do lat dziewięćdziesiątych ub. wieku zasadę apartheidu, było z jednej strony oficjalnie bojkotowane przez większość krajów rozwiniętych, z drugiej zaś strony było koniecznym i pożądanym przyczółkiem dla państw zachodnich, starających się powstrzymywać rozlewające się wtedy po Afryce – pod płaszczykiem walki z kolonializmem – rewolucje komunistyczne.

Ruchy komunistyczne były w latach powojennych wspierane właściwie na każdym kontynencie – w Azji, w Ameryce Południowej i w Afryce – i wszędzie państwa zachodnie, a właściwie Stany Zjednoczone starały się pozyskiwać jakiegoś strategicznego sojusznika, mogącego stanowić swego rodzaju terytorialny przyczółek do przeciwdziałania. W Afryce takim naturalnym sojusznikiem jawiła się republika Południowej Afryki. Ale to dyskretne wsparcie Zachodu nie zapewniłoby tejże republice statusu regionalnego gospodarczego tygrysa, gdyby nie celowa i ukierunkowana na rozwój polityka ekonomiczna kraju.

Tempo wzrostu gospodarczego RPA w latach 1961-1981 wynosiło średnio 8 procent rocznie, co wyróżniało ten kraj nie tylko na mapie biednej Afryki, ale stawiało go w czołówce najszybciej rozwijających się krajów świata. RPA ze względu na swoje strategiczne znaczenie została również oficjalnie dopuszczona do wąskiego kręgu krajów oficjalnie posiadających broń jądrową, przy czym – ciekawostka – po ichniejszej pieriestrojce, czyli po oficjalnym zniesieniu apartheidu w 1994 roku, południowoafrykański arsenał atomowy miał zostać „zdeponowany” w Izraelu. Świadczyłoby to, że ów arsenał był raczej Afrykanerom powierzony, a po objęciu władzy przez stronników Mandeli et consortes owi strategiczni darczyńcy postanowili przenieść arsenał do kraju pod tym względem „pewniejszego”. Jakby nie było, produkcja vel posiadanie broni jądrowej stanowi także wyznacznik możliwości oraz potencjału ekonomicznego państwa. RPA posiada elektrownię jądrową Koeberg, która jest jedyną taką elektrownią w całej Afryce, ponadto cały czas rozważane są koncepcje finansowania następnej tego typu inwestycji. To także w RPA, w kapsztadzkiej klinice, w 1967 roku dokonano pierwszej na świecie transplantacji serca. Izolacja polityczna, a częściowo także ekonomiczna kraju w latach 1960-1994 miała też ten skutek, że młoda republika musiała stać się krajem samowystarczalnym żywnościowo – i także obecnie RPA jest jednym z kilku krajów na świecie mających sumarycznie nadwyżki żywności. Jest tak, pomimo że ziemia uprawna stanowi tylko 13 proc. terytorium kraju.

Klątwy ustrojowe

Pisząc o RPA, nie sposób pominąć przemysłu wydobywczego, który w pierwszych dekadach stanowił podstawę produkcji przemysłowej kraju. Wydobywano tam węgiel kamienny, miedź, platynę, rudy żelaza i innych metali, a także tak działające na wyobraźnię złoto i diamenty. W różnych ekonomicznych legendach jako przyczynę dobrobytu Afrykanerów często podawano właśnie owe zasoby kruszców i drogocennych kamieni. Legendy te podtrzymywane były atrakcyjnymi przekazami medialnymi, książkowymi i filmowymi, począwszy od słynnej „Gwiazdy Południa” Juliusza Verne’a. Jednakże – nie bagatelizując wpływu zasobów naturalnych na procesy powstawania różnych fortun i finansowych imperiów – należy zauważyć, że tak samo jak i w innych krajach na świecie, decydującym czynnikiem rozwoju ekonomicznego jest zawsze zdrowy system ekonomiczno-finansowy. W najlepszym dla górnictwa okresie udział przemysłu wydobywczego w całym dochodzie narodowym RPA nie przekraczał 12 proc., a górnictwo metali i kamieni szlachetnych stanowiło jedynie część całej produkcji górniczej.

Znamiennym przypadkiem są przykłady niektórych krajów afrykańskich (i nie tylko afrykańskich) zasobnych w różne surowce naturalne, jak np. ropa naftowa, w których pomimo nominalnie wysokich przychodów z eksportu tego surowca, poziom ogólnogospodarczego rozwoju jest relatywnie niski, a do problemów ekonomicznych dochodzą konflikty militarne – tak zewnętrzne, jak i wewnętrzne. To nie kto inny jak Kenneth Kaunda, pierwszy prezydent niepodległej Zambii (niepodległość ogłoszono w 1964 r.), mówił m.in. o swoim kraju: „Mamy miedź, złoto, platynę i rude żelaza. Bóg prawdziwie pobłogosławił nasz kraj w bogactwa. Jednakże jest dla mnie zagadką, dlaczego my mamy takie problemy z zarządzaniem tymi bogactwami.

Czasami myślę, że wszystkie te surowce naturalne są obłożone klątwą”. Tymczasem zrozumienie tej klątwy jest pełniejsze, jeżeli wziąć pod uwagę, że wypowiadający powyższą opinię był nie tylko teoretykiem, ale i praktykiem tzw. afrykańskiego socjalizmu, pod którego rządami m.in. przemysł wydobywczy (głównie wydobycie miedzi) został upaństwowiony, co spowodowało zahamowanie nowych inwestycji, wzrost biurokracji i korupcję. Czyli gdy mówi się o klątwach ekonomicznych, wiadomo, że chodzi o dość typowe klątwy państwa socjalistycznego vel etatystycznego. Problemy ekonomiczne dręczą również drugą po południowoafrykańskiej gospodarkę kontynentu, czyli gospodarkę Nigerii (najludniejszy kraj afrykański – ponad 150 mln mieszkańców), opierającą się na eksporcie czyli ropy naftowej. Paradoksalnie delta Nigru, gdzie wydobywa się dwie trzecie nigeryjskiej ropy naftowej, stanowi jeden z najbardziej zaniedbanych i zacofanych regionów kraju, co tylko po raz kolejny pokazuje, że same zasoby i potencjał nie gwarantują sukcesu ekonomicznego, a podstawą rozwoju są przyjęte zasady systemowe i sposób ich realizacji.

Co ciekawe i co obnaża kulisy walki z globalnym ociepleniem, większość gazu ziemnego, który wydobywa się przy okazji wydobycia ropy naftowej, jest we wspomnianej delcie Nigru eksportowana… wprost do ziemskiej atmosfery, co powoduje, że miejsce to jest największym na świecie miejscem emisji gazów cieplarnianych. Ale Afryka jest – jak wiadomo – miejscem intensywnej chińskiej kolonizacji ekonomicznej i zapewne za jakiś czas i na tym kontynencie dojdzie do istotnych zmian w tej materii.

Lider mimo woli

W RPA nawet po zmianie systemu politycznego w 1994 roku i przejęciu władzy przez Afrykański Kongres narodowy (ANC) wcześniejsze założenia polityki gospodarczej nie uległy zasadniczym zmianom, chociaż po 1994 roku na pewno zwiększyła się skala redystrybucji środków na cele pomocy społecznej i tzw. programy wyrównywania szans. Okazuje się bowiem, że sens walki o równouprawnienie i tzw. prawa obywatelskie sprowadza się w istocie do większego socjalu dla tej wcześniej dyskryminowanej politycznie grupy ludności.

Także w RPA ta forma „demokratyzacji” jest powodem obwiniania nowych rządów o tendencje etatystyczne i gorsze wyniki ekonomiczne kraju w ostatnim okresie. Przykładowo: doskonale rozwijające się dotychczas rolnictwo jest nękane różnymi pomysłami – jak ten polegający na wykupywaniu przez rząd ziemi z rąk białych farmerów i przekazywanie jej w ręce ludności kolorowej. Mimo to państwo do dzisiaj utrzymuje status regionalnego mocarstwa, prezentując nadal całkiem przyzwoite wskaźniki rozwoju makroekonomicznego. Tempo wzrostu gospodarczego wprawdzie w kilku ostatnich latach zwolniło, ale nadal jest to średnio ponad 3 proc. rocznie (do 2007 r. średnie tempo wzrostu wynosiło ponad 5 proc.), natomiast na uwagę zasługuje relatywnie niski poziom zadłużenia kraju, gdyż relacja długu do PKB oscyluje wokół 35 proc., podczas gdy podobne wskaźniki dla krajów europejskich są dwu-trzykrotnie wyższe.

Jest to z pewnością zasługą wcześniejszej oszczędnej polityki budżetowej, której nie zdążyły jeszcze całkowicie zniweczyć nowe pomysły polityczne. Także pomimo sporego odsetka ludności niepracującej dochód brutto na mieszkańca przekracza 10 tys. dolarów (we wspomnianej wcześniej Nigerii dochód ten jest sześciokrotnie niższy, mimo że Nigeria jest obecnie szóstym na świecie eksporterem ropy naftowej). Pomimo iż eksport republiki jest w 40 proc. zasługą przemysłu górniczego (przemysł ten staje się powoli także w Afryce domeną Chińczyków i Hindusów), udział przemysłu wydobywczego w tworzeniu dochodu narodowego spadł do ok. 5 proc., podczas gdy największą rolę odgrywa obecnie sektor usług, w tym usług finansowych. Na potrzeby wspomnianego na wstępie Mundialu w drugiej połowie ubiegłej dekady wydatkowano miliardy randów; z samych 10 stadionów będących areną rozgrywek pięć wybudowano od podstaw, a drugie pięć gruntownie zmodernizowano kosztem ponad miliarda dolarów. Nie bez znaczenie była też dobrze rozwinięta infrastruktura komunikacyjna. Rośnie również udział turystyki w gospodarce kraju – szacuje się, że rocznie odwiedza ten kraj już ponad 7 mln turystów. Stąd pamiętając o różnych rozwojowych „specyfikach” i determinantach wzrostu, przykład południowoafrykańskiej republiki pokazuje, że nawet w niesprzyjającym otoczeniu można, wykorzystując swoje mocne strony, pokusić się o spektakularne sukcesy – nie tylko polityczne, ale i ekonomiczne.

REKLAMA