Wolniewicz: Zdarzenia na Ogrodowej

Zdarzenie opowiedział nam świadek naoczny, pan Wiesław Siennicki (ur. 1933 w Warszawie), bo wzburzyła go wieść, że z amerykańskiej wersji filmu „Pianista” wycięto sekwencję działań policji żydowskiej. Rozmawialiśmy o antypolskim serialu niemieckim „Nasze matki, nasi ojcowie”, emitowanym przez TVP w czerwcu br.; a jego ojciec Stanisław zginął w marcu 1941 roku w Oświęcimiu (nr obozowy 10096, drugi transport warszawski). Oto relacja pana Siennickiego.

„Było to wczesnym latem 1942, miałem 9 lat. Umiem wskazać czas, bo powiedziano nam wtedy, że z końcem roku szkolnego nasza szkoła będzie zamknięta. Mieszkaliśmy przy Chłodnej (nr 66, m. 20), niedaleko placu Kercelego; przedtem przy Elektoralnej. Tę jednak musieliśmy po jej włączeniu do getta wymienić z rodziną żydowską najpierw na Żelazną, potem jeszcze raz na Chłodną.

Wracaliśmy z matką od stryja z gmachu sądów. Stryj pracował w Urzędzie Skarbowym, a ten tam się mieścił. Wyszliśmy na zewnętrzne schody od Ogrodowej, z obu stron zamkniętej murem getta. Po lewej była jednak w murze siatkowa brama z niemiecką „wachą”. Przy bramie, z naszej strony, zobaczyliśmy chudego chłopca. Utkwił mi nawet w pamięci jego ubiór, szara koszulka i różowe spodenki; w ręku miał jakiś woreczek. Obok chłopca stał niemiecki żandarm w hełmie, o coś go dopytując. Domyśliłem się z gestów, że pyta, jak wydostał się z getta. Nieco dalej stał granatowy policjant. Żandarm gestem polecił mu przywołać przechodniów, co tamten uczynił. Przywołał także mnie z matką.

Tuż przy bramie była w murze na wysokości chodnika prostokątna dziura na spływ wody do rynsztoka. Podobne były w murze getta także gdzie indziej. Chłopiec wskazywał na tę dziurę. [Mogłoby dziwić, że otwór dla wody był koło bramy, skoro woda miała i tak wolny przez nią spływ. Z planu getta widać jednak, że początkowo na Ogrodowej bramy nie było. Musiano ją wybić później, pewnie gdy w kwietniu 1941 r. likwidowano bramę u wylotu nieistniejącej dzisiaj ulicy Solnej na plac Mirowski. A dziura została. Z.M., B.W.]

Za bramą stał żydowski policjant, w służbowej czapce, z długą, drewnianą pałką u boku. Niemiec kazał chłopcu wracać przez ową dziurę do getta. Chłopiec przeciskał się głową do przodu, ramiona wzdłuż ciała. Był już na wpół po drugiej stronie, gdy policjant żydowski – może na jakiś znak Niemca – wyciągnął pałkę i zaczął nią chłopca gwałtownie bić po wystającej za mur części ciała. Ręce były jeszcze uwięzione w murze. Bił zapamiętale po głowie i barkach, raz po raz spoglądając przy tym na Niemca. Ten kiwał aprobująco głową i kiwał jeszcze, gdy chłopiec na pewno już nie żył. Policjant żydowski bił dalej, aż głowę chłopca zmasakrował zupełnie. Wtedy dano nam znak, że można się rozejść”.

Oto cała opowieść. Załączamy szkic sytuacyjny wykonany odręcznie przez pana Siennickiego podczas rozmowy.

Pytaliśmy pana Siennickiego, czemu opowiada o tym dopiero teraz, po tylu latach. Wyjaśnił, że opowiadał już nie raz, ale nie trafiał na większe zainteresowanie ani tym mniej na chęć utrwalenia w piśmie. Dawano mu nawet do zrozumienia, że lepiej o tym nie mówić.

Więcej w najnowszym numerze Nczasu!

Comments are closed.