Filozofowie libertariańscy to fałszywi prorocy

Jedną z najstraszniejszych rzeczy, jaką może przeczytać gorliwy wyznawca ideologii jest to, że się myli. Takie traumatyczne przeżycie coraz częściej dotyka libertarian. Zapewne dlatego za pióro chwycił w jednym z ostatnich numerów NCZ! pan Damian Kubiak, bo oczywiście libertarianin nigdy się nie myli, myli się tylko ten, kto się z nim nie zgadza. Koronnym argumentem pochłoniętych ideologią jest to, że ktoś, kto nie podziela fascynacji danym nurtem, po prostu nie rozumie jego uniwersalnego geniuszu. Tutaj muszę jednak rozczarować, nad badaniem libertarianizmu, zarówno jako filozofii, jak i ruchu społecznego i politycznego, straciłem wiele lat swojego życia. Dlatego jedyne, co mogę odpowiedzieć na zarzut, że nie rozumiem libertarianizmu jest: nie ucz ojca dzieci robić.

Nawrócenie chrześcijanina

Czytelnikom nczas.com, którzy nie wiedzą w czym problem, przypomnę. W jednym z tekstów, redakcyjny kolega Jakub Woziński zaproponował, aby patronem ideologii libertariańskiej został św. Mateusz (dostępny online tutaj) bo doskonale do tego pasuje. Nie będę już się pastwił nad istotą tego pomysłu (moja polemika wisi tutaj), tylko przypomnę jeszcze tylko figurę św. Mateusza Ewangelisty, bo jest ona kluczowa dla zrozumienia, czym w swej istocie jest nawrócenie chrześcijanina.

Św. Mateusz według tradycji był zdrajcą, człowiekiem nieczystym, z którym wstyd było zasiąść do stołu. Ściągał podatki, był bogaczem. Pewnie gnębił biednych i oszukiwał rodaków. W dodatku pracował dla rzymskiego okupanta. Ale to on, wielki grzesznik, świadomy tego, że postępuje źle, postanowił się nawrócić i jako jeden z pierwszych odpowiedział na wezwanie Chrystusa: „Pójdź za Mną” (Mt 9,9). I tak zrobił – zostawiając swoją karierę, bogactwo, wielki dom, rodzinę, poszedł na śmierć za swoim Panem. Czy to jest postawa libertarianina? Czy libertarianizm wzywa do wiary w Chrystusa? A może do wyrzeczenia się bogactwa? Zna ktoś libertariańską fundację charytatywną, która pomaga ubogim?

Odwróceniem postawy św. Mateusza, którą odnajdujemy w Nowym Testamencie jest bogaty młodzieniec (Mt 19,16-22). Dziedzic, który miał wiele posiadłości, spytał Nauczyciela, co ma czynić, aby mieć życie wieczne, skoro przestrzega wszystkich przykazań. Chrystus odpowiedział mu, że ma sprzedać wszystko, co ma, a będzie miał skarb w niebie. Młodzieniec odszedł smutny. Na wszystko było go stać, ale przecież nie na to. To jest postawa charakterystyczna dla libertarianina. O wartości libertarianina świadczy pieniądz. Libertarianin służy mamonie, a nie Bogu. Libertariański raj to wolnorynkowe państwo, gdzie nie ma biedy, cierpienia, każdy robi wszystko co uważa za słuszne i wszyscy są bardzo bogaci. Filozofowie libertariańscy to fałszywi prorocy, to zgorszenie, o którym ostrzega nas Chrystus. Libertarianie, którzy chodzą do Kościoła (celowo piszę, „którzy chodzą do kościoła”, bo można przecież chodzić do kościoła, odprawiać rytuały, a być niewierzącym, czyli być religijnym, ale nie mieć wiary), muszą zmierzyć się więc z dylematem przedstawionym w kazaniu na Górze (Mt 6,24): „Nie możecie służyć Bogu i Mamonie”. Dlatego z takim uporem próbują twierdzić, że nie ma sprzeczności między libertarianizmem a chrześcijaństwem. Oni po prostu nie chcą się nawrócić do Boga. Tymczasem Chrystus uczy, że nie można niestety iść dwoma drogami idącymi w przeciwnych kierunkach. Chrześcijanin, który podejmuje decyzję o swoim nawróceniu, wyrzeka się fałszywych proroków i przyjmuje Chrystusa za swojego jedynego Pana. A kto się nie wyrzeka i idzie za fałszywym prorokiem, nie idzie za Chrystusem.

Cnota posłuszeństwa, pochodzenie władzy

Dużo miejsca mój polemista poświęca niezrozumieniu cnoty posłuszeństwa, jednocześnie zarzucając mi manipulację. Chciałem tylko przypomnieć, że chrześcijaństwo nie jest ideologią jak libertarianizm, którą każdy może sobie rozumieć jak chce (a tego chce libertarianin jako modernista – wierzyć „po swojemu”, wybierać z tradycji, to co mu pasuje i odrzucać co zbyt trudne). Nieomylne instrumentarium pozwalające na zrozumienie istoty chrześcijaństwa, jako prawdy objawionej, w swej ciągłości niezmiennej, posiada Kościół Katolicki.

Posłuszeństwo jest bardzo ważnym elementem chrześcijańskiego nauczania. Nie jest ono wymuszoną uległością, jak to rozumiemy w sensie potocznym, ale akceptacją bożych planów. Jeśli wierzymy, że to Bóg jest Panem dziejów, to przyjmujemy naszą historię z wdzięcznością. Chrześcijanin w nauczaniu teologii św. Pawła znanej z jego listów i Dziejów Apostolskich jest nie tylko posłuszny Kościołowi czy państwu i jego urzędom publicznym, ale także rodzicom, małżonkom i zwierzchnikom.

Postawa chrześcijanina to postawa Chrystusa posłusznego aż do śmierci krzyżowej. To postawa baranka prowadzonego na rzeź, nadstawiającego drugi policzek, łagodnego, takiego, który nie złamie nadłamanej trzciny, ani nie zgasi tlącego się knota. Takiego Chrystusa obserwujemy podczas Jego bolesnej Męki. Tymczasem postawa libertarianina, ale nie oszukujmy się – każdego z nas, bo akceptujemy ludzi twardych, którzy osiągają to, co chcą, a nie frajerów, którzy dają sobą pomiatać, to postawa Barabasza, człowieka gwałtownego, rewolucjonisty, walczącego o swoje prawa, buntownika wobec władzy. Libertarianina gorszy Krzyż, więc go odrzuca.

Czytanie prof. Michała Wojciechowskiego sugerowałem w moim tekście, nie z powodu, aby popisywać się erudycją, tylko dlatego, że profesor doskonale w literaturze biblijnej ukazuje pochodzenie władzy na podstawie Pierwszej Księgi Samuela. Izrael odwraca się od Boga, chce króla. Bóg ostrzega swój lud, że ziemski władca ich wywłaszczy, opodatkuje, zabierze córki i synów na swoje sługi i w końcu spełnia życzenie narodu wybranego. Takie jest pochodzenie władzy. Tak więc Bóg, który jest Panem dziejów, dopuścił istnienie i Stalina, i Hitlera i Pol Pota. Nie dlatego, że jest tyranem. Tylko dlatego, że wybrał tak człowiek, źle korzystając z danej mu od Boga wolnej woli.

Dlaczego istnieje zło

W tle tekstu Damiana Kubiaka, który obnaża lęki młodego człowieka, który jakąś pokrętną logiką stara się udowodnić, że każdy kto krytykuje libertarianizm musi się mylić, a jeśli robi to chrześcijanin, to niech się raczej „nawróci” na libertarianizm, bo to tak pojemna ideologia, że się na pewno zmieści, na czoło wysuwa się tak naprawdę jeden z podstawowych zarzutów wysuwanych zarówno przez ateistów, jak i tramwajowych antyklerykałów wobec osób wierzących. Mianowicie: gdzie był wasz Bóg, skoro działy się taki straszne rzeczy jak za Stalina, Hitlera czy Pol Pota? Tutaj to zdanie przybiera inną formę: „jak można twierdzić, że państwo jest dobre, skoro władza reżimów totalitarnych była z gruntu zła?”.

Dla wierzącego odpowiedź na to pytanie jest prosta. Bo istnieje grzech i zło na tym świecie. Bo Adam, nasz pierwszy rodzic, wszedł w dialog z demonem i tak z nieposłuszeństwa zrodził się grzech, a z grzechu śmierć. Bo człowiek może wybierać dobro lub zło. A zło to brak dobra. Natomiast, gdzie był Bóg, gdy państwo Stalina, Hitlera i Pol Pota mordowało miliony niewinnych obywateli? Na pewno nie był z tym państwem. Na pewno nie był z jego wodzami i siepaczami. Gdzie był wtedy Bóg? Bóg był z tymi, którzy byli niewinnymi ofiarami, którzy codziennie byli mordowani!

Jest takie wspomnienie jednego z esesmanów, który pilnował więźniów pędzonych do komór gazowych w obozie koncentracyjnym, który patrzył na to i modlił się: „Boże co ja mam zrobić?”. Mówi, że usłyszał wtedy w sercu głos: „rozbierz się i stań z nimi”. W podobnym tonie, bardzo bliskim chrześcijaństwu, jest ten nurt judaistycznej teologii holocaustu, który mówi, że Bóg był właśnie z tymi w komorach gazowych. Bo Bóg jest zawsze w krzyżu, w biedzie, w chorobie, w cierpieniu, a nie w pałacach bogaczy, bankach czy gabinetach władców tego świata, choć i tam może być, jak mówi Pismo.

Damian Kubiak pisząc swoją apologię libertarianizmu ma problem, bowiem ideologia, której tak zażarcie broni jest bardzo słaba, żeby nie rzec synkretyczna, co udowodniło już wielu mądrzejszych przede mną. Dlatego jego tezy, że być może władza w czasach św. Pawła nie znaczyła tego, co znaczy obecnie (jakby jemu współcześni nie znali okrutnej władzy Rzymu), albo, że można wyznawać przeciwstawny światopogląd i religię lub to, że anarchokapitaliści nie buntują się przeciwko państwu, tylko inaczej je definiują, są po prostu żenujące i świadczą o tym, że autor tak naprawdę nie ma większego pojęcia o czym pisze.

Czytaj także:
Wozinski: Św. Mateusz Ewangelista. Patron libertarian?
Teluk: Patron libertarian? Lucyfer!

Comments are closed.