Ogólnopolską debatę wywołała książka „Resortowe dzieci” (dostępna tutaj), zawierająca banalną skądinąd prawdę, że istnieje coś takiego jak dziedziczenie pozycji społecznej, a im społeczeństwo jest bardziej usztywnione poprzez rozmaitego rodzaju bariery awansu, tym to dziedziczenie jest silniejsze.
Szewc może więc mieć spore nadzieje na to, że jego dziecko też zajmie się tym zawodem, podobnie jest z prawnikami, aktorami czy rolnikami. A w przypadku naszej III RP – dzieci członków radiokomitetu są dziś prezenterami, dzieci „dyplomatów” komunistycznych są dziś „dyplomatami” europejskimi itp., itd. Dziedziczeniu pozycji społecznej szkodzi natomiast coś, co po polsku nazywamy niezbyt ładnie ruchliwością społeczną – czyli możliwość zmiany pozycji społecznej zarówno międzypokoleniowa, jak i jednostkowa.
W Polsce ewidentnie do wzrostu ruchliwości społecznej doszło na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych minionego wieku. Jednak wydaje się, że skala tego wzrostu była mniejsza, niż się wydawało. Nie doszło do całkowitej wymiany elit (jak to miało miejsce na przykład w wyniku I i II wojny światowej), tylko do ich częściowej podmiany.
Wiele wskazuje na to, że objęła ona tylko bardzo wąski krąg pozycji społecznych, w dodatku tylko tych najbardziej widocznych. Wbrew znanemu powiedzeniu, niewiele musiało się tak naprawdę zmienić, by wszystko zostało po staremu. A nie muszę chyba dodawać, że wolnościowym ideałem jest ruchliwość jak największa, która powodowałaby, że najlepsze pozycje zajmowaliby ludzie najpracowitsi, najuczciwsi i najzdolniejsi – bez względu na powiązania.
Mnie bardziej jednak od dziedziczenia „resortowego” szokuje „etniczny” charakter dziedziczenia pozycji, z jakim niewątpliwie także mamy do czynienia. Szokującą książkę na ten temat opublikował jeden z byłych polskich ambasadorów i dał jej tytuł „MSZ polski czy antypolski?”. Mimo naprawdę wstrząsających oskarżeń w niej zawartych, jak na razie wokół tej publikacji zapadła pełna zażenowania cisza. W bieżącym numerze NCZ! (w kiosku w środę, online we wtorek) staramy się ją przerwać.
Jak silne są te etniczne uprzedzenia, niech świadczy chociaż zadziwiająca debata, jaka rozgorzała po niedawnej śmierci prezentera TVP Andrzeja Turskiego. Lewackie media rozpoczęły proces jego natychmiastowej kanonizacji, który jednak szybko został przerwany – bo Seweryn Blumsztajn z „GW” przypomniał sobie, że Turski został przyjęty do pracy w 1968 roku, gdy pobratymcy Blumsztajna tracili posady, nie mógł więc z definicji być specjalnie spiżowy…
Dobrze więc, że trwa dyskusja o dzieciach resortowych i zagwarantowanych dla nich pozycjach. Szkoda, że nie rozpoczęła się jeszcze dyskusja o dziedziczeniu pozycji w wymiarze etnicznym. Zwłaszcza że oba te wymiary łączą się wyraźnie ze sobą.



![Pokazywała patologię władzy. Polska aktywistka znaleziona martwa w swoim domu [FOTO]](https://nczas.com/wp-content/uploads/2026/06/monika-silva-koniuszek-100x70.jpg)


![Tusk wściekł się w Sejmie! Ostry atak na opozycję i media za krytykę Szeptyckiego. „Nikt nie może pozostać obojętnym…” [VIDEO]](https://nczas.com/wp-content/uploads/2026/06/donald-tusk-100x70.jpg)

