Jarosław Kaczyński „pojechał” Korwin-Mikkem po jednej ze swoich posłanek! Na porównanie do lidera Nowej Prawicy zasłużyła sobie Krystyna Pawłowicz.

W sejmowych ławach zasiada od 2011 roku i uchodzi za jedną z niewielu konsekwentnie eurosceptycznych działaczek PiS, która w dodatku nie kłania się poprawności politycznej. Jest „z gruntu przeciwna Unii”. Czeka i modli się, „żeby to się po prostu samo rozwaliło”. Nie ma skrupułów nazywać flagę UE „szmatą” (wywiad dla „Super Expressu”, grudzień 2013), za co ostatnio (maj 2014) została ukarana przez Sejmową Komisję Etyki Poselskiej. Znamienne jest, że logicznemu, obudowanemu prawnie wywodowi posłanki Komisja – na wniosek SLD – przeciwstawiła artykuł 6 zasad etyki poselskiej. W myśl tego przepisu brak czci dla unijnej flagi „godzi w dobre imię Sejmu” i jest przejawem „braku szacunku dla godności innych osób”!

Tymczasem prof. Pawłowicz w inkryminowanym wywiadzie umieściła unijną flagę w kontekście ustawy o godle, barwach narodowych i hymnie RP, która „przewiduje, że godne eksponowanie i cześć należy się polskiej fladze”. Dlatego wystawienie jej (np. w gmachu na Wiejskiej) łącznie „z jakąś unijną szmatą” umniejsza i obraża nasze symbole. Jeśli polską flagę stale prezentuje się „w towarzystwie innych przedmiotów, proporczyków, symboli innych struktur i zjawisk”, to „barwy biało-czerwone tracą swą wyjątkowość, a suwerenność Państwa Polskiego, którego są znakiem, doznaje symbolicznego uszczerbku”. – Unia Europejska to nie państwo, więc ściereczka nie korzysta z ochrony jak flaga – uzasadnia posłanka.

Michalkiewicz. The Movie

Pawłowicz żądała także od swoich krytyków wskazania podstawy prawnej, „na jakiej umieszczono na stałe, w sali plenarnej Sejmu RP, przy stojącej tam polskiej fladze państwowej, również – jako równorzędną – flagę organizacji międzynarodowej Unii Europejskiej”. Polska jest przecież członkiem różnych organizacji (ONZ, WHO, Międzynarodowej Organizacji Pracy), ale „ich symbole nie są na stałe wystawiane”, zwłaszcza w zaszczytnym towarzystwie polskiej flagi.

Pawłowicz dała się także poznać jako zajadła – nieprzebierająca w słowach – przeciwniczka tzw. małżeństw homoseksualnych („zjawisko związków jednopłciowych jest sprzeczne z naturą”) i ideologii gender (o Krzysztofie Bęgowskim vel Annie Grodzkiej: „To nie jest tak, że jak się człowiek nażre hormonów, to jest kobietą”).

Od Jarosława Kaczyńskiego posłanka oberwała jednak nie za eurosceptycyzm (liderowi PiS marzy się m.in. „wspólna armia Unii Europejskiej”, dzięki której „Bruksela zyskałaby status supermocarstwa porównywalnego z Waszyngtonem”) ani za cięty język w stosunku do homo- i transseksualnych aktywistów. – Pani profesor jest takim Korwin-Mikkem Prawa i Sprawiedliwości – ocenił prezes PiS. – To nie jest nasz styl – odciął się od określenia przez posłankę Pawłowicz Władysława Bartoszewskiego mianem „pastucha”. – My chcemy naprawić polskie życie publiczne i wyeliminować tego rodzaju styl – podkreślił lider opozycji na konferencji prasowej. Swoją drogą ciekawe, co na to Antoni Macierewicz, którego retorykę trudno nazwać spolegliwą?

Bartoszewski wystąpił w spocie Platformy Obywatelskiej. Mówił o „kraju pogrążonym w szarości, smutku”, który jednak „nabiera kolorów”. Dokonuje się to dzięki „Tobie”. Ten ktoś, to „człowiek Europy”, który „musi brać udział w decyzjach”. W praktyce jest to więc euroentuzjasta i wyborca Platformy Obywatelskiej. W reklamówce najbardziej zabawne jest zdanie o „Polsce, która nie naśladuje, lecz kreuje”. Jak wiadomo, aksjomatem Unii Europejskiej jest równanie i regulowanie (czyli zmuszanie innych do powielania wzorców), a nie twórcze kreowanie. Jako obwarowany traktatami członek wspólnoty, zarządzany przez PO-PSL, płyniemy po kursie w coraz większym stopniu nakreślanym przez Brukselę.

– Jest to pastuch słabej klasy. Niech pastuch się schowa i nas nie poucza. Nie jesteśmy bydłem i jako przedstawiciel, w jego rozumieniu, bydła proszę, żeby pastuch schował się i dał święty spokój bydłu – podsumowała spot Krystyna Pawłowicz.

Zachowała się niegrzecznie? A może raczej adekwatnie? Warto bowiem pamiętać, że za bydło Bartoszewski („Dziennik”, nr 247 z 2007 r.) uznał… polityków PiS! W tekście „Nie chcę Polski, której musiałbym się wstydzić” postanowił „nazywać rzeczy po imieniu” i „przestać uważać bydło za niebydło”. W tym kontekście pastuch jest więc po prostu autorytetem moralnym, a „bydłem” – rzesza wyborców PiS (sama p. Pawłowicz tak się przecież określiła)! Jak widać, Jarosław Kaczyński ma krótką pamięć, a przed wyborami wyjątkowo zmiękło mu serduszko…

Prof. Pawłowicz oczywiście nie jest nam przesadnie szkoda. W końcu na własne życzenie została posłanką konkurencyjnej dla KNP partii! Widać jednak, że ma jedną cechę wspólną z Januszem Korwin-Mikkem. Media głównego nurtu lubują się w manipulowaniu jej wypowiedziami przez wyrywanie ich z kontekstu…