Orwellowska rzeczywistość USA

Przez ponad rok amerykański Kongres debatował nad nowym prawem ograniczającym wszechpotężne uprawnienia kontrwywiadowcze Narodowej Agencji Bezpieczeństwa, która od lat gromadziła dane o niemal wszystkich obywatelach USA. Dopiero teraz szef Senackiej Komisji Sprawiedliwości Patrick Leahy ogłosił, że izba wyższa amerykańskiego parlamentu zgodziła się na ostateczną wersję „Ustawy o wolności w Stanach Zjednoczonych” („USA Freedom Act”).

Można zaryzykować więc stwierdzenie, że Edward Snowden, skromny 31-latek z Karoliny Północnej, pokonał wszechpotężną maszynę szpiegowską, jaką jest amerykańska Agencja Bezpieczeństwa Narodowego. Co prawda zmiany naniesione przez senatorów na pierwotną wersję ustawy przegłosowaną przez Izbę Reprezentantów znacząco ograniczają jej liberalny charakter, niemniej ustawa nadal bardzo silnie uderza w kompetencje podsłuchowe agencji i urzędów rządu federalnego.

Szpiegowski magiel

Ostateczny kształt proponowanego prawa, choć stanowi znaczący krok do przodu w walce o wolności obywatelskie, jest mocno krytykowany zarówno przez wysokich rangą przedstawicieli obu partii rządzących, jak i przez ugrupowania stojące na straży konstytucyjnych praw obywatelskich. Jakie zmiany w amerykańskim życiu publicznym wniesie nowe prawo? Przede wszystkim ma za zadanie powstrzymać podległe rządowi federalnemu agencje szpiegowskie przed gromadzeniem wszelkich informacji poufnych o obywatelach, wobec których nie został wydany sądowy nakaz podsłuchu czy obserwacji policyjnej. W tym wypadku Senat jednak znacznie rozwodnił pierwotną wersję uchwaloną przez Izbę Reprezentantów, która drastycznie odbierała instytucjom rządowym prawo do prewencyjnego i nieuzasadnionego szpiegowania zarówno osób prywatnych, jak i polityków.

Ostateczna wersja ustawy, która wkrótce trafi pod głosowanie Izby Wyższej, wymusza co prawda zwiększenie transparentności instytucji rządu federalnego oraz nakazuje służbom wywiadowczym jak i kontrwywiadowczym raportowania niemal wszystkich czynności operacyjnych specjalnym komisjom obu izb Kongresu, ale pozostawia wiele kwestii niejasnych. Szczególnie dotyczy to działań szpiegowskich agencji cywilnych – jak CIA oraz licznych jej odpowiedników wojskowych. Należy przy tym pamiętać, że wbrew obiegowej opinii, CIA nie jest jedyną ani najważniejszą agencją wywiadowczą. W Stanach Zjednoczonych działa całkowicie niezależnie od siebie aż 17 tego typu służb specjalnych.

W żargonie urzędniczym są one nazywanie elementami rządu federalnego. Niemal każdy ważny urząd i ministerstwo (federal executive department) posiada własną agencję wywiadowczą. Mimo wszelkich pozorów, każda z nich jest silną, doskonale zorganizowaną i wyposażoną formacją służącą różnym dziedzinom rozwoju amerykańskiej gospodarki i interesu narodowego.

To, co wyróżnia wśród nich Centralną Agencję Wywiadowczą, to jej niezależność wobec rządu. CIA – w przeciwieństwie do pozostałych 16 agencji – jest w dużym zakresie autonomiczna nawet wobec decyzji prezydenta.

Ale prezydent nie musi przejmować się ograniczoną autonomią CIA. Podległy mu aparat wywiadowczy 16 agencji wchodzących w skład pięciu najważniejszych ministerstw (departamentów) czyni go w dosłownym znaczeniu najpotężniejszym człowiekiem na świecie. Sam tylko Departament Obrony Narodowej kieruje aż ośmioma niezależnymi od siebie służbami wywiadowczymi i kontrwywiadowczymi. Należą do nich: Agencja Wywiadu Obrony (DIA); wspomniana wcześniej, stanowiąca państwo w państwie, Narodowa Agencja Bezpieczeństwa (NSA); Narodowe Biuro Rozpoznawcze (NRO); Narodowa Agencja Wywiadu Geoprzestrzennego (NGA); Wywiad Sił Powietrznych (AFISRA); Wywiad Armii (MI); Wywiad Korpusu Marynarki (MCIA) oraz Biuro Wywiadu Marynarki Wojennej (ONI).

Taka liczba osobnych formacji wywiadowczych wchodzących w skład Pentagonu daje się wytłumaczyć mocarstwową polityką rządu Stanów Zjednoczonych. Zdumiewają jednak podobne organizacje działające przy innych ministerstwach. Departament Energii kieruje np. Biurem Wywiadu i Kontrwywiadu (OICI), a Departament Stanu posila się informacjami wywiadowczymi dostarczanymi przez agentów Biura Wywiadu i Rozpoznania (INR). Co prawda dysponujące niewielkim rocznym budżetem INR (59 milionów dolarów) zatrudnia „zaledwie” 313 pracowników, ale podzieleni na sekcje kontynentalne mają oni za zadanie codziennie wnikliwie analizować sytuację w obserwowanym przez siebie regionie świata. Jednak to nie pracownicy INR czy CIA wywołują popłoch wśród zwykłych obywateli czy przedsiębiorców, ale Biuro ds. Terroryzmu i Wywiadu Finansowego Departamentu Skarbu (TFI). Ta „firma” sieje strach wśród biznesu. Agenci TFI (TFI marshals) mają tak szeroki zakres uprawnień, że łatwo wchodzą w konflikty kompetencyjne np. z agentami CIA, FBI czy NSA. Mimo że TFI służy Departamentowi Skarbu, ma w swoich zakresie operacyjnym uprawnienia do zwalczania przestępstw finansowych w kraju i za granicą, walki z „nieuczciwymi państwami” oraz moderatorami międzynarodowego terroryzmu, w tym handlarzami broni masowego rażenia (BMR), zwalczania prania brudnych pieniędzy, ścigania przemytu narkotyków, poszukiwania seryjnych morderców oraz walki z innymi zagrożeniami bezpieczeństwa narodowego USA. Jednym słowem: wszystkim tym, czym zajmuje się 16 innych agencji oraz Federalne Biuro Śledcze, zajmuje się osobno mało znane TFI.
To mnożenie bytów działających w tym samym celu, ale zupełnie od siebie niezależnie lub wręcz w tajemnicy przed sobą, zakłóca skuteczność działań operacyjnych.

Miliony Amerykanów zadają sobie pytanie, jaki jest sens dublowania przez TFI działań operacyjnych skierowanych przeciw przemytnikom narkotyków, skoro sprawą tą od lat bardzo sprawnie zajmuje się podlegająca Departamentowi Sprawiedliwości Administracja Zwalczania Narkotyków (Drug Enforcement Administration – DEA), w skład której wchodzi kolejna organizacja szpiegowska – Narodowe Biuro Bezpieczeństwa Wywiadu (ONSI) .

Kto słyszał o NGA?

Zarówno filmy hollywoodzkie, jak i popularne powieści szpiegowskie przyzwyczaiły nas do kojarzenia wszelkich działań wywiadowczych jedynie z aktywnością CIA. Mimo wszelkich pozorów pozostałe agencje dysponują bajecznymi wręcz możliwościami techniczno-organizacyjnymi. Dla przykładu: mało znana i niemal nigdzie nie wspominana Narodowa Agencja Wywiadu Geoprzestrzennego (The National Geospatial-Intelligence Agency – NGA), dawniej znana jako Narodowa Agencja ds. Kartografii i Obrazów (National Imagery and Mapping Agency – NIMA), zatrudnia obecnie 16 tys. pracowników i posiada supernowoczesną siedzibę o powierzchni 210 tys. metrów kwadratowych. Jej roczny budżet mieści się w granicach 5 miliardów dolarów. To właśnie ta agencja stała za przygotowaniem Operacji „Trójząb Neptuna” – porwania i likwidacji Osamy bin Ladena – chociaż powszechne uznanie zdobyli końcowi wykonawcy, głównie agenci CIA.

Dotychczas wszystkie te agencje, działając w sposób nieskoordynowany i całkowicie od siebie niezależny, dublowały wzajemnie swoje działania. Bywało też, że się wzajemnie zwalczały w przekonaniu, iż odkryły działania operacyjne obcych wywiadów.
Nowa ustawa przyjęta przez Komisję Sprawiedliwości Wywiadu nakazuje wzajemną współpracę i koordynację działań wykazaną w obowiązkowych okresowych raportach składanych obu izbom parlamentu.

Kongres zakazuje jednocześnie działalności szpiegowskiej przeciwko sojusznikom i państwom przyjaznym USA, jeżeli nie istnieje ku temu wyraźna przesłanka wynikająca z zagrożenia bezpieczeństwa narodowego Ameryki.

To oznacza, że teoretycznie nie będzie można na przykład gromadzić „niepotrzebnych” informacji na temat Amerykanów mieszkających w innych krajach, co do tej pory było stałą praktyką wspomnianych organizacji wywiadowczych. Senat nakazuje także wprowadzenie takich technologii, przed którymi mogą się bronić uczciwe firmy chroniące dane swoich klientów. Jest to wymuszony ukłon w kierunku środowisk korporacyjnych, w tym głównie branży IT. To one żądały większej transparentności w kontaktach państwa z sektorem biznesowym.

Patronujący debacie nad „Ustawą o wolności w USA” szef Senackiej Komisji Sprawiedliwości Patrick Leahy twierdzi, że nad jej projektem pracowała liczna reprezentacja środowisk technicznych i obrońców praw obywatelskich.

– Ta ustawa to historyczna szansa. Jestem wdzięczny, że projekt ten spotkał się z akceptacją administracji Baracka Obamy, szerokiego grona obrońców praw obywatelskich i prawa do prywatności, środowisk technicznych i sektora przemysłowego – podkreślił Leahy. – Musimy ustanowić to prawo jak najszybciej, bez najmniejszej dalszej zwłoki – dodał. Podkreślił także, że nowe prawo zostanie prawdopodobnie przyjęte w trzynastą rocznicę wprowadzenia restrykcyjnej i zmieniającej oblicze Ameryki ustawy „Patriot Act”.

Projekt niewart funta kłaków

Mimo że senator Patrick Leahy podziękował już Białemu Domowi oraz korporacjom branży komunikacyjnej za współpracę przy pracach nad ustawą, wielu ekspertów uważa, że prezydent powinien zawetować nowe prawo. Naciskają na to głównie korporacje z Doliny Krzemowej, które uważają, że ustawa w pierwotnej wersji, zaproponowanej przez Izbę Reprezentantów, była daleko lepsza i została znacznie „rozwodniona” zarówno przez Senat, jak i rząd. Projekt nowego prawa nadal w żadnym istotnym stopniu nie reguluje sposobu zakładania podsłuchów, gromadzenia informacji prywatnych o obywatelach, wglądu w ich konta bankowe, operacje finansowe, zakupy online, preferencje seksualne, kwestię ściągania plików objętych prawem autorskim czy dane medyczne gromadzone przez służby specjalne. Kevin Bankston, dyrektor New America Foundation’s Open Technology Institute, organizacji monitorującej prace nad USA Freedom Act, stwierdził bez ogródek: „nie możemy z czystym sumieniem poprzeć ustawy w kształcie, w którym kluczowe reformy dotyczące zbierania i wykorzystywania informacji o obywatelach zostały rozmydlone przez zwolenników twardego kursu”.

Nieoficjalnie już wiadomo, że ta zdecydowana reakcja środowisk branży IT spowodowała, iż senator Patrick Leahy potajemnie wznowił negocjacje z Białym Domem i reprezentantami wszystkich agencji wywiadowczych, aby przywrócić zapisy zaproponowane przez bardziej liberalną Izbę Reprezentantów.
Jeżeli zatem ustawa w kształcie ostatecznym w sposób znaczący ograniczy prawa takich gigantów jak Narodowa Agencja Bezpieczeństwa, czy będzie to można uznać za zwycięstwo Edwarda Snowdena, od którego zaczęła się dyskusja o inwigilacji obywateli amerykańskich i reszty świata? Czy na pewno 17 potężnych amerykańskich agencji wywiadowczych i kontrwywiadowczych zastosuje się do nowego prawa i odda swoje specjalne prerogatywy? O tych formacjach mówi się, że są państwem w państwie. Czy służby, które są zdolne zmieniać rządy i obalać ustroje polityczne na całym świecie, zgodzą się na powrót do zasad, które zakazywały im zbliżać się do czyjejś skrzynki pocztowej?

Wielu ekspertów, komentatorów i polityków, a także cała masa internautów i zwykłych Amerykanów uważa, że „Ustawa o wolności w USA” jest jedynie pozorancką próbą rozmazania obrazu orwellowskiej rzeczywistości, w jakiej zaczynają tonąć niegdyś wielkie i wolne Stany Zjednoczone.

Comments are closed.