Cejrowski masakruje kandydatkę SLD

„Aż mi bąble z nosa idą ze śmiechu kiedy to czytam: MAGDALENA OGÓREK – Kandydatka na prezydenta RP z SLD (…) Widziałem fotki tej pani. Buzia miłej panienki, doktorat z nauk filologicznych, dykcja, siksja, aparycja, a z drugiej strony barykady czeka na nią PUUUUUUTINN z ruskim butem wymierzonym w twarz” – napisał Wojciech Cejrowski na Facebooku.

Dalej podróżnik i bezkompromisowy publicysta pyta: „Czy ta pani jest poważną propozycją na poważne czasy? Czy nadaje się na zwierzchnika Armii i całej reszty Państwa Polskiego (w przypadku wojny władzę przejmuje prezydent..). Nie, nie nie. Oczywiście, że pod każdym względem NIE, bo to wcale nie ma być poważna propozycja”.

Cejrowski pisze, dlaczego kandydatka Ogórek mu się nie podoba: „To jest propozycja komunistyczna. SLD zbudowali aparatczycy komunistycznego reżimu, który sprawował kontrolę nad Polską w imieniu Związku Sowieckiego. Leszek Miller jeździł nawet po forsę do Moskwy żeby mieć za co zorganizować „nową” partię. SLD nie jest organizacją reprezentującą interesy Polski Niepodległej. Interesy owszem, ale nie Polski Niepodległej. Czy jest w interesie Putina, by w Polsce rządził ktoś taki jak pani Ogórek? Putinowi jest obojętne kto to będzie – ważne żeby nie rządził, tylko udawał. Komorowski jest dobry w tej roli, Kopacz jest doskonała, Ogórek też się nadaje. Ergo: Ogórek kandydatem Putina w wyborach na prezydenta RP”.

33 KOMENTARZE

  1. A może by polać ten politycznie zaangażowany bełkot jakimiś konkretami, choćby dla ozdoby?

    • Ty chyba żartujesz ! Każdy normalny na umyśle człowiek żyjący w tym kraju doskonale zna konkrety. Nie musimy ich za każdym razem przytaczać.Wiemy, co w Polsce robili Niemcy, a potem żydo-komuna oraz inni plugawi zdrajcy lub zwykli bandyci. Jeżeli ty jednak tego nie wiesz, to zapoznaj się z materiałami źródłowymi, a nie kompromituj się publicznie stanem swojej wiedzy i swojego umysłu …

      • Kompromitują się stanem wiedzy i umysłu ci, którym plemienne lojalności zastępują konkrety. Jedynym konkretem w bełkocie Cejrowskiego jest to, że „jest to propozycja komunistyczna”.

        „Komunistyczną” jest ta propozycja tylko w zakresie plemiennych związków właśnie.

        • TAjemniczy don Pedro wydaje się sądzić, że tak jak w prawie karnym domniemanie niewinności(każdy jest niewinny dopóki się mu nie udowodni winy) tak w polityce jest domniemanie sensowności(wszystko ma sens i jest cacy dopóki się nie udowodni inaczej)
          ale to bzdura. Fałsz kompletny, nie tylko logiczny.
          Nawet gdyby nie dało się wytknąć pani Ogórek pojedynczej wady, to to nie o to chodzi.
          Tym samym tokiem myślenia rozumując, powinienem ja wystartować na prezydenta. Nikt o mnie nigdy nie słyszał, toteż nikt nie potrafiłby wynaleźć na mnie ani jednego haka. BYŁBYM NIE DO POWSTRZYMANIA!

          a tak zupełnie serio… To prezydent powinien mieć jakieś zalety, dokonania, albo chociaż jasne plany. A nie brak wpadek…

          • No i właśnie o to chodzi Panu Cejrowskiemu. Ogórek jest miła i ładna,ale nic poza tym. To nie jest prezydent na ciężkie czasy. Ale z drugiej strony ktokolwiek by nim był, to w Polsce ma ten urząd ograniczone kompetencje i prerogatywy.
            Więcej może premier.

          • Nie wiem, czy jest miła, bo nie widziałem ani jednego wystąpienia. Ale bardzo mi się podobało jak, według motywu „zaraz, zaraz, niby kandydatka lewicy, a gada jak Korwin” obudziła się Wyborcza i przedstawiła parę poglądów Ogórkówny, całkiem rozsądnych.

            Oczywiście, przełożenie prezentacji wyborczych na konkrety to inna sprawa (realnych możliwości i wiarygodności), ale nie mam zamiaru „masakrować” Ogórkównę albo klaskać Cekrowskiemu, gdy to robi, tylko dlatego, że Ogórkówna pochodzi z innej wioski, z którą nasza wioska jest skonfliktowana. Ja kategoriami wioski nie myślę.

          • Marks i Engels mieli też całkiem rozsądne poglądy.
            Kurde, ludzie będą dawać robić się w konia do końca tego świata.
            Chyba tego chcą ;)

          • „Marks i Engels mieli też całkiem rozsądne poglądy.”

            Na przykład? Pewnie COŚ tam się rozsądnego znajdzie, ale w przypadku Ogórkówny nie chodzi o jakieś resztki zdrowego rozsądku, tylko o zestaw programowy wystarczająco nie-lewicowy, że spowodowało to spore poruszenie wśród ciotek rewolucji płci obojga. Tak, Ogórek nie jest wiarygodna. Ale czy mam, wzorem Cejrowskiego, po kretyńsku ją flekować za „komunizm”, podczas gdy:

            „Ruch Millera kastruje całą lewicę. Nawet Korwin-Mikke by nie powtórzył pomysłów, które czytała na głos Ogórek”
            http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,17278629,_Ruch_Millera_kastruje_cala_lewice__Nawet_Korwin_Mikke.html
            „Ogórek chce „wyzwolić energię przedsiębiorców” i „znieść wszelkie możliwe zakazy prowadzenia działalności gospodarczej”

            W kwestiach światopoglądowych Ogórkówna proponuje czysty libertarianizm:
            „W mojej Polsce sprawa wiary, wyznania i sumienia będzie sprawą osobistą każdego obywatela, bo tak rozumiem wolność. Będę broniła wierzących i niewierzących za każdym razem, gdy państwo będzie ingerowało w ich przekonania”

            To są konkrety. Jaka by nie była ich wiarygodność, są to konkrety dużo lepszej próby niż Cejrowskiego zarzuty „komunizmu”, oparte wyłącznie o kryteria przynależności plemiennej. Argumentacja Cejrowskiego może trafiać do prawicy bogoojczyźnianej. Prawica libertariańska to jednak inny zwierz: w tym środowisku estymą cieszy się nie Kaczyński, a Wilczek i Rakowski. Zaczynamy dyskusję dlaczego tak jest?

  2. No cóż jak zwykle pan Wojtek powiedział co wiedział. Każdy z nas wie to samo bo ma oczy. Ale nie każdy biegnie wywalać swoje złote myśli na pejsbuku. Panie Wojtku złociutkl, fajnie jak tłumaczy pan do czego dzikim służą duże liście za stodołą, ale polityka jakoś nie pasuje do tego pańskiego świat pełnego muzyki Vincente Fernandeza i palących tacos. A czy Duda i Gajowy to poważna kandydatura?

  3. Potraktujmy urząd polskiego prezydenta z humorem, jaki mu przysługuje, choćby z racji byłych i obecnie piastujących ten urząd klaunów. Pani Ogórek jest zatem wręcz idealnym kandydatem.

    W swoim wystąpieniu z 18.01.2015 mówi:
    »Doprowadziliśmy (kto?) system kształcenia do całkowitego absurdu. Zamiast szkolenia zawodowego, uzgodnionego z przedsiębiorcami i z zapotrzebowaniem rynku, mamy młodzież po studiach, często z bezużytecznymi dyplomami…« Sic!
    https://www.youtube.com/watch?v=I225zw4YnHA
    od 2:10

    Aż mi bąble z nosa poszły, kiedy to usłyszałem.
    Pani Ogórek napisała pracę doktorską »Beginki i waldensi na Śląsku i Morawach!«
    Jak widać problem bezużytecznych dyplomów jest szerszy i nie dotyczy tylko młodzieży :DDD

    • Akurat wiedza na temat sekt heretyckich w Średniowieczu na pewno bezużyteczna nie jest, moze nie przynosi profitów, ale w końcu nie każdy musi byc dorobkiewiczem.

      • Z całą pewnością takowa wiedza nie jest bezużyteczna. Ale nie o to tutaj chodzi. Nie każdy musi być politykiem :D
        Szczególnie jeśli poświęca się poważnie pracy naukowej, która jest jednoznacznie związana z tytułem doktora.

        Chodzi raczej o inflację w tym zakresie. Kiedyś doktorantami byli pasjonaci, oddani bezgranicznie swojej dziedzinie, wybitnie uzdolnieni ludzie.
        Kant, Schopenhauer, czy nawet skromniej, Tatarkiewicz nie zajmowali się nigdy bezpośrednio polityką. Zabezpieczeni w ten czy inny sposób materialnie, Pascal szlifował w pocie czoła soczewki, oddawali się swojej pasji jako politycznie niezależne podmioty.

        Dzisiaj robi się „doktorki“ poprzez past & copy, aby wystartować na wolnym rynku albo w polityce. To jest wielka pomyłka.

        • Jak ktoś chce mieć wykształcenie „polityczne” to wybiera studia na kierunkach społecznych lub dziennikarstwo, prawo ewentualnie administrację.
          Wyborów pani Ogórek nie znam, ale na moje oko dziewczyna po prostu „zabłądziła” do polityki a że ładna i inteligentna (czego ani jednego, ani drugiego o jakiejkolwiek kandydatce na najwyższy urząd powiedzieć nie można)… to ja wylansowali ;-)

          Bycie doktorem nie oznacza pracy naukowej – co innego bycie profesorem.

          • Dluzej milczec nie moge panie Macieju.
            Bycie doktorem wlasnie oznacza prace naukowa, ktorej na pare lat, na ogol za psie pieniadze, trzeba sie poswiecic. Przynajmniej tak powinno byc.
            Zyjemy jednak w czasach infacji tytulow. Dzisiaj doktoraty sie po prostu pisze. Moze go zrobic ktos kompletnie bez dorobku, komu najzwyczajniej brakuje dwoch literek przed nazwiskiem.
            Spotkalem kiedys w Australii pewna konczaca swoj doktorat (z historii) pania. Na moje pytanie: kiedy wybuchla druga wojna swiatowa, odparla mi ze nie wie, bo specjalizuje sie w historii sredniowiecznej. Absolwentka studiow bibliotekarskich (w tejze Australii) nie potrafila wklepac na klawiaturze slowa „Shakespeare”.

            Pare lat temu podano w prasie, jako ciekawostke, ze jeden ze stanowych uniwersytetow w USA nadal tytul doktora Murzynowi, ktory nie potrafil sie podpisac. Po prostu przyniosl do dziekanatu kase i zazadal aby na drugi dzien wypisac mu certyfikat.
            Spostrzegawcze spoleczenstwo anglosaskie momentalnie trafnie rozszyfrowalo skrot PhD jako „Permanent Head Damage” albo „Pizza Home Delivery” tak jak MBA (Master if Business and Administration” nazywa sie „Master of Bullshit Artists”

          • No nie wiem… Znam ludzi z doktoratami, ale to głównie dwa środowiska prawnicze i inżynierskie. Miałem na myśli praktyków, jakieś dziedziny. Znani mi prawnicy pisali doktoraty z dziedzin którymi się zajmują, znani mi inżynierowie robili doktoraty z procesów nad którymi pracują – stad zresztą pojawił się w przedsiębiorstwie zwrot „doktoryzować się” czyli przeprowadzać eksperymenty podczas normalnej pracy instalacji – ale dość dygresji.

            Czy nam się to podoba czy nie – tytuł doktorski powoli przestaje być tytułem naukowym a staje się tytułem zawodowym – co zresztą nie dziwi, gdyz także pośród tytulatury mamy inflacje i dzisiejszy inżynier odpowiada poziomowi kompetencji dawnego technika…

          • To fakt. Istnieje taki proces dewaluacji tytułu doktora, jego przesunięcie w kierunku tytułu zawodowego, a tym samym także umniejszenie znaczenia innych tytułów. O tym właśnie pisałem.
            To przekłada się na ogólny stan szkolnictwa, który opłakuje krokodylimi łzami pani Ogórek.

            Ubolewa publicznie nad tym stanem, będąc sama po części jego przyczyną. Gdyby była poważnym naukowcem swojej dyscypliny, to siedziałaby w bibliotece albo grzebała ziemię w poszukiwaniu artefaktów. Zamiast tego czyta drżącym głosem jakieś chodliwe frazesy, napisane jej przez spinerów Millera. Przy czym propagandziści SLD obnoszą przed nią ten ten doktorat jak monstrancję.

            Nawet Ty dałeś się na to nabrać, gdyż jesteś z jakiegoś nieznanego mi powodu przekonany o jej nieprzeciętnej inteligencji.

          • Jestem przekonany o jej nieprzecietnej urodzie, o inteligencji jestem raczej przekonany, bo faktycznie działa bardzo inteligentnie, pozwalając się holowac starym prykom. Generalnie to pierwszy raz od dziesiecioleci nowa krew na scenie politycznj – ona i Duda. Reszta, to albo weterani, albo osoby cokolik kojarzone ze szystkim…poza polityką.

            Natomiast M.Ogorek na pewno nie jest winna inflacji tytułów i kompetencji naukoqych. Przypominam że pisali o tym chocby Zajdel, czy JKM.

          • Dokąd jedzie ten tramwaj, panowie docenci i doktorzy! :)
            I czy nie właśnie o tym mówiła Ogórkówna? Bezużyteczne dyplomy świadczące o niczym, od licencjata, do doktora habilitowanego (profesor to już jednak się musi wykazać: zdobyć forsę na badania).

          • Bingo!
            Właśnie o to opowiadanie chodziło!
            Ale to efekt naszego chorego systemu zatrudniania, gdy o stanowisku decyduje dyplom a nie rzeczywiste kwalifikacje, tak jest we Francowatej i w innych krajach gdzie bagnety Napoleona przyniosły chory porewolucyjny system.

          • Jakie bingo?!

            Przyznajesz, że Ogórek to pupa sterowane przez starych pryków z SLD oraz, że jej tytuł właściwie jest tylko śmieciem pozwalającym w szkole podstawowej wykładać historię… i uważasz, że jest świetnym kandydatem?!

            Jesteś masochistą :D

          • „Bingo” dotyczyło tytułu „Dokąd jedzie ten tramwaj” (opowiadanie autorstwa Janusza Zajdla: motorniczy kręcący korbą w przedpotopowym tramwaju jest profesorem, konduktor właśnie się doktoryzuje („Optymalizacja kształtu dziurki w kasowniku biletów”), a zachwycają się tym, że ostatni ze średnim wykształceniem właśnie został magistrem. Zajdel to opublikował w połowie lat siedemdziesiątych w „Naszej Księgarni”, że niby takie zabawne historyjki dla dzieci. Kto dobrze szukał, to dotarł – jeszcze lepsza była „Gra w zielone”.

          • Aha! :D
            Zjawisko nie jest jednak typowe tylko dla Polski i nie takie nowe.
            Przyszło jak zwykle zza Atlantyku.

            A propos, tramwaj. Jak wsiądziesz do taksówki w Niemczech albo Francji i kierowca ma tak między 20-40tką to zawsze oczywiście jest studentem. Zwykle historii sztuki, socjologii albo politologii. Na taksówce tylko dorabia ;)

          • Mecenasie – cokolwiek chrzanisz. Zza Atlantyku przyjść nie mogla dyplomomania b tam nie dyplom ale kompetencje

          • Jest taki szwedzki film „Stuletni mężczyzna, który wyskoczył przez okno i zniknął” – jednym z bohaterów jest karykatura człowieka („prawie historyk, prawie socjolog, prawie weterynarz” – studiował chyba wszystko), chudy, ze szczeciniastą bródką i kompletnie wycofany. Ikrę mają tylko starcy i zupełnie zmaskulinizowane kobiety. I na dokładkę szwedzki policjant…

          • Bingo!!
            Po raz wtóry. Jak dobrze przebywac pośród ludzi którzy czytaja jeszcze cokolwiek. Dodajmy że autantycznie wyształceni ludzie poprzebirrali się za naczelnr które zwiałynz zoo, przekonani o tym ze nikt ich nie bedzie łapał, gdyż ostatni rakaz zrobił właśnie magistra.

            Gre w zielone „zachowywałem” sobie zawsze na dyskusje o „zielonej energii”… pasuje jak ulał choc nje w kontekście ekologicznym Zajdel to pisał.

          • Andrzej Duda, „Interes prawny w polskim prawie administracyjnym,”

            Interes prawny w polskim prawie administracyjnym to opracowanie będące teoretyczną i praktyczną analizą zagadnienia interesu prawnego w polskim prawie administracyjnym.

            Czerpiąc z wypowiedzi czołowych przedstawicieli doktryny prawa oraz
            orzecznictwa sądów administracyjnych, w monografii przedstawiono
            kryteria i sposoby ustalania:

            istnienia,

            granic,

            wzajemnych relacji, oraz

            siły

            „możności” prawnych, jakie z konkretnych przepisów prawa materialnego
            (ewentualnie procesowego) mogą wynikać dla podmiotów wobec organów
            administracji publicznej lub sądów administracyjnych. Monografia stanowi
            cenną pomoc zarówno dla prawników zainteresowanych badaniami naukowymi,
            jak i dla osób poszukujących materiałów przydatnych w rozwiązywaniu
            praktycznych problemów powstających na tle wykładni norm prawa
            administracyjnego.

            źródło:http://www.ksiegarnia.beck.pl

          • Akurat pisanie tego typu monografii, jest przykładem zupełnie zbytecznej pseudonaukowości. Ogórkowości, par excellence :D
            Duda pozbierał wszystkie śmieci na pewny, w praktyce procesowej praktycznie mało istotny temat i wydalił dzieło, bo nic innego nie potrafi.

            Jeśli mam proces i muszę bronić klienta, to nie zaglądam do wypocin pokroju pana Dudy, tylko wertuję ustawy, akty prawne i sentencje wyroków.

          • Sorry, oczywiście!!! Pomyliłem ich.
            Zastanawiam się czy nie wyskoczyć teraz przez okno ;)

  4. Cejrowski, chyba ty za długo przebywałeś w tropikach i padło ci na głowę. Każdy kandydat na prezydenta jest lepszy od obecnego prezia. Toteż, gdybym miał wybierać między nim a koniem wybrałbym konia. Jeśli w Rzymie Kaliguli koń mógł być senatorem to w III RP mógłby być pre……..

    • Zatem wybierz barana.
      Myślę, że będzie Cię godnie reprezentował.
      Ogórek, zresztą, też :DDD

  5. Przecież wzieli ja na tego kandydata tylko i wyłącznie dlatego, że jest atrakcyjna fizycznie i tyle. Dlaczego LSD nie wzięło jakiejś lewackiej feministki? Bo są brzydkie i zakompleksione, a takich w swoich szeregach maja przecież na pęczki to dlaczego niby ich nie wybrali? Wystrugali z banana taką „kandydatkę” i sie rajcuja na konwentach bo pewnie nie jeden prominent lsdowski ma nadzieję ja „dziabnąć”

Comments are closed.