Obama zachęca imigrantów do brania zasiłków

Departament Bezpieczeństwa Krajowego wydał poprawiony przewodnik dla nowych imigrantów, w którym instruuje, jak składać wnioski o różnego rodzaju zapomogi. Krytycy tego pomysłu podkreślają, że nakłania w ten sposób przybyszów do żerowania na amerykańskim systemie opieki społecznej.

Co kilka lat rząd Stanów Zjednoczonych wydaje specjalny przewodnik dla nowych legalnych imigrantów, w którym instruuje ich, jak żyć w Ameryce, przestrzegać prawa i korzystać z pomocy prawnej instytucji państwowych i samorządowych. Tegoroczna wersja została wydana w czternastu językach, m.in.: francuskim, rosyjskim, wietnamskim, chińskim i hiszpańskim. Co ciekawe, po raz pierwszy w historii nie pojawiła się wersja polska.

Imigranci mogą znaleźć informacje dotyczące systemu edukacji, programów oferujących naukę języka angielskiego na poziomie ESL (English as a Second Language), a także na przykład ofert ubezpieczenia medycznego. I na tym w zasadzie poradnik powinien się kończyć. Tymczasem na polecenie prezydenta Baracka Obamy w informatorze znalazły się bardzo szczegółowe instrukcje, komu i w jaki sposób przysługują prawa do ubiegania się o różnego rodzaju zapomogi.

Opozycja republikańska krytykuje szczególnie instruktaż ubiegania się o darmową opiekę zdrowotną i przewodnik wypełniania podań o różne świadczenia dodatkowe, jak choćby o przyznanie taniego mieszkania z czynszem dofinansowywanym przez władze municypalne.

Szczególne niezadowolenie konserwatystów wzbudziło szczegółowe objaśnienie, jak należy ubiegać się o bony żywnościowe (Food Stamps) przyznawane w ramach programu SNAP. Nowy przewodnik nie tylko pomaga świeżo przybyłym imigrantom odnaleźć się w Ameryce, ale wręcz zachęca ich od razu do korzystania z dobrodziejstw opieki społecznej. Jak twierdzą krytycy tego pomysłu, jest to instruktaż bezczynności i pasożytowania na koszt innych, ciężko pracujących obywateli.

Równolegle do wydania przewodnika dla imigrantów ukazał się raport analityków z Center for Immigration Studies, który wskazuje, że ponad połowa legalnych imigrantów korzysta z jakiejś formy zapomogi, otrzymuje bony żywnościowe lub korzysta z darmowego ubezpieczenia. Krytycy takiego stanu rzeczy podkreślają, że polityka imigracyjna powinna sprzyjać wzrostowi PKB, a nie tworzyć armię ludzi obciążających finanse publiczne.

Jeszcze 10 lat temu imigranci przybywający do USA mieli znacznie utrudniony dostęp do wszelkiego typu świadczeń socjalnych. Były one całkowicie niedostępne dla ludzi, którzy przekradli się do USA lub pozostali w tym kraju po wygaśnięciu ważności wizy wjazdowej.

Obecnie status imigracyjny przestaje mieć znaczenie. Przybywający głównie z Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej nowi imigranci – zarówno legalni, jak i nielegalni – natychmiast ubiegają się o pomoc społeczną. Nadzieja na otrzymanie dobrze płatnej pracy, rozkręcenie własnego interesu czy rozwoju intelektualnego ma dla większości z nich znaczenie drugorzędne.

Imigranci odbierają świadczenia obywatelom

Amerykańskie Ministerstwo Rolnictwa (U.S. Department of Agriculture) wydało raport, z którego wynika, że około 47 milionów Amerykanów pobiera systematycznie bony żywnościowe zwane Food Stamps (SNAP). Już w 2000 roku program ten kosztował budżet federalny 17,1 miliarda dolarów – i już wtedy był krytykowany jako jedno z największych obciążeń finansów publicznych. W 2013 roku, po pięciu latach rządów Baracka Obamy, koszt SNAP wzrósł do kwoty 79,9 miliarda dolarów. Oznacza to zwiększenie liczby beneficjantów w ciągu zaledwie 13 lat o ponad 400%. Z programu SNAP korzysta w Ameryce więcej ludzi, niż wynosi liczba mieszkańców Hiszpanii. Amerykańskie bony żywnościowe kosztują każdego roku drożej, niż wynosi budżet Irlandii.

Program bonów żywnościowych przypomina węża pożerającego własny ogon. Amerykańska prasa lewicowa alarmuje, że podczas zbliżającego się Dnia Dziękczynienia oraz świąt Bożego Narodzenia stoły kilkudziesięciu milionów Amerykanów będą zastawione dużo skromniej niż zazwyczaj, ponieważ 1 listopada br. wygasły w USA tymczasowe subsydia na program pomocy żywnościowej, uchwalone przez Kongres w 2009 roku w ramach programów stymulujących gospodarkę. Oznacza to, że statystyczna czteroosobowa rodzina amerykańska, która do tej pory kupowała żywność za bony, będzie teraz otrzymywać co miesiąc o 36 dolarów mniej niż dotychczas. Mimo to administracja Baracka Obamy zachęca nowych imigrantów do ubiegania się o tę formę pomocy.

Najuboższe rodziny mogły dotychczas liczyć na bony wartości około 668 dolarów miesięcznie. Większość beneficjantów programu SNAP zapomniała jednak, że bardzo szeroka pula środków budżetowych przeznaczonych na program żywnościowy była rozwiązaniem tymczasowym, wprowadzonym jedynie na czas kryzysu w tzw. pakiecie stymulacyjnym Obamy.

Opozycja republikańska nie zgadza się na jego przedłużenie, ponieważ sytuacja gospodarcza wraca do normy, a z programu bonów żywnościowych korzystają ludzie zamożni, którym przyznano prawo do ich pobierania kilka lat temu.

Co siódmy Amerykanin na garnuszku państwa

Prawdziwą patologią jest fakt, że bony żywnościowe były przyznawane na bardzo długie okresy i nie weryfikowano sytuacji materialnej osób, które z nich korzystały. Jeszcze kilka lat temu płacenie bonami żywnościowymi było czymś wstydliwym. Dzisiaj zastąpiły je karty, niczym nie różniące się od normalnych kart płatniczych. Nikt, włącznie ze sprzedawcą w sklepie, nie wie, czy klient płaci kartą systemu SNAP, czy też własną kartą kredytową.

Dlatego mniej więcej co siódmy mieszkaniec Ameryki kupuje żywność, płacąc takimi właśnie kartami programu SNAP. W samym Nowym Jorku z tej formy pomocy państwa korzysta ponad 2 miliony osób.

Od lat amerykańscy konserwatyści postulują zreformowanie pomocy społecznej tak, aby skutecznie odsiewać tych, którzy się do niej nie kwalifikują. Działania rządu Obamy, a w szczególności namawianie nowo przybyłych imigrantów do pasożytowania na tym systemie, można jedynie nazwać sabotowaniem reformy finansów publicznych. Pod rządami 44. prezydenta USA program SNAP rozrósł się do niemal karykaturalnych rozmiarów. Dlatego w obu izbach Kongresu trwają intensywne prace nad ustawą o subsydiach rolnych (Farm Bill), które przewidują znaczne ograniczenia wydatków na bony żywnościowe.

Parlamentarzyści uważają, że zadania systemu bonów żywnościowych bardziej efektywnie wykonają charytatywne banki żywności, które potrafią elastycznie dostosować się do sytuacji kryzysowych. Już teraz z ich pomocy korzysta 37 milionów osób żyjących w USA.

A rzeczywiście jest komu pomagać. Według oficjalnych statystyk, ponad 15% społeczeństwa amerykańskiego, czyli 45 milionów ludzi, żyje w ubóstwie.
Administracja Baracka Obamy bardzo hojnie rozdaje bony żywnościowe wszystkim, którzy się o nie ubiegają. Nagradza tym samym niezaradność życiową i marazm. Nic jednak nie jest za darmo. W tym samym czasie rząd radykalnie podnosi stawki podatkowe, aby znaleźć źródło finansowania programów pomocowych typu SNAP, i osłabia konkurencyjność gospodarki.

Wystarczy tylko przyjrzeć się podwyżkom fiskalnym w 2014 roku. Najwyższy próg podatku dochodowego (Top Income tax bracket) został podniesiony z 35% do 39,6%. Zaliczka na poczet podatku dochodowego pobierana z każdej wypłaty wzrosła z 37,4% do 52,2%. Podatek od zysków kapitałowych (Capital Gains tax) został podniesiony z 15% do 28%, podobnie jak podatek od dywidend urósł z 15% do 39,6%.

Comments are closed.