Jak rozwiązać problem Muzeum Żydów

Problem muzealnictwa w systemie wolnorynkowym jest jasny jak słońce: trzeba je całkowicie sprywatyzować, a co więcej – uwolnić eksponaty z muzealnych magazynów, by służyły ludziom, wisząc albo stojąc w salonach, jadalniach czy nawet korytarzach. By służyły ludziom, cieszyły ich oczy i poczucie estetyki, bo po to zostały stworzone. Obecnie mamy bowiem paradoksalną sytuację: dzieła sztuki są za pieniądze podatnika zamykane w podziemiach (tylko ułamek procenta jest eksponowany). Ale to nie wszystko. Zdjęcie tego towaru z rynku powoduje wzrost cen dzieł sztuki pozostających w obiegu, bo podaż jest mniejsza.

I oczywiście żyje z tego sekta muzealników – urzędników wysysających pieniądze z szantażowania podatnika rzekomą wyjątkowością „chronionych” dzieł. Jak pisałem w mojej książce „Czy można usprawiedliwić podatki”, nie ma takiego pretekstu do rabowania podatnika, którego by nie zastosowano – i „ochrona dzieł sztuki” jest po prostu jednym z takich pretekstów do rabunku. Z gatunku pretekstów estetycznych.

Ale obok muzealnictwa eksponatowego istnieje jeszcze muzealnictwo czysto propagandowe. Ot, robi się jakąś wystawę, w której nie tyle eksponaty są ważne, co określony przekaz. Dobrym przykładem jest „Muzeum Powstania Warszawskiego”.

Prezentuje się w nim złom i nic nie warte papiery oraz specjalnie wyprodukowane grafiki. Całość ma bronić tezy o heroiczności i słuszności Powstania…

Oczywiście Powstanie jest wydarzeniem kontrowersyjnym, ale jednak polskim. Zupełną hucpą jest natomiast zainstalowanie za pieniądze polskiego podatnika w Warszawie centrum agitpropu o charakterze filosemickim i w niektórych przejawach – takich jak słynna już wypowiedź Adama Michnika – wprost antypolskim, o nazwie Muzeum Żydów Polskich POLIN. Można by do tego dodać, że w gruncie rzeczy jest to świątynia religii holokaustu – nowego wyznania jednoczącego Żydów bardziej niż odchodzący do lamusa judaizm, za co polski podatnik przecież nie powinien płacić!

Co zrobić z tym centrum ideologicznej dywersji, którego agresywność i szkodliwość będzie przecież tylko się nasilać? Najlogiczniej byłoby po prostu przestać to finansować, bo przecież twórcy tego muzeum stosują zawsze leninowską zasadę, że kapitalista musi wyprodukować sznur, na którym się go powiesi. Hucpa polega na tym, że z frajera pompuje się kasę, by ją użyć przeciwko niemu – „twórcy” POLIN na pewno swoich własnych pieniędzy do tego interesu nie dołożą.

Jednak by zamknąć ten geszeft, definitywnie potrzebny jest czas i lobbing. Warto więc zastosować doraźne rozwiązanie. Trzeba powołać się na tak wielbione przez twórców POLIN multi-kulti i przemianować je na Muzeum Historii Narodów Rzeczypospolitej – czyli dodać działy o Litwinach, Rusinach, Niemcach, Ormianach, Tatarach, Karaimach, Holendrach itd. Bo niby dlaczego wszystkie te narody mają być dyskryminowane, a Żydzi szczególnie wywyższani? Przecież „jedna rasa – ludzka rasa” i flower power.

Myślę, że Ministerstwo Kultury i Rada m.st. Warszawy, które są jednostkami założycielskimi i sponsorami tej świątyni agitpropu, powinny rozpocząć odpowiednie działania, by do tego jak najszybciej doprowadzić…

Prenumerata NCZ! z prezentem

Comments are closed.