Kanada uderza w zwykłe rodziny

Nowy podatek węglowy w kanadyjskiej prowincji Alberta spowoduje ekspansję biurokracji i redystrybucję bogactwa mieszkańców – czytamy na stronach kanadyjskiego Instytutu Frasera.

Szacuje się, że nowe obciążenie przyniesie prowincji dochody na poziomie 9,8 mld CAD w ciągu 5 lat. Częściowo zostaną one wydane na wsparcie dla mało zarabiających osób i zwrócone małym przedsiębiorstwom w ramach podatku biznesowego, ale lwia część – 6 mld CAD – ma na celu sfinansowanie wydatków na zieloną energię.

Nowy podatek będzie kosztował przeciętną 4-osobową rodzinę dodatkowo 338 CAD w 2017 roku i aż 508 CAD w 2018 roku w bezpośrednich wydatkach na energię i ponadto od 70 CAD do 105 CAD w pośrednich kosztach, które będą ukryte w cenie produktów i usług obciążonych nowym podatkiem.

Nowa ustawa tworzy także specjalną spółkę o nazwie Energy Efficiency Alberta, której celem będzie podnoszenie świadomości ekologicznej ludzi, tworzenie programów związanych z efektywnością energetyczną i promowanie efektywności energetycznej.

Tymczasem okazuje się, że podobne programy w USA i w kanadyjskiej prowincji Ontario zakończyły się totalną klęską i marnotrawieniem pieniędzy podatników – pisze Kenneth P. Green na stronach Instytutu Frasera.

Źródło: www.fraserinstitute.org