Francuskie feministki chcą pigułki wczesnoporonnej bez recepty

Czego to feministki nie wymyślą! Np. reaktywowany Femen zajmował się przeszkadzaniem w kampanii wyborczej jedynej poważnej kandydatce-kobiecie, czyli Marynie Le Pen. Z kolei organizacja Planowania Rodziny, lewackie stowarzyszenie feministek, wystosowała list otwarty o wielce wdzięcznym tytule „Uwolnijcie moją pigułkę”. Rzecz jasna, chodzi o pigułkę wczesnoporonną, która i tak jest we Francji szeroko dostępna, a nawet refundowana.

Chodzi jednak o to, żeby była dostępna bez żadnej recepty. Obecnie mogą ją zapisywać nawet szkolne pielęgniarki, więc „utrudnienie” jest iluzoryczne, ale lewica uwielbia robić głośne akcje, więc każdy pretekst jest dobry. A co się przy tym nagadają głupstw! Niejaka pani Karolina Rebhi, wiceprezeska „Planning Familial” i sygnatariuszka owego listu, uważa np., że kupowanie pigułek bez recepty będzie „postępem praw kobiet”.

Dodaje przy tym, że owe pigułki nie niosą żadnego ryzyka i przeciwskazań, choć już lektura ulotki świadczy o czymś innym. Dlatego pani ta wymyśliła sobie, żeby farmaceuta w aptece przeprowadzał ankietę i podpisywał odpowiedni protokół. Przenoszenie odpowiedzialności na aptekarza to pomysł iście szatański, ale czego nie robi się dla… „wolności” kobiet.

Comments are closed.