W wojnie PiS kontra sądy jeńców nie będzie

Ostra zagrywka sędziów pokazuje, że w wojnie PiS kontra sądy jeńców nie będzie. Sąd Najwyższy (SN) uznał, że prezydent Andrzej Duda nie mógł ułaskawić byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego i jego współpracowników. Chociaż przepisy były mocno niejasne, to w decyzji SN jest zapewne więcej polityki niż merytoryki.

Środowisko sędziów dało odczuć PiS, że nie pogodzi się z marginalizacją ich wpływów, a sami politycy tej partii będą musieli liczyć się konsekwencjami w postaci tępiących ich sędziów. Idąc na konflikt z sędziami, politycy PiS popełnili ten sam błąd co ponad dekadę temu, rozwiązując Wojskowe Służby Informacyjne. Zanim tego dokonano, przez dwa lata politycy PiS mówili: zlikwidujemy

WSI, rozliczymy, będzie ich bolało. WSI miały więc czas, aby parę razy odwinąć się partii Jarosława Kaczyńskiego. Należało robić, zamiast mówić.

Teraz politycy PiS od roku mówią o bałaganie w sądach i konieczności przywrócenia wymiaru sprawiedliwości ludziom. Nic więc dziwnego, że dziś ci, którzy rządzą polskim sądownictwem, zrobią wszystko, aby rządy PiS skrócić, a swoje wpływy zachować. Prztyczek w nos z ułaskawieniem Mariusza Kamińskiego wielkiej krzywdy rządom PiS nie zrobi, ale będzie problemem wizerunkowym dla tej partii.

Historia choroby

To jedna z najbardziej gorących spraw spornych między obozem PiS a zwolennikami III RP. W marcu 2015 roku Mariusz Kamiński, były szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego, został skazany przez sędziego Wojciecha Łączewskiego na trzy lata bezwzględnego więzienia za przekroczenie uprawnień przy tzw. aferze gruntowej. Identyczny wyrok dostał jego zastępca z CBA Maciej Wąsik, a dwóch innych dyrektorów CBA dostało dwa i pół roku więzienia. Drakoński wyrok nosił znamiona zemsty politycznej. Ta teoria lansowana przez polityków PiS znalazła potwierdzenie, gdy blisko rok później sędzia Łączewski został przyłapany w internecie na uzgadnianiu z osobą, którą uważał za Tomasza Lisa, jak najlepiej zwalczać rząd PiS.

W listopadzie 2015 roku, tuż po wygranych przez PiS wyborach parlamentarnych, Andrzej Duda ułaskawił wszystkich skazanych, nie czekając na prawomocny wyrok (sprawę rozpatrywał Sąd Apelacyjny). Rozgorzały prawnicze dyskusje, czy miał do tego prawo. Sąd Okręgowy postanowił w związku z aktem łaski uchylić skazanie, a sprawę umorzyć. Od tego wyroku kasację złożyli oskarżyciele posiłkowi. Na początku br. trzyosobowy skład sędziów skierował zapytanie prawne dotyczące prezydenckiego aktu do rozszerzonego, siedmioosobowego składu SN. Odpowiedź ogłoszono 31 maja: Andrzej Duda nie miał prawa – zdaniem SN – ułaskawić ludzi nieprawomocnie skazanych.

Sąd osądzi szefa CBA

Po tej decyzji trzyosobowy skład SN musi pozytywnie rozpatrzyć kasację oskarżycieli posiłkowych. Oznacza to, że uchyli postanowienia o uchyleniu wyroków skazujących na Mariusza Kamińskiego i jego wspólników i umorzeniu sprawy. Sąd Okręgowy będzie musiał rozpatrzyć apelacje skazanych w pierwszej instancji, a także oskarżycieli posiłkowych (uważali, że wyroki były za niskie). Ci ostatni to „ofiary” działań CBA przy aferze gruntowej. W wypadku gdyby rzeczywiście zapadła decyzja, że cała operacja CBA była nielegalna, to przysługiwałyby im odszkodowania.

Środowisko sędziowskie tym wyrokiem chciało wzmocnić swoją pozycję, a także zapobiec, aby w przyszłości Duda albo inny prezydent wyciągał im z kotła „klientów” poza kolejnością. Sądy w Polsce wciąż są używane do walki politycznej. Już dziś obóz III RP daje wyraźnie do zrozumienia, że jak odzyska władzę, to wszyscy „winni” wśród polityków PiS trafią przed sąd, a potem do więzienia. SN właśnie załatwił sobie, że Duda nie będzie w stanie „profilaktycznie” kogoś ułaskawić.

W sprawie, oprócz wątku prawniczego, jest silny motyw osobistego rewanżu środowisk sędziowskich. CBA kierowane przez Kamińskiego odważyło się bowiem prowadzić sprawę dotyczącą korupcji w Sądzie Najwyższym. Od 2009 roku ta sprawa jest systematycznie umarzana. W tym czasie do mediów przeciekły kompromitujące sędziów stenogramy rozmów i wiadomości SMS. Pierwsza prezes SN Małgorzata Gesdorf ani środowisko sędziowskie nie wyciągnęło żadnych konsekwencji wobec skompromitowanych sędziów. Linia obrony była podobna jak we wszystkich głośnych sprawach korupcyjnych robionych przez CBA. Otóż gdy dochodziło do korupcji, to obrońcy oskarżonych twierdzili, że albo operacja była bezprawna, albo doszło do czynu zabronionego w wyniku podżegania do niego przez agentów CBA. Częściej podnoszono obie te kwestie.

Z takich właśnie powodów uniewinniono nagraną na braniu pieniędzy od agentów CBA byłą posłankę PO Beatę Sawicką. Wówczas gdy zapadał wyrok, to dobrze zorientowani śledczy sugerowali, że tworzona jest podkładka pod skręcanie wszystkich kolejnych korupcyjnych spraw, w których występowały głośne nazwiska.

PiS kontra sądy

Wyrok SN jest kontrowersyjny, ponieważ uprawnienia prezydenta w konstytucji nie są limitowane prawomocnością lub nieprawomocnością wyroku. Art. 139 mówi bowiem, że prezydent ma prawo łaski wobec każdego z wyjątkiem skazanych przez Trybunał Stanu. SN przyjął logiczną interpretację, że nie można ułaskawiać niewinnych w świetle prawa. Bo skoro można byłoby zrobić tak wobec skazanych nieprawomocnie, to nie byłoby przeszkód, aby ułaskawić tych, którzy nawet nie są jeszcze oskarżeni. Wciąż jednak mamy do czynienia z interpretacją prawa, bo jest ono ewidentnie nieprecyzyjne. Prawo nie musi być logiczne. Profesor Piotr Kruszyński z Uniwersytetu Warszawskiego podkreśla, że art. 139 Konstytucji RP w żaden sposób nie limituje prawa łaski. Z kolei prof. Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości, jest odmiennego zdania i podkreśla, że w drugim zdaniu wspomnianego artykułu jest mowa, iż prawa łaski nie stosuje się do osób skazanych przez Trybunał Stanu. To, zdaniem Ćwiąkalskiego, przesądza, że prawo łaski stosuje się do osób, które są skazane.

Problem prawny rzeczywiście istniał, bowiem na skutek ułaskawienia przed prawomocnym wyrokiem nie wiadomo było, czy są poszkodowani przez urzędników państwowych (wówczas należałoby im się odszkodowanie), czy też ich nie ma. SN uznał jednak, że ma prawo określić uprawnienia prezydenta. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że to element walki sądów z PiS, które od kilkunastu miesięcy atakuje środowisko sędziów i zapowiada daleko idące zmiany. Ów kontratak sędziów będzie miał dla PiS przede wszystkim konsekwencje wizerunkowe.

Sprawa pozostawania pod nieprawomocnym wyrokiem kluczowego polityka tej partii będzie wykorzystywana przez opozycję pewnie non-stop. Najgorszy scenariusz dla PiS będzie taki, że sąd odwoławczy utrzyma (nawet w jakiejś części) wyrok, co w wypadku Kamińskiego i Wąsika będzie skutkować utratą mandatów poselskich. Natychmiastowe nawet ułaskawienie ich przez Dudę nie zmieni bowiem faktu, że byli prawomocnie skazani, a takowi nie mogą być posłami. Wciąż jednak wygaszenie mandatów będzie zależeć od marszałka Sejmu z PiS – Marka Kuchcińskiego. A ten zapewne, jak do tego dojdzie, dostrzeże problem prawny i zapyta się Trybunału Konstytucyjnego.

Cała ta sprawa pokazuje, że w PiS decyzję o ułaskawieniu podjęto bardzo szybko i nie przemyślano jej dokładnie. Można było przypuszczać, że kontratak salonu i środowisk prawniczych będzie mocny. A przecież mający absolutnie 100-procentową maszynkę do głosowania w Sejmie PiS mógł doprecyzować kodeks postępowania karnego, wpisując tam prawo do ułaskawienia przed zapadnięciem prawomocnego wyroku. Wówczas nie byłoby punktu zaczepienia. Ostra zagrywka sędziów SN pokazuje, że w wojnie PiS kontra sądy jeńców nie będzie.

Tym bardziej że tuż przed ogłoszeniem wyroku SN do krakowskiego Sądu Apelacyjnego wkroczyli funkcjonariusze CBA i zatrzymali pięć osób pod zarzutami przywłaszczenia 35 mln zł. Szykuje się więc nie tylko gorące lato, ale równie ciepła jesień.