
Podejrzenia wielu użytkowników Twittera, iż platforma cenzuruje wpisy ze względów politycznych znalazły oficjalne potwierdzenie. Jeden z szefów serwisu przyznał, że w czasie kampanii wyborczej w USA serwis ukrywał treści niewygodne dla Hillary Clinton.
Przed komisją amerykańskiego Senatu trwają przesłuchania szefów największych firm internetowych: Googla, Twittera, Facebooka, Amazona. Jack Dorsey szef i założyciel Twittera od dawna był podejrzewany, iż jego serwis cenzuruje wpisy ze względów politycznych.
Do tej pory można było uznawać, że te praktyki, to pojedyncze, izolowane przypadki. Serwis usuwał niektóre wpisy, albo zawieszał i likwidował konta.
Teraz okazuje się, iż platforma prowadziła zorganizowana akcję mającą pomóc Hillary Clinton wygrać wybory. Cenzorskie dziania Twittera i oszukiwanie użytkowników potwierdził w pisemnym zeznaniu Sean Edget jeden z szefów firmy.
Jak wynika z ustaleń komisji i zeznań, Twitter usunął 48% wpisów znajdujących się pod hasztagiem DNCLeak.
Tam znajdowały się komentarze, linki i informacje o dokumentach Narodowego Komitetu Demokratów. Komitet został zhakowany, a dokumenty i maile współpracowników Hillary Clinton zostały opublikowane przez Wikileaks. Potem trafiły do całej sieci.
Opublikowane informacje kompromitowały Demokratów. Ujawniały prawdziwe poglądy członków tej partii, sposoby manipulowania opinia publiczną, kontakty z mediami, a także to, jak wyeliminowano głównego konkurenta Clinton do nominacji Demokratów – Bernie Sandersa.
Pod hasztagiem PodestaEmails znaleźć można było informacje o korespondencji Johna Podesty – szefa kampanii wyborczej Hillary Clinton, a także linki do samych pism. Twitter usunął 25% tych treści.
Sam John Podesta i jego brat mają teraz kłopoty w związku z zarzutami postawionymi Paulowi Manafortowi, który przez krótki czas był szefem kampanii Trumpa. 12 zarzutów jakie mu postawiono dotyczą czasów kiedy współpracował z Demokratami i właśnie z braćmi Podesta.
Największe firmy internetowe znajdują się pod lupa Senatu. Bada się ich wpływ na wybory i kształtowanie opinii publicznej. Giganci nie tylko mogą cenzorować treści, ale maja też ogromne bazy danych o wszystkich wyborcach.
Amerykanie sami dali technologicznym firmom broń do reki. W 1996 roki, kiedy internet zaczynał się rozwijać, Kongres ustanowił prawo, które zezwalało firmom działającym w sieci usuwać dowolne treści zamieszczane na ich platformach przez użytkowników. Miało to umożliwić uniknięcie masowych pozwów, których mogłyby się spodziewać.
Celem tej regulacji było to, by internetowe firmy mogły bez przeszkód i szybko się rozwijać. Teraz to prawo obraca się przeciwko przeciętnemu użytkownikowi, a takie firmy jak Facebook, Twitter czy Google mają narzędzie wpływu na politykę na całym świecie.
Zobacz też: Jak obronić się przed wściekłym łosiem? Tej dziewczynie się udało [VIDEO]
Czytaj też: Jutro przełomowe wydarzenie w partii WOLNOŚĆ! Partia Korwina-Mikke ma zyskać posła obecnego parlamentu