Pikieta przeciwko polityce niemieckich Jugendamtów w 2016 roku. Foto: PAP/ Andrzej Grygiel
Pikieta przeciwko polityce niemieckich Jugendamtów w 2016 roku. Foto: PAP/ Andrzej Grygiel
REKLAMA

Ilona i Piotr Kwiatkowscy z Hamburga oczekują od polskiego rządu pomocy w odzyskaniu 10-miesięcznej córki Marceliny, która została zabrana przez Jugendamt w połowie października br.

„Polscy politycy mogą nam pomóc, wystarczy, aby zechcieli” – powiedział w piątek ojciec dziewczynki.

REKLAMA

10-miesięczna Marcelina została zabrana przez dwie przedstawicielki hamburskiego Urzędu do spraw Młodzieży (Jugendamtu) 15 października br. podczas nieobecności jej matki oraz ojca.

Film dokumentalny o dramatycznych wydarzeniach w Jedwabnem

Zobacz też: Jak za Hitlera. Niemcy znowu kradną polskie dzieci

W połowie października pani Ilona, mama Marcelinki zasłabła i została przewieziona do szpitala. Tam była razem z mężem. Z dziewczynką została babcia.

Około godziny 2 w nocy do jej mieszkania zapukali przedstawiciele Jugendamtu. Do mieszkania weszły dwie kobiety i bez wyjaśnień zabrały dziecko. Babcia powiedziała, że wyrwano jej dziewczynkę z rąk.

Kiedy nie chciała oddać dziecka, odepchnięto ją. Babcia, pani Krystyna powiedziała:

„Mówię: dziecka nie dam. Nie dam dziecka. Jedna mnie zablokowała, druga trąciła, upadłam, kolano mi tak wypadło. Krzyczałam z bólu niemiłosiernie, dziecko też krzyczało.”

Zobacz też: Gigantyczny transport „narkotyku bojowników”. Tym szprycują się bandyci z ISIS

Według rodziny babcia opiekująca się dziewczynką podczas zdarzenia miała zostać poturbowana. Przybyli na miejsce funkcjonariusze policji wyjaśnili, że dziecko zostanie oddane, jeżeli matka nie wróci do domu.

„Jugendamt zarzuca nam, że jesteśmy niezgodnym małżeństwem. Nie wiemy, na jakiej podstawie postawiono nam te zarzuty” – powiedział ojciec dziewczynki Piotr Kwiatkowski. „Mówią, że jesteśmy złymi rodzicami dla naszej córki, ale nie dla dwójki starszych dzieci, które mamy” – dodał.

„Jestem mężem i wiem na czym polega małżeństwo. Chcę chronić wszystkie moje dzieci oraz żonę. W Jugendamt próbują nas rozdzielić, nagabywano moją żonę, aby się ze mną rozwiodła i przeprowadziła się do domu dla samotnych matek” – powiedział. Dodał, że Jugendamt żąda od rodziny opłacenia rachunku w wysokości 7 tys. euro za miesięczny pobyt dziecka w przytułku.

Kwiatkowski oczekuje pomocy rządu polskiego w odzyskaniu córki. „Myślę, że polscy politycy mogą nam pomóc, wystarczy, aby chcieli. Prezydent Andrzej Duda to mój prezydent. On jest Polakiem i ja jestem Polakiem, i powinien nam pomóc, pokazać że jesteśmy jednością” – zaznaczył.

Polskie Stowarzyszenie Rodziców Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech, do którego zgłosiła się rodzina Kwiatkowskich, pomogło w złożeniu zawiadomienia do niemieckiej prokuratury o popełnieniu przestępstwa.

Rzecznik urzędu dzielnicowego Altona Martin Roehl powiedział, że ze względu na dobro dziecka nie może ustosunkować się do konkretnej sprawy państwa Kwiatkowskich. „Jugendamt interweniuje tylko wtedy, gdy życie lub zdrowie dziecka jest bezpośrednio zagrożone” – zapewnił. Decyzja o odebraniu dziecka jest „ostatecznością, to dla nas ultima ratio” – dodał.

Wiceprezes Stowarzyszenia Rodziców Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech Klaus-Uwe Kirchhoff powiedział, że jest w trakcie analizowania sprawy. Zastrzegając, że to dopiero wstępne ustalenia, wskazał na brutalną interwencję przedstawicielek Jugendamtu. Jego zdaniem niemiecka policja oceniła negatywnie postępowanie Jugendamtu. „Policja zachowała się bez zarzutu” – podkreślił Kirchhoff, były pracownik urzędu do spraw młodzieży.

Zobacz też: Znajomi ujawnili kim był mężczyzna, który podpalił się pod Pałacem Kultury. To trener biznesu z wieloletnim doświadczeniem

Komisja petycji Parlamentu Europejskiego przyjęła kilka lat temu krytyczny raport w sprawie Jugendamtów. Komisja badała skargi rodziców z różnych państw UE, którzy zarzucali Jugendamtom utrudnianie lub wręcz uniemożliwianie im kontaktu z dzieckiem w przypadkach, gdy sąd orzekł dostęp rodzicielski pod nadzorem.

W Polsce głośne były sprawy rozwiedzionych Polaków mieszkających w Niemczech, którzy skarżyli się, że niemieckie instytucje uniemożliwiały im posługiwanie się językiem polskim w czasie nadzorowanych spotkań z dziećmi. Podobne problemy zgłaszali też rodzice z Francji i Włoch.

Jugendamty powstały w latach 20. XX wieku jako instytucja opiekująca się trudną młodzieżą, zdeprawowaną w wyniku wojny. Po dojściu do władzy w 1933 roku naziści włączyli sieć tych placówek do swojego systemu wychowawczego. Obecnie działalność urzędów do spraw młodzieży znajduje się w gestii niemieckich krajów związkowych (landów).

W przypadkach zaniedbania dzieci przez opiekunów lub znęcania się nad nimi, nierzadko Jugendamty krytykowane są za opieszałość i brak zdecydowania; z drugiej strony zarzuca się im ingerowanie w życie rodzin i naruszanie prywatności. (PAP)

Zobacz też: W Berlinie zbudowali plac zabaw z meczetem. „Pozwala nawiązać lepsze stosunki z migrantami” [WIDEO]

REKLAMA