Drogi pysk Michała Boniego. Janusz Korwin-Mikke skazany za spoliczkowanie donosiciela SB

Boni Korwin-Mikke wyrok
Michał Boni i Janusz Korwin-Mikke. / fot. PAP/Jakub Kamiński

Janusz Korwin-Mikke został prawomocnie skazany na 20 tys. zł grzywny za spoliczkowanie w 2014 r. europosła Michała Boniego (PO). Warszawski sąd okręgowy oddalił jego apelację w tej sprawie, uznając, że jest bezzasadną.

Sędzia Piotr Bojarczuk stwierdził, że ustalenia sądu pierwszej instancji w tej sprawie były zasadne. Jak dodał nie budzi wątpliwości, że do incydentu doszło, gdy obaj europosłowie pełnili swoje obowiązki służbowe.

Nie znajduje uzasadnienia twierdzenie, by uderzenia człowieka w policzek różniło się czymś od uderzenia człowieka w dwa policzki. To naruszenie nietykalności cielesnej. Jest pewna granica, której żaden obywatel, niezależnie kim jest, nie może przekraczać. Nie ma na to przyzwolenia – oświadczył sędzia.

Zobacz też:  „Niesiołowski PiS-u”. Poseł Tarczyński złożył życzenia „Gazecie Wyborczej”. „To jest tak smutne, że nie ma słów”

Chodzi o incydent podczas zorganizowanego przez MSZ spotkania polskich europosłów. Korwin-Mikke wyjaśniał potem wielokrotnie, że spoliczkował Boniego, bo tak mu obiecał.

Kiedy w czasie debaty w sprawie uchwały lustracyjnej (w 1992 r.) Boni wypierał się, że był agentem SB i wyzywał mnie od idiotów, dałem mu słowo i go dotrzymałem. Przyznał się potem, że był agentem, od początku miałem rację – mówił Korwin-Mikke.

Dodał, że Boni nie przeprosił go za swoje słowa, dlatego zdecydował się na odwołanie do „aktu dyshonorującego”.

Wyrok nieprawomocny w tej sprawie zapadł w maju 2017 r. przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia.

Sąd uznał Korwin-Mikkego za winnego przestępstwa z art. 222 par. 1 Kodeksu karnego, który stanowi: „Kto narusza nietykalność cielesną funkcjonariusza publicznego lub osoby do pomocy mu przybranej podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3”.

Zobacz też: Publicysta „Najwyższego Czasu!” radnym Warszawy. Swoim pierwszym wystąpieniem rozgrzał do czerwoności środowiska lewackie

(PAP)