
Po 5 miesiącach nieudanych negocjacji i przepychanek, Niemcy mają szansę na powołanie rządu. SPD zgodziło się zawiązać koalicję z CDU/CSU.
Członkowie socjaldemokracji poparli w głosowaniu utworzenie koalicji z CDU/CSU. Spośród 464 tysięcy członków, głosowało 378 tysięcy, a 66% poparło sojusz.
Pod koniec lutego, na powołanie wspólnego rządu z SPD zgodziły się CDU/CSU.
Pięć miesięcy przepychanek i dryfowania nieomal nie zakończyło się całkowitym przemeblowaniem niemieckiej sceny politycznej. Zmiany i tak są duże
Na drugie miejsce w sondażach wysunęła się największa partia opozycyjna – Alternatywa dla Niemiec, która wyprzedza SPD.
Praktycznie zakończyła się kariera polityczna Martina Schulza. Jego pomysł powołania do 2025 roku Stanów Zjednoczonych Europy został wyśmiany i w kraju i za granicą.
Były szef Parlamentu Europejskiego musiał oddać obiecany mu fotel ministra spraw zagranicznych. Kilka dni później, zmuszono go do rezygnacji z funkcji szefa SPD. Członkowie partii nie darowali mu fatalnych, najgorszych od powstania ugrupowania, wyników wyborczych.
Merkel po raz czwarty zostanie kanclerzem, ale jej pozycja będzie dużo słabsza niż za poprzednich kadencji. Niemal co tydzień przez kraj przetaczają się demonstracje protestujących przeciwko imigrantom.
Na zapleczu wyrasta potężna opozycja, która ma sondażowe wyniki lepsze niż druga siła w Bundestagu – SPD. AfD forsuje debatę o polityce imigracyjnej, której Merkel i jej sojusznikom udawało się unikać.
Zmienia się także sytuacja w Europie. Niedzielne wybory we Włoszech najprawdopodobniej przyniosą zwycięstwo ugrupowaniom antyimigranckim. Merkel ze swoją polityką „otwartych drzwi” może ewentualnie liczyć tylko na prezydenta Francji Macrona. Hiszpania ma własne kłopoty z Katalonią. Słabnie też pozycja Brukseli, której po Brexicie grozi katastrofa budżetowa.