
Na drodze realizacji atomowych planów rządu Mateusza Morawieckiego stanąć mogą Niemcy. Podczas gdy polski minister energii przekonuje o konieczności budowy elektrowni jądrowej, nowy rząd kanclerz Merkel szykuje cios w energię atomową.
Minister energii, Krzysztof Tchórzewski jasno opowiedział się niedawno za energią jądrową. Jak zapewnił, ostateczna decyzja w tej kwestii zapadnie do końca miesiąca. Cena takiej inwestycji będzie wynosiła 70-75 mld zł. Orlen i Lotos połączyły siły, by odegrać istotną rolę w planach budowy. Nie jest tajemnicą, że przy takiej inwestycji rząd liczy na dofinansowanie ze środków unijnych.
Tymczasem sytuacja skomplikowała się za sprawą nowego niemieckiego rządu. Według informacji podanych przez portal Energetyka24.pl, w umowie koalicyjnej pomiędzy CDU/CSU a SPD znalazł się fragment poświęcony walce z energetyką atomową. Mowa jest także o zakazie korzystania z publicznych środków w przypadku inwestycji w atom.
Nie chcemy żadnego wsparcia z funduszy unijnych na nowe elektrownie jądrowe – zastrzegli koalicjanci.
Berlin w swojej nowej polityce stawia przede wszystkim na energię odnawialną, dotowaną na poziomie unijnym. Jak czytamy, taki ruch zwiększyłby „możliwości eksportowe niemieckich firm”. Kanclerz Merkel w kwestii energii atomowej ugięła się przed organizacjami ekologicznymi po awarii elektrowni atomowej w japońskiej Fukushimie w 2011, spowodowanej trzęsieniem ziemi i katastrofalnym tsunami.
Sytuację Polski dodatkowo komplikuje fakt, że prezydencję w Unii Europejskiej obejmie w lipcu Austria, która podobnie jak i Niemcy, walczy z elektrowniami atomowymi. Austriackie przedsiębiorstwa są jednymi z głównych graczy w sektorze energii odnawialnej, można więc spodziewać się także sprzeciwu z tej strony.
Konieczność zainwestowania gigantycznej kwoty 75 mld zł w elektrownię atomową w całości ze środków budżetowych może mocno skomplikować to przedsięwzięcie.
Czytaj też: Masa o mordercach Jaroszewiczów. „To Pruszków rozwalił grupę karateków. Przewierciliśmy im kolana”